czwartek, 17 maja 2018

Perfumy do tatuowanej skóry - Moko Maori Gri Gri Parfums


Tatuaż jako forma modyfikacji ciała znana jest od tysiącleci. W wielu kulturach tatuaże stanowiły część rytuałów i pełniły rolę informacyjną - odpowiedni tatuaż stanowił dowód przynależności do elity, zapewniał przychylność duchów lub sławił dokonania nosiciela.


W Europie tatuowali się Brytowie, Trakowie czy Wikingowie.
Dopiero z czasem tatuaże stały się synonimem rebelii i hańby. Zawdzięczamy to po części wpływom kultury rzymskiej, po części wpływom semickim, które rozprzestrzeniły się na świecie wraz z Chrześcijaństwem. Księga Kapłańska Biblii zakazuje bowiem tatuowania ciała i w ten sposób wprowadza tatuaż w sferę pojęcia grzechu.

poniedziałek, 14 maja 2018

Sen nocy letniej - Gucci Guilty Absolute pour Femme


Docieram wreszcie do finału krótkiej serii szpiegowskiej. Dziś perfumy, które bestsellerem nie są. Mimo to, a może właśnie dlatego, zasługują na miejsce na blogu o perfumach niezwykłych. Bo to tak trochę jest niestety, że ogromna popularność odziera trochę z niezwykłości. Jeśli coś podoba się wszystkim, to siłą rzeczy przestaje być wyjątkowe i unikatowe. Choć, oczywiście, nie staje się przez to mniej dobre czy mniej ładne. 

Asiu, Ago, Szymonie - na Wasze życzenie. :)


A to pustkowie leśne nie jest puste*


Gucci Guilty Absolute otwiera się zapachem jeżyn. Ciemnych, dojrzałych, sodko cierpkich, z tą charakterystyczną, unikalną nutką jesiennego listka charakterystyczną tylko dla tych owoców.
Nuta jeżynowa ułożona jest na jasnozielonym, lśniącym aromacie cyprysa. I przysypana pieprzem. Bladym, drobno zmielonym, wyczuwalnym przy głębszym wdechu gdzieś pod oczami i w tyle języka.

Na drugim planie pojawia się róża. Róża aksamitna, matowa, jędrna, lecz brzmiąca zaskakująco swojsko. Jak piękny, pyszny kwiat, który nie wyrósł w ogrodzie, lecz na skraju lasu pełnego kolczastych jeżyn i kolczastych jeży.

I kiedy już, już wydaje nam się, że ta plama różanej czerwieni na tle ściany lasu jest najdziwniejszą rzeczą, jaka nas dziś spotka... Las zaczyna żyć.

czwartek, 10 maja 2018

Najbardziej kontrowersyjne perfumy 2018 czyli szpiegowania w perfumeriach część druga


Dziś druga część mojego romansu z hitami z selektywnych perfumerii. Tym razem bohaterem nie będzie hit sprzedażowy, lecz perfumy wzbudzające zainteresowanie i kontrowersje. I przy okazji przyzwoicie się sprzedające.


Najbardziej chyba wyczekiwaną selektywną premierą 2017 była Aura Muglera. Perfumy wielkiej marki we flakonie, który zachwyca.

wtorek, 8 maja 2018

Najpopularniejsze perfumy początku roku czyli szpiegowanie w Sephorze. ;)


Dziś będzie wpis POP.

Chodzi głównie o repertuar, nie formę. Choć oczywiście mam nadzieję, że będzie lekki, łatwy i przyjemny. :)


Chadzam sobie od czasu do czasu do Sephory. Na zakupy. Jednak nie potrafię się zwykle oprzeć także miłej pogawędce z paniami i panami (głównie paniami) konsultantami. Bo to zazwyczaj mili ludzie są, a tematyka sama się pcha na usta. PERFUMY.

niedziela, 6 maja 2018

Co łączy papieża i mgłę - NEBBIA


Filippo Sorcinelli znany jest głównie jako twórca szat papieskich. Projektowane przez Sorcinellego i wykonane w założonej przez niego pracowni Lavs szaty liturgiczne nosił papież Benedykt XVI i nosi aktualny papież - Franciszek.




Lavs to także nazwa pierwszych perfum wypuszczonych na rynek przez stworzoną przez ekscentrycznego Włocha markę perfumeryjną Unum. Gotyckie kompozycje Unum od dawna już czekają na swój czas na Sabbath of Senses. Tym razem postanowiłam jednak pójść inną drogą i perfumeryjny dorobek Filippo Sorcinellego przedstawić Wam od strony niezwykłej. Tak więc nie Gotyckie Unum i nie esencjonalne zapachy SAUF, lecz najmłodsza z trzech założonych przez "krawca papieży" marek perfumeryjnych będzie tematem dzisiejszego artykułu.


czwartek, 3 maja 2018

Kokaina czy Tytoń? Wybierz swoją używkę - Franck Boclet Cocaine i Tobacco


Z narkotykami tak to już bywa, że łatwo wpaść w ciąg. Ja też wpadam - tym razem w kokainowy. Oczywiście jest to ciąg perfumeryjny.

Pisałam ostatnio o Chemical Love stworzonych przez niesamowicie utalentowanego Lukę Maffei dla marki Olibere Parfums. Chemical Love opowiada historię kokainowego haju. Podobną opowieść znajdziemy w repertuarze Francka Bocketa.

Franck Boclet starannie pielęgnuje swój wizerunek buntownika. Bardzo gustowny i fajny wizerunek. W ramach tego wizerunku prezentuje światu perfumy o nazwach prowokujących i działających na wyobraźnię: Rebel, Crime, Erotic czy Ashes.


Dziś przedstawię Wam dwie olfaktoryczne opowieści z używkami w tytule. Pierwszą, jak się zapewne domyśliliście, jest Kokaina. Drugą Tytoń.

wtorek, 1 maja 2018

Stężony erotyzm - Nudiflorum Nasomatto


Nasomatto to marka kultowa. Nie "kultowa" w asekuracyjnym cudzysłowie lecz kultowa i już. Gualtieri to jest Ktoś. Stworzył nie tylko świetnie prosperującą markę, której popularność dorównuje sprzedaży. Stworzył styl. Mniejsza o to, czy jest to styl ładny czy nieładny, dobry czy niedobry, wysoki, niski, elitarny, popularny, rewolucyjny czy wręcz przeciwnie. Jest JAKIŚ.


Perfumy Gualtieriego są rozpoznawalne i charakterystyczne. Nie tylko te tworzone dla Nasomatto, lecz także część kompozycji dla Maria Lux i Orto Parisi (która to marka od lat czeka na swoje miejsce na SoS i pewnie by się wkrótce doczekała, gdyby nie to, że genialne zapachy Olympic Orchids czekają bardziej) mają wspólny element porównywalny chyba tylko do słynnej lutensowskiej bazy - olfaktorycznego podpisu mistrza Sheldrake'a obecnego w większości perfum marki Serge Lutens powstałych w pierwszej dekadzie jej istnienia.

Kiedy na rynek wchodzą perfumy Nasomatto wszyscy spodziewamy się znaleźć w nich to COŚ, ten podpis mistrza. I czasem Mistrz pokazuje nam figę. Do kwadratu, bo w Nudiflorum nie tylko nie ma COSIA, ale też nie ma nagich kwiatów. Są kwiaty, ale nagość jest gdzie indziej.


niedziela, 29 kwietnia 2018

Miłość, Niebezpieczeństwo i Zauroczenie - trzy nowe ekstrakty Olibere Parfums


Olibere Parfums to marka znana już czytelnikom Sabbath of Senses - w roku ubiegłym recenzowałam pierwsze siedem firmowanych nazwiskiem Marjorie Olibere kompozycji i zapowiadałam kolejne trzy. Zapachy i recenzje. Tymczasem na targach w Mediolanie zadebiutowały nie trzy, lecz aż siedem nowych "Oliberów".


Do kolekcji Les Mythiques doszły trzy ekstrakty autorstwa Luki Maffei (i te zapowiadałam). Pojawiła się także zupełnie nowa seria perfum, o opinii bardziej przystępnych: Les Insoumises Collection. W jej skład wchodzą cztery "ogródki": Le Jardin De Madame Chan (ylangowy), Le Jardin De Marie-Antoinette (oczywiście piżmowy), Le Jardin De Mistinguet (mimozowy) i Le Jardin D’Amelie (rabarbarowy, mój ulubiony).

Mogłabym zadać Wam pytanie o to, której serii przyznałam pierwszeństwo recenzyjne, ale w sumie... po co?

Zapraszam do lektury opowieści o trzech miłościach: niebezpiecznej, zgubnej i fatalnej.

piątek, 27 kwietnia 2018

Orient pełnym pyskiem - Camel Zoologist Perfumes


Pana Wielbłąda poznać chciałam bardzo. Bardziej, niż wypada przyznać damie.

Zrozumcie jednak: "perfumeryjna okolica", z której pochodzi ma mnóstwo zalet. Niebanalni mieszkańcy w niebanalnych sztafażach. I - co najważniejsze - niebanalne o nich opowieści, które snuły mi się po wyobraźni od chwili, w której pachnące ZOO pojawiło się na pachnącej mapie świata.


Pragnęłam romansu. Najpierw liczyłam na Pana Nietoperza. Ba! Pewna byłam zauroczenia; jeśli nie wręcz miłości. Niestety, Pan Nietoperz okazał się miłym chłopcem, a miłych chłopców, to ja lubię w życiu, nie w perfumach.
Pewne nadzieje budził Nosorożec. Choć niewielkie, bo to jednak gruboskórny gość. Ostatecznie jednak gruboskórność wybaczyłabym mu łacniej, niźli chłód.
Zaliczyłam kilka schadzek z bardzo miłym Makakiem, jednak najbliższa mojemu sercu okazała się Cyweta. Zrozumcie jednak - nie sposób pokazać się publicznie z babą w futrze.

Padło więc na Wielbłąda. Bo jak nie Wielbłąd, to kto?

czwartek, 26 kwietnia 2018

Mleko z krwią czyli wspomnienia mistrza Lutensa - Dent de Lait Serge Lutens


Dent de Lait to perfumy, które powinno się wąchać bez znajomości prasowego dossier stworzonego przez ekscentrycznego Serge'a Lutensa, bez znajomości nut, nawet bez znajomości nazwy. A przynajmniej bez jej zrozumienia.

Wąchane bezprogramowo Dent de Lait to zapach zupełnie inny, niż Dent de Lait oprotezowane opowieścią o Zębowej Wróżce, końcu dzieciństwa i mieszaniu mleka z krwią.



Przejdźmy do rzeczy.
Po pierwsze Dent de Lait to pierwsza premiera marki Serge Lutens, która debiutowała w nowej - bardzo ładnej - szacie graficznej i w nowej pojemności 100 ml.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...