sobota, 24 lipca 2010

Nie tylko w niedzielę: Jamais le Dimanche Ego Facto


Trochę idąc za ciosem, czyli podążając konopną ścieżką, dziś kolejne perfumy z nutą marihuany. Tym razem w wydaniu letnim.

Przyznaję, że szalenie ciekawa byłam koncepcji tego zapachu. Połączenie świeżych nut i ozonu z kadzidłem wydaje się sporym wyzwaniem nawet dla takiego wirtuoza, jak Alberto Morillas. Dodatek marihuany i nut balsamicznych zapowiadał albo koszmarną kakofonię woni, albo dzieło... Jeśli nie genialne, to przynajmniej nadzwyczaj oryginalne.

Nie będę się tu silić na cliffhangery i stopniowanie napięcia - Jamais le Dimanche urzekły mnie od pierwszych sekund po aplikacji.


Mój nos najpierw wyczuł aromat świeżych konopnych liści - tak urodziwy, że oryginał się chowa. Zapach jest zielony, jasny, wzbogacony słodko - kwaśną nutką przypominającą rabarbar. Wtulając nos w skórę nieomal czuję poranny Zefirek poruszający młodymi listkami.
A nie jest to koniec atrakcji, bo ten sam zapach wąchany nieuważnie i z dystansu zmienia się i przemiana ta jest jeszcze bardziej pociągająca, niż opisana wyżej zieloność. Jest to zapach... Zimnego kadzidła. Taki olfaktoryczny oksymoron: kadzidło jednocześnie chłodne i niesamowicie przestrzenne.

Połączenie tych nut daje obraz, który mój umysł wizualizuje jako ogród po letnim deszczu.
Listki uprawianych w nim konopi indyjskich, ziół i zielonych jeszcze mandarynek parują wydzielając intensywną woń świeżej zieleniny. Na wysypanych białymi kamykami ścieżkach porozstawiano niewielkie miseczki, w których powolutku tlą się grudki olibanum i mastyksu.

Chłodne palce wiatru łagodnie mieszają ze sobą jasny dym i eteryczne olejki unoszone w powietrze wraz z parą wodną. Promienie słońca przesączają się przez leniwie uchodzące za widnokrąg "baranki", ostatnie, ciepłe już krople spadają z drzew prosto za koszulę i... Jest pięknie.


Ogrzewając się na skórze Jamais le Dimanche nie traci swej urodziwej zieloności - po prostu zapach słodko - chłodnego kadzidła wzmocniony zostaje delikatnie dymnym akordem drzewnym i miękką, lekko miodową wonią nazwaną enigmatycznie nutami balsamicznymi.

Zaznaczyć wypada, że pisząc o "ogrzewaniu się" nie mam na myśli jakiejś znaczącej zmiany temperatury kompozycji, lecz jedynie działanie ludzkiego ciała na perfumy. Zapach do końca pozostaje przestrzenny, chłodno - ciepły jak letni dzień po burzy. Urzekający od pierwszej do ostatniej chwili.



Jamais le Dimanche znaczy "Nigdy w niedzielę". Filmu nie znam niestety, ale odnosząc się do samej nazwy napisać mogę, że mogłabym nim pachnieć od poniedziałku do niedzieli włącznie. Szczególnie na urlopie, na który wybywam jutro.


I właśnie w związku z moim wyjazdem słów kilka pozwolę sobie tu napisać.
Tradycją na moim blogu stało się już, że co roku przed urlopem uskuteczniam mały perfumeryjny ekshibicjonizm i wklejam zdjęcia swoich pachnących zasobów. Niestety, w tym roku nie będę w stanie tego zrobić z powodu braku czasu. Jeśli ktoś czekał, to przepraszam. Postaram się dokonać aktualizacji we wrześniu, po Euroconie.

Tym razem na pożegnanie będzie specjalna recenzja. Zapach, o który sporo osób mnie pytało, wielki hit ostatnich miesięcy, kompozycja (i kampania) budząca najpierw wielkie nadzieje, a potem wielkie kontrowersje. Ale to jutro. :)


Data powstania: 2009
Twórca: Alberto Morillas

Nuty zapachowe:
nuty świeże, ozon, kadzidło, akord marihuanowy, nuty balsamiczne

7 komentarzy:

  1. No to ja czekam na to jutro :) Od kilku dni zaglądam co chwila czekając na TĄ recenzję :D
    A Jamais le Dimanche bardzo mnie zaciekawił i przy okazji jakiś następnych zakupów zapróbkuję na pewno ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam Cię! ;)
    Już się domyślamy (piszę w liczbie mnogiej, bo podpowiedź w zasadzie jest odpowiedzią, więc domyślających się powinno być więcej). :)

    Zielone, konopne, zimne kadzidło, powiadasz? Hm.. To się muszę zastanowić nad próbką. I to poważnie, póki jeszcze ciepło i na zieloność patrzę z podejrzaną przychylnością. :)
    Jest na Lucky?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dominko - testy JlD polecam szczerze, ale najlepiej jeszcze póki jest ciepło. Jeśli lubisz perfumy zielone i jednocześnie masz wysoką tolerancję na dziwność (a wiem, że tak), powinny Ci się spodobać.
    Ja mam tylko tę małą próbkę z LS, i to częściowo wysiorbaną, więc niestety nie mam się nawet czym podzielić.


    Wiedźmo, powiedz mi, czegóż, ach czegóż się domyślacie? :)))
    JlD jest na Lucky. I to w fajnych cenach...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ee, wolimy zostawić sobie margines bezpieczeństwa, bośmy (my, wiedźma) zachowawcze osoby. ;)

    To teraz muszę tylko czekać na comiesięczny zastrzyk środków płynnych - i to bardzo. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej, no Wiedźmo! Psujecie mi zabawę! ;)))

    Moje środki płynne tkwią na koncie, bo zamiast pojechać do Warszawy i je upłynnić jak dobry obyczaj nakazuje, wyłożyłam się i zdycham. Ale zdycham krótko - mój organizm regeneruje się w ekspresowym tempie, po dwóch dobach spania nawet węch mi wrócił. :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczy dziwne i zielone to moja specjalność :D Poczekam na zbiorowe na Lucky i się w próbasa zaopatrzę :)
    Zazdraszczam płynnych środków na koncie, moje popłyną wkrótce wartkim strumieniem do kieszeni mechanika samochodowego :( Przynajmniej sobie powdycham garażowych oparów :)))) Życzę udanych wakacji i czekam z niecierpliwością na domyślną recenzję :*

    OdpowiedzUsuń
  7. A co? Też się domyślasz? :)))

    Nie wiem, co będzie z kolejnymi zbiorowymi na Lucky... Może pora zacząć zaopatrywać się w Unii? Przekopy z UC kosztuję za dużo nerwów. :(

    Co do płynnych środków - ja perfumy kupuję średnio raz na rok. Przez wiele miesięcy rozważam, czego chcę, a potem zapachy, które przetrwają próbę czasu nabywam hurtem. Ostatnio cztery flakony. O czym z resztą dobrze wiesz. :) Teraz gotowa byłabym nabyć flachę Wonderwooda. Ale nie jestem na tyle rąbnięta, żeby robić to w ciemno. Wonderwood nie ucieknie, poczekam na możliwość przetestowania. Apotem kupię flachę. :)))

    Za życzenia dziękuję. Zamierzam wypoczywać, zwiedzać, objadać się owocami. A wszystko to w najlepszym towarzystwie na świecie. Już od wczoraj nie mogę przestać się uśmiechać. :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...