niedziela, 19 kwietnia 2009

Comme des Garcons Stephen Jones

.
Dziś pierwsza z serii recenzji, które powstały dzięki Szarej Róży zwanej Sałatą, która twierdząc, że lubi kiedy się złośliwię obdarowała mnie woreczkiem próbek mających stać się inspiracją dla wielu wrednych tekstów.
Kiedy Sałatka opowiadała mi, że testy Stephena Jonesa przypłaciła torsjami znałam zapach ledwie z pobieżnego niuchania fiolki i naprawdę byłam zdziwiona, cóż Ją tak poruszyło. Wybacz Sałacik - obiecuję więcej niczemu się nie dziwić.



Czego spodziewalibyście się po perfumach z meteorytem w nutach?

Można było przewidzieć, że nie będzie to kolejne drzewne kadzidło jeśli wzięło się pod uwagę, że nazwiska zapachowi użyczył człowiek, który projektuje kapelusze między innymi dla dla brytyjskiej rodziny królewskiej i domu mody Galliano. O Westwood się nie wypowiadam, bo mam sentyment do tej Pani.

Stephen Jones twierdzi, że to kapelusz czyni z mody sztukę, z odzienia kompozycję. Że to właśnie nakrycie głowy jest wisienką na torcie, kropką nad "i", która zamienia ubranie w kreację. Uważa, że kapelusz skupia uwagę na noszącej go osobie i... Jego kapelusze rzeczywiście uwagę zwracają. Niekoniecznie zachwycają, ale przeoczyć je trudno. Podobnie jest z zapachem, któremu użyczył swego imienia.


Spodziewałam się smrodu, ale oryginalnego. Szczególnie, że to przecież Comme des Garcons.
A dostałam... oryginalny smród, ale i tak zupełnie inny, niż oczekiwałam.

Zamiast ciężkich, ciemnych, gryzących wyziewów siarkowodoru i wypalanej rudy mam na skórze przejrzyste, świetliste sztuczne kwiaty zalane mokrym jeszcze laminatem. Syntetyczne i ostre aż do granicy bólu nosa. Coś między fiołkowym mydłem, a lizolem. Wrażenie dezynfekcji pogłębia dodatkowo nuta ozonowa kojarząca mi się z zapachem sali szpitalnej po sesji wybijania drobnoustrojów za pomocą lamp dezynfekcyjnych emitujących promienie UV.

Z czasem wszystkie te dziwaczne wonie splatają się w jednolity obraz: szpital, oddział zakaźny, lśniąca podłoga, metalowe łóżka, metalowe szafki, a na szafce bukiet fiołków w celofanie. Straszna mieszanka!

Niby nie do końca brzydka, ale dla nabłonka węchowego i żołądka mordercza.
Po dłuższym wąchaniu Stephena Jonesa (nie pana Stephena Jonesa - jego samego obwąchiwać nie miałam okazji) czuję pieczenie w przewodach nosowych, wzrok mi dziwnie ucieka, w żołądku pojawia się ucisk przypominający strach. Bardzo dziwne i nieprzyjemne odczucie.


Data powstania: 2008
Twórca: Antoine Maisondieu (współpraca: Adrian Joffe, Staphen Jones)

Nuty zapachowe:
liść fiołka, meteoryt, goździk, róża, jaśmin, czarny kmin, heliotrop, magma, drzewo gwajakowe, ambra i wetiwer.

3 komentarze:

  1. Czy wspominałam już, że lubię, kiedy się złośliwisz...?
    Hihi ;P :*

    To niezbyt uprzejme z mojej strony, ale mam niemałą (ba! ogromną wręcz!), wewnętrzną satysfakcję, że Szalony Kapelusznik też lekutko Cię zmorderczył ;P

    Wiem, wiem, sła i słośliwa ze mnie sałata ;P

    Miałaś szczęście, maj dir, że nie wylazły Ci stare jaja :] Jajuszka zepsute, lecz zdezynfekowane :] Cóż za sprzeczność niesłychana :] W celofanie w dodatku :]
    STOP! Dość już, bo czuję , że zielenieję na twarzy... ;P

    Tak, tak, skrzywdziłam się tym testem i nigdy sobie tego nie wybaczę :P

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, sła i słośliwa.
    Prawie pokrewna sła i słośliwa dusza. :-)

    A zupełnie serio, zapach pobieżnie wydawał mi się całkiem zwykłym zwyklakiem. Ozonowym świeżuchem i pamiętasz, mówiłam, że robi na mnie wrażenie nieinteresującego, a nie koszmarnego.
    Myliłam się. :-(
    Jaj nie ma, ale koszmarny jest zdecydowanie. Taki podstępny skurczybyk.

    To może umówimy się, że ja Ci wybaczę tę krzywdę, Ty mi wybaczysz moje naiwne niedowierzanie i będziem kwita? :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam, że ten zapach wybił mnie z butów. A kolega, który nieszczęśliwie spsikał nimi nadgarstek, czuł je jeszcze na drugi dzień mimo intensywnemu szorowaniu. A ja jestem szczęśliwą posiadaczką białej wersji "kapelusza", która ma stanowić przeciwwagę dla bohatera Twojej notki.
    Zachwyciło mnie opakowanie perfum, miniaturowe pudełko na kapelusze, a sam flakon owinięty w kawałek woalki.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...