czwartek, 8 lipca 2010

Seryjni cudotwórcy nie istnieją czyli Comme des Garcons Guerrilla 2


Czy można dwukrotnie przeprowadzić rewolucję?
No można w sumie. Rewolucji mamy w historii sporo, kilka nawet "wielkich", ale jakoś nie występują seryjnie.
Tymczasem CdG usiłowało upchnąć dwa partyzanckie, rewolucyjne zapachy w jednym roku i... I raz im się udało. O czym pisałam.

Druga zapachowa Partyzantka rozczarowuje. Nie brzydotą bynajmniej, bo w konkursie piękności zajęłaby prawdopodobnie pozycję znacznie wyższą, niż Jedynka. Rozczarowuje wtórnością. I urodą właśnie.

Pierwszy, cytrusowo - imbirowy akord zabrzmiał na mojej skórze tak klasycznie, normalnie, że odruchowo sprawdziłam napis na fiolce, z której aplikowałam płyn na skórę. Wszystko się zgadza: Guerrilla 2.

Chwilę nadziei, przeżyłam kiedy przy wyciszaniu się musującego, świeżego otwarcia zapach zachwiał się, jak gdyby zawahał na moment skłaniając się w stronę nut syntetycznych pogłębionych ładnym, drzewnym cynamonem. Niestety, jak już wspomniałam, była to ledwie chwila, mgnienie oka, po upływie którego kompozycja podreptała w stronę mieszanki zwiędłych malin, tuberozy i mydlanego piżma.
Odrobinę pikanterii temu zestawowi dodaje pieprz, jednak pikanteria nie wystarczy, by uczynić ten niezbyt rewolucyjny związek nut godnym nazwy.

To nie partyzantka. Raczej oficerska umywalnia. Jak najbardziej mundurowa - co najwyżej z kilkoma nieregulaminowymi chudymi pannami... Powiedzmy, że łaziennymi na wyposażeniu.

Trzon kompozycji to akord krągły i kompletny; łączący oszałamiający aromat tuberozy z szorstkimi nieco nutami przyprawowymi i jasnym piżmem, którego kosmetyczny charakter podkreśla tu mydlący się imbir (o tej niezwykłej właściwości imbiru pisałam, między innymi, przy okazji Fresh Ginger Demeter).
Kiedy pojawia się bazowy akord drzewny Guerrilla 2 zaczyna przypominać złagodzone i rozjaśnione Cedre Serge Lutens (perfumy wprowadzone na rynek nieco ponad rok wcześniej). Bez charakterystycznej dla większości zapachów SL zawiesistości i bez charakteryzującego tamtą kompozycję rozmachu. Jest ładnie i miło.

No sorry, ale taka partyzantka mogłaby co najwyżej sabotować wroga kradnąc mydło i papierowe ręczniki.


Data powstania: 2006
Twórca: Nathalie Feisthauer

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: bergamota, różowy pieprz, imbir
Nuty serca: czerwony pieprz, kurkuma, malina, tuberoza
Nuty bazy: wetiwer, cedr, piżmo



* Ilustracje pochodzą z musicalu "Bathhouse": www.bathhousethemusical.com

6 komentarzy:

  1. Brawo! Brawo! cudowny opis, pointa wymiata (kradnąc mydło.... hihi!).

    OdpowiedzUsuń
  2. Najpierw zobaczyłam zdjęcia. I pomyślałam: zapach, do którego Sabbath dobrała taaakie foty, biorę w ciemno!:-) No ale teraz jednak się waham, bo przeczytałam tekst... :-) Nuty zapachowe są raczej w moim guście, no ale wizja oficerskiej umywalni nie pozwoliłaby chyba mi używać tego zapachu... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję. :)))

    Beato, test polecam, bo zapach jest bezsprzecznie ładny - szczególnie jeśli lubisz tuberozę.
    Przy tym samym zastrzeżeniu polecam też lutensowskie Cedre - ma kopa, w przeciwieństwie do Guerrilli, która jest raczej dość subtelna (jak na tuberozę ;)).
    A zdjęcia? Już ktoś (nawet pamiętam kto) zwracał mi uwagę, że podwyższam statystyki blogowe w kategorii gołych (albo i niegołych) mężczyzn na posta. Ale właściwie czemu mam wrzucać tu więcej kobiet, skoro wolę tak? ;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam

    Czy mógłbym się dowiedzieć co myślisz o zapachu Jean Paul Gaultier Le Male?

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj, przyznaję, że wąchałam go dawno dość i najważniejszym wrażeniem, jakie pozostało mi w pamięci jest przekonanie, że jest nie mój.
    Ale to było w czasach, kiedy w ten właśnie sposób dzieliłam zapachy - ostro i bezpardonowo. Być może teraz byłoby inaczej? Przy okazji niuchnę, bo to przecież sława i wstyd nie znać bliżej. ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...