piątek, 18 września 2009

Donna Karan Chaos - stara wersja

.
Gdy w styczniu recenzowałam reedytowany Chaos nie znałam starej wersji. Nowa zaś wzbudziła we mnie odczucia raczej ambiwalentne (o czym szerzej tutaj). Dziś, zgodnie z zapowiedzią, wracam do tematu w ciepły dzień i będzie o Chaosie po raz wtóry.
Tym razem o TYM CHAOSIE - osławionym, nieodżałowanym, owianym legendą Chaosie Starym, wycofanym i przez to cennym.


Nie załapałam się na kult (choć jako niereformowalna idealistka z życia nauk nie wyciągam i Fuel nadal nęci) z dwóch podstawowych powodów:
- po pierwsze w chwili wycofywania starego Chaosu perfumami się jeszcze nie pasjonowałam i nie miałam pojęcia, że oto takie cudo przechodzi mi koło nosa
- po drugie, najpierw poznałam Chaos reedytowany, a ten, jak już wiadomo, na kolana mnie nie rzucił
Zadawałam więc sobie pytanie oczywiste: czy stary pachniał tak samo, jak znany mi nowy? Albo raczej, czy w formule coś namieszano, tak, jak to zrobiono w przypadku innych wielkich come backów: Black Cashmere czy Feminite du Bois (o którym kiedyś w końcu napiszę)?

I oto mam próbkę tego niedostępnego cuda. Próbkę nieleżakowaną, przepsikiwaną specjalnie dla mnie z właściwie przechowywanego flakonu, świeżą... Idealną do testów.
Pierwsza aplikacja - solowa. Z pietyzmem naniosłam trzy krople na czystą, więcej niż godzinę wcześniej umytą i spłukaną pod bieżacą wodą skórę w zgięciu łokcia. Zgięłam rękę tak, by dwie warstwy skóry przywarły do siebie ogrzewając zapach przez moment, co pozwala mu się rozwinąć tak samo, jak w ciepłych obszarach ciała. Trzydzieści sekund oczekiwania, aż spirytus się ulotni (nie trzeba się spieszyć, nos traci wrażliwość jeśli potraktujemy go oparami alkoholu) i... Pierwszy wdech.


To niewątpliwie ten sam zapach. Podobnie przyprawowy, podobnie drzewny, podobnie wytrawny i podobnie statyczny. A jednak...
Stary Chaos nie prześlizguje się wzdłuż kręgosłupa jak wrzucona za koszulę kostka lodu. W przeciwieństwie do swego zreformuowanego młodszego brata jest... żywy. Różnica między tymi dwoma zapachami jest taka, jak różnica między nieruchomym, oddychającym spokojnie człowiekiem pogrążonym w głębokim śnie, a tym samym człowiekiem w fazie stężenia pośmiertnego. Oczywiście żywa wersja to pierwowzór. Nowa to kamienny sarkofag.

Żeby nie było nieporozumień: także stary Chaos nie jest spełnieniem moich zapachowych marzeń i nie będę bynajmniej zabijała się za trudno dostępnym i rozpaczliwie kosztownym flakonem. Jednak dostrzegam różnicę i łatwiej mi po poznaniu pierwowzoru zrozumieć, dlaczego miłośnicy (a przede wszystkim miłośniczki) tej kompozycji tak tęsknie wyglądali jej powrotu.
Niestety, coś się pogubiło w proporcjach przy odtwarzaniu receptury. Więcej rumianku, szałwii i lawendy, skoncentrowany eugenol zamiast olejku goździkowego? A może przeciwnie: oszczędniej użyta ambra czy sandałowiec? Może zaginęła jakaś ciepła, mięsista owocowa nuta, którą w starym Chaosie można wyczuć pod szorstkim, przyprawowym kocykiem?

W każdym razie także porównanie bezpośrednie - symultanicznie zaaplikowane w dwa "przeguby łokciowe" dwa Chaosy - wypada jednak na korzyść starej wersji i przypadek ten zdaje się potwierdzać powszechną na perfumeryjnych forach opinię, że spektakularne i głośne powroty klasyków często nie są w istocie powrotami, tylko dojeniem legendy.
Niby wiadomo, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale jednak jakoś żal...


Nuty zapachowe:
teoretycznie jak w nowej wersji


* Ilustracje z reklamy Chaosu na stronie Donny Karan

3 komentarze:

  1. Sabbath, Twój blog jest bardzo ciekawy. Uwielbiam Twoj opisy, są tak malownicze i działające na wyobraźnię. Proszę o jeszcze!


    Mój blog:
    www.aspoleczna.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, postaram się, choć na razie jestem w fazie zastoju w kwestii potrzeby analizowania zapachów.
    Ale to tylko przejściowy spadek formy - obiecuję. :-)

    Z zaproszenia korzystam w chęcią i entuzjazmem.

    OdpowiedzUsuń
  3. hej... Boleję nad Fahrenheit'em - niedawno zrozumiałem... na zagranicznych stronach jest właśnie o jego reformulacji, są 2 fora o tym... i płakać mi się chce.. tym ludziom z IFRA flaki bym wypruł, odciął głowę i nasikał do szyi... jak można odbierać człowiekowi takie cudo, okaleczyć je - a najgorszy jest fakt, że 98% ludzi mówi, że ten zapach się nie zmienił od lat... bo reszta 2% mówi, że możliwe, że mam rację... jak można być tak ślepym i tępym, żeby nie widzieć różnicy pomiędzy zapachem powodującym niemalże omdlenie z podniecenia a wodą z jakimiś sztucznymi alternatywami, bez najważniejszej prawdopodobnie nuty... gdzieś była mowa o liściu fiołka, że przy reformulacji, został on wyeliminowany... Pomocy! jutro dzwoni do Dior'a i pytam czy można prywatnie dostać pierwszą formułę z 1988 roku... Pozdrawiam i głęboko doceniam ten blogspot...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...