poniedziałek, 28 września 2009

Comme des Garcons Series 6 Synthetic - Garage

.
Postanowiłam pójść za ciosem i wreszcie zabrać się za uporządkowanie garażu.
Nie własnego. Będę dziś porządkować swoje odczucia względem Garażu Comme des Garcons.
I wcale nie zamierzam udawać, że nie ma to związku z moim poprzednim motoryzacyjnym (i jakże pięknie zilustrowanym!) wpisem.


Po pierwsze garaż, czy może raczej warsztat diagnostyczny, do którego zaprasza nas CdG wcale nie jest retro. To nowoczesne, wybetonowane wnętrze o wyłożonych jasnymi kaflami ścianach; z bogatym parkiem maszynowym, pneumatycznymi podnośnikami i oddzielającą klientów od pracowników płytą z plexiglasu wymytą starannie jakimś płynem do szyb na bazie alkoholu (podejrzana kwiatowa nuta w otwarciu).
Niby wszystko jest jak trzeba: mamy zapach chemicznych substancji czyszczących (ostre), poślizgowych (ciepłe) i ochronnych (ciemne), mamy ślad zapachu rozgrzanego (ale nie przepalonego) oleju, mamy nawet w tle cień czystych (w sensie zgodnych z normami ekologicznymi), "zdrowych" spalin.

Wszystko to jednak jest sterylne i wypucowane, profesjonalne do bólu zębów, pozbawione stymulującej szczypty chaosu, nieładu i, nie będę ściemniać, tej nadającej każdemu warsztatowi życia odrobiny brudu. Ustawienie silnika diagnozuje się tu za pomocą hiperdrogich aparatów, które robią "ping", a nie na ucho. Łożyska smaruje się fikuśną oliwiarką, a nie umazanym smarem paluchem. Narzędzia po użyciu spryskuje się specjalnym płynem czyszczącym, a nie wyciera w spodnie.
Liiii tam. Kicham taki garaż! Może i oddałabym im swój samochód do naprawy, ale pachnieć z całą pewnością tak nie będę.

Najgorsze jest to, że im dłużej siedzimy w tym garażu, tym bardziej zalatuje on składzikiem środków czyszczących. Dezynfekcja totalna.
W nutach serca Garage nie tylko nie przypomina normalnego, przyzwoicie upierdzielonego smarem i upstrzonego plamami oleju napędowego garażu, ale nawet wypicowanej stacji operacyjnej... Ups! Diagnostycznej z pierwszych momentów też już nie.

Teraz jest to wnętrze samochodu.
Wyobrażam sobie jakiś przestronny, ale całkiem niespecjalny model z lat osiemdziesiątych. Plastikowa deska rozdzielcza, plastikowa kierownica, tapicerka z PCV - wszystko starannie, aż do niezdrowego błysku wypolerowane płynem ze środkiem dezynfekującym. Oczywiście nowy właściciel pojęcia nie ma, że to dlatego, że jego skarb spędził trzy lata zamknięty w stodole, a smród kurzych odchodów nie znika tak łatwo...
W każdym razie aktualnie samochód wyczyszczono, i oto, za sprawą perfumeryjnego teleportu, towarzyszymy emerytowanemu małżeństwu X z bardzo przyzwoitego miasteczka udającemu się swym świeżo nabytym samochodem na uroczystości odbywające się w mauzoleum fundatora miejscowej szkoły dla panien. Odświętne ubrania wydzielają charakterystyczną woń naftaliny, system wentylacyjny wtłacza do wnętrza aromat spalin zmieszanych z wonią asfaltu, a sztuczne kwiaty na kolanach pani X pachną upojnie plastikiem i syntetycznym eugenolem.

Zupełnie mi się ta wizja nie podoba i zupełnie, ale to zupełnie nie tego oczekiwałam.


Baza jest najprzyjemniejszym z etapów rozwoju Garage. Chemiczna w sposób bardziej żywiczny, smarowny, mniej sterylna, niż poprzednie etapy, nie tak dotkliwa dla nosa, po prostu przyjemna. Pojawia się zapach czyszczonych naftą mebli w dobrze wietrzonym pokoju, ołówków z pachnącymi gumkami i nowego filcu. Obleci, ale to i tak nie jest zapach, do którego chciałabym wracać.

Nie mówiąc już o tym, że nazwę uważam za zwodniczą. Jako dzieciuch z nadmiarem wolnego czasu niejedno popołudnie spędziłam w garażach przeróżnych i daję Wam słowo: w żadnym tak nie pachniało.


Ogólnie Garage ma się do garażu mniej więcej tak, jak poniższy projekt Comme des Garcons do sukienki:



Data powstania: 2004

Nuty zapachowe:
aldehyd fenyloaceton, nafta, nuty skórzane, zapach sztucznych kwiatów, roztwór acetonowy korzenia wetiweru, chiński cedr

2 komentarze:

  1. Zabawne jest to jak różnie ludzie odczuwają zapachy :) Ja niestety jeszcze nie miałam okazji wąchać garażu, czego niezmiernie żałuję, ale czytając opisy, są totalnie sprzeczne :) Kiedy Ty piszesz o sterylnym salonie diagnostycznym, kto inny znowu czuje stary, brudny garaż dziadka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może miał bardzo porządnego dziadka? ;) Ja ogólnie jestem bałaganiarą. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...