niedziela, 27 września 2009

Santa Maria Novella Nostalgia



Ależ mi ten zapach sprawił radochę!

Kiedy tylko przeczytałam, że ma to rzekomo być zapach dawnych wyścigów samochodowych, pierwszym, co przyszło mi do głowy było to, ze wreszcie mam okazję wkleić na blogu swojego motoryzacyjnego Czarnego Turmalina, czyli samochód, o którym marzę, by kiedyś stał się moim signature car (zaraz obok Porsche 911 z lat sześćdziesiątych): Mercedesa Silver Arrow (oryginalnie Silberpfeil - Srebrny Pocisk) w wersji nadwozia produkowanej od roku 1937 z trzema frontalnymi wlotami powietrza zamiast jednego.



Moc, sylewtka nadwozia, legenda... Pamiętam, z jakim nabożeństwem dotykałam srebrnej, nagiej karoserii podczas mojej pierwszej wizyty w muzeum techniki w Pradze! Oczywiście karoseria to nie jest najbardziej "podniecający" element tej konstrukcji, ale to właśnie jej Srebrny Pocisk zawdzięcza nazwę.

Silver Arrow zawsze jest silver tak, jak Ford T mógł być w dowolnym kolorze, byle był to kolor czarny.
 

W tym przypadku to nie względy ekonomiczne decydowały. Silberpfeil w ogóle nigdy nie był samochodem ekonomicznym.

Pochodzi ze stajni samochodów wyścigowych, które jednakoż przed epoką Srebrnej Strzały Mercedes malował zwykle na czerwono. W roku 1934 Międzynarodowe Stowarzyszenie Sportów Motorowych zadecydowało, że maksymalna waga samochodu dopuszczonego do startu w wyścigach nie może przekroczyć 750 kg. Tyle, że W25, będący bezpośrednim przodkiem Silver Arrow ważył wtedy 751 kg. Manager Alfred Neubauer i kierowca Manfred von Brauchitsch wpadli wówczas na genialny koncept: zeskrobać farbę!


W ten sposób narodziła się legenda. Błysk nagiego aluminium okrywającego potężny i hipernowoczesny dwunastocylindrowy silnik w układzie V (7,5 litra pojemności, 175 KM) robi wrażenie piorunujące.

Pomijając oczywiście fakt, że to nagie aluminium zostało, dzięki pomysłowości dwudziestopięcioletniego Philipa O. Wrighta ukształtowane w sposób, który nie śnił się bardziej doświadczonym i renomowanym stylistom. Zamiast kanciatego, urągającego zasadom aerodynamiki pudła (które były wówczas powszechnie produkowane) mamy tu bryłę przypominającą... A jakże - pocisk właśnie. Stąd nazwa.

Wiem, że nie o Mercedesie powinnam pisać, ale jakże tu się oprzeć? Bardzo proszę o wybaczenie i już, szybciuteńko przechodzę do rzeczy.



Wrrrrrummm!




Niestety, pod maską olfaktorycznego bolidu SMN nie pręży stalowych muskułów 175 narowistych koni mechanicznych. Ciągnie go stadko nie najlepiej karmionych wałachów, które owszem, na początku nieco dają czadu, ale zdecydowanie zbyt szybko opadają z sił.
 
Ale po kolei. Skoro już pół wpisu jest nie na temat, to przynajmniej reszta niech ma ręce i nogi (wlot powietrza i wydech).

W otwarciu najpierw po nosie daje terpentyna. Terpentyna pięknie podkręcona dodatkiem genialnie oddanego zapachu dziegciu i różnistych smarów. Na tym etapie Nostalgia przypomina nieco Garage Comme des Garcons, jest jednak jeszcze mniej perfumeryjna i brudniejsza. I bardziej gorrrrąca. Świetnie!

Po niespełna minucie zapach już zaczyna się zmieniać, słabnąć. Najpierw pojawia się nieźle rokująca metaliczna słodycz, potem nuty technicznego kurzu, żywic (powiedzmy, że przemysłowych) i woń, którą jednoznacznie identyfikuję jako warsztat samochodowy: metal, chemia, beton, syntetyki. Mrrrr...



Ale to jeszcze nie wszystkie atrakcje, bo po jakiejś pół godzinie Nostalgia zaczyna pachnieć jak stygnący silnik. Wyobraźcie sobie zadbany, dobrze nasmarowany silnik (spalinowy oczywiście) po długiej, względnie szybkiej przejażdżce. Odczekajmy kwadrans, może półtorej i podnieśmy maskę.

Kurz i brud wypaliła wysoka temperatura, zapach benzyny ulotnił się, został nagrzany metal, gładkie od oleju tłoki śpiące w cylindrach, ślad ciepłych spalin i orzechowy aromat WD40. Do tego pieszczącego zmysły każdego maniaka motoryzacji zestawiania dochodzi zapach syntetycznej, skóropodobnej tapicerki nagrzanej przez nasze własne ciało.

Dla mnie zapach absolutnie cudowny, rzeczywiście budzący nostalgię, bo nowoczesne samochody z silnikami opakowanymi w plastik już tak nie pachną.
 

Najpiękniejszą metaforą Nostalgii SMN jest hasło promocyjne, którym w roku 1934 reklamowano wyglądający jak przybysz z przyszłości bolid W25 Silver Arrow:
Suddenly it's 1940!
I kiedy wąchamy Nostalgię, "nagle jest rok 1940!". A przynajmniej 1960.



Niestety, po pierwszym wykopie Nostalgia szybko przysiada i pachnie sobie raczej kameralnie, przyskórnie. Do tego podejrzanie perfumeryjnie. Żal ściska moje rozmiłowane w retro maszynach serducho, kiedy zapach zmienia mi się na skórze w zwyczajny powidok po perfumach.

Inną kwestią jest pytanie, ilu ludzi na świecie naprawdę chce pachnieć rozgrzanym silnikiem. I w jakich okolicznościach. Z tym dylematem uporać musi się każdy zauroczony Nostalgią potencjalny nosiciel we własnym zakresie. Ja decyzję podjęłam.
Miłych testów!


Data powstania: 2002

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: caoutchouch (to jakieś syntetyczne tworzywo, ale moja mizerna znajomość francuskiego nie pozwala mi dociec, jakie), styraks, bergamotka
Nuta serca: paczula, cedr
Nuta bazy: tabaka, wanilia, ambra, dziegieć


* Tytułowe zdjęcie recenzji: międzynarodowy rajd pod wieżą Eifla, 3 czerwca 1934 roku, w którym prowadzone przez Manfreda von Brauchitsch i Luigiego Fagioli Mercedesy W25 Silver Arrow objęły prowadzenie natychmiast po starcie i nie oddały go mety.

** Pierwsza ilustracja: pierwsze pojawienie się Srebrnej Strzały na pierwszym w Europie odcinku autosrtrady: Berlin 1934, za kierownicą Hans Stuck

*** Szósta ilustracja: egzemplarz Silver Arrow W25 z 1934 roku wystawiony w Mercedes-Benz Museum w Stuttgartcie.

**** Chciałabym jeszcze zaznaczyć, że moim zdaniem, obiektywnie całkiem atrakcyjne i widoczne na zdjęciu poniżej, Silberpfeile Audi są niekanoniczne i, mimo całej sympatii dla tej marki, uważam że tym razem splagiacili dzieło sztuki. Ale za to wypuścili kilka innych pomniejszych dzieł, o czym być może kiedyś...


.

18 komentarzy:

  1. Piękny jest ten samochód :) A stare porsche 911 też uważam za ideał ;) Poza tym marzę o motocyklu - Harley Davidson Panhead z 1954r.
    Świetna notka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj piękny jest, pięknisty (jak mawiała moja babcia). Napalam się na niego z nadzieją równą tej, jaką ma parobek oglądający Pamelę na rozkładówce Playboya, ale przecież ani jemu, ani mnie nikt nie może zabronić marzeń (moje marzenie zdecydowanie lepiej znosi upływ czasu).
    Co do motocykli - ja jestem z frakcji ścigaczowej raczej. Przynajmniej jeśli chodzi o użytkowanie, bo oglądać i podziwiać mogę duuuużo.
    A w ogóle, to po pierwsze obawiałam się (i trochę obawiam nadal) się, że moja motoryzacyjna erotomania może nieco ludzi wystraszyć. Po drugie zaś - bardzo się cieszę, że mamy kolejny punkt wspólny. Porsche wymiata.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sabbath, wróciłaś!
    Zajrzałem prawie bez nadziei, a tu taki rozkwit formy.
    Wpis o srebnnej strzale będzie moim ulubionym po eteroidzie. :))))))
    P.

    OdpowiedzUsuń
  4. To może by go tak rozebrać? Miciel

    OdpowiedzUsuń
  5. Ano, wróciłam (łem) (parafrazując pewnego klasyka, który tak właśnie zakończył swe największe dzieło).
    Cieszę się, że wpis się podoba. Zastanawiam się czasem, czy nie przesadzam z dygresjami, ale doprawdy, trudno mi było nie wykorzystać takiej okazji.


    Miciel, rozebrać? Tak wspólnozakupowo?!
    Ale Nostalgię, czy Silver Arrow?
    Bo jeśli Nostalgię, to rzeczywiście świetny pomysł i jestem chętna, a Silver Arrow... chyba nie jestem w stanie się podzielić. No nie mogłabym... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Silver Arrow rozebrany to nie byłoby to samo ;) w razie rozbioru Nostalgii wychynę z czeluści, zastanawiam się też na Santalum, już 3 razy miałam klikać udział (jako człowiek, który preferuje noszenie sandałów w górnych częściach ciała, ale po ulotności tam dao cokolwieczek się boję.
    Miciel

    OdpowiedzUsuń
  7. Miciel, wyobrażasz sobie łupy z takiej rozbiórki? Wizażanka z pokrywą silnika z gołej blachy pomykająca do domu z osiedlowej poczty? A druga z super sexy zestawem tłok + cylinder? :-D

    Co do Santalum - za trwałość akurat mogę ręczyć. Profvmvm robi najczęściej zapachy mocno nasycone olejkami, trwałe i intensywne.
    Dla mnie pewnego rodzaju wyjątkami są "Aqua..." z czymś tam doczepionym. Ale może one mają wodą pachnieć? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. na Aquę też się pewnie skuszę, bo potrzebuję czegoś wodnisto-gloniastego do kostiumu syreny ;)

    tak, wyobrażam sobie, kolega raz zamawiał silnik, a raz spojler ;)

    Miciel

    OdpowiedzUsuń
  9. Na Aqua di Sale?
    Bo jeśli tylko do kostiumu to demeterowe Salt Air albo Ocean by wystarczyły.
    Ewentualni gloniasty jest też Turquoise Durbano.

    Ja zamawiałam gitarę ze Stanów kiedyś. Wielki, wypierdzielisty Dean Explosion Razorback. Kiedy wyjęłam go na zatłoczonej poczcie, żeby przed zapłaceniem cła sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku - zapadła absolutna cisza. :-D Myślę, że z odpowiednio wielkim spojlerem mogłoby być podobnie. :-)))

    OdpowiedzUsuń
  10. turkus i aqua di sale rozważę, a co do demeterów, to kostium jest przewidziany na więcej niż pół godziny, zresztą pewnie i tak wodność by się zatraciła, jako była uprzejma to uczynić w thunderstorm, wet garden i new zealand - "mokre" demetery brzmią na mnie wyjątkowo sucho, a i co do habanity bagiennych skojarzeń jak hisoka nie mam ;)

    wczoraj niosłam metrową kartonową łapę kota przez miasto, na szczęście tylko 100 metrów i o 22.00
    Miciel

    OdpowiedzUsuń
  11. Silver Arrow fajna sprawa :D tez mnie sie podoba;] moze kiedys marzenie stanie sie jawa a nie snem ;p

    OdpowiedzUsuń
  12. Miciel, po co Ci była metrowa, kartonowa łapa kota??
    Habanita i mnie nijak nie kojarzy się bagiennie, ani wilgotno. Z resztą pisałam o niej. Szalenie atrakcyjna "typka". :-)


    Teziak, jasne. Niechaj żywi nie tracą nadziei.
    W tym ujęciu, to ja już umarłam i nadziei nie mam. :-/

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie ta łapa zasadniczo po nic, ale przystojnie zza łóżka wystaje ;)
    Miciel

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawe, ciekawe. Nie powiem...
    Nic nie robi takiego wrażenia jak piękne samochody i szybkie kobiety (no, może poza recenzjami Sabbath ;)).
    Czy tak pachnie ostra jazda? Hmmm... Szkoda, że szybko przemija ta niezwykła woń... Ale z drugiej strony...
    Taki zapach mógłby z daleka przyciągnąć uwagę drania w innym wozie- takim interceptorze z podrasowanym silnikiem, czerwonym kogutem na dachu, wymalowaną gwiazdą stanowej na drzwiach- ukrytym gdzieś za wielką tablicą z napisem "ZWOLNIJ"... On nie pędzi jak wicher, jeszcze nie... Drań czeka na wojownika szosy, by z dziką rozkoszą szepnąć "Mam cię...", uruchomić swój, silnik i z rykiem "dyskoteki" dołączyć do wyścigu...
    Taki zapach musi inspirować :) Pozdrawiam Serdecznie!

    Zielony Drań (TM)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwróć uwagę, ze to jest zapach retro. To wyścigi sprzed prawie stu lat. :)
      Ale jest piękny. mam flaszkę. niestety, na wykończeniu już.
      Noszę czasami...

      Usuń
    2. Witam, bardzo interesuje mnie ten zapach. Niestety nie potrafię go odszukać w internecie. Znalazłem na ebayu w US 165€ /98ml. Ale może ktoś by mi pomógł znaleźć próbkę bądź niamierzyć bliżej i taniej

      Usuń
    3. Witam, zainteresowałem się tym zapachem, jednak oprócz jednej sztuki w US za 165€ za 98ml poprzez ebay nie potrafię go znaleźć. Może ktoś mógłby mi pomóc w znalezieniu chociażby próbki.

      Usuń
    4. Don Richardo - napisz do Neoperfumerii Galilu. Jeśli ktoś w Polsce to ma i może wysłać Ci próbkę, to oni właśnie.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...