środa, 24 września 2008

Parfums M. Micallef Gaiac



Trwaj chwilo, jesteś piękna!*
Verweile Augenblick! Du bist so schön!*


Opisując ten zapach muszę posłużyć się obrazem, skrótem. Jakoś nie mam serca rozbierać go na kawałki, prześwietlać i analizować. Wybaczcie.

Pierwszy moment, pierwsza twarz, jaką ukazuje nam Gaiac to drewno. Po prostu. Zakładam, że to rzeczywiście gwajak, choć mnie ten otwierający akord przypomina raczej zapach pełnego słodkiego soku drewna klonowego zmiękczonego sandałowcem. To pewnie dlatego, że klon i drewno sandałowe wąchałam, a gwajakowca na żywo nigdy...

Tak, jak napisałam, jest to tylko moment, bo już po minucie, dwóch... kontury drzewności bez pośpiechu rozmywają się, rozpływają i nabierają światła, obraz zaczyna roztapiać się, łagodnieć. Twarda, lekko chropawa powierzchnia, jak kora drzewa okrywa wnętrze o zupełnie odmiennej fakturze.

Zapach zaczyna ewoluować w kierunku nut miodowych, upojnie słodkich, lepkich niemal, by wreszcie spłynąć jak lśniąca smużka rozrzedzonego promieniami południowego słońca miodu do misy utworzonej ze złożonych, ciepłych ludzkich dłoni. Dłoni, które dosłownie moment wcześniej podnosiły do ust kęsy ciemnego, korzenno - waniliowego ciasta. A wszystko to dzieje się w upalnym ogrodzie, gdzie kwitną lipy i nad krzewami pokrytymi pękatymi owocami czerwonego agrestu bzyczą tłuściutkie trzmiele...

Nie wiem dlaczego tak bogaty, syty zapach jak micallefowski Gaiac rozbłysnął w moim umyśle obrazem tak prostym, zwyczajnym. Może dlatego, że odbieram go bardziej jako ukojenie, niż jako olfaktoryczną łamigłówkę?
Jest w nim coś z zaskakująco oczywistego przepychu natury, który nie przytłacza brakiem umiaru i nie razi kiczem.
Tak więc upajam się nim podziwiając jak skończone dzieło i nie zadając pytań. Nie szukając w nim bergamoty i nie tropiąc znienawidzonego jaśminu.

Największym zastrzeżeniem jakie mam do tego zapachu jest jego zasmucająco słaba trwałość na mojej skórze. Trwa chwil kilka. Ale to piękne chwile.


Twórca: Goeffrey Newman

Nuty zapachowe:
nuta głowy: bergamota
nuta serca: jaśmin, goździk
nuta bazy: drzewo gwajakowe, wanilia


* Johann Wolfgang von Goethe "Faust"

wtorek, 23 września 2008

Serge Lutens Muscs Koublaï Khän



Pan Niechluj

Z pewnym wahaniem wrzucam tu swoje odczucia związane z tym zapachem. Powód moich rozterek zapewne zrozumie każdy, kto przeczyta poniższy opis.

Wielbicieli przepraszam - moje odczucia są subiektywne i... No cóż: ku przestrodze miłośnikom zapachowego hazardowania się, czyli zakupów w ciemno.
Najpiękniejszy nawet zapach może nie współgrać z naszą skórą. Mam wrażenie, że im oryginalniejszy, tym większe szanse na wpadkę.

Kiedy czytałam, że Muscs Koublai Khan jest niezwykły, oryginalny i powalający wierzyłam w to tylko troszkę. Cóż może być tak wstrząsającego w mydlanych piżmowych popierdółkach? - myślałam.


Biada niedowiarkom!
Bo Muscs Koublai Khan naprawdę jest niezwykły, jest oryginalny i jest powalający!

Otwarcie to coś, co moja wybujała wyobraźnia zinterpretowała jako długo noszone slipy. Zanieczyszczone wszelkimi właściwymi slipom wydzielinami (czyli waląc wprost: moczem, kałem oraz wielodniową spermą) i przesiąknięte skwaśniałym potem, których odór zamaskować ktoś usiłował dość podłą wodą toaletową o dusznym kwiatowym aromacie.
Przez jakiś czas nuta fizjologiczna płynnie splata się z nutą kolońską, to wysuwając się na czoło, to przyczajając w kwiatkach.

A potem objawia nam się się kupa pełną... pupą. I dominująca kupa to najbardziej dobijający fragment tego zapachowego turpistycznego poematu.
Po jakiejś godzinie do dwóch do kupy dołącza mydło. Nie szare, nie obskurne... Po prostu mydło toaletowe. Względnie mdłe, ale na tle poprzednich nut wcale nie odpychające.
I tyle. Kupa brzmi w tle, pozostałe fizjologiczne aromaty wyczuwalne ledwo ledwo ujawniają się tylko gdy przykładamy nos na skóry, za to kwiatkowa "perfuma" mutuje w wodę z wazonu (zapomniany bukiet zawierać musiał między innymi jaśmin), a spokojna, mydlana pianka powoli otula całą tę oryginalną zapachową kompozycję.
Po wielu godzinach zostaje na skórze niejasny powidok bez znaków szczególnych. Ciepłe, piżemkowe wspomnienie ekstremalnych doznań zapewnianych przez Jurnego Chana.

Naprawdę chciałabym zobaczyć, jak ten zapach oddaje z siebie piękno, ale jedyny mężczyzna, któremu miałam odwagę zaproponować testy naskórne, po powąchaniu Muscs Koublai Khan w zgięciu mojego łokcia bardzo stanowczo odmówił współpracy.


Wiem, że jest nietrendy nie zachwycanie się tym zapachem. Widzę, że "w branży" przeważają, szczere bądź nie, zachwyty (na Basenotes tylko jedna negatywna recenzja na 39), ale nic nie poradzę na to, że mnie Kublai Chan nie lubi. Z wzajemnością.
Może się skurczybyk boi konkurencji? Nie toleruję zapachów, które próbują mnie zdominować.


Na ilustracjach oryginalny flakon tej oryginalnej wody perfumowanej oraz oryginalny portret oryginalnego Kublai Chana.
Nie jestem w stanie zmusić się do wyszukania czegoś, co zobrazuje mój ohydny opis.

Data powstania: 1998
Twórca: Christopher Sheldrake

Nuty zapachowe:
cybet, castoreum, korzeń kostus, kmin, labdanum, róża marokańska, szara ambra, ketmia piżmowa, nasiona bursztynki, wosk pszczeli, wanilia, paczula

piątek, 12 września 2008

Etro Mahogany

Żywiczna innowacja

Wyobraźcie sobie, że Dżepetto nie jest zgrzybiałym staruszkiem, tylko ekscentryczną, może na wpół obłąkaną, a już na pewno wiecznie opętaną przez zieloną, absyntową wróżkę rzeźbiarką. Taka Dżepetta z pewnością nie wyrzeźbiłaby sobie drewnianego brzydala.

Otóż magicznie ożywione dzieło naszej niesamowitej artystki to młodzieniec, który w żadnym razie nie mógł powstać ze zwykłego klocka. Jego mahoniowe, lśniące ciało uformowane zostało z cienkich, wiotkich listew, giętkich jak wstęgi, gładkich i lśniących jak kredowy papier, pokrytych dla podkreślenia ich urody i z troski o trwałość pięknego stworzenia impregnującą żywicą i lakierem o syntetycznie słodkawym zapachu.
Twarz naszego Pięknego jest podłużna, nos prosty, oczy wielkie, żywicznie słoneczne i egzotycznie skośne. Zielone włosy opadają spod liściastego wieńca na kanciaste, szczupłe ramiona, biodra są smukłe, nogi długie, a u kostek, jak Hermesowe skrzydełka, drżą jasne, młode listki.
O ubraniu nie wspominam z rozmysłem. :-)
Złotoskóry młodzieniec intencje ma najlepsze i kocha swą rzeźbiarkę miłością wielką i czystą.
Tylko dziwnym trafem po jakimś czasie połowa dzieci w okolicy ma złotawą skórę i dziwne, migdałowate oczy... Ciekawe skąd?

Pierwszy kontakt z Mahogany może być zaskakujący i nawet, w pewien sposób, rozczarowujący. Szczególnie dla kogoś, kto jak ja, spodziewał się ciemnego, nasyconego olfaktorycznym mrokiem zapachu drzewnego do cna, ciężkiego jak kłoda, monumentalnego jak afrykańskie rzeźby, otulającego ciało jak gęsty dym.
Niczego takiego w mojej flaszce nie znalazłam.
Mahoń w zapachu Etro to blask w koronie drzewa, to wiotkie gałązki pokryte swawolącymi na wietrze liśćmi.

Otwarcie jest jasne, przejrzyste jak w Shaal Nur, przestrzenne jak w Lutensowskim Chene lub Encre Noire Lalique.
Od pierwszej chwili, po sam kres zapachu brzmi w nim nuta, którą z pewnym wahaniem zinterpretowałam jaka cyprysową żywicę. Nie jest to jednak żywica cyprysu, który znam, lecz jakiejś jego szczególnej, egzotycznie wyniosłej odmiany, dodatkowo poddana obróbce wydobywającej z niej niespotykaną, syntetyczną nutę. Ta dziwna, lakierowana perfekcja zarazem fascynuje i niepokoi, nadaje zapachowi kształt i jednocześnie od niego odstaje.
W tej nienaturalnie przejrzystej żywicznej ramie uwięzione tkwią listki majeranku, kwiatki rozmarynu, pieprzny pyłek i goździkowe słupki. Przyprawowe bogactwo porównywalne chyba tylko z Opus Penhalligon's.

Na dalszym etapie rozwoju zapachu dokonałam kolejnego odkrycia. Nuta, wokół której chodziłam jak pies wokół jeża nie potrafiąc jej uchwycić i nazwać. A to po prostu konopie indyjskie. Pozornie niedbale doczepiona do przyprawowego bogactwa środkowej fazy zapachu konopna zielenina.
Gdy szperam bardzo uważnie pod warstwami tej szczególnej zapachowej układanki docieram jeszcze do czegoś, co kojarzy mi się z zapachem terpentyny podobnym nieco do chemicznych oparów znanych z Hinoki.

Schyłkowa faza zapachu jest bardziej wyciszona, niż jego rozkwit. Głębsza, z wyraźnymi akcentami drzewnymi w postaci cienkich, gładkich listewek. Nie jest też tak ekspansywna, jak opisane przeze mnie powyżej olfaktoryczne cuda, lecz przyskórna, letnia. Żywica i drewno podbite są tu zmysłową ambrą muśniętą (ale nie zabełtaną) krztyną wanilii i mydlanym powiewem piżma. Gdyby nie wspomniana już przeze mnie, a ciągle obecna cyprysowa żywica można by ten etap nazwać grzecznym. Ale, dzięki temu fenomenowi, grzeczny nie jest. Jest do ostatniego śladu na skórze niezwykły.

Data powstania: 2004

Nuty zapachowe:
bergamota, cyprys, goździki, kmin, pieprz, drewno sandałowe, wetiwer, wanilia, piżmo, ambra.

środa, 10 września 2008

Etro Shaal Nur

Nie miałam zamiaru, ani potrzeby recenzowania tego zapachu, jednak jakoś tak mi wyszło przy okazji prób stworzenia recenzji innego zapachu Etro, że Shaal Nurek byłby na miejscu jako zagajenie. Tak więc oto nie jest recenzja, tylko kilka słów, które wymknęły się spod kontroli.

Najpierw wedle producenta:
Oryginalny i unikalny. Kwiatowo-różana nuta, która opiera się na ciepłej bazie przypraw. Towarzyszy im kwiat karo karounde, narcyz i żonkil. Imię pochodzi od indyjskiej księżniczki, ale oznacza również najwyższej klasy jedwab lub szal z kaszmiru.

A moim zdaniem:

Ani orientalny, ani szal...
... ani kwiatowy, ani księżniczkowy.

Otwarcie jest cytrusowo - cierpkie. Takie tryskające gorzkawym sokiem skórki ze świeżych cytrusów, gniecione w porannym słońcu bardziej, niż krojone cienistej kuchni.
Po kilku chwilach owa nuta cytrusowych skórek przekształca się w pięknie perfumeryjną nutę aromatycznych olejków. I naprawdę, naprawdę czuć w Shaal Nur petitgrain w najpiękniejszym możliwym wcieleniu.

Kiedy już nasycimy się cytrusowym blaskiem, kiedy zmysły obudzą się do życia pod wpływem energetyzujących pierwszych akordów - nadchodzi czas na pieszczotę. Łagodny aromat różanego drewna miękko przenika przez deszcz cytrusowych promieni, niepostrzeżenie zmieniając się w gęsty, leniwy nawet zapach różanego olejku. Następuje chwilowe wyciszenie zapachu.

Chwilowe, bo oto do akcji wkraczają przyprawy. Nuty wytrawne, drapiące, kolczaste jak małe rzepy uczepione aksamitnej, różanej bazy. Rozmaryn, estragon, zielony pieprz, kurkuma, krztyna szałwii nienatrętnej jak gdyby uzyskiwanej z suszonych, czerwonych, kwiatowych płatków. Dodatkowo okraszone nieco gryzącym kadzidełkiem podobnym do tego szczególnego dymku, który wyczuwam w Shalimarze.
I... Kto nie wąchał, nie uwierzy - ale ta szorstka chmurka jest naprawdę urodziwa. I wcale, ale to wcale nie jest irytująca.

Shaal Nur znika ze skóry niepostrzeżenie, po trzech, czasem czterech godzinach zostawiając po sobie ślad wytrawny, jak popiół po kadzidle i transparentny jak kropla petit grain.


Jedna z moich bardzo kreatywnych znajomych z forum perfumeryjnego (Pauro, pozdrawiam ;-)) porównała kiedyś Shaal Nur do młodego chłopaka jedzącego rosół, w którym pływają płatki róż. Przyznaję, utkwiła mi w głowie ta personifikacja głównie dlatego, że mój odbiór zapachu jest zupełnie odmienny. Nie ma w nim rosołu, bo nie jest Shaal Nur zapachem ciepłym, a już na pewno nie ciepłym jak zupa. Nie ma też rosołu przestudzonego, bo zupełnie nie czuję w nim tej tłustości tkwiących na powierzchni w głębokiej zadumie okrągłych, zagapionych w zupożercę ok.
Nie ma nawet samego chłopaka - nie odnajduję tu tej niepokojącej energii tkwiącej w młodych mężczyznach.

Natura Shaal Nur jest roślinna, ziołowo-ulistniona, elfia niemal (jak elfy z podań ludowych, nie Elfy Tolkiena), siła transparentna i ruchliwa jak opływające ciało letnie powietrze, które się spieszy do własnych, powietrznych spraw... Tak więc dla mnie Shaalnurek to androgyniczna istotka o zielonej skórze i przejrzystych skrzydełkach, odziana w listki i obdarzona mocą. Mocą na miarę małej istotki - zdoła sprawić, by kwiat rozkwitł nocą, człowiek miał magiczne, liściaste sny, by ptasie trele brzmiały szczęśliwiej, a czasem by kochankom na łące rzepy nie wplątywały się w rozrzucone włosy...

Data powstania: 1997
Twórca: Jacques Flori


Nuty zapachowe:

nuta głowy: cytrusowo-kwiatowa - cytryna, bergamotka, grejpfrut, mandarynka, kolendra, palisander

nuta serca: kwiatowo-aromatyczna - tymianek, estragon, rozmaryn, karo karunde, róża, petit grain (olejek z liści gorzkiej pomarańczy)

nuta bazy: ostro-drzewno-ambrowa - cedr, wetiwer, paczula, kadzidło, piżmo, gałka muszkatołowa, opoponaks
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...