wtorek, 31 sierpnia 2010

To lubię!


Zostałam otagowana!

Prosta zabawa, a ile radości.
Tag brzmi tak, jak tytuł posta. Ładnie, prawda?


Zasady też są proste:
  1. Napisz, kto przyznał ci tę nagrodę.
  2. Wymień 10 rzeczy, które lubisz.
  3. Przyznaj tę nagrodę 10 innym blogerom i poinformuj ich komentarzem.


Przede wszystkim punkt zero:

0. Dziękuję!

Każdy z tagów cieszy mnie oddzielnie, każdy nieco inaczej. Bo tez każdy z nagradzających jest inną Osobowością i każdego lubię i cenię za indywidualne podejście do blogowania.

Mam też przez to zgryz, bo z racji obowiązującej przy okazji takich zabaw zasady nie nagradzania zwrotnego jestem w ciężkiej kropce - moja lista faworytów została mocno przetrzebiona.
Sami zobaczcie, bo każdy w wymienionych w punkcie pierwszym blogów wart jest poświęcenia chwili... A nawet znacznie więcej, niż chwili.


1. W kolejności chronologicznej:

Hexxana - Autorka bloga Tysiąc jeden pomysłów i pasji tworząca pod tym adresem swój subiektywny (aczkolwiek bynajmniej nie nierzetelny) katalog kosmetyków wszelakich. Perfum także. Pochlebiam sobie, że troszkę Ją pchnęłam do blogowania i niech mi to będzie policzone jako dobry uczynek. :)

Cammie - Twórczyni bloga pod fenomenalnym tytułem No to pięknie! Poznałam go niedawno dzięki temu, że Cammie zechciała ujawnić sie u mnie i bardzo jestem z tego zadowolona, bo Jej wpisy śledzę z prawdziwą przyjemnością.

Hisoka - kto do mnie zagląda, zna doskonale Smell For White Cat, Smell For Black Cat, mam go bowiem w polecanych od pierwszych dni jego istnienia. I to, że Hisoka jest mi "pokrewnym nosem" zdecydowanie nie jest jedynym powodem. Najważniejsze jest, że to naprawdę kawał dobrej, bloggerskiej roboty. Pod każdym względem.

Yennefer - czarodziejka makijażu olśniewająca nas własnoręcznie dokonanymi cudami za pośrednictwem bloga Teleport. Zobaczcie sami, bo mnie słów brak!

Skarbek zwana też Skarbiątkiem. Na What's Here So It Smells możemy radować się nie tylko recenzjami zapachów, ale też lekkim piórem Autorki. Po prostu świetnie się czyta. Polecam z przekonaniem.

Katalina, która na blogu Sugar&Spice pokazuje makijaże doprowadzające mnie do załamania nerwowego. Jej tutoriale wyglądają na banalnie proste - spróbujcie jednak to powtórzyć!

Fqjcior - autor Per Fumum Fqjciora zwanego kiedyś Per Fumum dla Mężczyzn. Cieszy mnie zmiana tytułu, ale raczej pro forma, bo nawet największe "dla mężczyzn" nie powstrzymałoby mnie przez zaglądaniem tam. :)

Wiedźma z Podgórza - Jej Pracownia Alchemiczna to moje największe odkrycie ostatnich miesięcy. Publikowane tam teksty są nie tylko ciekawe, ale też napisane z godną naśladowania starannością językową. Poza tym Wiedźma nie boi się dygresji, spuszczania umysłu ze smyczy i prowokowania dyskusji. Kiedy Ją czytam, zastanawiam się, po jakie licho ja się tak ciągle pilnuję...?


2. Co lubię?

Lubienia ogólne, priorytetowe:
  • Żyć! Po prostu. Na zasadzie: "Jakie to szczęście, że krew jest czerwona!".
  • Swoje zmysły. I wszystkie te przyjemnie i nieprzyjemne doznania, które mi dają.
  • Dawać się ponieść pasji. Jestem człowiekiem, który zapala się wielkim płomieniem i póki płonie, czuje się szczęśliwy.
  • Ludzi. Nie wszystkich, ale tych do lubienia i kochania jest dość, by być szczęśliwą.
  • Dom. Nie mieszkanie, nie pomieszczenia, nie meble, sprzęty i cały ten nieistotny balast. Dwie Osoby, które kocham w sposób, którego kiedyś nie potrafiłabym sobie wyobrazić. Lubię świadomość, że są.
  • Imprezować. Wstyd się przyznawać, ale nie mogę inaczej. Każda okazja jest dobra, by pośmiać się, poszaleć, zabawić. Kiedy zacznę weekendy spędzać na kanapie uznam, że pora umierać. ;)
Z "lubień" szczegółowych kilka ledwie:
  • Czytać. O ile daleko posunięty nałóg kwalifikuje się pod "lubienie". :]
  • Muzykę. Dobrą, oczywiście. Jeśli ktoś pyta, jaka to jest dobra muzyka, to dla mnie głównie klasyczna i metal.
  • Perfumy. Piękne. Ale tu moje serce jest pojemne i zdarza mi się żywić ciepłe uczucia i do zapachów koszmarnych. Byle były naprawdę koszmarne, a nie nijakie.
  • Broń białą. I nie tylko białą. Używać, nie kolekcjonować (choć to się czasem wiąże ze sobą).
...Oraz mnóstwo innych rzeczy. Bo ja ogólnie jestem wypchana "lubieniami" jak strach na wróble słomą. Wyłażą ze mnie na każdym szwie. :)))


3. Starałam się wyróżniać blogi nietypowe, niezwykłe w swojej kategorii, noszące wyraźny ślad osobowości Twórcy.

Swój mini puchar, który bardziej, niż tak:


Wygląda tak:


przyznaję następującym blogom (wymienionym w kolejności alfabetycznej):

Jednym okiem
Ten blog chciałam wyróżnić przy okazji poprzedniego tego typu łańcuszka, który do mnie trafił. Wówczas jednak trafił właśnie od Magdy i nie mogłam. Tym razem mogę i bardzo mnie to cieszy. Świat widziany okiem (jednym?), które potrafi uchwycić szczegół, barwę, fakturę rzeczywistości. Kiedy oglądam te zdjęcia, podświadomie szukam do nich zapachu.

Koszmary architektury
Z powodów oczywistych. Kawał dobrej roboty i sporo złośliwego humoru.

Left Side of the Moon
Niesamowite, oryginalne, przemyślane zdjęcia. Rzeczywistość przefiltrowana przez niezwykłą wrażliwość Autorki, opatrzona poetyckim komentarzem.

Live Your Dreams
Nie lubię blogów opowiadających o życiu Autora. Nie interesują mnie cudze dzieci i posiłki. Ten blog jednak jest tak pełen ciepła, a przy tym tak wysmakowany estetycznie, że podglądam systematycznie i zawsze z ciepłym uśmiechem. Po prostu nie potrafię nie lubić Mamsan, choć nigdy Jej nie spotkałam.

Looking for Beauty
Za niezwykłe spojrzenie na sztukę użytkową, umiejętnośc znajdowania "smaczków" i sprawienie, że człowiek przystaje przy zwykłych przedmiotach znajdując w nich... Coś.

Łamiblog
Jeden z kilku blogów Polityki, które czytam. Zdecydowałam się wymienić te mniej nieco popularne (w przeciwieństwie do bloga Daniela Passenta na przykład, który jest klasą samą w sobie). Łamiblog to uśmiechnięte spojrzenie na łamanie głowy. Nawet jeśli ostatnio nie mam czasu łamać swojej, to i tak z przyjemnością śledzę łamańce Marka Penszko.

Mój kot, mój komputer i ja
Lubię koty, ale lubię je tak, jak wiele innych zwierząt - nie bardziej bynajmniej. Beata potrafiła jednak wyjść poza klasyczną kotomanię i, nie tracąc ciepła i wyraźnie widocznej sympatii dla tych zwierzaków, stworzyć blog ciekawy, pełen niezwykłych opowieści, poruszających wspomnień i ciekawych informacji.

Niedowiary - blog (szalonych) naukowców
Osobom, które mnie znają bliżej ten blog najłatwiej chyba było przewidzieć. W TV moim ulubionym kanałem (i jedynym, poza sportem, na którego oglądanie zdarza mi się poświęcać czas) jest Discovery Science - zbiór ciekawostek i anegdot powiązanych z szeroko pojętą nauką, jakim jest Niedowiary to dla wiecznego sceptyka, za którego się uważam, nie lada rozrywka.

Ola Smith
Blogi rękodzielnicze muszą naprawdę mieć w sobie "coś", żeby mnie zatrzymać i skłonić do powrotów. Nie mam żadnego pociągu do tego typu działalności, a jednak do Oli wracam. Tworzy tak fantastycznie nietuzinkowe dzieła, ma tak wyraźny indywidualny styl, że w morzu bardzo popularnych i dość do siebie podobnych witryn prezentujących dzieła kobiecych rąk jej blog stanowi prawdziwa perełkę.

Rockagirl
Blogi szafiarskie to dla mnie kompletne ciało obce. Nie interesuje mnie moda, nie lubię kupować ciuchów, oglądanie, jak się kto nosi uważam za stratę czasu. A jednak zdarzają się blogi, które z codziennej (a częściej zupełnie niecodziennej) stylizacji tworzą nową dziedzinę sztuki użytkowej. Poprzednio wyróżniłam Vislava, którego nadal podziwiam i lubię, dziś dla odmiany blog, którego nie mogę nazwać szafiarskim. Raczej "stylerskim". Rockagirl jest z innego świata. A raczej z wielu innych światów, które możemy podglądać na Jej blogu.


Dziękuję raz jeszcze i obiecuję powrót do pisania, jak tylko nieco odsapnę po maratonie ostatnich dni.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Jak uniknąć zrobienia śmierdzącego interesu na Allegro?


To będzie najbrzydszy rozdział mojego nieformalnego poradnika perfumeryjnego. :)

Zainteresowanym prostymi radami polecam zajrzenie do FAQ. A dziś kolejna kwestia, która wydaje mi się ważna.
Perfumy w stacjonarnych perfumeriach są bardzo drogie - w Polsce droższe nawet, niż za granicą. Wiele osób obawia się jednak ryzyka związanego z zakupami sieciowymi.
W przypadku sprawdzonej perfumerii: wpisanego do ewidencji działalności gospodarczej podmiotu gospodarczego sprawa jest prosta i jasna. Allegro to potencjalnie źródło najlepszych okazji, ale też największe ryzyko.
O zakupach od domokrążców i na straganach nie wspominam, bo to nie ryzyko, tylko (przepraszam za dosadne słowo) głupota.

***

W przypadku zakupów na serwisach aukcyjnych istnieje kilka zasad, które pomogą nam ustrzec się przed nabyciem podróby. Nie są to, rzecz jasna, zasady gwarantujące 100% bezpieczeństwa, ale na kilka drobiazgów warto zwrócić uwagę, żeby zminimalizować ryzyko.


Po pierwsze zasada ogólna:
Jeśli coś wydaje się zbyt piękne, żeby było prawdziwe,
to najprawdopodobniej tak jest.

Okazje w rodzaju wysypu setek (w sensie 100 ml) Chaneli po 100 zł sztuka zwykle nie są okazjami. Popularne zapachy w dużych pojemnościach i powalająco niskich cenach najprawdopodobniej okażą się bardziej lub mniej ordynarnymi podróbami. Sorry.




Po drugie, rzecz oczywista, ale zawsze warto wspomnieć:
Nazwy perfum i marek należy czytać dokładnie, zwracając uwagę na pozorne literówki.

Sztuczki w stylu Hogo Boos zamiast Hugo Boss, Farenhight zamiast Fahrenheit, Dolse a Cabana, w miejsce Dolce & Gabbana, czy (mój faworyt) Qpium zamiast Opium to sprytna sztuczka pozwalająca uniknąć odpowiedzialności karnej za kradzież znaku towarowego. O cudach typu Cocon Meduselle czy Phobia (zamiast Euphoria) trudno mówić poważnie...


Po trzecie, napiszę to wprost ku zmartwieniu jednych i uldze drugich:
Im bardziej popularny zapach i im większa pojemność, tym większe ryzyko trafienia na podróbę.

Z powodów oczywistych nie podrabia się zapachów, których realna sprzedaż (na konkretnym serwisie aukcyjnym czy na terytorium działania podróbkowicza) wynosi kilka flakonów rocznie. Nie podrabia się miniatur i raczej nie podrabia się trzydziestek. Pięćdziesiątki też sporadycznie.


Po czwarte:
Odradzam zakupy na aukcjach, na których nie ma prawdziwego zdjęcia sprzedawanego produktu.

Katalogowa fotka z sieci zamiast real foto winna budzić nieufność.
Zdarzają się niestety także sytuacje, kiedy sprzedający podróbki Allegrowicz kradnie real foto z innej aukcji albo perfumeryjnego bloga - niewielkie wówczas mamy szanse na zdemaskowanie oszusta przed wpłatą pieniędzy.
Uczciwi sprzedający coraz częściej zabezpieczają się przed takimi działaniami podpisując swoje zdjęcia nickiem, lub komponując w zdjęcie jakiś charakterystyczny element - na przykład niebieskiego tulipana.


Po piąte:
Weryfikuj zdjęcia!

W przypadku zamieszczenia true photo warto przyjrzeć się flakonikowi i porównać zdjęcie ze zdjęciami pochodzącymi od producenta (biorąc poprawkę na retusz oczywiście) lub z wiarygodnego źródła.

To są oryginalne flakony perfum Calvina Kleina:




To nie jest flakon wyprodukowany dla Calvina Kleina:



Jak rozpoznać podrobiony flakon?

Ważny jest nie tylko kształt flakonu i kolor płynu, ale także grubość i przejrzystość szkła - krzywe, nierówne ścianki oraz bąble powietrza w szkle zwykle zwiastują podróbę.

Podejrzane są też nierówne lub częściowo starte napisy, tandetnie wyglądający albo nierówno osadzony atomizer (czyli ten psikacz), ewentualnie paprochy pływające we flakonie (z wyjątkiem Prady, która często wytrąca osad przez wielbicielki tego zapachu pieszczotliwie zwany planktonem).

Kolejna cecha, na którą warto zwrócić uwagę to rurka (o której wspominałam przy okazji postu o sprawdzaniu, czy perfumy są nowe) - zbyt długa, mocno zagięta a także zbyt krótka, nie dochodząca do dna flakonu rurka jest zawsze podejrzana. W ciągu swej długiej kariery wąchacza raz tylko spotkałam się z oryginalnym flakonem, którego rurka nie dochodziła do dna i był to flakon perfum Oliviera Durbano.




Po szóste:
Jeśli w opisie aukcji napisano, że produkt jest "oryginalnie zafoliowany" nie oznacza to automatycznie, że został on zafoliowany przez firmę Chanel czy Dior.

"Oryginalnie zafoliowane przez producenta" perfumy mogą być równie dobrze oryginalnie zafoliowane przez producenta podróbek.


Po siódme:
Przyjrzyj się kontu sprzedawcy.

Im więcej komentarzy, tym większą wartość ma konto i tym bardziej jego właściciel będzie się starał uniknąć bana.

Dlatego zakupy u użytkownika startującego z nowego konta i oferującego towar, noszący cechy, które opisałam wyżej to nieomal pewna metoda nabycia podejrzanej i potencjalnie niebezpiecznej substancji. Najbezpieczniejsze jest korzystanie z usług sprzedających z dużym stażem, dużą ilością komentarzy i możliwie dużą ilością jawnych danych. Wówczas łatwiej także o zwrot czy wymianę.


Po ósme wreszcie:

Jeśli zdarzy się wpadka i do Waszych rąk trafi podróba, archiwizujcie całą korespondencję z oszustem. W razie potrzeby będziecie mogli dowieść, że nie chciał zwrócić kasy.

Nie wahajcie się zgłaszać sprawy na policję.

Jeśli oszust ma więcej wystawionych podróbek, dobrze jest zrobić zrzut ekranu potwierdzający to.

Przejrzyjcie jego ostatnie komentarze i napiszcie do pozostałych jego niezadowolonych klientów - skargi zbiorowe mają większą siłę rażenia.
Z tego samego powodu warto wystawić negatywny komentarz o przykładowej treści:
Użytkownik Iksiński sprzedaje podrobione perfumy. Pozostałych oszukanych proszę o kontakt na maila pod adresem: fruzia@kopniaczek.pl - oddajemy sprawę na policję.

***

Pozostaje mi jeszcze tylko życzyć Wam wielu udanych zakupów. Oby ostatni punkt nigdy się Wam nie przydał.


* Pierwsza ilustracja to collage na chybcika znalezionych na Allegro ordynarnych podrób. Polecam powiększenie fotki. :)
** Drugie zdjęcie to real foto Euphorii Men CK pochodzące z zasobów Wikipedii.
*** Trzecie to Euphoria Men Intense na zdjęciu promocyjnym producenta.
****Kolejne zdjęcia nie są robione przeze mnie. Skorzystałam z bogatej i rzetelnej dokumentacji fotograficznej podróby Euphorii Men Intense sporządzonej przez użytkowniczkę moonadam na wiazażowych Perfumach.


Zdjęcia celowo są większe, niż zwykle. Dodatkowo każde można powiększyć klikając na nie.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Wieczny dylemat: Skąd brać próbki?



Od razu na wstępie czynię zastrzeżenie, że ta seria wpisów jest kontynuacją "Poradnika dla początkujących wąchaczy", którego dalszy ciąg stanowi wpis pt "Spotkane w tłoczku, czyli: jak sprawdzić, czy perfumy są nowe?".
Lwy perfumeryjnych salonów (wiem, że niektóre bywają tutaj) wszystko to wiedzą już równie dobrze, jak ja. Niech wybaczą więc, że tak nudno. Mam te parę wpisów na dysku, więc aby blog nie stracił życia umieszczam, bo na napisanie czegoś nowego na razie po prosu nie mam czasu.

Jeśli natomiast komuś przyda się jakaś część poniższej pogawędki poglądowej - będę wdzięczna za komentarz.
Za pomysły na kolejne części także.

Jak zdobyć próbki?


ad 1. Perfumerie

Kiedy chcecie zdobyć próbkę do testów w Sephorze, nie pytajcie obsługi o to, czy mają próbki, albo czy robią. Upewnijcie się, że na półce jest tester, a potem poproście o zrobienie konkretnej próbki:
- Proszę mi zrobić próbkę zapachu XYZ.
Jeśli mają gotowe - dadzą, jeśli nie mają, zrobią.

W Douglasie sprawa próbek perfum wygląda gorzej: nie robią decantów, a to, co mają w ofercie zachęca raczej do... Poproszenia o próbkę pielęgnacji czy kolorówki, które to artykuły są w Douglasach w cenach nieco niższych, niż w Sephorach (to przy okazji).
Za to kiedy chcemy odpsikać sobie odrobinę z testera do fiolki, obsługa zwykle uprzejmie udaje, że patrzy w inna stronę.

Istnieje, rzecz jasna, szansa (z moich doświadczeń wynika, że niewielka) na to, że prosząc o próbkę spotkamy się z odmową i wyjdziemy bez upragnionych kilku kropel do testów, ale tak szczerze: jeśli nie poprosimy, to na pewno wyjdziemy bez. A ewentualna odmowa nie uczyni nam krzywdy, ani nie przyniesie ujmy.

I nie, nie ma zasady, która zabrania konsultantkom i konsultantom w Sephorze czy Douglasie obdarowania Was próbką bez zakupu. Próbki są przecież po to, żeby potencjalny klient mógł przetestować towar. Zasada, że trzeba coś kupić, żeby móc rozważyć czy chcemy coś kupić jest nielogiczna. Oczywiście nie polecam stosowania tej metody hurtowo bez umiaru, ale jako ostateczną weryfikację ewentualnego zakupu jak najbardziej.

Napiszę jeszcze rzecz oczywistą: możemy wybrzydzać przy doborze próbek dodawanych do zakupów.
Ja zwykle mówię, co mnie interesuje i dostaję to, czego chcę. W przypadku wyjątkowo opornej sprzedającej bezlitośnie wygrzebuję z torebki perfumy celebrytów, gotowe próbki podkładów (gotowizny w moim odcieniu nie istnieją) czy kosmetyki, które znam i nie chcę więcej testować. Tylko bez fochów - pracownicy perfumerii to też ludzie.



Próbki z perfumerii stacjonarnych to dla prawdziwego maniaka ledwie wierzchołek góry lodowej, którą jest logistyka próbkogenna.
Skąd jeszcze można sprowadzić wymarzoną próbkę?


ad 2. Allegro

Oferta jest bogata i często atrakcyjna cenowo. Od oryginalnych, firmowych sampli, przez próbki kupowane w zagranicznych perfumeriach niszowych, po dekanty z flakonów własnych i puszczane w obieg próbki z wymian.
Ze względu na niską opłacalność takiego procederu, próbek oryginalnych się nie fałszuje, z robionymi, czyli dekantami też mam jak najlepsze doświadczenia.


Ad 3. Sklepy internetowe

Dotyczy to szczególnie stron i firm mających w swojej ofercie zapachy niszowe. Próbki są dla nich conditio sine qua non, ponieważ aby swój towar sprzedać, muszą umożliwić klientowi poznanie go, co w przypadku perfum dostępnych stacjonarnie w kilkudziesięciu czy kilkuset miejscach na świecie może okazać się trudne. Tak więc oferując próbki w atrakcyjnych cenach generują popyt.


Z naszych, polskich perfumerii niszowych najszerszy wybór wysyłkowych próbek oferuje sieć perfumerii Quality. Pisząc na adres: perfumeria@missala.pl można zamówić dowolną próbkę w cenie 7 zł za sztukę  (do połowy września 2010 było to pięć próbek z oferty za 35 zł wraz z przesyłką ) plus przesyłka.
Aktualnie ceny próbek są różne (od 7 do 20 zł) i można je zamawiać bezpośrednio klikając zakup próbki na podstronie poświęconej zapachowi. 
Ważne! Z jednego konta można daną próbkę zamówić tylko raz. Jest to działanie mające zapobiec handlowi próbkami - zdarzało się wcześniej, że osoby "przedsiębiorcze" zamawiały fury próbek Amouage po kilka złotych i sprzedawały je na Allegro po 20 z hakiem.
Nie można zamówić próbek Attarów Amouage. Nie tylko w Quality. LuckyScent wysyła próbki attarów w formie blotterka nasączonego kroplą olejku.

Do każdej takiej przesyłki dostaniemy dodatkowo gratis w postaci dodatkowej próbki lub próbek wybranych przez obsługę tak, by współgrały z zamawianymi. Sama jestem zdziwiona, jak trafne są to czasem sugestie.

Od razu napiszę, ze jest to bardzo dobra oferta.
Nie wiem, czy nie najlepsza z dostępnych (szczególnie, że plotki o tym, jakoby zawartość próbek ograniczano do trzech psików są nieprawdziwe - dostajemy przyzwoitą, standardową próbkę robioną (1,5 ml) w fiolce z atomizerem albo firmową w pojemności, jaka mają próbki danej firmy (od 1 do 2 ml); mniejszą objętość mają na przykład samplerki ekstraktów Nasomatto, ale to norma, wystarczy poczytać. Jedyną wadą tej oferty jest to, że asortyment Quality nie obejmuje wszystkich perfum świata. ;)

Druga perfumeria oferująca próbki w sposób przystępny i bezproblemowy to Lulua w Krakowie. Oferta jest słabsza nieco ze względu na mniejszy asortyment sklepu, ale firma rozwija się prężnie, w asortymencie pojawiają się bardzo egzotyczne marki. Mają też w ofercie kultowe Comme des Garcons, które próbek w ogóle nie robi. Nawet w sklepach firmowych nie można ich kupić. Oferują pakiet pięciu dowolnych próbek w cenie 30 zł plus przesyłka. Szczegóły tutaj.



Dla porównania: Galilu raczej się wysyłaniem próbek nie kłopocze, a na miejscu (w Warszawie i Krakowie) można je nabyć w cenie 10 zł za sztukę (2 ml) i 5 zł za "półpróbkę".
Podobno można zamawiać je telefonicznie, ale spotkałam się z opiniami, że często próby kończą się fiaskiem. Będę musiała sprawdzić.

Bogatą ofertę próbek mają niszowe perfumerie sieciowe takie jak amerykański LuckyScent, czy europejski AusLiebeZumDuft (ewentualne zakupy bez kłopotów z Urzędem Celnym i dopłacaniem VAT). Do ceny próbek należy doliczyć koszt wysyłki wynoszący kilka dolarów na Luckyscent, bądź kilka Euro na AusLiebeZumDuft. Oczywiście w przypadku jeśli zamawiamy wyłącznie próbki.

W ramach ciekawostki napiszę, że LuckyScent ma także stacjonarna placówkę specjalizująca się w sprzedaży próbek. Scent Bar (bo tak nazywa się to miejsce) mieści się w Los Angeles przy 8327 Beverly Boulevard i wygląda tak:


ad 4. Firmy sprzedające dekanty

Istnieją także firmy specjalizujące się w sprzedaży niszowych dekantów i tu największym chyba potentatem jest The Perfumed Court, którego oferta jest imponująca. I droga.

O ile drożyznę mogę im z żalem wybaczyć (mają takie rarytasy, że łapki mi z pożądliwości drżą), to nie sposób przejść do porządku dziennego nad niekompetencją pracowników.
Zdarzają się im przesyłki z niekompletną, bądź niewłaściwą zawartością, przesyłki źle zaadresowane, albo takie, o nadaniu których w ogóle zapomniano. I znów - nie byłby to aż taki problem, gdyby obsługa TPC choć trochę przejmowała się zaniepokojonymi klientami. Niestety, często nie odpisują na maile z zażaleniami, jeśli już w końcu (po kolejnym ponagleniu) odpisują to nieuprzejmie, kompletnie nie przejmują się tym, że przesyłka nie dotarła, zwrotu pieniędzy unikają jak diabeł święconej wody, do błędów, nawet dowiedzionych czarno na białym, się nie przyznają, a o słowie "przepraszam" nigdy nie słyszeli.

Jeśli ktoś zna dobrze angielski, ma dużo czasu i nerwy ze stali, to mimo wszystko polecam, bo takiego bogactwa unikalnych i niszowych rarytasów nie znajdziecie nigdzie chyba. Dodatkowo sprzedawane są one w różnych pojemnościach: od 1 ml do 15 nawet.


ad 5. Strony firmowe

Można także zamawiać próbki na stronach poszczególnych marek perfumeryjnych. W tym celu należy znaleźć stronę interesującej nas firmy, wejść i znaleźć "samples". Bywają albo na górnej lub dolnej belce, albo w ofercie sklepu firmowego do kliknięcia pod flakonem. Niestety, w większości są one płatne.

Jeśli próbek w ofercie nie ma, zawsze można napisać maila z prośbą o przysłanie próbek na adres prywatny. Marne szanse, szczególnie kiedy mieszka się w kraju postrzeganym jako ostatni przed białymi niedźwiedziami (to Rosja), ale znów: nawet jeden procent szans to więcej, niż zero.



ad 6. Wymiana

Ostatnia metoda, o której chcę dziś wspomnieć przeznaczona jest raczej dla osób, które już jakieś zasoby próbkowe posiadają.

Oba największe polskie fora perfumeryjne oferują możliwość wymieniania się próbkami za ich pośrednictwem. Bez opłat, prowizji i innych utrudnień.
Na forum "O perfumach" Gazety Wyborczej zawsze znajdziemy wątek pod tytułem "Usilnie poszukuję" z kolejnym numerkiem (nie podaję linka, bo po przekroczeniu stu postów admin zakłada nowy).
Na forum "Perfumy" na Wizażu wątek służący wymianie próbkowej nazywa się "Rozpaczliwie poszukuję, chętnie się podzielę" dopiskiem "część ...".
Zwykle pływają gdzieś na wierzchu.

Zasady w obu przypadkach są podobne: publikujemy listę zapachów, które pragniemy poznać oraz listę tego, co oferujemy w zamian. Dobrze jest, jeśli druga lista uzupełniona jest o informacje o pojemności próbek i o to, czy są oryginalne, czy robione; ładnie jest też napisać, czy próbka ma atomizer, czy nie.
Osoba odpowiadająca (dotyczy to także nas, jeśli czytamy już opublikowany anons) podaje, czym jest zainteresowana, co z listy marzeń i poza listą marzeń może zaoferować i oczywiście pyta, czy drugiej stronie taka wymiana odpowiada.

Sprzedaż próbek jest zabroniona na obu forach. Oferowanie pieniędzy jest zwykle postrzegane jako faux pas. W desperacji, jeśli naprawdę nie macie nic na wymianę możecie to zrobić wysyłając prywatną wiadomość, jednak od razu uprzedzam, że wiele osób z forum traktuje zapachy z wielką miłością i niechętnie reaguje na takie propozycje. Gdyby taki człowiek chciał swoje próbki sprzedać - wystawiłby je na Allegro.
I dla formalności dodam, że wymiana adresów też na priva. Ale to jasne przecież.

Dla najbardziej zaawansowanych wymiany osobiste przy okazji perfume party nazywanych w polce perfumeryjnymi zlotami lub sabatami (na zdjęciu powyżej).


Na dziś to wszystko.
Proszę o opinie i zapraszam na kolejne odcinki. Następny będzie nosił tytuł: "Jak uniknąć zrobienia śmierdzącego interesu na Allegro?" :)


UWAGA:
Post był edytowany kilkukrotnie, pierwszy raz dnia 26 września 2010, z powodu zmiany cen próbek na stronach perfumerii.


* Zdjęcie perfumerii Sephora pochodzi ze strony: najlepszegalerie.pl
** trzecie zdjęcie pochodzi z bloga: thefragrantelf.livejournal.com
*** Na czwartym Quality, na piątym Galilu.

środa, 18 sierpnia 2010

Spotkane w tłoczku czyli: jak sprawdzić, czy perfumy są nowe?


Wiecie co?
Przyszedł mi do głowy pomysł.

Nie wiem, czy dobry, ale podzielę się nim z Wami i może wspólnie uda nam się zdecydować, czy wart jest prądu.

Docierają do mnie wiadomości mailowe z pytaniami o... Właściwie o najróżniejsze rzeczy.
O to, gdzie kupić dany zapach, gdzie zdobyć próbkę, czy kupiłem oryginał, co wybrać dla dziewczyny, a co dla siebie na lato/zimę, wesele czy Castle Party.
Ponieważ takich maili dociera do mnie coraz więcej, pomyślałam, że może dobrze byłoby zebrać wszystkie te strzępki informacji, ku pożytkowi tych, którzy zaufali mi na tyle, żeby brać pod uwagę moje opinie. Może komuś przyda się moje skromne doświadczenie? A może ktoś mądry uzupełni moje obserwacje własnymi i wówczas zyskamy na tym wszyscy?

Jest więc dzisiejsza notka zapowiedzią nietypowej serii, którą postaram się kontynuować w miarę, jak będą mi do głowy przychodziły tematy. Albo w miarę, jak dostarczy ich życie, czyli Wy.
Zgodnie z radą Left Side of the Moon umieszczę te wpisy w zakładce FAQ (Frequently Asked Questions) wraz z artykułem przekrojowym o tym, czym jest perfumeryjna nisza (który polecam, bo chyba sporo wyjaśnia) i z pierwszą częścią "Poradnika dla początkujących wąchaczy".

W pierwszej odsłonie poradnika zawarłam odpowiedzi na podstawowe pytania:
  • Co to są perfumy?
  • Co oznaczają tajemnicze skróty EdP, EdT, EdC?
  • Co nadaje perfumom zapach?
  • Jak to jest z tymi nutami?
  • Jak testować i jak nosić?
  • Dlaczego testować?
  • Gdzie nanosić perfumy?
  • Jak przechowywać perfumy, żeby jak najdłużej pozostały świeże i nie zmieniły zapachu?

Dziś, w charakterze rozgrzewki - drobiazg, szczegół, demonstracja, czym może być ta "rubryczka".



Jak sprawdzić, czy perfumy są nowe?

Kiedy kupujemy perfumy (lub inne kosmetyki) w perfumerii zależy nam zwykle na tym, by produkt był nowy, zafoliowany fabrycznie. Ale nienaruszona (bądź pozornie nienaruszona) folia nie daje gwarancji nabycia nowego towaru. Po pierwsze dlatego, że nie wszystkie perfumy są fabrycznie foliowane, po drugie dlatego, że przy odrobinie wprawy, folię można dyskretnie odlepić i zlepić powtórnie.

Często zdarza się, że klient chce przed zakupem zobaczyć, a nawet przetestować towar - czasem ten konkretny, który bierze (ma to sens w przypadku Meteroytów Guerlaina, mają one bowiem różne proporcje kulek, co stwierdziłam na podstawie Mythiców swoich i przyjaciółki). Nie mówiąc już o tym, że jeśli nie ma testera, to towar też trzeba sprzedać.

Pracownicy sklepów kosmetycznych sprytnie obchodzą pułapkę fabrycznych zabezpieczeń delikatnie otwierając folię.... Od spodu pudełka. Tak więc warto sprawdzać także zgrzew na spodzie, nie tylko odruchowo, z wierzchu.


Najpewniejszą metodą sprawdzenia, czy zakupiony właśnie flakon z atomizerem jest naprawdę "dziewiczy" jest sprawdzenie obecności płynu w rurce, którą dochodzi on do atomizera.

Można to uczynić przyglądając się rurce i doszukując w niej pęcherzyków powietrza, ewentualnie kropel płynu (na zdjęciu powyżej jest to widoczne). W nowych perfumach rurka będzie pusta, płyn może zajmować kilka pierwszych milimetrów.

Dla porządku dodam, że porównywanie wyglądu rurki ze zdjęciami reklamowymi nie bardzo ma sens, bo na reklamowych fotkach rurek zwykle nie ma. Pewnie są wyretuszowane, bo to łatwiejsze, niż wyprodukowania flakonu, którego da się używać tylko gdy trzyma się go do góry dnem.

Zobaczyć ewentualne pęcherzyki w rurce możemy oczywiście tylko wówczas, gdy flakon jest przejrzysty. W pozostałych przypadkach konieczne jest naciśnięcie tłoczka atomizera. Jeśli perfumy wydostają się z niego od pierwszego "psiku", to znaczy, że były już używane, a przynajmniej testowane - kiedy montuje się atomizer na flakon, rurka jest pusta, a perfumy bez generowania podciśnienia nie dostaną się do otworu o tak niewielkiej średnicy. Szczególnie wbrew grawitacji.

Oczywiście ten drugi sposób jest jednorazowy i po tym teście kolejny, taki sam, wypadnie negatywnie.

I znów - istnieje metoda obejścia tego tricku - można obrócić flakon do góry dnem tak, by wylot rurki znalazł się powyżej powierzchni płynu i naciskając atomizer kilkukrotnie wtłoczyć w nią powietrze (i automatycznie wypchnąć płyn), z moich doświadczeń wynika jednak, że ani obsługa perfumerii, ani sprzedający w sieci nie fatygują się i nie robią tego.

A co jeśli perfumy nie mają ani folii, ani atomizera?
Najczęściej pozostaje nam zapatrywanie się u godnych zaufania źródeł. Powodzenia. :)

***

Jeśli spodoba Wam się pomysł zebrania porad praktycznych w jednej zakładce, w następnych odcinkach napiszę, między innymi, o tym, jak zdobyć próbki i jak uniknąć zakupu podróby na Allegro.
Chyba, że macie ciekawsze pytania. :)

To jak? Kontynuować, czy odpuścić?


* autorem zdjęcia flakonika Niny jest hel (taffie) i pochodzi ono z jej Photostreama, który w całości obejrzeć można pod adresem: www.flickr.com/photos/helenphillips/

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Cuda na kiju - Comme des Garcons Wonderwood


Bogata wyobraźnia to piękna rzecz. Jednak wyobraźnia zbyt bogata czasem szkodzi. Mnie szkodzi między innymi w przypadkach, kiedy strasznie napalam się na perfumy na podstawie opisu - zwykle ubrdam sobie "niewiadomoco", a potem dziwię się, że realny przedmiot moich marzeń pachnie inaczej. Tak było i w przypadku Wonderwooda...



Oczekiwałam zapachu zgodnego z tytułem, czyli cudownego drewna i tyle. Tymczasem testy ujawniły otwarcie chłodniejsze i bardziej eteryczne, niż się spodziewałam.

Świeży, aromatyczny czarny pieprz, wietrzny aromat cyprysowej żywicy, bergamotka wprost z esencjonalnego Earl Greya i nadający temu akordowi kamforowej ostrości ekstrakt kminku sprawiają, że w pierwszych chwilach po aplikacji Wonderwood bardziej przypomina zapachy z serii Monocle: Hinoki i Laurel, niż otulające drewniaki.
Swoją drogą, jestem przekonana, że wśród składników znajduje się także laur, tylko nie wiem, czy liście (które wiem, jak pachną) czy raczej żywica (której zapach mogę sobie jedynie bardziej, lub mniej plastycznie wyobrażać).


Pierwszą nutą, która przełamuje tę wypełnioną światłem przestrzeń jest gwajak. Wśród chłodnych, rozproszonych promieni nut eterycznych pojawia się, jak nasycona barwą plama, ciepły aromat słodkiego, drewna gwajakowca. Fenomenalny zabieg! Nie rozpływa się on bowiem, nie miesza z wiatrem, lecz tkwi wśród chłodu zawieszony jak kropla złotego miodu.

Po chwili czujnie tropiąc to niezwykłe zjawisko wyczułam urodziwą owocowo - kwiatową nutkę dodającą gwajakowi nie tylko wyrazistości, ale też przytulności. Cristalon. Piękne połączenie.

Kolejna ewolucja jest już mniej zaskakująca: pierwszy kwadrans kontemplowania tego drzewnego cuda przygotował mnie na to, co dzieje się potem. Zapach ujednolica się, nuty ciepłe i chłodne przenikają się dając w efekcie wrażenie łagodnie muskającego skórę letniego Zefirka. Jak gdybyśmy siedzieli w drewnianej, ażurowej altanie: nie wystawieni na wiatr ani słoneczne promienie, ale też nie do końca przed nimi osłonięci.

Eteryczne olejki unoszące otwarcie Wonderwooda w niebo uleciały już zostawiając po sobie żywiczny ślad, złota słodycz traci wyrazistość w otoczeniu nowych aromatów. Pojawia się słodkie, chłodne kadzidło, skontrastowana z nim mocno przyprawowa gałka muszkatołowa, pięknie zielony, wysłodzony laurem wetiwer i jasne drewno, dzięki bogactwu składników towarzyszących pozbawione surowości i twardości.


Robi się ciemniej, przytulniej. Wonie drzewne stają się coraz bogatsze, bardziej zbytkowne i cięższe. Gwajak z sandałowcem tworzą łagodnie słodkie tło dla aksamitnej nuty będącej najprawdopodobniej wzbogaconym dodatkiem agaru cashmeranem. Kompozycja znów się różnicuje, rozdziela na warstwy: szorstkie nieomal w tym zestawieniu nuty przyprawowe wplecione zostały w aromaty drzewne jak błękitna wstążka w ciężki warkocz.

Nie łączą się, nie tworzą jednolitej ściany zapachu - kompozycja Antoine Lie zmienia się, wije miękko i płynnie ukazując coraz to nowe, niezwykłe barwy drewna. I ta właśnie przedziwna struktura czyni Wonderwood godnym nazwy.


Spodziewałam się Cudownego Drewna. Głębokiego, drzewnego do cna, potężnego jak baobab. Dostałam Drzewne Cuda. Rzeczywiście przedziwne, fascynujące i niepokojące jak film braci Quay. Może tylko mniej ponure i psychodeliczne, ale to akurat skłonna jestem uznać za zaletę.

Napiszę jednak ku przestrodze, że nie polecam brania w ciemno (zawsze nie polecam, ale w tym przypadku nie polecam specjalnie), bo to olfaktoryczny dziwak jest i może się nie spodobać. Szczególnie na skórze, która podbija nuty ostre, albo źle układa się z cedrem stanowiącym rusztowanie tej niezwykłej układanki. Ale testy polecam. Też jak zwykle. :)


Data powstania: 2010
Twórca: Antoine Lie

Nuty zapachowe (według LuckyScent):
pieprz z Madagaskaru, bergamota, somalijskie kadzidło, gałka muszkatołowa, kristalon, Cashmeran, drewno gwajakowca, cedr, ziarna kminku, Javanol, sandałowiec, oud
Wedle innych źródeł także cyprys, balsam jodły, pashminol, wetiwer i paczula


* Post ilustrowany jest kadrami ze wspominanego już reklamującego Wonderwood filmu braci Quay

sobota, 14 sierpnia 2010

Not Such a Beautiful Mind: Beautiful Mind Intelligence & Fantasy


Kolejny zapach Gezy Schoena - rewolucjonisty w dziedzinie perfumiarstwa.

Celowo, nie napisałam "perfumiarza - rewolucjonisty", bo co do tego, czy jego poczynania są stricte perfumiarstwem ciągle mam wątpliwości.

Komponowanie zapachów to sztuka. Jak każda - bywa czasem rzemiosłem, czasem chałturą, a czasem... Sztuką.
Opisując perfumy używamy określeń takich, jak kompozycja, nuty, akordy, wybrzmienie. Analogia z muzyką nasuwa się sama.

I co robi pan Schoen promując okręt flagowy stworzonej przez siebie marki Escentric Molecules - Molecule 01? Proponuje nam dzieło, składające się z jednego tonu.
Niby może taki ton brzmieć różnie w różnych warunkach, niby może być odbierany indywidualnie - szczególnie jeśli jest na granicy słyszalności. :] Czy jednak jest to muzyka? Czy to perfumy?

Skłaniam się do opinii, że sztuka może i owszem.
Happening, performance - ale nie kompozycja muzyczna, nie kompozycja perfumeryjna. Nie startuje się w konkursie ikebany z najpiękniejszą nawet różą bez przybrania.


W przypadku pierwszego zapachu z serii Beautiful Mind po raz kolejny do czynienia mamy z przedsięwzięciem bardziej marketingowym, niż artystycznym. Tak, jak to opisano w artykule, którego treść przytoczyłam wczoraj: Intelligence & Fantasy to przede wszystkim pomysł. Genialny marketingowiec Geza Schoen postanowił kolejny raz zarobić na ludzkim snobizmie, tym razem sprzedając tuning intelektu w płynie.

W tym celu zaprosił do współpracy najmłodszą zwyciężczynię zawodów o tytuł mistrza pamięci (o tej nietypowej dyscyplinie sportowej poczytać można TU): Christiane Stenger. W laboratorium podłączono Christiane do specjalnej aparatury, i podano jej do wąchania różne olejki zapachowe. Te, które wywołały najżywszą reakcję kory mózgowej zostały użyte do stworzenia kompozycji, która rzekomo czyni nas inteligentniejszymi.
Może i rzeczywiście stymuluje pracę mózgu ta mieszanina nut, ale czy wynik takiego eksperymentu jest dziełem sztuki perfumeryjnej?

Sam zapach rozczarował mnie przede wszystkim swoją urodą. Łatwą. Bynajmniej nie na poziomie supermózgu.

Ze stymulacją intelektualną nijak mi się takie połączenie posłodzonych mandarynką kwiatuszków z różowym pieprzem nie kojarzy. Prędzej z nieświadomie uwodzicielską lolitką z wiankiem białego kwiecia na blond splotach.
Hasa taka panna w wiosennym ogrodzie, stópkami bosymi gniecie zieloną trawkę, rączkami małymi zrywa białe kwiaty gardenii, słoneczko delikatnie muska jej zaróżowione liczko, a w krzakach siedzi satyr i lubieżnie łypie okiem, bo też by pogniótł, porwał i pomuskał...

Ale samego satyra nie ma na obrazku. Ledwie drgnienie krzaczka, lekki powiew pieprzu i piżma pozwalają podejrzewać jego obecność. Poza tym jest ładnie. Za ładnie!
Z resztą satyr też jest mało niszowy: młody i wykąpany.


Podstawowy zarzut, jaki mam wobec Intelligence & Fantasy jest taki, że pachnie jak Fantasy About Intelligence. Kwiatuszki posłodzone i nieco popieprzone do smaku nie stymulują mnie jakoś. Są miłe. Ale chyba nie o to chodziło.
Brakuje mi w tym zapachu zadziora. Czegoś, co nadałoby mu indywidualności, pazura, pazurka chociaż.
Nawet sandałowa baza ładnie współbrzmiąca z aromatem wyraźnie wyczuwalnego hedionu nie nadaje kompozycji (kompozycji?) Schoena charakteru. Czyni ją jedynie ładną w sposób troszkę inny.

Nuty Intelligence & Fantasy brzmią jak... Jak gdyby Schoen przebiegł przez metaforyczny ogród woni rwąc garściami najśliczniejsze kwiatki i takie żywe jeszcze, emanujące światłem upchnął w niegustownym, plastikowym opakowaniu kojarzącym się z krzykliwą stylistyką lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.
Wszystkie te olfaktoryczne misski i misterki tkwią we flakonie w bezradnym bezruchu zdolne rozwinąć dokładnie tyle czaru, co sto baletnic stłoczonych w autokarze.


Dla mnie perfumy Schoena rzeczywiście stanowią bodziec do przemysleń. Nie muszę ich nawet wąchać, by pobudziły moją korę mózgową. ;)
Rozważam więc...
Czy żywa reakcja mózgu wystarczy, by stworzyć perfumy?
Czy stymulacja jest tożsama z zachwytem?
Czy uroda jest tym samym, co piękno?
Czy pomysł może zastąpić warsztat?
I wreszcie: czy szukając rozwiązań efektownych Schoen nie bawi się w efekciarstwo?


Rok powstania: 2010
Twórca: Geza Schoen

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: bargamota, mandarynka, różowy pieprz, karaibska magnolia
Nuta serca: Osmantus, frezja, róża, absolut gardenii tahitańskiej (tiare), hedion
Nuta bazy: sandałowiec, cedr z Virginii, cashmeran, piżmo


* Na pierwszej ilustracji najprawdopodobniej sama
Christiane Stenger
** Druga i trzecia to obrazy Julesa Josepha Lefebvre'a
*** Ostatnia... Wiadomo. :)

piątek, 13 sierpnia 2010

Perfumeryjne sztuczki według magazynu Grazia


Dziś będzie wpis nieco przeterminowany, ale nadal ciekawy.
Otóż wpadł w moje ręce nieaktualny, bo marcowy numer brytyjskiej edycji pisma Grazia. Wraz z nim zaś artykuł, który zaintrygował mnie, rozbawił i... Sami zobaczycie.


Tekst traktuje o perfumach (to chyba nikogo nie zaskoczyło), które uczynią nas bystrzejszymi (smarter), milszymi (nicer) lub szczuplejszymi (slimmer).
Co pomyślałam, nie powiem. Dość, że przeczytałam cały artykuł ciurkiem, co trudne nie było, bo pod względem objętości i poziomu tekstów angielskojęzyczne kolorowe pisma nie odbiegają wcale od polskich.
Pokusiłam się też o szybkie tłumaczenie dla Waszej uciechy. Luźny styl odzwierciedla klimat oryginału. :)

***

Jak być bystrzejszym?


Spore zakłopotanie wywołała w redakcji ta wieść. Najnowszy zapach najbardziej collerskiej z undergroundowych marek ma nie tylko sprawić, że będziemy bosko pachnieć, ale ma też otoczyć nas aurą inteligencji. The Beautiful Mind Intelligence & Fantasy to pierwszy rozdział najnowszego projektu berlińskiego perfumiarza Gezy Schoena, który tym razem zaprosił do współpracy 22 - letnią guru w dziedzinie konkurencji pamięciowych Christiane Stenger (to jej wizerunek znajduje się na flakonie).
Celem było stworzenie zapachu działającego zarówno na emocje, jak i na intelekt. Geza zabrał Christiane do laboratorium i poprosił ją o wąchanie serii nut zapachowych, po czym złożył zapach z tych, które wywołały najsilniejsze i najszybsze reakcje. Rezultat? Zapach anti-celebrity - mówi Geza - Zamiast gwiazdy w stylu glamour wybrałem na swoją muzę świetną kobietę o niesamowitym umyśle. The Beautiful Mind ma przypominać, że inteligentna kobieta jest sexy.
Czy jest to więc pierwszy "zapach myślących dziewcząt"? Wyniki badań przeprowadzonych na Wheeling Jesuit University (katolicka prywatna uczelnia mieszcząca się w Wheeling, w Zachodniej Virginii) niektóre zapachy wyostrzają zmysły. Grupa trzydziestu badanych poproszona została o wykonywanie pracy biurowej w pomieszczeniu, do którego wdmuchiwano różne zapachy. Okazało się, że w otoczeniu pachnącym kawą testerzy pisali nie tylko szybciej, ale też popełniali mniej błędów. Czekolada zaś poprawiała spostrzegawczość i wyciszała stres, co objawiało się mniejszą impulsywnością i większą dokładnością.

Do dzieła!
Chcesz zdobyć awans albo olśnić swoich przyjaciół przy grze w Scrabble? Użyj zapachu zawierającego nuty egzotycznych kwiatów, jak ylang - ylang, frangipani czy jaśmin, albo stymulujące aromaty spożywcze takie jak kawa czy czekolada. Japończycy używają jaśminu dla poprawiania koncentracji w miejscach pracy - mówi perfumiarz Roja Dove - Zapach i smak są ze sobą połączone, tak więc kiedy czujesz czekoladę czy kawę twój umysł reaguje tak samo, jak gdybyś wypił espresso albo zjadł energetycznego batonika.

Perfumy zapewniające sukces:
  • Les Nez Parfums d'Auteurs Manoumalia: kwiat tiare, ylang - ylang i frangipani na drzewno - skórzanej bazie sprawiają wrażenie wysokiej klasy.
  • CB I Hate Perfume Fire From Heaven: kadzidło i nuty dymne epatują intelektualizmem - noś z ubraniami szykownych lecz powaznych kreatorów, takich jak Helmut Lang czy Jil Sander.
  • The Beautiful Mind Intelligence & Fantasy: piżmo, kwiat tiare i nuty drzewne czynią ten zapach tajemniczym i egzotycznym.
  • Boadicea the Victorious Invigorating: ekscytująca mieszanka jaśminu i ciemnej czekolady sprawia, że jest to idealny zapach na randkę - stymulujący i seksowny.

Unikaj:
świeżych, cytrusowych, musujących wód kolońskich - robią wrażenie niewystarczająco poważnych.


Jak być milszym?


Nikt nie zaprzecza temu, że przyjemny zapach czyni towarzystwo milszym. Jednak czy może sprawić, ze będziemy lepszą osobą?
Badania profesor Katie Liljenquist z Brigham Young University z Utah wykazały, ze rozpylenia na szybach cytrusowego środka czyszczącego poprawiało morale pracowników. W grach symulacyjnych działali bardziej fair i byli bardziej wspaniałomyślni, niż koledzy poddawani tym samym testom w pomieszczeniach niearomatyzowanych. Oddawali nawet więcej na cele dobroczynne!
Nasze reakcje emocjonalne uwarunkowane są także czynnikami środowiskowymi i nawet niewielka zmiana otoczenia może wpływać na nasze zachowanie - tłumaczy profesor Beattie - Jednak taki bodziec może działać w dwie strony. Jeśli wychowałeś się w lśniącym czystością domu zapach czystości poprawi twoje samopoczucie. Są również dowody na to, że cuchnące, zaniedbane otoczenie zwiększa skłonności do dokonywania przestępstw - ostrzega.
Aby więc wzmocnić dobre strony swej osobowości używaj zapachów zielonych i cytrusowych - uczynią cię popularnym i mile widzianym w towarzystwie. Psychologowie twierdzą, że "noszenie się zielono" i używanie żywotnych, ziołowych zapachów sprawia, że ludzie podświadomie przypisują ci takie cechy jak szczerość i uczciwość.

Do dzieła!
Masz zamiar zbierać fundusze albo uzyskać kredyt? Pełne życia cytrusowe aromaty sprawią wrażenie, że jesteś radosny i masz czyste intencje. Jasne, proste zapachy potrafią sprawić, że wydajemy się czyści i bez skazy - zdradza Roja Dove.

Idealne perfumy:
  • Etro Lemon Sorbet: gdy nosisz ten zapach aromaty pomarańcz, cytryn i sandałowca sprawiają, że masz kojący wpływ na innych.
  • Maison Francis Kurkdjian Cologne Pour Le Matin: pomyśl: świeżo ścięta trawa, błękit nieba, świeże powietrze. Nie ma miejsca, w którym twoi przyjaciele chcieliby być bardziej.
  • Les Creations de Monsieur Dior Eau Fraiche: jeśli pokochałeś bestseller Eau Savage, poznaj perfumy, które były dla niego inspiracją.
  • Hugo Boss Orange Celebration of Happiness: kwiat pomarańczy jest czynnikiem poprawiającym samopoczucie w tej limitowanej edycji.

Unikaj:
skomplikowanych, orientalnych kompozycji - są zbyt ciemne i tajemnicze. Nuty przyprawowe sugerują naturę pokrętną i dziwną.


Jak być szczuplejszym?


Zapach, który pozwoli ci nosić sukienki o rozmiar mniejsze? Nie do wiary! A jednak doktor Alan Hirsch z Smell and Taste Treatment and Research Foundation (fundacji zajmującej się badaniem wpływu zapachów i smaków na organizm ludzki) zdobył w ubiegłym roku wielki rozgłos ogłaszając, że zapach różowego grejpfruta odejmuje nam po sześć lat.
W swoich najgłośniejszych badaniach zajmował się badaniem, czy możliwe jest, by perfumy sprawiały, że wydajemy się szczuplejsi. Kobietę o wzroście 5 stóp i 9 cali (ok 175 cm) i wadze 17 st i 5 lb (około 110 kg?!) spryskiwał kolejno różnymi zapachami, od cytrusowych, po kwiatowe, po czym prosił 200 mężczyzn, by powąchali ja i ocenili jej wagę. Kiedy nosiła zapachy przyprawowo - kwiatowe jej wagę oceniano na około 12 lb (5,5 kg) niższą. Wedle miar tekstylnych to prawie dwa rozmiary!
Według doktora Hirscha zapachy takie pomagają nam czuć się i wydawać szczuplejszymi. Kiedy kobiety myślą, że są szczuplejsze, niż w rzeczywistości, albo są oceniane jako szczuplejsze przez innych, stają się bardziej pewne siebie, - mówi - a to może prowadzić do zdrowej aktywności fizycznej i ćwiczeń.

Do dzieła!
Nuty przyprawowe, takie jak cynamon, pieprz czy kmin połączone z kwiatami, na przykład różą, lilia i fiołkiem to sposób na to, by wydać się wiotką w oczach innych. Stymulujące, przyprawowe perfumy dodają wigoru i młodzieńczej energii sprawiając, że inni nie postrzegają cię jak ciepłe kluchy - wyrokuje Roja Dove.

Chude zapachy:
  • Issey Miyake L'Eau d'Issey Fleur dr Bois: nuty drzewne połączone z cynamonem, muszkatem i świeżą lilią wodną nadają temu owocowo - kwiatowemu zapachowi nowej (i wyszczuplającej) energii.
  • Jo Malone Red Roses: nowoczesna klasyka. Cytusowo świeży zapach pogłębiony został aromatem fiołków.
  • Maison Francis Kurkdjian Lumiere Noire Pour Femme: elegancka, dojrzała róża i narcyz doprawione kminem i ostrym pieprzem.
  • Miller Harris Un Petit Rien: lekka wersja bestselera L'Air de Rien. Pikantna, lecz jednocześnie lekka.

Unikaj:
Zapachów owocowych, spożywczych i zawiesistych kwiatów. O ile świeże, lekkie kwiaty dodają lekkości, to cięższe kompozycje potęgują wrażenie masywności - mówi Roja Dove.

***

I jak? :)

czwartek, 12 sierpnia 2010

Niewierni u drzwi! Agonist Infidels




Najpierw słów parę o samym projekcie.
Agonist to szwedzka firma reklamująca swoje zapachy jako "nieskazitelne", czyli wykonane z najczystszych, nieprzetworzonych komponentów. Ich niezwykła olfaktoryczna przejrzystość ma oddawać klimat Skandynawii i "charakterystyczną klarowność tych ziem - świeżą i energiczną, podsyconą tonami niskimi, pełnymi piękna". (cytaty za Mati Trading Poland: www.matitrading.pl)
Oczywiście nordyckie odniesienia nie przeszkadzają firmie Agonist snobować się na współprace ze "światową stolicą perfum" czyli Grasse.

A to nie koniec atrakcji. Oba dotychczas powstałe zapachy Agonist: inspirowane prozą Karin Boyes Kallocain, limitowane Infidel oraz nielimitowana oprawa tego samego zapachu czyli Infidels właśnie, oprawione zostały w ręcznie ze szwedzkiego szkła wykonanych flakonach projektu Asy Jungelius tworzącej dla Kosta Boda - firmy oferującej szkło z pogranicza sztuki użytkowej i sztuki... Po prostu.

Wszystkie trzy kompozycje Agonist można już kupić w Polsce, konkretnie TU.

***

Infidels rzucił mi się w oczy na stronie LuckyScent. Przyznaję, głównie ze względu na cenę próbki (8$ za 0,7 ml), ale tak naprawdę zainteresował mnie opis samego zapachu.
Wedle tego opisu Infidels inspirowany jest nordyckim klimatem i kulturą "z jej melancholią" i rzekomo ma uosabiać uczucia zazdrości i pożądania.

Cokolwiek to znaczy, mój umysł wykasował melancholię i w wyobraźni pojawili mi się "zazdrośni i pożądliwi" rudzi Wikingowie, długowłosi mężczyźni w skórach i surowy folk (a jeszcze lepiej folk metal) w charakterze muzycznego tła... Jestem przekonana, że przynajmniej część z Was rozumie, o co mi chodzi (pozdrawiam Maję i Sałatę ;)).



Kontynuując drążenie tematu trafiłam na opisy takie jak ten:
Gdyby to była tylko mieniąca się jasno fantazja, tryskająca pośród ciemności, skończyłaby się w ciągu jednego dnia. Ale stała się sztuką uśmiechu, wahania, przelotnych spojrzeń, które urosły do rozmiarów pragnienia. To pragnienie zakwitło drżącym kwiatem utraty kontroli, zrywając uroczystą przysięgę i dzieląc na dwoje. Tnąc miłość na pół.

I mój zapał ostygł nieco.

Ale nie na tyle, by nie skorzystać z okazji i nie zamówić próbki przy okazji zakupów na LuckyScent.


Są perfumy, o których pisze mi się łatwo - obrazy pojawiają się spontanicznie, a słowa je opisujące same nieomal nawlekają mi się na sznureczki zdań. W tym przypadku każde słowo wyciskałam ze swej wyobraźni jak pastę z kończącej się tubki. Mozolnie i z uwagą.
Nie dlatego, że zapach mi się nie podoba. Po prostu... Po raz kolejny okazuje się, że melancholia, nawet taka marketingowa, jest mi obca.

Od pierwszego akordu innowiercza kompozycja Agonist zaskakuje, niepokoi, intryguje. Nie zachwyca.
Pierwszy akord jest ostry. Skoncentrowana do granicy wrażenia syntetyku bergamotowa skóra złożona z cierpką zielonością niedojrzałej porzeczki i zwarzonym tym towarzystwem aromatem magnolii jest dla mojego nosa trudna i po prostu nieprzyjemna.
Na szczęście już po kilkunastu minutach agresywna nuta głowy cichnie i pozwala zapachowi stać się czymś więcej, niż trącącym taniochą odświeżaczem... Czegokolwiek.


Kompozycja zaczyna zmierzać w stronę przestrzennego ciepła.
Między jasnymi, ostrymi promieniami składników tworzących otwarcie ukazywać się zaczynają nuty bardziej miękkie: wymieniany w opisie producenta bób tonka, nieco dymne, gładkie nuty drzewne (mahoń?), żywiczne labdanum. Przez moment wyczuwalny jest mokry, świeży kmin, gubi się on jednak rychło w gęstniejącej sukcesywnie ambrowo - piżmowej bazie.

Kompozycja moc ma potężną. Jest intensywnie wyczuwalna, ogoniasta i trwała, choć w sposób odmienny od klasycznych killerów zamiatających olfaktryczną kitą całą okolicę.
Ekspansywną ostrość nut świeżych (wciąż obecnych) połączonych z ciepłą, nieco zwierzęcą bazą (w której podejrzewam niewielki dodatek cywetu) łagodzi lawendowo - eteryczny podmuch pompujący w tę gęstą zapachową konstrukcję sporo światła. Nadaje to Infidels pewnej lekkości: nie ujmując kompozycji mocy unosi zapach ze skóry, jak gdyby otaczał on nosiciela nie leżąc na nim i nie lepiąc się do niego.

Po wielu, wielu godzinach, kiedy po początkowej inwazyjności zostaje ledwie wspomnienie, zapach robi się ładny. Ładny i łatwy: wychodzi rozjaśniona cytrusami magnolia ułożona na lekkiej ambrze i jasnym piżmie. Jakże jednak nie myć się przez 20 godzin? Nawet jeśli perfumy zachęcają nas do stania się chwilowo dzikusem.


Koncepcja Erica Morlado różni się od moich wyobrażeń o nordyckim zapachu, trudno jednak odmówić jej nośności i spójności.

Ostry, odpychający niemal początek stanowić może metaforę pierwszego, trudnego zwykle kontaktu odmienną kulturą. Ocieplenie stosunków to nuty serca. Poznajemy zaś dziką nieco, lecz fascynującą naturę naszego metaforycznego Niewiernego kiedy docieramy do bazy. Wszystko to okraszone aurą pewnej obcości i chłodu.
A pointa? Tak zapachowa, jak i życiowa może być taka, że jeśli mamy dużo czasu i dobrej woli, to najdziksi nawet Niewierni mogą okazać się całkiem miłymi ludźmi.



Data powstania: 2010
Twórca: Eric Morlado


Nuta głowy: czarna porzeczka, zielony kmin, bergamota
Nuta serca: magnolia, bób tonka, lawenda
Nuta bazy: paczula, ambra, labdanum


* Pierwsze i trzecie zdjęcie to reklamowe postery Agonist
** Druga i ostatnia ilustracja to fiński zespół Finntroll grający wcale przyzwoity folk metal (o odmianie noszącej wdzięczna nazwę humppa)
*** Czwarta ilustracja autorstwa eneseliot@digiart.pl
**** Piata pochodzi ze strony: www.old-picture.com

wtorek, 10 sierpnia 2010

Rabarbar na choince czyli Atlas Cedar Jean-Charles Brosseau

Ano, wróciłam... Parafrazując Sama Gamgee. :)

Mimo pełnego pudła nowości i rarytasów na powitanie zamierzam napisać słów parę o zapachu, który nie jest ani nowy, ani szczególnie trudny do zdobycia: Quality ma go w swojej ofercie od dawna już, a cena jest nader przyzwoita (285 zł za 100 ml, teraz dodatkowo w promocji z balsamem).

Pierwszą swoją wizytę w Quality pamiętam jako istne olśnienie. Podzieliłam ją sobie na dwa etapy. Najpierw poszłam sama, odziana standardowo: w glany, bojówki i sfatygowaną ramoneskę. Naprawdę nie olśniewałam elegancją i nie epatowałam majętnością.
Spędziłam tam chyba z godzinę w towarzystwie miłych i życzliwych perfumeryjnym maniakom Pań z obsługi, które z profesjonalną troską, lecz bez onieśmielającej nachalności wspierały mnie w moich poszukiwaniach drewniaków i kadzideł. Wyszłam wachlarzem blotterków, solidną garścią próbek, pachnącymi nadgarstkami i mnóstwem pozytywnych wrażeń. Bez zakupów - celowo.

W charakterze przerywnika zafundowałam sobie spotkanie z dziewczynami z perfumeryjnego forum, kawkę, chwilę luzu, a potem wróciłyśmy pod Mariotta, bym mogła nabyć to, co zdało mi się najbardziej "moje". Kupiłam wtedy Aoud Micallef (wtedy jeszcze nie nazywał się Man), Idole de Lubin i, będący wówczas nowością, Atlas Cedar właśnie. Następnego dnia wróciłam jeszcze po Incensi Villoresiego i to był błąd. Ale o tym już pisałam...

Do recenzji Cedru z Atlasu zabierałam się długo i nieskutecznie. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Zapach jest naprawdę ładny: lekki i drzewny jednocześnie.


Pierwszy kontakt jest dla mnie nieodmiennie zaskakujący: pełna radości, kwaskowa nuta rabarbaru w genialny sposób złagodzonego i zaostrzonego jednocześnie.

Łagodnej słodyczy i ciepła nadaje temu pierwszemu akordowi nietypowa nuta cytrusowa - dojrzała, miękka klementynka. Pazurka i przestrzeni dodają musujące, lekkie nuty przyprawowe i obecny od początku nieomal aromat szlachetnego iglaka - zielonego i pełnego życia. Uzupełnieniem jest soczysta zieloność gniecionych listków oraz dziwny i stymulujący melanż absyntowej goryczki ze słodyczą świeżego powietrza (nuty ozonowe, jak mniemam).


Po tym zadziwiającym otwarciu zapach rozwija się w miarę klasycznie, co nie znaczy, że nieinteresująco. Powoli przesychają przyprawy, które w otwarciu były mokre i chłodne, pojawia się zapach świeżego, jasnego drewna uszlachetniony cieniem kwiatowej słodyczy, wreszcie pod całą tą pogodną poświatą odnajduję tlący się chłodnym, stymulującym zmysły płomykiem eteryczny cynamon. A wszystko to dzieje się w tle wciąż zielonego i wciąż urodziwego rabarbarowego akordu przewodniego.

Klasyczna, stonowana baza w tej kompozycji nie występuje. W każdym razie nie istnieje moment, kiedy zapach jest jedynie ciepłym, snującym się po skórze wspomnieniem.

Pojawiającemu się po kilku godzinach akordowi drzewnemu opartemu na jasnym, wyraźnie w tym kontekście iglastym cedrze, egzotycznie i szlachetnie pachnącej tui oraz nieoleistym, umiarkowanie miękkim sandałowcu towarzyszy wciąż wyraźna, przestrzenna kompilacja nut zielonych. Klasyczne ocieplacze: ambra i piżmo na mojej skórze niemal nie wychodzą stanowiąc ledwie element spajający pozostałe nuty, będący tłem dla woni ostrzejszych, bardziej przestrzennych.


I to właśnie czyni z Atlas Cedar perfumy idealnie łączące odświeżającą lekkość z drzewnością.
Od lat zabieram ten prosty flakonik wypełniony zieloną (nie niebieską, jak na części zdjęć w sieci) cieczą na wakacje i od lat zastanawiam się, dlaczego poza wakacjami tak rzadko wyjmuję go z szafki. Bo, wbrew temu, co pisałam wyżej, nie są to perfumy budzące wielką namiętność czy generujące furę komplementów.
Brak im jakiejś magnetycznej mocy, która każe myśleć o nich i tęsknić za nimi. Ale kiedy nimi pachnę, to zawsze z przyjemnością. I chyba o to chodzi - szczególnie podczas wakacji. :)


Data powstania: 2005
Twórca: Jean - Charles Brosseau

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: klementynka, rabarbar, nuty zielone, nuty ozonowe
Nuta serca: gałka muszkatołowa, kardamon, jaśmin, cynamon
Nuta bazy: cedr, tuja, irys, sandałowiec, ambra, piżmo

Yves Saint Laurent M7

To nie jest recenzja. Recenzja jest TU.

Dostałam ostatnio kilka maili z pytaniem o to, jak odróżnić stary i nowy flakon M7.
Staram się odpowiadać na bieżąco, na wszelki wypadek jednak wrzucam i tutaj porównanie starego i nowego flakonika. Wybrałam zdjęcia, na których widać, że stara wersja (po lewej) ma cały flakonik w bursztynowym kolorze, nowa zaś ma tylko nalepkę z przodu.


Niestety, nie zauważyłam, by pudełka poszczególnych wersji różniły się w jakikolwiek sposób - trzeba prosić o odpakowanie. Panie w Sephorze czy Douglase zwykle wykazują zrozumienie i nie robią problemów.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...