środa, 21 października 2009

Juliette Has a Gun Midnight Oud

.
Mam wrażenie, że po modzie na kadzidła, przyszła moda na agarowce. Niemal każda szanująca się firma perfumeryjna zapowiada lub właśnie wprowadza coś z tą nutą do oferty. No fajnie. Cieszę się niezmiernie. Tyle, że to, co testowałam dotychczas to zapachy raczej średnie...

Po marce Juliette Has a Gun, która dotychczas wypuszczała raczej bezpieczne (żeby nie powiedzieć mierne) zapachy tym bardziej nie spodziewałam się cudu. Szczególnie, że opis Midnight Oud upstrzony górnolotnymi frazami zapowiadał kolejny sentymentalny perfumeryjny obrazek.
Oczywiście lektura nut przygotowała mnie na różę z agarem, ale... Nie w takim stężeniu!


Midnight Oud to od pierwszych chwil agar i róża. I właściwie aż do końca tak pozostaje. Ale jakiż to agar! I jaka róża!

Oud jest tu taki, jaki najbardziej lubię - najczarniejszy z czarnych, najcięższy z ciężkich, przez wieki (i przez grzyby ;-)) przekształcony w substancję, która już dawno nie jest drewnem. Nuta ostra i upojna jednocześnie, zwarta aż do wrażenia połysku na skórze, boleśnie piękna.

Kiedy wącham tak doskonały oud zaczynam rozumieć, dlaczego dym agarowych kadzideł uważano za miły bogom i im poświęcony. Rozumiem, skąd przekonanie, że na człowieka pachnącego dymem z agarowca bogowie patrzą przychylniej, pojmuję dlaczego stare, zgrzybiałe kłody czarnego drewna cenniejsze są niż złoto. Ten zapach jest po prostu nieludzko piękny.

Gęsty i ciężki jak olfaktoryczna czarna dziura, łączący w niepojętą harmonię aksamitną słodycz i inwazyjną ostrość, ascetyczny i przepyszny zarazem. Niejednoznaczny, lecz definitywny jak czerń, która pochłania wszystkie barwy. Słodki i niepokojący jak smak krwi.

Naprawdę trudno mi opisać ten niesamowity składnik i nawet nie wiem, czy powinnam to robić (także z litości dla moich czytelników, których tolerancję na grafomanię i tak już wystawiam na ciężką próbę). Napiszę więc tylko, że w Midnight Oud taki właśnie idealny, nieskażony fizjologiczną nutą agar znalazłam.


Towarzyszy mu róża. Składnik, którego nie lubię, ale czasem szanuję.
Tu moje nielubienie bierze w łeb, bo w tym zestawieniu jest to róża wspaniała. Gęsta, ciemna, aksamitna, ciężka, inwazyjna i elegancka jednocześnie. Nieprzegięta w żadną stronę. Skoncentrowany aromat gniecionych ciemnych płatków bez jakichkolwiek niepożądanych zapachowych odcieni.
Nie psuje go tłusta nuta przeobrażająca niektóre mocno różane zapachy w wariacje na temat bułgarskich olejków różanych. Aksamitnej zapachowej faktury nie kaleczy cierpka skaza kojarząca mi się nieodparcie z różaną konfiturą. Nie ma tu także konfiturowej lepkości psującej bogate, różane kompozycje. Nie odnalazłam wyciśniętego wraz z płatkami dna kwiatowego brudzącego zwykle kwiatowy aromat barwą nieczystej zieleni. Jest róża.
I tak, napiszę to: jest piękna.


Oto dwa podstawowe składniki docierające do zmysłów podczas wąchania Midnight Oud.
Oba brzmią w sposób czysty i pełny, co jest najbardziej przekonującym dowodem na to, że muszą, po prostu muszą być czymś "podkręcone", przybrane.

Spośród obecnych w składzie olfaktorycznych dopalaczy najłatwiej mi zidentyfikować piżmo, którego jest w Północnym Agarze naprawdę sporo. Ujawnia się ono już w nucie serca (którą nutą serca nazywamy raczej umownie, bo kompozycja jest niemal idealnie linearna i żadnych spektakularnych ewolucji na mojej skórze nie pokazuje) i objawia głównie przez wzmocnienie "magnetyzmu" nut agarowych. Dzięki temu dodatkowo zapach robi się w cielesny, erotyczny nieomal sposób ciepły i "przytulny".
Drugim dodatkiem, którego działalność można wyśledzić w tych perfumach jest ambra - bursztynowa poświata otaczająca kompozycję, nadająca jej pogody.
Właśnie ta pogodna ambra w połączeniu z miękkim, łagodnym sandałowcem tworzy bazę zapachu, tło, na którym pysznią się główni bohaterowie tej sztuki.
Czwarty, najmniej oczywisty "polepszacz" to nietypowe nuty cytrusowe, do których zaliczam tu nie tylko suchą bergamotkę i petitgrain, ale i geranium, z którego zapachowego spektrum w tym mocarnym towarzystwie zostaje tylko limonkowo - różany szczyt.
I te właśnie, pozornie zbędne składniki kompozycji sprawiają, że Midnight Oud, mimo sporego ciężaru i wielkiej mocy, nie jest zapachowym golemem jak jego starszy krewniak Black Aoud Montale.


Myślę, że w obliczu tego, co napisałam powyżej, podsumowanie jest zbędne, a jednak... Napiszę to raz jeszcze i wprost. Midnight Oud zachwycił mnie, olśnił każdą, najbardziej nawet sceptyczną komórkę mojego węchomózgowia. ;-)


Nuty podobne do wspomnianego już Black Aoud czy do Dark Rose Czech and Speake, tu poskładane zostały w sposób, który w połączeniu z chemią mojej skóry daje efekt wspaniały. Midnight Oud jest zgrabniejszy od Black Aoud i ciemniejszy od Dark Rose.
Jest też mniej oleisty i gładszy, niż Aoud Micallef, w którym i agar, i róża występują w formie przetworzonej, nie tak czystej, jak tutaj, a dodatek przypraw nadaje kompozycji pewnej (także interesującej) szorstkości. Perfumy Juliette Has a Gun ze względu na swą aksamitność i wysoką zawartość róży zdają mi się bardziej kobiece, niż dzieło Geoffreya Nejmana, dlaczegóż jednak miałoby mi to przeszkadzać? Szczególnie, że na męskiej skórze mogą się zachowywać zupełnie inaczej...

W ramach dobijania pointy dechą (i sadystycznego wywoływania pypcia u mojej Agarowej Siostry Escritory) dodam, że trwałość Midnight Oud jest po prostu fenomenalna. Trzymają się na mnie pełną dobę, a zapach nadal jest intensywny.
Byłam już w Douglasie zapytać, czy perfumy będą w ofercie (nie wiedzą) i poprosić o ewentualne sprowadzenie flakonu na już (też nie wiedzą, czy się uda, ale zadzwonią z informacją).

Jednak jest jakiś pożytek z tej agarowej mody. :-)



Data powstania: 2009
Twórca: Romano Ricci

Nuty zapachowe:

Nuty głowy: szafran, papirus, róża damasceńska, bergamota

Nuty serca: róża marokańska, geranium, drewno agarowe (oud), kastoreum

Nuty bazy: paczula, sandałowiec, ambra, piżmo



* Druga ilustracja: Christian Bale - zdjęcie z kampanii do "American Psycho"
** Czwarta ilustracja: plakat do filmu "Pachnidło: historia mordercy" ("Perfume: the Story of a Murderer") w reżyserii Toma Tykwera

21 komentarzy:

  1. Boże! Nie wierzę. Tobie się to podoba? Ten przepełniony pampers dorosłego człowieka?

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka, witaj. Czytałam Twoją recenzję i pomyślałam sobie, że coś się ostatnio nasze upodobania mijają. W kwestii Dover Street Market też się nie zgadzamy, jak widzę.

    Na mnie Midnight Oud naprawdę jest ładny. Będę się upierać. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, nieładnie się tak nade mną pastwić, nieładnie ;) Muszę dorwać próbasa :)
    Sabb, napisz kiedyś, proszę, subiektywny ranking oudów (tak jak pisałaś o kadzidłach), z dziką przyjemnością poczytam :)
    A tak w ogóle, nie miałabym nic przeciwko, gdyby jakiś oud stał się moim signature scent.

    Aha, pod koniec roku w Q. mają (podobno) wprowadzić Montale ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno nie czytałam tak ekstatycznej recenzji:) Z jednej strony uwielbiam, jak "jedziesz" po kompozycjach, ale z drugiej.... miło czytać o wrażeniach odmiennych, pozytywnych:)

    Widzę, że wpasowałaś Pana Fistaszka:-) Jestem niesamowicie uradowana:) :-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Esctritoro, nie chcę być okrutna, aler tak - musisz dorwać próbkę. :-)
    A ja muszę dorwac flaszkę.

    Subiektywny ranking oudów byłby o tyle nieciekawy, że ze 20 już tu zrecenzowałam (a ze trzy jeszcze mam w próbkach, więc pewnie będą kiedyś), a jednak nie ma tych agarowych kompozycji na rynku aż tyle...
    Pomyslę nad zebraniem tego do kupy.
    Marzy mi się kilka kropel Ormonde Man do testów.

    Montale mnie jakoś umiarkowanie podnieca. Boję się ich. ;-)


    Madzik, bo ekstatyczne kompozycje to ewenementy. Z większością uporałam się w początkach blogowania. Teraz jest jak w życiu - większość to przeciętniaki. Ja tu i tak wybieram tylko najsmakowitsze kąski - nie zajmuję się całym perfumeryjnym uniwersum, tylko swoją rabatką w dziwolągami. ;-)

    A fistaszek czekał długo na "swój" zapach...

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj długo,długo. Dobrze że nie uschnął....:D

    OdpowiedzUsuń
  7. No muszę przyznać, ze recenzja mocno mie zachęciła do prób, bo Oud to składnik, który od czasu doznania M7 niezmiernie mnie intryguje. Koniecznie muszę zdobyć próbkę Midnight Oud. Przy okazji Sabbath - czy miałabyś coś na przeciw, gdybym umieścił link do Twego bloga na swoim skromniutkim blogu?

    OdpowiedzUsuń
  8. Madzik, był zakonserwowany na dysku. Tam fistaszki nie schną. I nie starzeją się. :D


    Fqjcior, M7 to rzeczywiście piekna kompozycja. Wzbogaciłam się oststnio o odlewkę i dumam nad flakonem.
    Umieszczeniem linka będę zaszczycona.
    Czy moge się zrewanżować umieszczeniem Twojego? :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sabbath, jeśli chodzi o M7 to zwróć uwagę, by flakon był starego typu tj. cały wykonany z ciemnego brunatnego szkła. Niestety nowa edycja we flakonie z "brunatną nalepką" na jednej ściance, obecna już w perfumeriach od dłuższego czasu, nie zawiera tej samej cieczy co stara. Moim - i nie tylko moim - zdaniem zapach został poddany reformulacji i stracił na mocy. Mniej w nim chyba agaru. Mam oba - stary i nowy - i rożnica jest może nie ewidentna, jednak dla wprawionego nosa wyczuwalna, szczególnie w miarę rozwoju zapachu na skórze. Ja sam teraz poluję na "stary" flakon, by zrobić zapas, ale ceny na allegro mnie nieco przytłaczają...
    Jeśli zaś chodzi o link - to oczywiście będę zaszczycony... :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, jestem świadoma tego, że pogrzebano przy formule zapachu. Niestety.
    Biję się teraz z myślami i rozważam, czy robić zapas, czy zachować rozsądek i polować na okazję. Szczególnie, że właśnie wzbogaciłam się (wreszcie) o A*Mena...
    Linkę zaraz dorzucę.
    Pozdrawiam wzajemnie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapach róży lubię tylko wtedy, kiedy zanurzam nos w jej płatkach. Inaczej jej obecność przeszkadza mi, w kosmetykach zwyczajnie mdli.
    Otwierałam Midnight Oud jako czwartą fiolkę, po obłędnych Black Afgano, Zagorsk oraz Shams i pomyślałam, nawet jeżeli się do niego nie przekonam, nadal jestem na wygranej pozycji, bo spośród setek zapachów intuicyjnie wybrałam takie, na punkcie których grozi mi poważne szaleństwo.

    Midnight Oud nie rozczarował mnie nawet przez ułamek sekundy. Uwiódł smolistością, dymnością, a potem zaskoczył różą - i to różą, jakiej nie znałam!
    Ten zapach to ostrość złamana niechemiczną słodyczą. Gęsty, smolisty, ciężki na początku, zostaje złagodzony kwiatowo, nie tracąc nic ze swojej szlachetności i otulając aksamitnie skórę. Midnight Oud to magia, niemożliwa do opowiedzenia słowami.
    Dziękuję, że pomogłaś mi go znaleźć!

    OdpowiedzUsuń
  12. Sabbath, nie jestem pewna, czy w sprzedaży dostępne są jeszcze flakoniki z ciemnego szkła, czy orientujesz się może w tym temacie? Przymierzam się do zakupu tego zapachu i zaintrygowała mnie pierwotna formuła.

    OdpowiedzUsuń
  13. Lu, ale z jakiego ciemnego szkła? Bo ja kupowałam MO kiedy był nowością i od razu był w złotej flaszce. Okrutnie złotej, dodam. ale w ogóle mi to nie przeszkadza.
    Zapach naprawdę jest gęsty i smolisty. I mnie równiez róża nie przeszkadza. Używam go na wieeeelkie okazje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ach, ktoś pisał o M7, dopiero teraz zauważyłam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Co jakiś czas poszukuję zapachów z konkretnej grupy - teraz po prostu muszę znaleźć idealne perfumy łączące różę i oud (chyba jestem fanką róży, bo lubię ją w różnych konfiguracjach - acz mało zapachów różanych mi się podoba) - teraz na liście muszmieciów do przetestowania pojawił się Midnight Oud:)

    Ciekawa jestem, jak wypada ten zapach w porównaniu z Rose d'Arabie Armani Prive? Miał ktoś okazję sprawdzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rose d'Arabie jest bardziej nieco różana, ale także piękna. Przypomina Rose Aoud Micallef. Wspominam o tym, bo już sam Aoud Micallef jest różany, a Rose Aoud jest różany bardziej. Midnight Oud przypomina raczej tę klasyczna kompozycję - Aoud.
      Midnight Oud jest jeszcze cięższy i gęściejszy, niż róża z serii Armani Prive. To perfumeryjna waga ciężka. Superciężka. Ale piękna. :)

      Usuń
  16. Droga Sabbath, wjakich perfumeriach mogę znaleźć MO?

    OdpowiedzUsuń
  17. doszukalam sie w koncu MO i.... jestem rozczarowana. Agar jest w niej piękny, choć "ugrzeczniony", zaś róża... to mój koszmar. Kiedyś na truskawie była wyprzedaż Ch.Lacroix, które pachniały jak dżem różany. Nabyłam go, a jakże, używałam przez miesiąc do momentu, aż całkowicie mnie zemdlił. I tutaj znalazłam także różę jadalną, spożywczą, słodką. Może moja skóra tak wybija różę, ale dżem z aoudem jest traumatycznym przeżyciem... ;)
    Zostanę przy miłości do Aoud i Night Aoud. I szukam dalej wspierając się Twoimi recenzjami.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kupiłam próbkę, na pewno będzie butelka. :)
    Niby nie lubię róży, a tu jest taka, że nie mogę nosa od nadgarstka oderwać. Dziękuję, to zasługa Twoja bloga, że poznałam ten zapach !

    OdpowiedzUsuń
  19. Zakupiłam próbkę, będzie z tego butelka. :)
    Ależ to piękny, bezkompromisowy zapach; niby nie lubię róży, a tu jest taka, że nie mogę oderwać nosa od nagarstka.
    Dziękuję, to dzięki Twojej recenzji poznałam te perfumy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi bardzo miło.
      Też niby nie lubię róży, a tu... <3

      Życzę flakonika i wiele radości z pachnienia. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...