środa, 9 czerwca 2010

Parfumerie Generale Intrigant Patchouli

Perfumy z paczulą w nazwie musi, po prostu musi mieć w ofercie każda prawdziwie niszowa firma.
Paczula podniesiona do rangi wiodącej nuty to zabieg tak niszowy, że bardziej niszowego sobie nie wyobrażam. Nawet zapach smoły czy asfaltu nie robi na ludziach tak piorunującego wrażenia, jak stęchły, pleśniawy aromat paczulowego olejku. O nutach w tak oczywisty sposób urodziwych jak kadzidło czy oud nawet nie wspominam...

Pierre Guillaume nie gęś i swoją paczulę ma.


Pisałam już, że do paczulofilów nie należę. Nutę tę postrzegam jako atrakcję przeznaczoną trochę dla turpistów. Zaiste trzeba być wielkim olfaktorycznym oryginałem, by lubić paczulę czystą, wyciągniętą do przodu.
Osobiście cenię paczulę za zdolność "zacieniania" kompozycji, nadawania im niejednoznacznej głębi, niepokojącego drugiego dna. Sama jednak charakterystyczna "woń stęchłych lochów" jest dla mnie zbyt niepokojąca. I to wcale nie ze względu na mrok.
Moje ulubione perfumeryjne paczule (Le Labo i Micallef) lubię nie za paczulowość, lecz właśnie za jej brak. Najczystsze paczulowce (Profumum czy I Hate Perfume) są mi emocjonalnie obojętne. Doceniam, ale nie miłuję.

Intrygująca Paczula skomponowana przez Pierre'a Guillaume'a znajduje się gdzieś pośrodku skali. Jest paczulowa wyraźnie, ale bez ostentacji. Charakterystyczny paczulowy odeurek ;) wyczuwamy raczej przy zbliżeniu nosa do skóry nosiciela, w odległości raczej intymnej. Z dystansu Intrigant Patchouli całkiem sprawnie symuluje normalne perfumy. Dziwaczne, intrygujące rzeczywiście, ale niewątpliwie perfumeryjne.

Inną kwestią jest, że na poziomie przechodnia czy rozmówcy odbierane są często jako "perfumowana stara baba". Ale czyż zapach perfumowanej baby, obojętne czy starej, czy młodej nie jest zapachem perfumeryjnym? Jest! :) W końcu sztandarowe "stare baby" w perfumach to Chanel No.5 i No.19... Przyznaję, że Dziewiętnastka edp mnie w tym kontekście boli, ale o tym może innym razem.


Aby jednak nie być gołosłowną, najpierw opiszę w miarę dokładnie, skąd wzięło mi się pozycjonowania paczuli PG wśród paczulowców, a potem zajmę się tropieniem starej baby.

Otóż pierwsza kwestia jest prosta: otwierający, mocno paczulowy, trudny akord wybrzmiewa co prawda długo i statycznie, jednak dominuje tylko w pierwszych chwilach rozwoju zapachu. Po dosłownie paru chwilach Intrigant Patchouli sypie nam w twarz garść cynamonu i zgrzyta w zębach suchymi nutami przyprawowymi (kardamon, kmin, gałka muszkatołowa i prawdopodobnie szafran). W zestawieniu z ewidentnie wilgotnym zapachem paczuli efekt jest naprawdę intrygujący.

Potem zaczyna być nieco normalniej - pojawia się sporo (i pisząc sporo mam na myśli naprawdę spoooro) ambry oraz dobrze się z ambrowym złotem komponujący czerwony sandałowiec wzięty żywcem z Santal de Mysore. Kiedy po krótkim czasie pojawia się gęsta wanilia oraz nuty miodowe i woskowe - na myśl przychodzi mi kolejna kompozycja firmowana nazwiskiem Serge Lutens, a mianowicie Arabie. Tylko tym razem jest to Arabie podpleśniałe i pleśń ewidentnie karmiła się tu cukrem. Intriguant Patchouli jest mniej słodkie, mniej wyraźnie urodziwe, za to zdecydowanie bardziej wilgotne i... No wiecie. Nic odrażającego - biały, czysty grzybny meszek.


Obserwowane z dystansu perfumy Guillaume'a zyskują dodatkowy wymiar - niespodziewane tchnienie klasyki. Zakładam, że to owe cytrusy/Hesperydy, czymkolwiek by nie były. Wedle niejednoznacznych informacji wygrzebanych przeze mnie w sieci hesperydy z małej litery mogą być albo szczególnym gatunkiem przypominającym cytrynę, albo alternatywną, poetycką nazwą grupy cytrusów.
W każdym razie tę właśnie nutę podejrzewam o nadanie kompozycji szczególnego, nieco szyprowego wykończenia, które najprawdopodobniej tworzy efekt "starej baby". Efekt, który mnie akurat wydaje się interesujący i nie pozbawiony pewnego przewrotnego uroku, ale przyznaję, że doceniać go uczyłam się długo i opornie mi szło.

Pointy z fajerwerkami nie będzie. Intrigant Patchouli gaśnie powoli przez wiele godzin trzymając się na skórze.
Właściwie trudno mi zarówno polecić testy, jak i je odradzić. Kompozycja nie jest ani brzydka, ani piękna; nie jest miałka i nijaka, ale chyba jeszcze bardziej nie jest odkrywcza. Powiedziałabym, że jest nietypowa jak na Parfumerie Generale, jednak w ogólnej perfumeryjnej perspektywie nie wytycza nowych ścieżek, nie tworzy nowej jakości.
Parafrazując: bez tej paczuli można żyć...


Data powstania: 2005
Twórca: Pierre Guillaume

Nuty zapachowe:
paczula, sandałowiec z Mysore, benzoin, cytrusy/hesperydy (Hesperydy??), cynamon, ambra, piżmo, wanilia, miód

* Ostatnia ilustracja: Witold Pruszkowski "Zaduszki"

4 komentarze:

  1. Tez mam mieszane uczucia co do paczuli,w niektórych perfumach jest całkiem ładnie a winnych masakra i smutny brud...

    OdpowiedzUsuń
  2. witaj.
    oj z tą paczulą to różnie bywa.
    nie wiem czy chciałbym ją nosić. paczulowe LE LABO niestety nie znam :((((( szkoda
    jeżeli ktoś chciałby nosić paczule ,to musi być ostrożny na tym polu.
    szczególnie w upalne,letnie dni ;)
    99% osób które znam ,przy testach nie dały nią rady ;)
    w sumie to kto chciałby pachnieć starą stęchłą piwnicą :)
    ja najchętniej to widziałbym takiego pachnącego paczulowego krzaka w swoim ogrodzie.
    pozdro.
    J

    OdpowiedzUsuń
  3. W upalne dni wszystko pachnie mocniej, bardziej zawiesiście, gęsto. Gęsty aromat stęchłej piwnicy to mogłoby być naprawdę coś. Własnie wpadłam na to, czym się zleję na najbliższego (letniego, a jakże!) LARPa wamiprowego - Paczulą Profumum! :))

    Krzak też bym chętnie widziała, ale nie u siebie w ogrodzie. Ogród kojarzy mi się z koszeniem trawy, grzebaniem w ziemi, kupą roboty i mnóstwem kłopotów. Za wygodna jestem na ogród...

    OdpowiedzUsuń
  4. Z paczulą jest rzeczywiście różnie, ale najczęściej na dystans... ;) Grzybki zaprawione cytrusami...hm...może to marynowanie odpowiada za efekt "starej baby"? ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...