sobota, 18 kwietnia 2009

Satellite Padparadscha

.
Na Piotrusia z popielnika...

Otwarcie jest takie: ;-)

Na Piotrusia z popielnika iskiereczka mruga.
I rzecze:

- Nie pieprz Pietrze Padpy pieprzem, bo przepieprzysz Padpę pieprzem.
Piotruś na to:
- A popieprzę popiół pieprzem, by wrażenia były lepsze...*

I początkowe nuty Padparadschy zwanej na forach perfumeryjnych Padpą to po prostu popieprzony popiół, w który dodatkowo wrzucono garść jagód jałowca.

Przyznaję, że to akord efektowny, intrygujący, choć ja sama nie do końca jestem pewna, czy ładny. Ładny jest w tym zestawieniu jałowiec: zmarszczone, lecz jeszcze wilgotne wewnątrz ciemne jagody z wyraźnym powiewem ostrych, eterycznych olejków unoszących zapach jak wtłaczane w płuca powietrze unosi pierś zemdlonego człowieka.

Niestety, to jałowcowe sztuczne oddychanie daje rezultat nie do końca taki, jak się spodziewałam. Padparadscha nie ożywa, nie nabiera wigoru i kolorów, jak gdyby oddech, który odzyskała był oddechem z zaświatów, jak gdyby jej życie było życiem tylko duchowym. Bez rytmu wyznaczanego pulsowaniem krwi, bez skurczu otwartych na światło źrenic.
Medytuje.
Jest jak Timbuktu bez ogrodu, jak Kyoto bez ludzkiego ciepła.

A jednak nie jest niepełna, ułomna. Jest dobrowolnie, celowo przesunięta w inne spektrum doznań.
Suche, przysypane popiołem przyprawy i równie suche drzewne szczapy - oto, co oferuje nam zapach nazwany imieniem jednego z najrzadszych i najbardziej efektownych szafirów. Składniki te są idealnie złożone i rzeczywiście tworzą nieomal krystalicznie precyzyjną konstrukcję. Jednak jest to kryształ matowy nietknięty szlifierką, skrzętnie skrywający piękno we wnętrzu kamienia. Całość brzmi na ludzkiej skórze statycznie, wzniośle i jednostajnie.

Balans nut i umiar sprawiają, że mimo pewnej surowości, jest to zapach w swoiście ascetyczny sposób elegancki.
Można też powiedzieć, że jest nienatrętny, nieinwazyjny, ale to chyba zasługa (albo wina) tego, że po pierwszym, ostrym akordzie Padparadscha cichnie i oto zamiast kipiącej barwą i energią pieśni, którą obiecuje nam nazwa perfum i kolor płynu we flakonie mamy niskie, stłumione ॐ (om).

Sucho, gorzko i nieco słodko jednocześnie opowiada nam Padparadscha o przemijaniu. I przemija. Za szybko. Po dwóch godzinach zostaje po niej wystudzone, ciche wspomnienie zapachu na skórze...


Gdybym miała diagnozować sukces Padparadschy wśród wielbicieli kadzideł w naszym kraju powiedziałabym, że dzięki firmie Satellite mamy dostęp do chłodnego, elegancko oszczędnego kadzidła w stylu Statkusa czy Straight to Heaven za naprawdę niewielkie pieniądze. Porównując cenę pięćdziesięciu mililitrów Padparadschy (wychodzi 40$) do 180$ za tę samą pojemność perfum litewskiego kreatora, czy 225$ za zapach By Kilian mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie wybierają Satellite.
Choć konstrukcję ma prostą i nieco zbyt szybko traci moc.


Twórca: Sandrine Dulon

Nuty zapachowe:
pieprz, jałowiec, cedr, drzewo sandałowe, piżmo, ambra

* Modyfikowana mieszanka kołysanki z tekstem Janiny Porazińskiej i wiersza "Nie pieprz Pietrze" Jana Brzechwy oczywiście mojego, spontanicznego autorstwa. Nie pretenduje do miana poezji ani w ogóle do niczego. To tylko żart.

4 komentarze:

  1. Bardzi trafny opis zapachu :) Padparadscha jest po prostu bardzo ...OM i dlatego ja tak kocham :)

    Rozterka

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja przyznaję, że to jedna z bardziej dla mnie zaskakujących Twoich zapachowych miłości. Ale to pewnie trochę przez kontrast z Twoją ekspansywną osobowością.
    Bardzo mi miło, że tu zajrzałaś. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. co ja mam z tą marchwią?
    dla mnie tu znowu marchew na początek, nie przez sugestię koloru roztworu, ale jałowca (lubię!) nie chwytam :(
    zacichanie się potem odbywa, i powrót, już cichutki, pokorny, przypominający mi coś z zupełnie innej bajki, coś cicho-ciepłego, coś co albo gdzieś tu jest, albo wyjechało i już się nie przypomni? muszę jeszcze z jeden dzień z padpą, ze dwa...
    ależ ona cichutka...

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezła jesteś z ta marchewką. :-)
    W planach mam recenzję najpaskudniejszej marchwi w perfumeryjnej galaktyce. Pewnie Cię zainteresuje (kiedy w końcu zdecyduję się na użycie tego śmierdziucha w celu napisania recenzji), ale testu chyba Ci nie polecę, bo przy tak marchewkolubnej skórze tamto "coś" mogłoby Cię zabić. :-]

    I zgadzam się, że Padparadsha jest cicha, delikatna. Ona chyba potrzebuje skóry z bardziej zdecydowaną chemią, niż moja. Moja skóra zapach wycisza, a Padpie to nie służy. Ginie na mnie, szeptem do mnie mówi. :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...