wtorek, 14 kwietnia 2009

Maître Parfumeur et Gantier Santal Noble

.
Santal Noble to zapach w szczególny sposób dziwny. Zaraz wyjaśnię, jakiż to sposób.
Otóż jest to sandałowiec elegancki, perfumeryjny, nadspodziewanie normalny. I dlatego, choć rzekomo firma niszowa i skład też jak najbardziej niszowy, Santal Noble jest zapachem, który bardziej chyba zaskoczy człowieka "siedzącego" w perfumeryjnej niszy, niż człowieka obcującego na co dzień z perfumami selektywnymi. Ja sama, po poznaniu sandałowców Lutensa, Diptyque czy Profumum spodziewałam się czegoś... czegoś innego po prostu!
Tymczasem zamiast kolejnej wariacji na temat sandałowca dostałam... perfumy. No to dopiero niespodzianka!

Tak więc szczerze przyznaję, że Sandałowiec Maître Parfumeur et Gantier nie jest w moim stylu. Jest rzeczywiście zbyt "nobliwy". A jednak... Mam, używam, pachnę i jest mi w nim bardzo miło.

Zacznę od powodu, dla którego zapragnęłam testów i dla którego w końcu nabyłam flaszkę. Kawa. To kawa mnie skusiła, bo gdybym miała polegać jedynie na stężeniu sandałowca w tym zapachu, to przyznaję - odpuściłabym. Od dawna szukałam w perfumach kawy niewietrzonej lawendą i chłodnymi ziołami. Tu rzeczywiście lawendowego chłodu nie ma, ale i tak nie jest to gorący napar, którego oczekiwałam. Kawa w Santal Noble to zmielone w archaicznym, ręcznym młynku ziarna, przechowywane w tej nieszczelnej, drewnianej szufladce pod ślimacznicą. Przechowywane dość długo, dodam, bo zapach jest lekko zwietrzały, przytłumiony dodatkowo obecnością boleśnie niemal drażniących nos pikantnych olejków i ciemnego, gryzącego kadzidlanego dymu, ale jednak... wielki sentyment mam do takiej postaci kawy.
Kiedy byłam dzieckiem pijało się głównie kawę zaparzaną wprost w filiżankach lub w dzbanuszku, bez filtra, bez całej, potrzebnej dziś do przyrządzenia dobrej kawy aparatury. Wówczas znałam kawę głównie jako zapach z puszki - uwielbiałam towarzyszyć mamie przy jej parzeniu, rozgrzebywać łyżeczką aromatyczny proszek, przyglądać się, jak zalany wrzątkiem tworzy kożuszek na powierzchni płynu.
I to wspomnienie tu znalazłam.

Pierwsza, kawowo - szorstka faza zapachu jest zupełnie statyczna, gęsta jak zasłona dymna. A może raczej jak ciężka, pluszowa kotara w salonie w stylu retro.
Za tą nieruchomą kotarą jest zadymiony półmrok. Dziwny, stary pokój wypełniony antykami, bibelotami, pamiątkami z dalekich podróży, kurzem i... gęstymi nieomal cieniami. Wymienione w nutach "pikantne olejki" łagodnieją płowiejąc jak tapicerka na bajecznie niegdyś barwnych meblach. Stają się zapachem ciężkiej wiekowej komody pełnej zapomnianych od lat pachnideł, zasuszonych kwiatów, listów opatrzonych przełamanymi lakowymi pieczęciami, wygładzonych przez czas i ludzkie dłonie puzderek z sandałowego drewna, nie noszonych od lat jedwabnych szali i koronkowych rękawiczek. Zapach luksusu z przeszłości, w którym możemy się zanurzyć jak we wspomnieniach o prababci - hrabinie.
Nuty korzenne, suche ślady kwiatów, palisander, stępiona dodatkiem wanilii ambra, paczula i krztyna stęchłej słodyczy - wszystko to połączone z nostalgicznym otwarciem staje się wehikułem czasu czyniącym z nosicielki Santal Noble postać nie z tego świata.

Jeśli miałabym się do czegoś w tym zapachu przyczepić, to jest to nuta ostatnia, schyłkowa. Wiem, co mi w niej przeszkadza, wiem, który składnik nie układa się na mojej skórze. Kastoreum. Mokry bóbr znów tu jest. Ale na szczęście jest to boberek maciupeńki i... naprawdę bardzo dobrze wypucowany.

Przy całym moim sentymencie do tego zapachu trudno mi napisać, że polecam wszystkim, że piekny, że warto... A to dlatego, że to zapach piękny w sposób, który równie dobrze można określić "piękny inaczej". To zapach starych, zapomnianych pamiątek, przeszłości odkrywanej na nowo z sentymentem i wzruszeniem.
Tak ja go widzę. I pewnie dlatego nie przeszkadzają mi w nim nuty kurzliwego drewna, melancholijnej paczuli czy olejków zapachowych zupełnie nie z tej epoki. Ale wierzę, że nie u każdego wywołają nostalgiczny uśmiech - mogą zmęczyć.
Mimo to zachęcam do testu - warto choć raz odbyć tę podróż w czasie.


Data powstania: 1988
Twórca: Jean-Francois Laporte

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: ziarno kawy, pikantne olejki, kadzidło
Nuty serca: drzewo sandałowe, paczula, wanilia, wetiwer
Nuty bazy: ambra, mech dębowy, wanilia, kastoreum

* trzecia ilustracja: Gustav Klimt "Portret damy w kapeluszu"

3 komentarze:

  1. Sabbath, malujesz niesamowicie plastyczne obrazy. Ten jest bardzo interesujący, ale nie mogę sobie wyobrazić, żebyś nosiła taki zapach. Zapach luksusu? Sentymenty? Koronkowe rękawiczki???? Nie ma mowy - to do Ciebie nie pasuje!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  2. A w ogóle to mam w kwietniu co czytać przy kawie. Masz napad hiperaktywności? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, co mnie dopadło. Porządki z próbkami usiłuję zrobić, ale moje "bieżące" próbkopudło to taka stajnia Augiasza. Więcej w nim przybywa, niż ubywa. Powinnam ze sto recenzji napisać, żeby się odkopać z testowych zaległości... Ale nie zrobię tego. Kto da radę nadążyć z czytaniem tego?

    Dzięki za miły komentarz, nawet Twoje niedowierzanie potraktuję jak komplement. :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...