środa, 17 czerwca 2009

Micallef Aoud Gourmet

.
Ta recenzja powinna nosić żartobliwy tytuł:
jeśli chcesz, żeby coś zostało zrobione dobrze - zrób to sam

A czemu?
Ano wysłałam swojego Miłego do Quality po trzy próbki. Z listą.
Wrócił z torbą makulatury: katalogi sztuk dwie (nie wiem po co), spora firmowa torebka (też nie wiem po co) i trzy próbki zagubione w tej torbie na dnie; choć zamiast funta nieekologicznego kredowego papieru wolałabym dodatkową próbkę.
Ale najbardziej wkurzające jest to, że próbka Aoud Gourmet nijak nie chciała pachnieć tym, czym, wedle spisu nut, powinna.
Zaklinało się moje Kłopotliwe Szczęście, że dostało to, co było na liście wystawiając tym na próbę moją wiarę we własne talenty negocjacyjne i zaufanie do pań w Quality, bo zawartość fiolki pachniała podejrzanie podobnie do wersji klasycznej.

Bardzo chciałam napisać coś o tym zapachu z dedykacją dla mojej Siostry w Agarze, ale znając Vanille Aoud nie mogłam uwierzyć w to, że Aoud Gourmet będzie tak bardzo aoud i tak mało gourmet. No i miałam rację.
Kiedy wreszcie dotarły do mnie próbki, co do których mam pewność, że są tym, czym być powinny dokonałam analizy porównawczej i wiem już, że wersja Gourmet rewolucji nie zrobi.

Zapach jest dla kogoś, kto miał okazję poznać pozostałe Aoudy Micallef, doskonale przewidywalny. Ja przewidywałam, że będzie ładny i rzeczywiście taki jest.

W otwarciu nuta drewna agarowego jest względnie intensywna. Jego niezwykły aromat został tu przybrany nutami smakowicie słodkimi. Przybrany, nie przywalony.
Przez pierwsze pół godziny na skórze Aoud Gourmet podoba mi się niemal bez zastrzeżeń. Słodycz nut spożywczych jest pięknie naturalna. Łączy aromat wytrawnego marcepanu osłodzonego jasnym, ciepłym miodem i wspaniale bogatej bazy składającej się ze splecionych, czy może zmieszanych jak białe i czarne piórka w poduszce nut olejku sandałowego, suchej, orzechowej paczuli i czystej, bursztynowej ambry. Jest moment, gdy w tle pojawia się czerwony sandałowiec, ale to tylko chwila - wrażenie to znika kiedy zapach zaczyna się wysładzać.

A wysładza się mocno. Po godzinie, czy dwóch mamy na skórze coś, co klimatem przypomina początkowe, w miarę udane akordy Vanille Aoud, tylko zamiast karmelowej wanilii mamy tu ciepły, domowy piernik. Żywotność nut agarowych jest w tej wersji lepsza, niż w przypadku waniliowej siostry, tło jest mniej oczywiste, ogólne wrażenie korzystniejsze. Jeśli miałabym jednak oceniać wedle kryterium, jakim jest moja tolerancja na słodkości, to w nucie serca (czyli w środku pasma) zapach ma moment, kiedy jest nieco zbyt słodki.
W finale następuje znów wytłumienie słodyczy i po kilku godzinach (kilka to jest jakieś pięć) na skórze zostaje nam miękki, agarowy cień z ledwo wyczuwalnym śladem korzennego piernika. Tak więc finał tej kompozycji, choć cichy, piękny jest i trwa dłuuuugo.

Gdybym miała umieścić Aoud Gourmet na swojej prywatnej skali agarowych miłości byłby oczywiście sporo poniżej wersji klasycznej Aoud, jak wszystko z wyjątkiem Black Tourmaline, jednak zdecydowanie powyżej Vanille Aoud. Nie wiem, czy chciałabym za niego płacić, bo cena nie cieszy, ale gdyby wpadł mi w ręce, mogłabym używać bez wstrętu. Czyli... Jest to bardzo dobry zapach! :-)

Dla osób, którym nie do końca odpowiada ostrość aromatu drewna agarowego, dla wielbicielek agaru w wersji łagodnej, dla miłośniczek słodyczy nieoczywistej, ta puszysta, bezpieczna, a jednak intrygująca i niezwykła kompozycja może być strzałem w dziesiątkę. To piękne połączenie ciemnego, klimatycznego orientu z kobiecą słodyczą. Choć przyznam, że i mężczyznę jestem sobie w stanie w tym zapachu wyobrazić.
Dla oudowych ekstremistów będzie raczej zbyt delikatny. Ale kto wie? Testować, w każdym razie, zdecydowanie warto.


Rok powstania: 2009
Twórca: Geoffrey Nejman

Nuty zapachowe:
oud, cukier, marcepan, miód, wonne korzenie, paczula, cedr, nagarmota (cypriol), ambra, sandałowiec, kaszmeran, piżmo

4 komentarze:

  1. Nadal jeszcze nie miałam okazji przetestować... ale już się nie mogę doczekać, kiedy udam się po próbkę do Q.
    Cieszy mnie to, że nie ma tu wanilii, bo jej (i kokosa) to ja nie trawię. Vanille Aoud zabiła mnie w sekundę i ledwo uratowało mnie mycie reki. Zatem twoja recenzja kusi jeszcze bardziej :) Co w sumie nie trudne, bo przecież dla mnie oud to niemal zapachowy święty graal.

    OdpowiedzUsuń
  2. Siostro w Agarze ;-)
    Myślę, że Aoud Gourmet na kolana Cię nie rzuci. I oczywiście wcale nie wydaje mi się, żeby moje zapewnienia mogły odwieść Cię od zamiaru testowania.
    Muszę natomiast wycofać się z podanej pochopnie informacji o tym, że AG jest w Quality. Tak, jak napisałam - to, co przywiózł mój mąż to nie jest Aoud Gourmet, tylko Micallef Man. Nie wiem więc nadal, czy mają nowego Micallefa, czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. :) Dziękuję, jestem zaszczycona :)
    Jeżeli nie mają AG w Q, to próbkę zdobędę gdzie indziej :) Powąchać muszę, ale mogę z tym poczekać ;) Jeszcze mnóstwo oudów przede mną :)

    Teraz też żałuję, że jak stałam przed półką z Montale, wiele oudów testowałam na bloterku i pospiesznie... nie capnęłam większej liczby próbek. Osiołkowi (sic!) w żłoby dano ;) ehh

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nigdy nie stałam przed półką z Montale. :-(
    Ale z drugiej strony... Nauczyłam się już, że pochopne testowanie ich... khe... khe... zapachów to może być jazda bez trzymanki. Tak więc rzeczywiście, najlepiej by było capnąć jakieś próbki. Bo pachnienia na przykład Oriental Aoud sobie nie wyobrażam. :-/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...