sobota, 18 lipca 2009

Miller et Bertaux Bois de Gaiac et Poire

.
Flakonik zwraca uwagę: różni się od pozostałych, laboratoryjnych buteleczek Miller et Bertaux. Etykieta ciemna, a na niej magiczne słowa: "bois" i "gaiac". Moja dłoń powędrowała w stronę kanciastej flaszeczki z pewnością absolutną. Must niuch.

Zapach nazywa się Close your eyes and... And better don't grab that bottle - dodałabym.
I zupełnie serio, lepiej by było, gdybym zamknęła je zanim zobaczyłam etykietkę, bo w ten sposób nie zmarnowałabym nadgarstka na test. I to podczas pierwszej i jedynej, jak dotychczas, mojej wizyty w Galilu, kiedy mogłam się nawąchać i natestować to upojenia.

Ponieważ jednak jestem człowiekiem pełnym nadziei na przyszłość (a magiczna moc słów "bois" i "gaiac" jest wielka) - postanowiłam zaopatrzyć się w próbkę i dać gwajakowcowi z gruchą szansę. No i testuję globalnie. Drugi raz.
Pierwszy raz było z nadzieją, teraz jest z zemsty: umyśliłam sobie zjechać gniota.

A jednak nie mogę!
Nie dlatego, że niespodziewanie i podstępnie podbił moje serce i nos. Nie dlatego wcale, że zmiękłam i postanowiłam okazać mu litość. Nie dlatego wreszcie, że powalił mnie i zmysłów pozbawił odór piekielny. Nie.
Nie mogę zjechać Bois de Gaiac et Poire, bo są zbyt nijakie na egzekucję z polotem. Mogłabym zatłuc gniota pałką, ale któż chciałby to czytać?

Będzie więc krótko:
Bois de Gaiac et Poire to zapach kremowo-pudrowy, statyczny, nieruchomy. W otwarciu dominuje nuta budyniowych cytrusów i ciężki, miodowy heliotrop. Po chwili pojawia się kompotowa, wygotowana, pozbawiona zarówno chrupkości, jak i słodyczy gruszka (którą identyfikuję wyłącznie na podstawie lektury nut i zakładam, że zapach nie zmieniłby się zanadto gdyby było to jabłko, czy chociażby burak cukrowy) doprawiona kompotowymi, rozgotowanymi goździkami i suchym, pachnącym jak recyclingowana tektura, cynamonem.
W tle mamy nuty spożywczo - drzewne sprawiające wrażenie przykurzonej kory cynamonowca połączonej z zapachem kuchennej szafki, w której trzymane są składniki do wypieku ciast. Po paru godzinach rozróżniam niezbyt szczęśliwie połączone zwietrzałe olejki: różany, migdałowy i jaśminowy oraz sukcesywnie zyskującą na wyrazistości nutę przypominającą zapach modeliny. Zapach bogaty, owszem, ale ta obfitość nie robi na mnie wielkiego wrażenia.

Wadą tej kompozycji nie jest aktywna, wyrazista brzydota. Bois de Gaiac et Poire nie są brzydkie, tylko po prostu nudne i bez wyrazu. Niby ciepłe, niby korzenne, niby noszące ślad gwajakowej słodyczy, ale wszystkie te nuty pozbawione zostały charakteru, mocy, siły wyrazu i... sensu.
Nawet Gnębiciela Gniotów na osłodę tej miernej recenzji miernego zapachu nie mogę z czystym sumieniem wrzucić, bo jakże tu mojego ulubionego okrutnika postponować takim towarzystwem? Tu się tylko znudzony Gucio nada...


Nuty zapachowe:
drewno gwajakowe, drewno gruszy, heliotrop, róża, mandarynka, cytryna

2 komentarze:

  1. A już się napalałam na Gnębiciela Gniotów: ) Ale wierzę ci na słowo, że nie zasługiwały na niego:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Madzik, mam w planach przyznanie super Gnębiciela za całokształt twórczości. Watch me! :-)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...