czwartek, 17 września 2009

Voluspa Japonica: Baltic Amber i Santiago Huckleberry

.

Słów mych słuchajcie, potomkowie święci,
Wyżsi i niżsi Heimdalla synowie,
Każesz mi mówić, Ojcze Wszechpotężny
O dawnych dziejach, jak sięgnąć pamięcią.

Pomnę olbrzymów przed wieki poczętych
Co piastunami byli moimi
I pomnę dziewięć światów i dziewięć
Świętego drzewa korzeni w głąb ziemi.

W zaczątkach świata za czasów Ymira
Ni piasku, ni morza, ni chłodnych bałwanów,
Nie było Ziemi i nie było niebios,
Ni traw nie było - lecz czeluść otchłani.

Aż Bura synowie wydźwignęli Ziemię
I Midgard sławny pobudowali,
Słońce południa ogrzało głazy
A bujnym kwieciem okryły się pola.

Towarzyszyło Słońce Miesiącowi,
Prawicę swoją kładło na skraj nieba,
Słońce nie znało mieszkania swego,
A Miesiąc mocy swej nie znał,
Gwiazdy - gdzie stać, nie wiedziały.

Bogowie wszyscy sejm wielki zwołali,
I Nieśmiertelni tak nad sprawą radzili;
Miesiącowi na nowiu i Nocy imię dali,
Poranek nazwali i Południe takoż,
I Podwieczerz i Wieczór, by móc liczyć lata.*


Że nie na temat piszę?
Ależ... Osoby, które kojarzą powyższy tekst wiedzą już, że jak najbardziej na temat.

Völuspá - Wieszczba Völvy. Pierwsza pieśń Eddy Poetyckiej. Opowieść, w której staje się świat.
Czyż miłośnik rodzimowierczych mitologii i legend może przejść obojętnie obok tej nazwy?
Tak więc przyznaję: Voluspa miała u mnie pozytywne notowania jeszcze zanim poznałam pierwszy ich zapach.


Voluspa
Baltic Amber


A żeby było jeszcze piękniej i jeszcze bardziej klimatycznie, pierwszy zapach Voluspy, jaki wpadł mi w łapki to doskonale pasujące do wytworzonej przez mój umysł wizji Baltic Amber z kolekcji Japonica.
Urokowi ciepłej, miodowo - ambrowej woni uległam od razu: bez oporu i z ochotą.

Zapewne większość z Was wie, że bursztyn można roztopić, doprowadzić do tego, że przechodzi w stan ciekły. Robi się to już od czasów starożytnych z różnych powodów, z których umieszczanie w złocistym kamieniu "starożytnych" inkluzji jest moim ulubionym. :-)


Otóż Baltic Amber pachnie, jak doprawiony i ocieplony dodatkiem topionego bursztynu miód mniszkowy ściekający lśniącymi kroplami na pokrytą warstwą okruchów słodkiego, drożdżowego ciasta deskę. Taką kuchenną, wygładzoną i oswojoną.
Zapach jednocześnie prosty i pyszny. Niesamowita, gęsta i ciepła słodycz nie jest mdła i ciężka, lecz... syta i bezpieczna. Wyczuwalna od pierwszych minut wanilia jest tu naturalna, nieczyszczona i ciemna - wciąż przypomina strąki orchidei bardziej, niż wyzuty z kwiatowości biały proszek. Frapująca szorstka nuta, będąca prawdopodobnie skutkiem obecności w kompozycji krztyny szafranu i kardamonu przypomina wrażenie, jakie zostaje w gardle po przełknięciu łyżeczki miodu. Ten przyprawowy haczyk w połączeniu ze szlachetną, cedrowo-sandałową bazą sprawia, że zapach zyskuje drugi wymiar przesuwający go z obszaru "puszysty słodziak" w obszar "interesujący słodziak". Choć to nadal słodziak, oczywiście.

Dla mnie osobiście najlepszym zastosowaniem dla Baltic Amber jest rozpylenie jej nad świeżą pościelą przed snem. Wtulenie policzka w delikatnie, bezpiecznie pachnącą Bałtycką Ambrą poduszkę to prawdziwa przyjemność. To pierwszy zapach, który zdetronizował dotychczasowego mojego ulubieńca w tej kategorii: Elixir des Merveilles.

Dla porządku napiszę jeszcze, że dalsze testy wykazały, że Baltic Amber jest jednym z najtrwalszych zapachów Voluspy - zapach utrzymuje się na pościeli nawet dwa, trzy dni po aplikacji, podczas gdy użytego w ten sam sposób Red Amber Incense nie czuję już o poranku.



Voluspa
Santiago Huckleberry


Po poznaniu Baltic Amber przyszedł czas na Santiago Huckleberry z tej samej kolekcji. Znajomość z tym uroczym zapachem zawdzięczam Agnysce, która obdarowała mnie zgrabną odleweczką i przyznaję, że trafiłam na niego w najlepszym chyba możliwym momencie, a mianowicie u szczytu swej fascynacji bibliotecznymi zbiorami Demeter.
Santiago Huckleberry o tyle wpisuje się w kontekst, że jest zapachem na pograniczu "kompozycji" i "odwzorowania natury", w której to kategorii celuje Demeter Fragrance Library.


Prosty do granic możliwości, rzeźki, pogodny owocowy zapach ma naprawdę wiele uroku. Już sama nazwa wskazuje, że powinien to być zapach borówek amerykańskich (czyli jagód z Santiago) i w sumie tak właśnie jest. Jasny, nieco kwaskowaty zapach świeżych, dopiero co dojrzałych owoców został ledwie "przybrany" dodatkiem wanilii i niewielką ilością miałkiego cukru. Cierpkie nutki podbite zostały dodatkiem innego owocu, który wyraźnie tu wyczuwam, a mianowicie... rabarbaru.
I szczerze przyznaję, że to właśnie Rhubarb Comme des Garcons przypomina mi ta kompozycja najbardziej. Podobnie soczysty, podobnie pogodny, z podobnym umiarkowaniem dosłodzony pierwszy plan zapachu ułożony na podobnie dyskretnej waniliowej bazie. Istnieje minimalna różnica w sposobie rozwijania się zapachu - Santiago Huckleberry nie ogrzewa się u swego schyłku zachowując do końca pewną surowość. Nie jest to jednak wada bynajmniej - w kategorii zapachów letnich i bezpretensjonalnych taka prosta, linearna kompozycja jest dokładnie tym, czym być powinna.
Gdybym miała szukać obrazka dla zilustrowania swoich wrażeń, to nie odnajduję tu żadnego lasu, żadnych krzaczków miedzy drzewami ani na polanie. To po prostu porcelanowa miseczka z oprószonymi cieniutką warstewką cukru zgniecionymi owocami. Nic więcej.

Niestety, trwałość Jagódek Voluspy na mojej skórze jest podobnie marna jak w przypadku Rabarbaru CdG. Na korzyść tych pierwszych przemawia cena i pojemność: 20$ za 105 ml. Można się zlewać bez umiaru. :-)


Nuty zapachowe:

Baltic Amber

bursztyn, ambra, drewno sandałowe, cedr, wanilia


Santiago Huckleberry

jagody, laski wanilii, cukier trzcinowy



* Początek Wieszczby Völvy w tłumaczeniu Apolonii Załuskiej-Strömbe
rg

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...