czwartek, 16 lipca 2009

Alba Profvmvm (Profumum Roma)

.
Szukam podniet.
Zapachowych oczywiście. Inne aspekty mojego pełnego atrakcji żywota nie są tematem tego bloga. ;-)

Kiedy zerkam w spis swoich wypocin dostrzegam, że coraz więcej piszę recenzji letnich - takich bez ikry, bez iskry, bez wielkich emocji. Trochę dlatego, że największe swoje fascynacje perfumeryjne wzięłam na warsztat już na początku i teraz zostają mi głównie zapachy nowo poznane, albo takie, na które nie mam pomysłu (wokół Feminite du Bois kręcę się już lata całe i nadal niewiele z tego wynikło). A trochę dlatego, że jednak staram się nie wychodzić na największego narwańca w galaktyce.


Alba Profumum budziła moje wielkie nadzieje. Nadzieje na zapachowe olśnienie, na idealne połączenie kremowej słodyczy i drzewności. Miała być orzechowa jak Patchouli Micallef, kremowa jak Tam Dao Diptyque, subtelnie migdałowa jak Jour de Fete l'Artisan Parfumeur i puszysta jak Ambre Extreme tej samej firmy. I wszystko to jednocześnie.
Taki był plan.

Wiecie kiedy bogowie się śmieją? Kiedy ludzie robią plany.
Tym razem musieli mieć niezły ubaw widząc moją minę.
Albowiem zaprawdę powiadam Wam: ten Świt (alba to z włoskiego nie tylko biała szata liturgiczna, ale i jutrzenka, świt) nie zapowiada pięknego dnia. Zapowiada rozciągnięte na wiele godzin rozczarowanie.

Na wszelki wypadek na wstępie bez ogródek wyznam, że nie wiem, jak pachnie drewno migdałowca. Oczekiwałam czegoś w stylu oleistego sandałowca z nutą migdałów. Tymczasem migdałowe nuty w Albie (odmieniać albo nie odmieniać? - oto jest pytanie) są w otwarciu ostre i zgrzytliwe jak głos zgorzkniałej, antypatycznej starej panny w typie tych, które w ramach przestróg mających nakłaniać do małżeństwa czyni się antybohaterkami powieści dla dziewcząt. Metoda wygląda na skuteczną - czytelniczki tego typu literatury zwykle rwą się do zamążpójścia. Ale ja nie o unikaniu staropanieństwa miałam pisać, tylko o perfumach.

Alba Profumum miała być zapachem o urodzie naturalistycznej, nieperfumeryjnej. Miała być delikatnym i potężnym jednocześnie połączaniem nut drzewnych z nieoczywistą spożywczą miękkością migdałów i orzechów laskowych. Miała być jednocześnie oszczędnie prosta i przepysznie smakowita.
Dość o mojej naiwności. Nie jest.

Alba pachnie... starością, przekwitaniem w dostatku i samotności, nienaturalnym bezruchem wypielęgnowanego ciała, którego nie ożywiają już twarde mięśnie ani gwałtowne namiętności. Pamiętam swoją recenzję Datura Noir SL, którą zatytułowałam "Migdałowy dom starców". Tutaj to nie jest dom starców, tylko duże mieszkanie w starej kamienicy. W tym mieszkaniu mieszka stara panna o szpiczastym nosie, na czubku którego niepewnie tkwią oprawione w złoty drut szkła korekcyjne.

Wnętrze pachnie pięknym sandałowcem (rzeczywiście miękkim jak z Tam Dao) i gorzkimi migdałami. Gdyby to było wszystko, zapach byłby interesujący nadzwyczajnie.
Kłopot w tym, że wyczuwam w nim także nuty nieproszone. Zapachowe cienie, które sprawiają, że Alba mnie przygnębia: stary, wyostrzony przez upływ czasu olejek migdałowy z dodatkiem charakterystycznej, cierpkiej goryczki, której nie lubię w arakowym aromacie do ciast, zapach przypominający przykurzone i odbarwione przez słońce i czas bukiety suszonych kwiatów świetnie wpasowujące się w wizję staropanieńskiego mieszkania, piżmowo - słodką woń komody pełnej starych ubrań, zestaw aromatów wywołujących w moim umyśle obraz wnętrza drewnianej szkatułki, w której przechowywane są pamiątki młodości: resztki olejków różanych i sandałowych w drewnianych fiolkach - piramidkach, perfumowany karnet ze wspominanego z sentymentem balu, zasuszona w jedwabnej chusteczce róża od dawnego adoratora, koronkowa rękawiczka wciąż nosząca ślad perfum sprzed ćwierćwiecza... Takie smutne, martwe piękno.

I to jest Alba. Jest jak piękny ślad przeszłości, woń perfum zaklęta w pamiątkach, bibelotach i wspomnieniach - nie jak perfumy same w sobie: żywe i zmienne.


Nuty zapachowe:
sandałowiec, drewno leszczyny, drewno migdałowca, ambra

1 komentarz:

  1. Found it. Rzeczywiście recenzowałaś i rzeczywiście Cię nie porwało. Ja nadal chcę poznać Albę, choć może nie tak już desperacko. Za to Ambra Aurea stała się prawdziwym must-sniff'em ;]

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...