piątek, 20 listopada 2009

Byredo Gypsy Water

.


Bergamotka, olejek sosnowy, drewno w tle.
Pierwsze wrażenie to błysk - obraz gotowy w moim mózgu od dawna. Fińska sauna.
To jest naprawdę dokładnie zapach sauny w pewnym hotelu, w którym czasem bywam. Dodają tam do wody służącej do polewania kamieni w saunie fińskiej olejku sosnowego i rozmarynowego i ten olejek dyfundujący w powietrzu przesyconym zapachem nagrzanych desek to jest dokładnie zapach Gypsy Water.
Nie pierwszych sekund - w pierwszych kilkunastu sekundach wyczuwalna jest dosłowna cytryna i ładna, ale też dosłowna bergamota, jednak nawet minuty nie trzeba na to, by połączyły się one z resztą składników tworząc niezwykłej, nietypowej urody kompozycję.

Zapach jest ostrawy, przestrzenny, eteryczny w ujęciu nieomal inhalacyjnym. Chłodna sosna i chłodny jałowiec ułożone w nim zostały na rozgrzanym, wysuszonym na pieprz drewnie. Połączenie inwazyjnych olejków z ciepłą, nieruchomą bazą daje efekt wypełnionej wiatrem zamkniętej przestrzeni.
Gdybym miała szukać metafory związanej z nazwą (skoro to napisałam, to znaczy, że już poszukałam, a raczej sama się znalazła) to jest to stary, drewniany wóz taborowy. Dla wędrownego Roma pewien constans, namiastka stabilizacji; dom tak trwały, jak to możliwe przy takim stylu życia. Ten sam kształt, te same ramy wypełnione coraz to innym powietrzem.

Uroda Gypsy Water jest niełatwa, dziwna nieco. Kontrast między składnikami, choć złagodzony genialnie, ciągle skupia uwagę, skłania do trzymania nosa przy skórze - wciąż zadziwia.
Tworzy w mózgu obrazy. Jeden po drugim, wiele obrazów.
- Marszczące się w dymie owoce jałowca.
- Wiatr nawiewający w twarz dym z ogniska palonego w chłodną, jesienną noc.
- Mgła w dolinie.
- Trzeszczący wóz na kamienistej drodze.
- Suche deski pod stopami, suche deski za plecami, przykurzony barwny pled na kolanach.
- I oczywiście od początku do końca: pachnąca sosną woda wylewana drewnianą chochlą na rozgrzane kamienie. Parująca z sykiem, niknąca w rozgrzanym do granic wytrzymałości powietrzu.

Z czasem nuty drzewne zyskują przewagę, chłodny, eteryczny akord wycisza się i Gypsy Water staje się zapachem ciepłym z nutą delikatnie dymnej słodyczy. Dyskretne, pozbawione ostrości nuty kadzidlane pięknie, naprawdę pięknie współpracują z arcysuchym, pozbawionym oleistości sandałowcem (podobnie, choć bardziej "bogato" brzmi ta nuta w Santalum Profvmvm Roma) i genialnie w tym złożeniu pachnącą ambrą. Nie wiem, na ile moja wyobraźnia płata mi figle, ale jest w tej ambrze jakiś powiew morskiej bryzy. Jak gdyby tabor zmierzał nad ciepłe morze i, w miarę upływu, czasu zbliżał się do niego. Może więc Cygańska Woda być metaforą wędrówki, którą ten niezwykły naród odbył w piętnastym wieku: od chłodnych, porośniętych sosnowym lasem Karpat nad ciepłe, słoneczne wybrzeże Morza Tyrreńskiego.


Mimo ocieplenia kompozycja nadal "trzyma przestrzeń", nie osiada, nie zamyka się, nie staje gęsta i leniwa. Jeśli można rzec, że zapach jest czerstwy - nie jak stary chleb, ale jak doświadczony lecz wciąż pełen sił witalnych człowiek, to wietrzne i buńczuczne nieco w otwarciu Gypsy Water po dwóch, trzech godzinach czerstwieje, uspokaja się, zamyśla. Nadal jest to jednak zapach wolności.

Jedno mam tylko zastrzeżenie do Gypsy Water: a mianowicie u samego schyłku swej drogi robi się matowe, zgaszone, jakby zmęczone.
No i wolałabym, żeby ta podróż była jednak nieco dłuższa niż te przyzwoite, lecz jak na wodę perfumowaną nie powalające, pięć godzin.
Ale i tak podtrzymuję opinię, że to piękna olfaktoryczna metafora cygańskiej natury.


Data powstania: 2008
Twórca: Olivia Giacobetti

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: bergamotka, cytryna, pieprz, jałowiec
Nuty serca: kadzidło, igły sosnowe, irys
Nuty bazy: ambra, wanilia, drzewo sandałowe



* Pierwszy obraz to "The Gypsy Wagon" Giovanniego Signoriniego
** Drugi to oczywiście "Gypsy with Cigarette" (znany też jako "Indian Woman Smoking") Edouarda Manet

7 komentarzy:

  1. o, proszę, dla mnie w tym też kadzidło, takie "podswojone" i coś jakby, hm, tynk?

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Twój blog,rewelacyjnie opisujesz zapachy, świetnie się czyta, tak trzymaj!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Miciel, znów mnie rozwalasz. Tynk. Hihihi. Ja czuję saunę drewnianą, fińską, może u Ciebie to świeżo wybudowana rzymska? ;-)


    Drugiej komentującej Osobie dziękuję pięknie za komplement. Postaram się jakoś tak trzymać. ;-)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja wiem, czy rzymska? To taki polski tynk, wiesz, gipsy i te rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Może to rzymska łaźnia budowana w Polsce? ;-)
    W każdym razie ja tynku nie wyczaiłam i postaram się raczej nie wyczajać. :-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. a mnie się poniekąd dzięki temu tynku wytwór ten podoba, i jakoś woli moja skóra kadzidło z tynkiem czy różami od kadzidła z syntetyczną cytryną; tynk, hm, w sensie takiej suchej pylistości, nie mokry, coś nadającego zapachowi ruch powietrzny ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. :-)))
    Najważniejsze, że się podoba, a dlaczego... Czy to ważne? Ładnie ma być i basta. A najlepiej, żeby było bardziej, niż ładnie.
    Syntetycznych cytrusów też nie lubię. Syntetyki zostawiłabym dla perfum typu Synthetic.
    A sucha pylistość w ruchu brzmi dobrze. Naprawdę dobrze.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...