czwartek, 3 czerwca 2010

Etro Messe de Minuit




Messe de Minuit jest kadzidłem nietypowym.
Ma typowe dla Etro, ale w kontekście "kościelnej" nazwy dziwaczne nuty otwarcia: pomarańczowa skóra na skórzastym labdanum. Trwa ten pierwszy akord krótko, niemal natychmiast przykryty zostaje nutami przyprawowymi i paczulą, jednak dla obudzenia zmysłów nastawionych na kolejną zaklętą we flakonie bardziej lub mniej urodziwą świątynię wystarczy.

Drugi akord kompozycji składa się z dwóch warstw: pierwszą tworzy wciąż wyczuwalne labdanum, do którego dołączają pozostałe nuty żywiczne: mirra, opoponaks, odrobina galbanum i oczywiście kadzidło frankońskie, które w tym ekspansywnym towarzystwie traci swą jedwabistą jasność; drugą zaś dziwnie niepokojące połączenie wilgotnej, a właściwie wręcz stęchłej paczuli z cynamonem, który na tym tle robi wrażenie namokniętego.



Uznałabym ten akord za nieładny, gdyby nie niezwykła potęga podświadomości, która nakarmiona tym olfaktorycznym dziwolągiem zaczyna budować wizję:

Wyobraźcie sobie zimę. Umiarkowanie białą, umiarkowanie mroźną, wcale nie baśniową, tylko taką zupełnie zwyczajną; z białymi łachami śniegu na szarych polach, z gołymi, czarnymi gałęziami drzew wyciągającymi się żałośnie ku niebu, ze smętnie pełzającymi pod cienkim lodem strumyczkami brudnej wody...
Jest noc.

W starym kościółku w niewielkiej wsi - takim normalnym, częściowo murowanym, częściowo z drewna - właśnie skończyła się Pasterka. Wierni wrócili już do ciepłych domów.
Śnieg, który wnieśli ze sobą na butach i okryciach już dawno się rozpuścił i zamienił w błoto pokrywające matową posadzkę. Świece ciągle płoną, trybularz wypełniony ciepłym, aromatycznym popiołem jeszcze stoi u stóp ołtarza, drewniane ławki i klęczniki są wciąż wilgotne od mokrych płaszczy i kurtek. Wyśpiewane z głębi serca hymny już przebrzmiały, została po nich skroplona na chłodnej powierzchni tabernakulum para. Jest cicho.


Gdyby zdarzyło mi się znaleźć w takim kościółku w tę noc - może poczułabym zapach zbliżony do Messe de Minuit. Zapach wcale nie piękny i nawet nie wzniosły, a jednak w jakiś sposób poruszający, intymny.
Bo jest coś intymnego w tej ciszy miejsca, które zwykle odwiedzamy tłumnie i z rumorem. Jest coś osobistego w obserwowaniu starego kościelnego, który powolutku składa obrusy, wynosi lawaterz i puste ampułki, cichutko, podtrzymując serca dłonią chowa dzwonki.


Po kilku godzinach na skórze zostaje piękna, lekko miodowa ambra pogłębiona wciąż wybrzmiewającymi żywicami i postarzona, "utrudniona" tą ewidentnie brzydką, a jednak w tym kontekście fascynującą, stęchłą paczulą.

Nie jestem obiektywna, bo mnie się ten zabieg podoba. Obiektywnie napisać mogę jedynie, że ten zapach naprawdę, naprawdę warto poznać.

***

A teraz jeszcze jedna kwestia. Dla maniaków. :)
Podobno są dwie Messe: stara wersja z okrągłą nalepką na flakoniku (poniżej) i nowa, z nalepką kwadratową (pierwsze zdjęcie). Oczywiście nie piszę o tym ze względu na kształt nalepek, tylko z powodu krążących na perfumeryjnych forach wieści, że zawartości flakonów różnią się zapachem: okrągła ma być bardziej cytrusowa w otwarciu i mniej kadzidlana w rozwinięciu, kwadratowa jest analogicznie mniej cytrusowa, mocniej paczulowa i żywiczna.

I to mogłoby tłumaczyć różnicę w moim odbiorze Messe niegdyś, a teraz. Bo pierwsze moje wrażenia po powąchaniu Messe de Minuit były takie, że to zapach jasny, łagodny, chłodno urodziwy i nie mój. Zarówno czas testu, jak i moje wspomnienia wskazują na starą wersję.


W chwili obecnej posiadam próbkę opisaną "Messe kwadratowa" oraz odlewkę i owszem, są minimalne różnice w odbiorze zapachu. Myślę jednak, że wynikają one po pierwsze z wieku perfum (moja odlewka ma kilka lat, więc siłą rzeczy została namieszana z innej partii składników), po drugie (i najważniejsze) ze sposobu aplikacji na skórę: z próbki kapię, z atomizera mogę psikać.

W wyniku tego porównania wersja atomizerowa w pierwszej fazie rozwija się nieco szybciej, prędzej następuje pogłębienie zapachu i "wejście" kadzidła. W bazie zdaje się nieco pełniejsza, ale za to szybciej gaśnie.

Nie są to jednak różnice, na które zwróciłabym uwagę, gdybym z paranoicznym uporem nie usiłowała ich wytropić. Jeśli rzeczywiście istnieją różnice miedzy wersją okrągłą i kwadratową to obie moje Messe są kwadratowe.

Coś, co pachnie jak okrągła zachowałam ledwie we wspomnieniach i, szczerze mówiąc, dopuszczam możliwość, że są to wspomnienia fałszywe, bowiem kiedyś wyczuwałam cytrusy w perfumach znacznie intensywniej, niż teraz. Teraz mój nos tropi nuty drzewne - resztę nauczył się traktować jako dodatek. ;)



Data powstania: 2000
Twórca: Jacques Flori

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: pomarańcza, bergamotka, labdanum, tangerynka
Nuta serca: kadzidło, mirra, cynamon
Nuta bazy: paczula, piżmo, miód, ambra



* Autorem obrazu "Zimowy krajobraz" użytego przeze mnie jako druga ilustracja jest Jacob van Ruisdael

13 komentarzy:

  1. Jak ja Ci zazdroszczę :) Na mnie MdM pachnie głównie aromatem cytrynowym używanym w domowych środkach czystości :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo wyraźnie wyobraziłam sobie miejsce i zapach, który opisujesz :) I choć chyba nie trafiłby do moich ulubionych, zgadzam się, że mógłby nieść ze sobą coś intymnego, jakąś szorstką samotność religijną, coś dawno minionego, a może nabrzmiałego wiekami Służby. Nie wiem jednak, czy chciałabym tak pachnieć...

    OdpowiedzUsuń
  3. O! Recenzja jednego z moich ulubionych zapachów! Fajnie. :* Z tym kościołem... to miałam podobne skojarzenia. I, jeśli przyjąć, że reformulacja istotnie miała miejsce, to cieszę się z niemożności poznania starszej wersji (bo coś czuję, że odbierałabym ją podobnie, jak Ty) i ewentualnego uprzedzenia do Messe. A byłoby szkoda... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dominko - przyznaję, że i mnie się wydawało po pierwszych testach, że cytrusy w Messe skreślają ten zapach z listy kandydatów do noszenia. Teraz czuję je inaczej i nie wiem, czy to kwestia reformulacji, czy zmiany sposobu odbierania zapachów przez mój nos. Nie wiem po prostu... Ale to uczucie zazdrości rozumiem. Przechodziłam przez nie przy Borneo: kiedy jeden z moich blogowych znajomych opisywał go jako skład kakao, opowiadał o przesypywaniu drewnianymi szuflami suchego pyłu, a na mnie... Pożal się boże...
    Myślę, że jest sporo zapachów, które dla odmiany i sprawiedliwości ;))) brzmią na Tobie sto razy lepiej, niż na mnie.


    Left Side of the Moon - ja też nie wiem. Podoba mi się faza ambrowa, ale jakoś moja ręka nie sięga po ten zapach. Z zapachów tego typu mam także Ceremony Kamali i też jakoś globalnie nie noszę. Martwiłam się w recenzji, że nie wiem jak tu nosić Nostalgię SMN, ale w tym przypadku okazało się, że pachnieć nie potrafię i robię to z radością. A te sentymentalne kościoły - nie idealnie piękne, lecz z nutką naturalizmu - jakoś mnie rozbijają psychicznie.
    Odpowiadać na maila zaczęłam, musiałam przerwać, ale odpiszę - słowo. Dumam nad zestawem dziwolągów dla Ciebie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiedźmo z Podgórza - to miłe, że odbieramy Messe podobnie. To zawsze miłe i daje jakieś takie poczucie wspólnoty chemicznej. ;DDD

    Z tą reformulacją jestem w kropce. Naprawdę. Z jednej strony nie wiem, czy to nie sugestia, czy nie dziwaczę na siłę. Kiedyś myślałam, że moja odlewka powinna być z okrągłej wersji - jest naprawdę stara. Ale różnicy nie wyczuwam - nie na tyle istotną, by miała znaczenie. Z drugiej strony pamiętam przecież swoje pierwsze wrażenia i były inne. Czy to kwestia realnej zmiany formuły, czy może mojego wyczulenia na nuty drzewne... Nie wiem, po prostu nie wiem. Wiem natomiast, że mój odbiór Messe się zmienił i być może gdyby nie tamte testy dziś miałabym na półce flaszeczkę Pasterki, a nie Ceremony, które jest dla mnie podobnym sentymentalnym dziwolągiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. A na mnie to draństwo jest... słodkie. ewidentnie słodkie, wanilia, ambra, cynamon i jakas odrobinka kadzidła, ale aptekarska ilość... Jest to o tyle dziwne, że moja skóra raczej nie wysładza zapachów, wręcz przeciwnie i w dodatku intensyfikuje zapach paczuli. A próbkę miałam z Quality...
    Tró

    OdpowiedzUsuń
  7. No to Ci tylko powiem, że z Borneo na swojej skórze wytrzymałam ok. godziny. Okropność na mnie pewnie taka sama jak na Tobie (jakkolwiek to dziwnie zabrzmiało :D)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tró - ciekawe rzeczy piszesz. Z jednaj strony cieszy mnie, że wyłapujesz ambrę - już myślałam, że jestem jedyna i z omamami, z drugiej strony słodycz. Może to żywice? Mirra powinna pachnieć słodko. No i miód.
    Ten sposób rozwijania się wydaje mi się bardzo możliwy. A kadzidła frankońskiego tez nie czuję zbyt wiele.


    Dominko, zabrzmiało. Adekwatnie do tego, jak "pachnie". :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmmm, miałam kiedys próbeczkę od którejś życzliwej duszy z perfumowego forum, nie wiem, która to wersja. Przypominało kościół, nie koniecznie w zimie, w rodzinnej miejscowości mojego taty. Kadzidło, drewno, terpentyna, wilgoć. Lubiłam wąchać, pachnieć tak chyba jednak bym nie chciała.

    OdpowiedzUsuń
  10. całkiem niedawno zanabyłam od Kriss wersję "kwadratową" we flaszeczce, żeby porównać z moim flachonikiem okrągłym i... ja nie widzę najmniejszej różnicy

    kiedyś miałam kwadratową odlewkę - była bardziej cytrusowa, bardziej słodka, a mniej kadzidlana od okrągłej, ale może to kwestia tego, że jakieś "nutki" uciekły przy przepsiku i wyszedł z tego właśnie taki cudaczek

    OdpowiedzUsuń
  11. Mrouh - To mi przypomina moją reakcję na Avignon - pierwsze kościelne kadzidło, które poznałam. Uznałam, że pachniec tym to.. Dziwactwo. A potem, kiedy minął szok stwierdziłam, że nie ma nic złego w dziwactwach. ;)))

    Pandzik, no właśnie. Pisałam w odpowiedzi na komentarzu wyżej, że właściwie moja odlewka powinna być z okrągłej. Ale mnie wychodzi na to, że jeśli wersje są dwie, to moje obie odlewki są z tej samej. :]

    OdpowiedzUsuń
  12. W końcu doczekałam się tej recenzji :) Bardzo za nią dziękuję :))
    Messe to wg mnie jedne z piekniejszych perfum, jak gdzieś kiedyś piasałam - moja zagadka Sfinksa ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bo one są nietypowe. Niełatwe do jednoznacznego sklasyfikowania.
    Z resztą, co ja będę gadać. Wielka rzecz.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...