wtorek, 21 kwietnia 2009

Diptyque Eau Lente

.
No i mamy trzecie perfumeryjne nawiązanie do Aleksandra Wielkiego w moim ogródku.
Plącze mi się ten Macedończyk po wyobraźni. Nie tylko perfumeryjnej, ale także muzycznej i literackiej, o czym wspominałam przy okazji recenzji Fire From Heaven I Hate Perfume i, całkiem niedawno, Iskandra Parfum d'Empire.
A, zapomniałam o niesławnej adaptacji filmowej, którą pewien mój bardzo zazwyczaj kulturalny przyjaciel określił mianem interaktywnego filmu dla pedałów*, po którym człowiek wychodzi z kina, boli go tyłek i czuje się wyruchany.

Dziś znów będzie o Aleksandrze i tym razem z pewnością nie użyję kadrów z filmu, jako ilustracji.


Oto kompozycja którą twórcy (choć ja myślę, że to jednak marketingowcy, jak zwykle) zapowiadają w następujący sposób:

W hołdzie czasom Aleksandra Wielkiego powstał ten orientalno korzenny zapach, skupiony wokół oppoponaxu, którego opary niegdyś służyły ceremoniom w świątyniach. Jest to zapach, który delikatnie rozwija się na skórze uwalniając podobne do wanilii nuty tej niezwykłej żywicy.

To rzeczywiście może być zapach przypominający to, co można było poczuć w macedońskich świątyniach cztery wieki przed naszą erą. Mniejsze i o bardziej zwartej, niż ateńskie budowle konstrukcji, często będące miejscem odprawiania dość dzikich rytuałów obejmujących palenie różnych... substancji i wdychanie dymu o narkotycznym działaniu przybytki kultu rzeczywiście mogły podczas obrzędów i uroczystości pachnieć bardzo intensywnie.
Eau Lente od pierwszych nut pachnie bowiem ostro, niemal nieznośnie drażniąc nos, powodując ból i... I jednocześnie to piękny zapach. Niepokojący, nienormalny, ale piękny.

Jest jednak w Cichej Wodzie nuta, która sprawia, że to świątynne odniesienie nie do końca do mnie trafia.
Dla mnie Eau Lente to (idąc tropem skojarzeń okołoaleksandryjskich) stos pogrzebowy Hefajstiona. Nie nastrojowo. To nie jest zapach smutny, pogrzebowo ponury; nie ma w nim rozpaczy, straty, bólu.
No dobra. Ból jest, ale stricte fizyczny - kiedy ostre przyprawy harcują nam w przewodach węchowych i szturmują śluzówkę.

Stos Hefajstiona to dla mnie ogromna, niewyobrażalna nieomal ilość płonących kosztowności. Nie tylko wielopiętrowa konstrukcja z najlepszego drewna, nie tylko bogate tkaniny, żywice i olejki, jedzenie, złoto, ale i broń, rydwany, konie z rzędami, kość słoniowa... no właśnie. Jedna, szczególna nuta tej kompozycji kojarzy mi się z nadpaloną kością słoniową. Pojęcia nie mam dlaczego - nigdy nie przyszło mi do głowy spalenie żadnego przedmiotu z niej wykonanego, ale to połączenie aromatów jasnych, gładkich, a jednak zdecydowanie zwierzęcych z ciemną, gryzącą szorstkością nut przyprawowych wywołuje w mojej głowie taki właśnie obraz.

Powietrze jest duszne, choć zbliża się wieczór. Stos płonie już od dobrej chwili: górne platformy zdążyły się już zapaść, w żarze walą się stopnie, po których wprowadzano wierzchowce i wnoszono dary. Wielkie dzbany pełne sprowadzanych ze wszystkich stron świata żywic i korzeni pękają z hukiem, ogień topi bryły opoponaksu i styraksu, w powietrze buchają chmury żarzącego się cynamonu a na ziemię z suchym szelestem, jak armia wojowniczych mrówek wysypują się stosy suchych goździkowych pączków.
Karmione tak wieloma niepalnymi substancjami płomienie nie buchają lecz ledwie pełgają nadgryzając z wahaniem ofiarowane im skarby, dym nie chce unosić się do nieba, snuje się w suchym powietrzu zaglądając w oczy żałobnikom.
Szczerzy i nieszczerzy przyjaciele wiernego Hefajstiona podchodzą do stosu i niespiesznie wrzucają w ogień dary dla zmarłego. Kiedy podchodzimy, by oddać płomieniom posążki z kości słoniowej przedstawiające Achillesa i Patroklosa jeden z dzbanów rozpęka się na dwoje i w twarz bucha nam kłąb roztańczonego w gorącym dymie cynamonu. I nieco czarno - gorzkiego kminu niestety.
Takie jest Eau Lente przez pierwszą godzinę, czy dwie swojego intensywnego żywota.

Z czasem zapach wysładza się, robi mniej ostry. Ale "mniej ostry" to wciąż nie znaczy "łagodny". Przyprawowa szorstkość trzyma się na skórze wiele godzin, aż do końca czasu życia tej fascynującej kompozycji Diptyque.
Wrażenie cywilizowania się zapachu potęguje pojawiające się w nucie bazy piżmo, ambra i ślad nuty kojarzącej mi się z Harmatan Noir PG - coś jak przyniesiony przez suchy, gorący wiatr zapach dalekich, dawno już martwych kwiatów i ziół.
Sam schyłek jest bardzo kreatywnym połączeniem nut balsamicznych z przyprawowymi.

I oczywiście nadal podtrzymuję tezę, że to nie jest smutny zapach. :-)


Rok powstania: 1986
Twórca: Desmond Knox-Leet


Nuty zapachowe: opoponaks, cynamon, kmin, goździki, gałka muszkatołowa


* Zaznaczam, że słowo "pedał" nie jest tu użyte jako określenie jednoznaczne z określeniem "homoseksualista" i nie jest ani przeze mnie, ani przez moich znajomych na poważnie używane w takim kontekście.

** Ilustracja pierwsza - posąg Aleksandra Wielkiego z Delos. Rzeźba znajduje się obecnie w Luwrze.
***Ilustracja druga - Jacques - Louis David "The Funeral of Patroclus"

7 komentarzy:

  1. Rozpalająca ta recenzja. Bardzo chciałabym poznać Macedończyka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Elve, z przyjemnością dorzucę próbkę do Twojej paczuszki z zakupami. Tylko proszę, kopnij mnie w tej sprawie w czasie odpowiednim, bo mogę być mało przytomna kiedy przyjdzie do ogarnięcia tego Sajgonu.

    OdpowiedzUsuń
  3. ok, postaram się pamiętać o kopie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A u mnie na skóze fiasko. Buuuu... jejku jaki straszny... Kilka razy do niego podchodziłam i nie daję rady. Mam odruch lecenia do łazienki. Nawet nie umiem określić czym pachnie, bo niczym i odrzuca. Niezwykle rzadkie doświadczenie. Ani niepokojący, ani piękny. Żeby chociaż trupem, starą babą albo politurą jechał to by było coś. A on taki nijak, ale wymiotnie. Przepraszam Sab... bo recenzja taka z wielkiego R pojechana, piękna...

    OdpowiedzUsuń
  5. Za co tu przepraszać? Czasem się nam nie udaje zestroić z zapachem. Tu się nie udało. szkoda trochę, ale to przecież "tylko perfumy". :)
    Swoją drogą charakterystyka "nijak, ale wymiotnie" bardzo oryginalna. :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...