piątek, 3 kwietnia 2009

Montale Black Aoud

.
To miał być mój zapach!
Nie dość, że Aoud, to jeszcze dodatkowo Black. Czyż może być coś bardziej odpowiedniego dla mnie?

Oczywiście, po tym wstępie odpowiedź może być tylko jedna: jasne, mnóstwo rzeczy jest bardziej odpowiednich. To przecież Montale.

Black Aoud to zgęstniały i pociemniały ze starości olejek różany snujący się ponuro po długo i mozolnie zabijanym przez czarne pasożyty drewnie.

Tak więc otwarcie to najpierw wspomniany już różany olejek - gęsty i brudny jak stary smar, a potem tępe uderzenie zawiesistego oud.
Dziwne i ponure połączenie dwóch maksymalne ekspansywnych nut: ostrej, cierpkiej i dusznej jednocześnie, skondensowanej, ciemnej róży oraz mrocznego jak Szeol agaru nie z tego świata.
I, co najciekawsze, te nuty byłyby w swoisty, nieludzki sposób piękne, gdyby nie wisiało nad nimi "montalowe" fatum: klocowatość. Nie wiem, jak to możliwe, ale jest w tym mrocznym, gotyckim olfaktorycznym obrazie coś, co sprawia, że jest on toporny, ciężki nie ciężarem mroku na duszy (a taki mrok mi się tu marzy), ale ciężarem dosadnym jak zatwardzenie.

Czy widział kto grubego wampira?
Ten jest gruby. Ma wszystko jak należy: alabastrową skórę, hipnotycznie głębokie czarne oczy, fascynujące niesamowitą czerwienią usta. Nawet aksamitny strój i ciężka peleryna są na swoim miejscu. A jednak jest Black Aoud Montale jakiś... niezgrabny. I nie chodzi wcale o to, że jest pozbawiony życia. Dla wyobraźni człowieka karmionego eksploatującą wszelkie niesamowite motywy popkulturą nawet najżwawszy nieboszczyk nie stanowi problemu. To, że wszystkie składniki są już dawno utrupione jest niczym w porównaniu z tym, że są one ociężałe. Trudno jest być fajtłapą. W przypadku perfum takie nieumiarkowane przygniatanie i przydeptywanie nosiciela to ewidentne faux pas. Szczególnie kiedy robi się to bez krztyny poczucia humoru i dystansu. A i tego kreacjom Montale brakuje.

Nie chciałabym zostać źle zrozumiana - nie "zjeżdżam" zapachu. A przynajmniej nie takie są moje intencje. Ma Black Aoud swoisty czar i atmosferę. Tytaniczne zmagania oud z różą trwają na skórze wiele, wiele godzin i można odnaleźć w ich śledzeniu wiele przyjemności. Jeśli lubi się takie perfumeryjne sumo.
Szkoda, że bezapelacyjnie wygrywa róża. Nie kibicowałam tej pani.

W każdym razie uczucia mam mieszane. Z jednej strony czuję podziw dla mocy zamkniętej w tej czarnej flaszce, z drugiej ewidentnie nie leży mi orientalny przepych zapachów Pierre'a Montale. Ale to przecież tylko moja opinia. Swoją wieeelgachną próbkę (Twister, dziękuję) zamierzam skwapliwie schować do pudełka i co jakiś czas odkurzać. A nuż mi się kiedyś zmienią upodobania?


Data powstania: 2006
Twórca: Pierre Montale

Nuty zapachowe:
kambodżański aoud, liście paczuli, mandarynka, piżmo, płatki róży

* Druga ilustracja: Edvard Munch "Wampir"

12 komentarzy:

  1. No i doczekałam się w końcu tej recenzji Black Aoud :) Nie jestem przekonana, czy ten zapach mi się podoba, czy nie... cały czas się waham. Róża zdecydowanie dominuje, ale jak oud się spod niej wygrzebie (choć na chwilę), to upaja. Niestety moja skóra ma skłonność do potęgowania róży, zatem momenty triumfu oud nie są zbyt częste :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście oud jest tu piękne. Ale ta róża... :-(
    No i ta klocowatość. Ciekawa jetem, czy na wyostrzającej zapachy skórze kompozycje Montale zyskują więcej życia. Bo na mojej są ciężkie jak czołgi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na mojej róża wibruje :) drży... trochę jak młot pneumatyczny ;) Aoud Lime jest ciut lepszy, bo cytrusowe nuty sprawiają, że zapach jest lżejszy (to niemal fizyczna lekkość). Black Aoud upodabnia się na mnie do Micaleff Man... albo ja już taka bezkrytyczna jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma za co...

    Pojechałaś po całości...

    Moc ma faktycznie olbrzymią. Stawiam Black Aoud na równi z Incense NK, BdE Armaniego i Czarnym Turmalinem... To taki mój, subiektywny kwartet przekazujący najwięcej mocy ze wszystkich PERFUM jakie znam...

    A przy okazji. Dlaczego przy pisaniu o perfumach nie używa się słowa "perfumy" ??
    Zawsze jest zapach, kompozycja, kreacja itd.
    Przejrzałem na szybko kilka blogów i jak ognia się tego unika... :) (zacząłem się nad tym zastanawiać jak pisałem ten komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Escorito, ja niestety nie przepadam za cytrusami w perfumach. Są oczywiście zapachy z cytrusowymi nutami w składzie, które lubię, ale zwykle nie za cytrusy, a pomimo cytrusów. Wyjątkiem jest Elixir des Merveilles, ale czy ta pomarańcza jeszcze się łapie na "cytrus" to ja nie wiem...
    A ten wibrujący młot pneumatyczny Ci się udał. Zapłodnił moją wyobraźnię. :-)


    Twister, naprawdę Bois d'Encens mają na Tobie taka moc?? Bo na mnie są słabsze kondycyjnie niż Incensy CdG. Niestety.

    A co do określenia "perfumy".... to ciekawe. Zdarza mi się używać - przejrzałam bloga, ale piszę zwykle "zapach" bo to o zapachu się wypowiadam.
    "Perfumy" to jak gdyby kompletny produkt: zapach, owszem, ale i nazwa, i flakon, i firma. Tak przynajmniej ja to rozumiem i może dlatego wolę pisać o zapachach, niż o perfumach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, BdE jest bardzo rzucający na ziemię.
    Jest silniejszy od Avignon, Zagorska, Kyoto i Ouarzazate. Pewien problem mam z Jaisalmerem, ale jednak skłonny jestem uznać, że BdE też jego kładzie na łopatki. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sabbath, drugie zdjęcie po prostu jest bossskie:D

    Madzik Monster

    OdpowiedzUsuń
  8. Twister, to masz farta z tym BdE. Na mnie moc ma przyzwoitą, ale trwałość taką sobie. Niestety.

    Madzik, ta fotka bawi mnie za każdym razem, kiedy na nią patrzę. I tak tu fajnie pasuje. :-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Droga S.
    a Original Aouds? Na mnie połączenie goryczy Dzongkhi z maliną Jade i spaczulowieniem jak od Pro Fvmvm... A na Tobie?

    uściski,
    F.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam, niestety.
    Testowałam ostatnio kilka zapachów Montale, jednak żadnego nie odważyłam się użyć naskórnie - tylko bloterki wąchałam i to pobieżnie.
    Zerknę na OA przy okazji.

    Twój opis intrygujący jest, jednak podejrzewam, że zapach może okazać się nie mój.

    OdpowiedzUsuń
  11. jak nie lubię róży w perfumach (kwiatki-sratki:P), tak w tym wydaniu przemawia do mojej wyobraźni - niemal widzę te mięsiste, krwiste aksamitne płatki :))
    Podoba mi się ciemna, drzewna baza :) Wkurza mandarynka - nie znoszę cytrusów na skórze.
    Cenowo bardzo kusi, ale nie wiem, czy na pewno chciałabym pachnieć różą...

    Maja

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też wciąż nie wiem. Choć dla róży z Agarem zrobiłam parę wyjątków: mam AOUD Micallef (oczywiście), Midnight Oud JHaG i Dark Rose Czech and Speake. A! I jeszcze 10 Corso Como. Wszystkie fajniejsze od Montale. Ale to tylko moje odczucie. Ogólnie róża z agarem jest takim perfumeryjnym evergreenem. No i po co ta róża? :>

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...