sobota, 25 października 2008

Olivier Durbano Black Tourmaline



Uwielbiam zapach napalmu o poranku *


Black Tourmaline jest przełamaniem tabu.
Apoteozą brzydoty.
Bezpiecznym snem w popiele.
Tuleniem bestii...


Skłębione nuty gorzkich ziół i napierającej na zmysły chemicznie dosłownej spalenizny w otwarciu mogą naprawdę ogłuszyć. Oto zapach, który zaczyna się trzęsieniem ziemi.
Uwielbiam ten moment, a moja fascynacja podobna jest zapewne do tej, jaką czuł aztecki rybak na widok konkwistadora na koniu. I przyznaję - Czarny Turmalin zdobył mnie, podbił; wybebeszył moje wyobrażenia o dymnych zapachach i ograbił Słońce Incense Normy Kamali z boskiej czci wynikającej z tytułu najbardziej władczego kadzidła świata.

Po trzęsieniu ziemi przychodzi czas na ciszę. W tej gęstej ciszy pełgające płomyki liżą kloce starego, sczerniałego drewna (wyraźna nuta oud) i płonie kadzidło. Tak niezwykłej twarzy kadzidła frankońskiego jeszcze nie widziałam - w kompozycji Durbano nie jest to kadzidło tlące się nabożnie przed ołtarzem, lecz kadzidło dziko harcujące - zapach jest dokładnie taki, jak przy rozpalaniu w trybularzu, kiedy starszy ministrant kręci nim młyńce aby żywiczne grudki zajęły się ogniem.

Z czasem ogień przycicha, żar ustępuje miejsca ciepłej dymności, zza dymów zaś wychylają się nuty drzewne, zszarzały mech, i wreszcie po kilku godzinach na tych najpiękniejszych zgliszczach świata wyrasta coś żywego - paczula.


Ludzie powiadają, że czarny turmalin jest brzydki. Surowy, odpychający, ponury, kojarzony ze śmiercią.
A jaki jest szerl kiedy spojrzymy na niego bez uprzedzeń?
Jest czarny. Nasycony szlachetną barwą, o prostej, strzelistej strukturze krystalicznej, wyniośle nieefektowny, twardy, ale kruchy. I jeszcze - ogrzany potrafi zmienić barwę na zupełnie niespodziewaną.

Zapach, który wziął imię od tego niezwykłego klejnotu uznawany bywa za jeden z bardziej nienormalnych wytworów sztuki perfumiarskiej. Pogorzelisko, popiół, dym i mrok...

To zapachowy tytan - z założenia wyrastający ponad zwyczajne oczekiwania zwyczajnych ludzi, z premedytacją od nich odstający.
Jego moc jest wielka, ale bynajmniej nie chroni przed złymi duchami. Raczej zdobywa ich przychylność. Przesuwa mdłego śmiertelnika w szeregi bytów nie ulegających urokowi złotych promieni słońca. Pochłania światło.

A jednak... Potrafi być oczywisty jak ciepło ognia w ciemną noc, otulający jak ciężki, czarny aksamit, pełen mocy jak dotyk płodnej ziemi. Czasem słodki, jak zapach dłoni przyciśniętych do twarzy.

Mówi się, że trudny - i ci, którzy tak go widzą, niech lepiej porzucą oswajanie.
Czarny Turmalin jest prosty i naturalny... dla kogoś, kto ma mrok i ogień w duszy. Dla pozostałych - niepojęte dziwadło.


Data powstania: 2007
Nuty zapachowe: kardamon, kolendra, kmin, kadzidło frankońskie, pieprz, przydymione drewno, oud, skóra, szlachetne drewna, piżmo, ambra, mech, paczula.

* I love the smell of napalm in the morning. "Apocalypse now"

39 komentarzy:

  1. Iv... po Twoim opisie, po Twoich odczuciach, po tym co sama w nim czujesz już wiem że i ja go musze "skosztować". Dzięki Twoim recenzjom ujrzałam inny świat perfum... ten odleglejszy, niecodzienny... wyjątkowy. Bo po co pachnieć landrynkami,waniliami i owockami jak są cudowne drewna, kadzidła, żywice. Jak spojrzeć wstecz to szczytem wszystkiego były wszelkie C.Klainy, Kenzo itp. Dzięki Tobie poznałam bliskość Gaiaca, piękno Lutensów, cudowną moc zwracania uwagi bez użycia słów dzięki Etrze... Dziś moge tylko podziękować i zapewnić że odwdzięcze się Tobie - myślami, dobrymi słowami i pamięcią o takim człowieku jakim jesteś TY.

    Dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ivanno, Twoje słowa są wielkie i obawiam się, że na nie nie zasługuję, ale bez względu na to - to wspaniałe uczucie, móc je przeczytać. :-)
    Cieszę się, że udało mi się podzielić z Tobą moimi zapachowymi fascynacjami, nie łudzę się jednak, że moja zasługa jest szczególnie wielka. Ty po prostu czekałaś na te zapachy. Tak, jak ja kiedyś, wcześniej - nie wiedząc o istnieniu dymów, kadzideł i tego "innego świata" tęskniłam za nim, bo tego właśnie oczekiwałam.
    Gdybym nie była to Ja - Ty swoje nisze znalazłabyś inną drogą. Jestem tego pewna.
    Nie zmienia to jednak faktu, że bycie dla Ciebie kimś w rodzaju przewodnika to dla mnie ogromna radość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już wiem, o co będę błagać przed twoim przyjazdem. O próbkę ... choćby najmniejszą ocipunkę tej potęgi. Nie znam go, a opis jest tak zachęcający ( przynajmniej dla mnie ).

    OdpowiedzUsuń
  4. Fav, przywiozę.
    Dumam powoli nad nabyciem następnej flaszki, bo moja już dogorywa. To znaczy kończy płonąć...

    Są trzy zapachy, których namiętnie i gwałtownie (i bezrozumnie) pożądam więcej. To jeden z nich.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie!

    Podpisuję się bez grama wazeliny pod słowami Ivanny.
    Dodam tylko od siebie, że Twoje recenzje sprawiły, iż zaczyna dobiegać mnie z najgłębszych zakamarków świadomości cichy, uśpiony od bardzo dawna, głosik: "wróć do pisania"...choć pewnie sporo jeszcze wody upłynie, zanim go posłucham ;)

    ściskam,
    cheer

    OdpowiedzUsuń
  6. Cheer, nieśmiało potowarzyszę temu głosikowi: wróć do pisania! A potem się pochwal koniecznie.
    Mam już zacząć lać tę wodę? No to pędzę odkręcać kurki! ;-)

    Bardzo się cieszę, że Ci się opis spodobał i że Cię zainspirował. Mam nadzieję, że skutecznie.

    Ściskam i ja.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tourmalin Noir zachwycił mnie od pierwszego momentu, kiedy tylko jego mgiełka zwilżyła papierek testowy. Zakochałam się, choć zachowałam na tyle rozsądku, by nie stracić głowy całkowicie przed przetestowaniem go na skórze. Spróbowała. I co? Odpłynęłam. Jestem jak druid zamknięty w kręgu Stonehenge, odziany w lekko zatęchły habit z kapturem, otumaniony dymem kadzidła i palącego się drewna, klęczący na wilgotnej ziemi i mchu, wyciągający ramiona do księżyca. Ufff. Do tej pory myślałam, że jak coś nie ma jaśminu, to nie jest dla mnie. Jakże ja się myliłam. Tylko dlaczego ten kamień jest tak drogi???

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzę, że tak samo odbieramy zapachy obrazami. Twój turmalinowy obraz jest piękny i bardzo sugestywny. Jest w Turmalinie coś pierwotnego: jakaś potęga pasująca do czasów przedchrześcijańskich, a nawet przedrzymskich.
    A dlaczego taki drogi? Nie wiem. :-(
    Ale i tak kupię...

    OdpowiedzUsuń
  9. Używam tego zapachu od nieco ponad miesiąca. Zaskakuje mnie, jak bardzo się zmienia na skórze. Praktycznie codziennie pachnie inaczej, więc opisywanie Turmalinu jak innych perfum (czyli nuta głowy, serca, bazy itd) mija się z celem. Na początku Turmalin walczył ze mną. Udowadniał mi, że jestem za słaba, że się nie nadaję, że mu nie sprostam. Wykręcał mi nos aromatami oleju silnikowego i pracowni chemicznej. Nie poddałam się. Teraz jest grzeczny i kadzidlany, choć wciąż niebanalny. I tylko moja kotka prycha, gdy go czuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie opisywanie Turmalinu jak innych perfum nie mija się z celem, bo po pierwsze to przecież są tylko (i aż) perfumy, a po drugie - na mnie Turmalin jest zawsze taki sam. Nie miałam też problemu z oswojeniem zapachu - od razu był mój. :-)
    Przyznaję, że zawsze zastanawia mnie, czemu ludzie wracają do zapachów, które wykręcają im nosy.
    Z jednej strony nie pojmuję - czy to jest tak, że "oswojenie" Turmalinu stanowi jakieś wywanie? ma dowieść siły charakteru?
    Z drugiej strony, mnie by się nie chciało - perfumy mają mi się podobać. Jeśli coś mi się nie podoba, to nie używam - idę na łatwiznę. ;-)

    Witaj Morven na moich śmieciach. :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja z nim nie walczyłam. Od razu wiedziałam, że jest mój, od pierwszego zetknięcia z próbką. To on walczył ze mną. Ot, zobaczył słodkie dziewczę, uśmiechnięte, taką sobie blondyneczkę. Nie wiedział jeszcze, że blondyneczka nosi piekło z tyłu głowy. Piekło, o które absolutnie nikt jej nie podejrzewa. Jestem czułą treserką rzeczywistości.

    To pierwszy zapach, któremu jestem skłonna przypisywać osobowość. Właśnie dlatego jest mój. Trochę jak mandragora, która najpierw się wierci u nowego właściciela, a dopiero po jakimś czasie zgrywa z jego wibracjami... dopasowuje. Proste określenia "podoba - nie podoba" zupełnie nie mają tu zastosowania. To nie jest zapach do podobania, ale do definiowania się. Po pierwszym okresie docierania nie wyobrażam sobie, że mogłabym używać innych perfum.

    p.s. Mój komentarz nie miał poddawać w wątpliwość sensu Twojej recenzji, choć zabrzmiał właśnie tak. Zapewniam, że był to niezamierzony efekt. Uważam, że choć ten zapach jest niezwykle trudny do zdefiniowania, to jednak udało Ci się z tym zadaniem poradzić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Morven, na tym chyba również polega fenomen perfum. A może szerzej - fenomen różnorodności ludzkich postaw i typów doznań.
    Każdy z nas nie tylko inaczej odbiera perfumy - to już zostało powiedziane wielokrotnie. Każdy z nas także na własny sposób do nich podchodzi. Czego innego od nich oczekuje (choć ostatecznie wszystko sprowadza się do różnie pojmowanej przyjemności :-)).

    Mnie się Turmalin podoba. Tak po prostu. :-)
    Choć rzeczywiście kiedy użyłam go przemęczona i chora - trudny był do zniesienia. Ale to raczej przez inwazyjność i moc. A może przez chemię skóry, która sprawia, że na wypoczętym organizmie perfumy układają się inaczej?

    Nie jest dla mnie zapachem do definiowania się, bo aby się zdefiniować nie potrzebuję zapachu. Ani ubrań, ani żadnego innego wspomagania. To, że wybieram takie, a nie inne zapachy, utwory muzyczne, ciuchy, książki, zajęcia w czasie wolnym - to tylko skutek tego, jaka jestem i co lubię.

    Rzeczywiście, nie mogę nie zgodzić się z tym, że jest Turmalin zapachem wyjątkowym i rzeczywiście można mu nadać pewne cechy, powiedzmy, osobowościowe. Ale to tylko nasza projekcja, nasze wyobrażenie, nasza wyobraźnia. Zapach jest taki i tylko taki, jakim my go odbieramy. A odbieramy go tak, jak potrafimy i jak potrzebujemy.

    I to chyba powód, dla którego różnie podchodzimy do Turmalina i różnie go na sobie odbieramy.
    Ze mną nie walczył. Przytulił się od razu. Po prostu nie mogło być inaczej. Nie znoszę konkurencji. Gdyby "podskakiwał" wyleciałby na zbity korek. ;-)


    A co do Twojego komentarza - jest nie tylko intrygujący, ale i stymulujący. Skłania do zastanowienia się. I zadziwia. Różnorodność jest fascynująca.

    Mam nadzieję, że ta wymiana bardzo (jakby nie było) osobistych poglądów Cię nie zrazi i zechcesz jeszcze kiedyś tu do mnie napisać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Projekcja? Pewnie tak. Ale na tym to chyba polega - że szukamy zapachów i wybieramy ostatecznie takie, które najbardziej pobudzają naszą wyobraźnię? Dodają nowego wymiaru nam samym? Dodają do nas jeszcze jedno ziarenko prywatnej legendy, do powtarzania w przyszłości? Ja do tej pory pamiętam zapach wody kolońskiej stryja...

    A zajrzeć tu zechcę z wielką przyjemnością :-) bo robisz doskonałą robotę.

    Uwielbiam zapachy. Najbardziej takie, które jednym flakonikiem oferują tysiąc wariacji, opalizują wciąż na nowo, w zależności od mojego humoru, fazy cyklu hormonalnego, pory roku, planów na dzień (Oj, jak trudno mi się było odnaleźć w Sephorze czy innym Marionaud, tam każdy flakonik pachniał tak sam - mydłem). Ty też uwielbiasz zapachy, a przy tym potrafisz je bardzo poetycko opisać.

    Marzy mi się dzień, kiedy będę mogła uwięzić w fiolkach zapachy, które uruchamiają mi w głowie szereg skojarzeń. Marzą mi się zamknięte gdzieś-jakoś zapachy zamojskiej łąki, domu ciotki, świeżej wody ze studni, herbaty gruzińskiej parzonej przez babcię, spalin syrenki... Ot, taka dziwna jestem. Pamiętam poprzez zapachy. To świadczy chyba, że człowieka od zwierzęcia dzieli naprawdę bardzo niewiele.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z ziarnkiem legendy chętnie się zgadzam. :-)
    Zapach, strój, muzyka, dobór lektur i wybór pasji - to wszystko jakoś nas wyraża, stanowi manifestację osobowości, albo przynajmniej gustu, prawda?
    Coś podobnego do tego, co piszesz o zapachach z przeszłości próbowałam znaleźć w dziwadełkach Demeter. Czyste nuty. Nie perfumy, lecz zapachy. Trochę się udało, trochę nie.

    Za życzliwą ocenę pięknie dziękuję. :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Sabbath, wiesz, Ty jesteś jakimś rodzajem czujnego ludzkiego radaru, wibrującego i wciąż gotowego na próby. Ja dopiero wchodzę do świata spod lady (albo może znad lady?) choć świat to dla mnie przede wszystkim litery i właśnie zapachy. Przez to go definiuję. I zapachami żyję od zawsze. Jednak ileż jeszcze przede mną... Czytając Twoje recenzje dopiero zaczynam rozumieć.

    Robisz coś wspaniałego dzieląc się swoją wiedzą i fascynacją z innymi.
    Dziękuję Ci ogromnie. Serdecznie pozdraviam,

    Rosa Porta

    OdpowiedzUsuń
  16. Lauro, witaj.
    Pięknie to napisałaś i naprawdę wielką mi radość sprawiłaś swoją oceną mojej osoby i pisaniny.
    Pozwól więc, że podziękuję Ci serdecznie za to, że chciało Ci się tu wpisać - to naprawdę wiele znaczy dla kogoś, kto tak, jak ja cichcem sobie klepie o swojej pasji mając nadzieję, że komuś się jego pisanina przyda.

    Nie mogę też nie odnieść się do wspomnianej fascynacji literami (ładny eufemizm). Tak - litery, dźwięki, zapachy. Moje największe pasje - i przyznaję, że to właśnie litery są pierwszą, najdłużej trwającą i najbardziej chyba wpływającą na mnie z tych pasji.
    Mam nadzieję, że trochę to widać. :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak Sabbath, to widać... Masz w sobie szaloną pasję i energię, którą z powodzeniem zarażasz innych, trochę nieśmiało, niepewnie wchodzących. Zdajesz się poruszać z gracją królowej doglądającej co jakiś czas swoich włości w świecie zapachów.
    Śledzę Twojego Bloga od jakiegoś już czasu mając za sobą lekturę większości wpisów dotyczących większości linii i "wynalazków" i muszę przyznać, że to robi wrażenie, nie małe. Tym bardziej, że jest to jakiś rodzaj hiperczułości nie każdemu (niemal nikomu?) osiągalnej.
    Dla mnie 'zapach' jest jeszcze czymś co pozwala określić tożsamość i korzenie poprzez czas, pamięć - moje osobiste obsesje. Stąd chyba ślepa, bolesna miłość do zapachów miejsc, a więc kadzideł CdG, Demeter, etc.
    Zapach = tożsamość + czas.
    Nigdy nie byłam dobra z matematyki ale intuicyjnie wyczuwam, że to równanie może mieć jakiś sens. Może nawet zgodność.

    Kłaniam Ci się głęboko Sabbath,

    Laur.ia

    OdpowiedzUsuń
  18. Czarny Turmalin jest rzeczywiście Smokiem. I to smokiem groźnym. Zdecydowanie jest to smok tolkienowski, choć może nie z tych jadowicie okrutnych jak Glaurung czy Ancalagon. Być może nie jest szczególnie przewrotny jak Smaug, ale to właśnie zbliżanie się Bilba do skarbca, na którym drzemie wielkie smoczysko przywiodło mi na myśl pierwsze spotkanie. Ten smok jest uśpiony lecz wydaje się tylko czekać by buchnąć ogniem...Tymczasem jednak z nozdrzy wydobywa mu się dym...Bynajmniej nie bezwonny. Khazadowie muszą być dość ciężkostrawni i sycący, gdyż ogień ma co mielić i dymi niezgorzej. ;) Smoczysko śpi, a ja nie Bilbo więc zapach mnie nie odstrasza, zachęca wręcz do pobuszowania w skarbcu. Przyznam, że czekałam... Może się obudzi? Może porozmawiamy? Jednak Smaug spał jak zabity, pochrapując miarowo i dawał wyraźnie do zrozumienia, że Elfy nie są na tyle interesujące by przerywać dla nich poobiedni sen.... ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Hihihi! O Elfach będzie u mnie lada moment. Obiecaj, że mnie nie "znielubisz". ;)

    Na mnie Turmalin też nie rzuca się z zębiskami pazurami, ale raczej nie śpi. Nie od początku w każdym razie.

    A jeśli Twoje smoczysko rzeczywiście upolowało Krasnoluda, to nie dość, że się musiało namęczyć, to jeszcze ma ciężką noc przed sobą. Krasnolud nawet po śmierci nie jest łatwy do... Pokonania.
    W każdym razie mój smok za pożarcie Khazada zostałby natychmiastowo zesłany na resocjalizacyjne roboty. Albowiem zaprawdę powiadam Ci - to moja ukochana rasa. :)))

    OdpowiedzUsuń
  20. :D Spodziewam się sporego poziomu obrazoburstwa ;DD No to już zaczynam mantrować w pozycji lotosu coby znieść zniewagi z odpowiednio kamienną miną ;DD
    Moje smoczysko ogólnie najbardziej lubi Khazadów (bo to smoczysko kanoniczne jest), ale ponieważ i ja Khazadów lubię [nie jeść bynajmniej :D swego czasu popełniłam dwa traktaty o ich kulturze ;)], nie mogłabym takim smoczym oddechem pachnieć. Obawiam się, że Khazadowie by tego nie znieśli. ;D A co najmniej nabraliby podejrzeń :P
    Twój smok wygląda na całkowicie podporządkowanego osobnika, aż strach pomyśleć jaka moc drzemie we właścicielce :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Haha! Pierwszy akapit wywołał u mnie wybuch śmiechu przed monitorem. :D
    Jeden z Twoich traktatów czytałam w sieci. Podobał mi się, ale najbardziej chyba urzekło mnie to, c napisałaś (na tej samej chyba stronie) o sobie. O tym, że lubisz ludzi, którzy odnajdują w sobie cechy różnych tolkienowskich ras i wybierają sobie jedną do utożsamiania się z nią. Też lubię odkrywać dlaczego ta, a nie inna. To... Taka zabawa. I to dzięki tej zabawie przekonałam się, że przyjaźń między Krasnoludem i Elfem rzeczywiście jest możliwa. Opowiem Ci jeśli będzie okazja.

    Ogólnie Twoja interpretacja bardzo mi pasuje. I potwierdza fakt, że BT jest mój, mój, najmojejszy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Z przyjemnością porozmawiam o smokach i Krasnoludach. :D Traktat w sieci to bardzo okrojone studium... ;)
    No i cieszę się, że jest Twój, najtwojejszy. :D Ja najmojszego nadal szukam. Przyjemna to podróż.:D

    OdpowiedzUsuń
  23. Najmojejszy nie musi być jeden. :)
    Choć u mnie w przypadku Turmalina istnieje jakieś "poczucie mojości". Jest trudny, brzydki, szorstki w otwarciu. Dopiero w odpowiednich warunkach, na odpowiedniej skórze robi się ciepły, miękki, łagodny. Choć wciąż to dziwak. Jak ja. ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie mam tu nigdzie konta ale muszę napisać więc będę paskudnym anonimem. Chcę Ci podziękować za ten poetycki, plastyczny opis który kazał mi pragnąć powąchania Turmalinu. Udałam się do najbliższej, co oznacza ok 300km ;) perfumerii Quality i poprosiłam o niego, od razu nie tylko na nadgarstek ale i w moje ukochane zgięcie łokcia. W pierwszej chwili omal nie zemdlałam z zachwytu nad tak doskonałym oddaniem zapachu płomienia, ogniskiem, wiatrem, płonącym szlachetnym drewnem, wieczornym spacerem, strachem i fascynacją, ugięły się pode mną kolana. Paczula wyszła do mnie po około godzinie, uśmiechnęła się, przytuliła i została, delikatnie otulona dymem, tak moja, miękka, cudowna. Pół dnia czułam że mój nadgarstek płonie... Przeżycie metafizyczne, znalazłam zapach, który mnie nie opowiada ale uwypukla wewnętrzne niedoprecyzowanie, nie oblepia bzdurnym podpisem tylko trwa przy mnie,tak jak ja dziki i pełen sprzeczności. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  25. Matko... Jaki niesamowity komentarz... A ja go przegapiłam.
    Kimkolwiek jesteś, dziękuję za te słowa. Pięknie napisane...

    OdpowiedzUsuń
  26. Witaj,
    Nie kryję, że słowa przemawiają do mnie prawie równie mocno, jak zapachy - dzięki za piękny opis Turmalinu. Dzięki niemu zamówiłam próbkę, a decyzja o kupnie całej butelki to była już tylko formalność. Zapach mroczny, dymny i delikatnie podszyty ogniem, jak ciemna chmura z jaśniejszym obrzeżem. Długo szukałam zapachu, który zauroczyłby mnie tak, jak Turmalin. Niemniej Fumidus jest blisko i pewnie dołączy tak szybko, jak będzie to możliwe, bo to hipnotyzujący zapach i drugie na liście moich zapachowych zauroczeń. Dzięki Twoim słowom będę też polować na możliwość poznania bliżej Kardynała. Pozdrawiam serdecznie!
    eld

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Turmalin i mnie zachwycił od razu. Przyznaję też, że i nad Fumidusem rozmyślam. Podoba mi się i dymne otwarcie, i zielony finał.
      Próbki Cardinala można zamówić w Galilu. Mam z tym zapachem problem: mam, lubię, ale jakoś nie noszę. Za zimny? Za cichy? Nie wiem. Może po prostu za głęboko w szafce stoi... :)

      Usuń
  27. Eh... nawet specjalnie zarejestrowałam się, żeby nie zostawiać anonimowego komentarza, a on wyparował.
    Spróbuję jeszcze raz.
    Nie kryję, że kocham słowa, a te, które są ułożone we właściwy sposób przemawiają do mnie prawie równie mocno, jak zapachy. Dzięki Twoim słowom odkryłam Turmalin - rozbudziłaś moją ciekawość, a po zamówieniu próbki kupno całej butelki było już czystą formalnością.Próbek zamówiłam kilka, ale już po otwarciu pudełka turmalin natychmiast wybił się wysoka nutą ponad inne zapachy i wiedziałam, że jest Mój - ten zapach ciemny, dymny, ale podszyty delikatnie może nawet nie ogniem, ale bardziej żarem ogniska. Ziemisto-ognisty, piękny. Długo szukałam zapachu, który zauroczyłby mnie do tego stopnia, choć Fumidus jest bardzo blisko - hipnotyczny dym i płonące pola traw w butelce dołączą do Turmalinu jak tylko będzie to możliwe. Teraz czekam na okazję poznania bliżej Monsieur Le Cardinal, bo jeszcze nie zostaliśmy sobie przedstawieni :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałyśmy jednocześnie. :)
      Komentarze pod starszymi postami mam moderowane, w przeciwnym razie zdarza mi się, że mi umykają. Od kiedy włączyłam moderację - pojawia się zawiadomienie i wiem, że ktoś napisał i w ten sposób nie zapominam odpowiedzieć.
      Pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń
  28. Od jakiegoś czasu przeglądam ten blog, powodem było to , że miałem już dośc kolejnych oklepanych zapachów, które nosi 30% spoleczenstwa i które sa do dostępne w każdej perfumerii. Nie lubie szarości, przyziemności i masówki w każdej postaci. O czarnym Turmalinie usłyszałem w interncie, szukając jakiegoś ciekawgo zapachu. Nie było mi dane jeszcze go spróbowac na sobie, ale lada dzień złoże zamówienie na kilka rodzajów próbek. W każdym razie Pani opisy są niewiarygodnie barwne, i zachęcaja do podróży wśród alternatywnych zapachów. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo.
      Ten blog jest właśnie takim poszukiwaniem zapachów nietuzinkowych, niezwykłych, nie wpasowujących się w popkulturę pojmowaną jako masowe trendy. Zdaję sobie sprawę, że większosć ludzi podążających za modą uznaje takie poszukiwania za dziwactwo, ale to mój wybór: nie szukam zapachów modnych i popularnych. Poszukuję zapachów oryginalnych, inspirujących, stymulujących wyobraźnię.
      Zapraszam do zaglądania. Archiwum obejmuje setki ciekawych kompozycji i obiecuję, że będę wciąż starała się poszukiwać kolejnych.
      Takie odwiedziny i opinie są dla mnie największą blogową radością.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Tak, doskonale to rozumiem, dlaczego mam pachnieć 1 milion paco rabane, skoro mogę pachnieć sosnowym lasem ? :) albo dębowym dymem ogniska ? :)
      Osobiście jestem wielkim fanem fantasy i fantastyki, i nie miałbym nic przeciwko temu żeby pachnieć jak płaszcz Aragorna, tudzież jak kurtka Geralta z Rivii :), albo żeby moja kobieta pachniała jak Yennefer - bzem i agrestem... ale być może za daleko się rozpędziłem ;]
      W każdym razie - jestem teraz na etapie poszukiwania zapachu , który by mnie definiował, nie szukam zapachów na tzw "okazje"
      wieczór, lato, dzień/noc, imprezka, "magnez na cipki" itd. ;]
      Ja szukam zapachu który byłby częścią mnie, nieodłączną częścią.
      Pozdrawiam serdecznie. ;]


      PS- zarejestrowalem juz sie dawno temu ;]

      Usuń
    3. Szczególnie, że sosnowy las, czy dym z ogniska pachną o wiele lepiej, niż 1 Million PR. :)
      Myślę, ze ludziom często do głowy nie przychodzi, że można pachnieć "nieperfumeryjnie", szukać zapachu nie będącego abstrakcją, tylko kojarzącego się z lasem, dymem, czy chociażby płaszczem Aragorna (to akurat nie były chyba zbyt fajny zapach - szczególnie płaszcz z czasów, kiedy Aragorn był Obieżyświatem).
      Agrestu w perfumach szukaliśmy ze znajomymi już dawno. Dużo moich znajomych chciałoby pachnieć jak Yennefer. :)
      Bop ja także jestem wielką miłośniczką fantastyki. Czasem pojawiają się tu nawiązania. Bo jednak fantastyka to moje najważniejsze hobby. Do tego też się już przyznawałam. :)

      Usuń
  29. Ten zapach to trucizna.
    Pierwsze sekundy: całkowity blackout. Świadomość wraca dopiero wówczas, kiedy toksyny wgryzły się już w skórę i zainfekowały krew – wtedy wydaje się piękny i bliski, ciasno oplata czaszkę, zdobywa ciało i psyche.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że też ja przegapiłam taki komentarz! Piękny. Lekko upiorny, ale za to jaki sugestywny!

      Usuń
  30. Ave Sabbath! ;)
    A możesz mi powiedzieć jak jest z trwałością Black Tourmaline? Bo ostatnio pani w Lulua w Krk poleciła mi "Bois d'Ascese" Naomi Goodsir jako zapach najbardziej zbliżony do BT i rzeczywiście jest piękny (tą pięknością nieoczywistą) ale po godzinie praktycznie go nie ma! A tej uroczej spalenizny to już nawet po 15 minutach.. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie trwałość BT jest bez zarzutu, Trzyma się dłuuuugo, do kilkunastu godzin. I rozwija pięknie.

      Usuń
  31. To prawda - trwałość i projekcja Black Tourmaline - niebywała! Razem zaczynamy dzień i razem kończymy kładąc się do snu.

    PS. Zupełnie przez przypadek podpis mam Tourmalign (to od Thomasa Ligottiego), albo też trafił swój na swego :) Próbkę zamówiłam w Quality i od razu wiedziałam - to jest mój zapach, to jego szukałam.

    OdpowiedzUsuń
  32. "Tuleniem bestii..." i "Pogorzelisko, popiół, dym i mrok..." nie można zbliżyć się już bardziej opisem do sedna charakteru tego zapachu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...