środa, 11 marca 2009

Czech & Speake Aromatics Collection część 2

.
Rose


Wydawało mi się, że w Czech & Speake lubią róże. W końcu pakują je gdzie popadnie. Tu spodziewałam się lekkiej, różowej różyczki - w opozycji do No.88 i Dark Rose. I nie wiem, czy nie taki miał być efekt w sumie. Jednak coś nie wyszło. Róża po raz kolejny została przemielona i wyciśnięta. Różany olejek - delikatniejszy niż w pozostałych dwóch wymienionych przeze mnie kompozycjach, nadal jest bułgarskim olejkiem, a nie kwiatem i nawet wzbogacenie go pojawiającym się czasem dziwnym, cytrusopodobnym akcentem geranium nie dodaje mu lekkości. To pewnie przez dodatek ylang-ylang i mimozy zapach przestaje być różany, a staje się różopodobny jak syntetyczny aromat.

Data powstania: 1988Twórca: John Stephen

Nuty zapachowe:
róża, geranium, ylang-ylang, mimoza, paczula




Oxford & Cambridge


Zapach w swoisty, obcy mi sposób ładny. Coś pomiędzy karmelkami na gardło, a maścią kamforową.
Nieinwazyjna, a jednak intensywnie miętowa słodycz z wyraźną, przyjemną nutą lekarstwianą. Nie jest to jednak lek apteczny: fabrycznie sterylny kolorowy koralik pozbawiony smaku. Oxford & Cambridge to przygotowana z wielką pieczołowitością z naturalnych, ucieranych w kamiennym moździerzu składników mieszanka ziół i miodu dodana do letniej, lipowej herbaty i wypijana w białej, szeleszczącej pościeli.

Data powstania: 1994
Twórca: John Stephen

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: bergamota, mięta, rozmaryn
Nuta serca: angielska lawenda, francuska lawenda
Nuta bazy: mech dębowy, drewno sandałowe




Citrus Paradisi


Citrus Paradisi to nazwa, pod którą w dwutysięcznym roku odrodził się wycofany zapach Grapefruit. Rozumiem, dlaczego go wycofano. Zadziwia mnie to, że go wznowiono. I kompletnie nie rozumiem, cóż on może mieć wspólnego z rajem...
W jednej z recenzji na Basenotes wyczytałam, że Citrus Paradisi pachnie końskim nawozem (to znaczy recenzent nie użył słowa "nawóz", tylko innego, ale ja nie wiem, czy powinnam) i ja, jako umiarkowany ekspert od końskiego nawozu nie mogę się z moim Szacownym Poprzednikiem zgodzić... do końca. Nawóz owszem, ale nie koński. Za mało amoniaku. Ten zapach to po prostu ukryta w szafce z przyprawami ludzka kupa obłożona skórami grejpfruta. Koński nawóz to doprawdy pół biedy...

Data powstania: 2000
Twórca: John Stephen

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: grejpfrut, rozmaryn
Nuta serca: szałwia, kolendra
Nuta bazy: mech dębowy, cybet, ambra




Cuba


No cóż... O zapachach pana Stephena z pewnością nie można powiedzieć, że są nijakie. Cuba też nijaka nie jest, ale po nazwie i składzie spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Połączenie olejku różanego z szałwią i tytoniem dało w rezultacie fizjologiczną nutę każącą mi podejrzewać w Cubie dodatek piżma. I co najgorsze - przypominającą mi zdecydowanie zbyt wyraźnie najbardziej odpychającą, kupianą nutę z Citrus Paradisi, nad którymi załamywałam ręce nieco wyżej.
Nie czuję niestety atmosfery "drinkowej" - z obiecujących radosną zabawę nut głowy wyczuwalna jest praktycznie wyłącznie mięta podbita ciemnym, brudnym rumem. Potem zapach staje się dość jednolitą mieszanką róży, przypraw i dziwnie wilgotnego zapachu grubych, skórzastych, częściowo tylko nadpalonych liści tytoniu.
I o ile otwarcie zupełnie mi się nie podoba, to rozwinięcie jest bardziej akceptowalne: ciepłe, w zwierzęcy sposób pierwotne. Ciekawe, choć nazwa może mylić. No chyba, że to jest to zwierzę, które wychodzi z człowieka po dużej ilości drinków z rumem...

Data powstania: 2002
Twórca: John Stephen

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: limetka, bergamota, mięta, rum
Nuta serca: róża, szałwia, liść laurowy, bób tonka
Nuta bazy: tytoń, kadzidło frankońskie, cedr, wetiwer




Dark Rose


Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że spodoba mi się cokolwiek z różą w nazwie. A jednak. Dark Rose to fascynująca, pełna mhrrrocznego uroku kompozycja. Dominujące nuty szafranu i drewna agarowego czynią ją czymś znacznie bardziej niezwykłym, niż wskazuje nazwa. Zapach jest pikantny i jednocześnie aksamitny. Ma w sobie żywotność wiercącego w nosie szafranowego pyłu i tajemniczy bezruch oudowego mroku. Genialnie wyważony akord ambrowy dodaje Dark Rose barwy nie czyniąc jej ciężkim, zwalistym Golemem, co przytrafia się nagminnie zapachom Montale.
Znane od wieków i wielokrotnie wykorzystywane w perfumach połączenie róży i agaru zyskało w Dark Rose nowy wymiar - mimo wielkiej mocy i orientalnego charakteru kompozycja jest intrygująco zadziorna i zaskakująco noszalna.
Nie będzie więc psioczenia na różę tym razem. I to nie dlatego że nazwa jak byk wskazuje na to, że róża tam być musi, bo taki drobiazg wcale mi w uskarżaniu się na obecność róży nie przeszkadza. Nie będzie psioczenia przede wszystkim dlatego, że realizacja tego, zdawałoby się, oklepanego pomysłu jest tak perfekcyjna, że nawet taki pozorny perfumeryjny banał jak Dark Rose udało się uczynić naprawdę wartym uwagi.

I to właśnie Dark Rose, a nie Frankincense & Myrrh jest moim Black Horse tej kolekcji. :-)

Data powstania: 2003

Nuty zapachowe:
szafran, róża, oud, biała ambra, drewno sandałowe

10 komentarzy:

  1. Kupą obłożoną grejfrutem mnie rozwaliłaś :) Wolę nie sprawdzać samodzielnie.

    Natomiast róża... To oczywiście muszę sprawdzić, choć ostatnio mam fazę odejścia od róży, ale to u mnie zawsze chwilowe tylko. Ale mam zaćmę - drewno agarowe? Mam szansę kojarzyć je z czegoś innego (w sensie, czy w jakiś perfumach mocno się wybija)?

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Annmarie, wcale nie chciałam rozwalać Cię kupą! Słowo humoru. ;-)

    A Dark Rose warto, naprawdę warto poznać. Jeśli podoba Ci się złożenie róży z agarem, to w tej kompozycji jest ono jednocześnie nasycone barwą i nienatrętne.
    To chyba najlepszy zapach tej firmy.

    OdpowiedzUsuń
  3. I jeszcze, przepraszam - zagapiłam się.
    O drewnie agarowym pisałam tu:
    http://sabbathofsenses.blogspot.com/2009/02/oud-czyli-drewno-agarowe.html

    Wybija się w Aoudach Micallef i o tym z kolei pisałam tu:
    http://sabbathofsenses.blogspot.com/2009/02/micallef-aoud-trzy-odsony.html

    Zauważalne także w aoudowych kompozycjach Montale, w Black Tourmaline Durbano, Cruel Intentions By Kilian, czy Amaze People of the Labyrinths.
    Na afrykańskich sukach można dostać olejki z nutą tego drewna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sabbath, czy poza tymi zapachami i wycofanym Grapefruit (masz literówkę w nazwie) Czech and Speake wypuściło coś jeszcze? Czy machnęłaś wszystko? :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam, że tak późno odpowiadam. Pewnie teraz to już po nic, ale przeoczyłam pytanie.
    Wedle mojej wiedzy to, co tu wrzuciłam to komplet zapachów tej firmy.

    Literówkę poprawiłam, dziękuję bardzo za zwrócenie uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tą kupą to jednak lekka przesada, choć faktycznie po cytrusowym otwarciu pojawia się ta specyficzna fekalna nutka. To pewnie wynik umieszczenia w miksie cywetu. Tak czy inaczej -drydown tej kompozycji osobiście uważam na bardzo intrygujący.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. A co do Oxford & Cambridge - to typowa woda lawendowa. To lawenda gra tam pierwsze skrzypce. Dla wielbicieli CARON POUR UN HOMME lub WILD LAVENDER Villoresiego :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dark Rose- po otwarciu koreczka dobiega mnie dziwny zapach, zapewne agar.. Po kilku sekundach dociera do mnie płyn do kąpieli. Tak, wyraźnie czuje pianę w wannie. Jest mi przyjemnie. Błogo. Relaksuję się.
    Jestem rozleniwiona- zapach najbardziej pasuje mi na leniwy wieczór we dwoje. Albo na wieczó spędzony w ciepłym szlafroku i z dobrą książką. Zdecydowanie nie nadaje się na ciepły, letni dzień

    OdpowiedzUsuń
  9. Rose- marmolada! z tłustego pączka! Aż szkoda, że sekundę później nie mam już z tym zapachem żadnych spożywczych skojarzeń. Oj zdecydowanie czuć tu geranium. COś mnie zmusza by przytykać żródło tego zapchu bliżej nosa, jednak po chwili muszę odsunąć nadgarstek, mój nos ma dosyć tej dość ciężkiej, różanej kompozycji. Kolejny raz produkt Czech&Speake kojarzy mi się z kosmetykami łazienkowymi. Mydlarnia? Suszone róże leżące w koszyczu na wannie? Może jakiś rodzaj maseczki różanej? NIe wiem.. Zapach mnie przyciąga, ale wolałabym aby w ten sposób pachniała moja łazienka,a nie ja.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uff... dobrze, że poczytałam Twoje recenzje zanim zamówiłam zestaw próbek. Zapachu kupy nie chcę wąchać, na oud reaguję alergicznie -- wywołuje u mnie ślinotok z obrzydzenia (!), a reszta też nie brzmi jakoś zachęcająco :-(.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...