środa, 16 lipca 2008

Serge Lutens Chypre Rouge



Dokąd idziesz z tym ogonkiem?

Zanim jeszcze poznałam Chypre Rouge osobiście, zetknęłam się na forum perfumeryjnym z osobami nazywającymi ten zapach Czerwonym Kapturkiem. Prawda, że chwytliwa nazwa?
Tak się nią zasugerowałam, że ten Czerwony Kapturek chodził za mą jeszcze przed pierwszym testem.

A ponieważ po testach okazało się, że nazwa (autorstwa Anuschki) jest trafna, pozwolę sobie to skojarzenie w recenzji wykorzystać.

Rzeczywiście ten metaforyczny las jest ciemny. Zapach zaczyna się ponurymi ostrzeżeniami matki wysyłającej dziecko samo w ciemną puszczę - głębokie, drzewne nuty z wyraźną tymiankową goryczką i na szczęście nieco mniej wyraźnym powiewem stęchłej ściółki (paczula - mam cię!). Gdyby zapach tak się kończył - byłby to niewypał.

Ale nie jest. Ponura, ciężka duchota zostaje rychło (rychło to jest parę minut) rozwiana przez nuty ciepło miodowe i delikatnie kwiatowe. Pojawia się piękna, dźwięczna harmonia starego, sosnowego lasu i ptasich treli.
Ale to jeszcze nie koniec.

Po jakiejś pół godzinie, do godziny - mamy okazję wreszcie zajrzeć do kapturkowego koszyczka i poniuchać owe zaskakujące w nutach żelki. Są! Słowo daję wyraźnie wyczuwalne są w tym lesie żelki i to jest ogromnie zabawne (dla mnie przynajmniej, bo mój Miły na żelki nosem kręci).

Pamiętacie ten wulgarny dowcip z wilkiem pytającym Czerwonego Kapturka: Dokąd idziesz głupia c...? No to tym razem Kapturek koszyczka nie zapomniał.

W końcu żelkowe aromaty znikają i zostaje wysłodzony wanilią i wygładzony ambrą mech, żywica, deptana ściółka. Tym razem bez nut stęchlizny - jak gdyby paczula przewędrowała w tej kompozycji z bazy do głowy.
I to już nie jest baśń o Czerwonym Kapturku, tylko najprawdziwsze piękno, olfaktoryczne doznanie najwyższej próby.

Co zadziwiające - mam wrażenie, że podobnie jak Harissę CdG, Chypre Rouge trzeba oswoić. Trzeba nauczyć się dostrzegać pełnię jego krasy, chwytać wszystkie snujące się po tym metaforycznym lesie nutki. Im dłużej noszę Chypre Rouge, tym bardziej mnie zachwyca. Im niższy poziom płynu we flakonie, tym pewniejsza jestem, że będzie następny. I następny. I następny...

Zapach jest dość trwały, wśród Lutensów w środku stawki, wyczuwalny z bliskiej odległości - ten Kapturek ma taki mały ogonek, za który zbiera się mnóstwo bardzo miłych komplementów.

Data powstania: 2006
Twórca: Christopher Sheldrake

Nuty zapachowe:
nuta głowy: tymianek, sosnowe igły
nuta serca: miód, wosk pszczeli, jaśmin, żelki
nuta bazy: wanilia, paczula, mech, ambra, piżmo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...