niedziela, 2 listopada 2008

Damien Bash Sin


Damien Bash pójdzie do nieba

O ile, oczywiście, jakieś niebo istnieje.

Najpierw przyprawił gębę Lucyferowi (i to nie raz), potem obrzydził mi Grzech.

Bo nazwanie tej miernoty grzechem to albo żałosna megalomania, albo próba celowego moralizowania!
Tak więc przewiduję wniebowstąpienie tego bożego Konrada Wallenroda. Najlepiej zanim wymyśli kolejny podstęp. ;-)

Zaczyna się syntetycznie aromatyzowanymi landrynami tak sugestywnymi, że nawet Ange ou Demon się chowa. Zapachy porzeczki i pomarańczy są tak odpychająco sztuczne, że ma się wrażenie lizania cukierka razem z folią.
Kiedy przycichnie landrynowy skowyt w zapachu da się wyczuć i pieprz, i figę, i cedr - jednak wcale nie brzmią one razem ładnie.
Całość pachnie jak zapachowa świeczka w upale.
Jak przeterminowany wyrób czekoladopodobny zmieszany z pomarańczową oranżadą w proszku, odrobiną syropu na poprawę apetytu i dodatkiem odstających od nieatrakcyjnej reszty, przypraw. Też przeterminowanych w sumie.
Zestawienie nie tyle odpychające, co zniechęcające.
I bez sensu zupełnie.


Nie wiem, co myślał sobie Bash kombinując nad tym zapachowym śmietnikiem... Że tak oryginalnie będzie? Że jak nazwie zapach Grzechem to każdy kit ludziska kupią? Że skoro ma tak świetny pomysł na marketing, to już to, co upcha do flaszki może wybierać drogą losowania?
No kurczę, przykro mi, panie Bash. Nie wyszło.

Lubię zapachy kontrowersyjne.
Szanuję zapachy "niemoje" ale z duszą, doceniam turpistyczne zapachowe poematy perfumeryjnych buntowników, wielbię dzieła nietuzinkowe, ale to?
To nie jest turpizm. Julian Przyboś powiedziałby zapewne, że to zapachowy dadaizm, ale ponieważ w kwestii dadaizmu nie zgadzam się z Przybosiem powiem, że to raczej olfaktoryczna grafomania...

Sin jest grzeszeniem bez przyjemności.
Pychą skapcaniałej Dulskiej w rozdeptanych laciach, spółkowaniem z nieświeżym, obwisłym cielskiem na starej wersalce, lenistwem gnuśnym i żałosnym...

Zaprawdę powiadam Wam - gdyby diabli i ich pokusy były tak atrakcyjne jak wytwory pana Basha - ludziom nie chciałoby się grzeszyć.



Nuty zapachowe:
czarny pieprz, czarna porzeczka, cedr, figa, pomarańcza, kolendra, perska ambra, wanilia
W niektórych źródłach wśród nut Sin wymieniana bywa także lilia

2 komentarze:

  1. Po przeczytaniu Twojej recenzji, zupełnie odechciało mi się poznawać ten zapach. I pewnie słusznie.
    Pozostaje mi się jedynie cieszyć, że kilka dolarów na próbkę zostanie mi w kieszeni.
    Nie poznałam jeszcze żadnego z wytworów Pana Basha, nie czuję jakoś pociągu, boję się zapewne właśnie tegoż rozczarowania, które Ciebie dopadło. Niestety, jeszcze nikt nie stworzył nic tak trupistycznego, jak bym sobie wymarzyła - a może jeszcze tego nie odnalazłam :/ No nie wiem, jednak po Sign nie sięgnę ..... i tak nie miałam zamiaru ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj Fav... Żebyś Ty wiedziała, jak napalona ja byłam na te Lucifery Basha... No po prostu marzyłam o nich nie znając zapachu. I naprawdę niniejszym sobie samej składam podziękowania za to, że trzymam się zasady nie kupowania w ciemno. Zmarnowałabym górę kasy na coś, co jak dla mnie nie tylko na Lucyfera, ale nawet na jąkającego się czarta z "Igraszek z diabłem" się nie nadaje.
    A dowodem mojej naiwności jest to, że w stosunku do Sin też miałam wielkie oczekiwania. No - niepoprawny frajer ze mnie. :-]

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...