środa, 27 października 2010

Vamp à NY Honoré des Prés


Tuberoza.
Uprawa tej kapryśnej rośliny wymaga naprawdę sporo zachodu, a uzyskany z niej olejek jest jednym z najdroższych ekstraktów zapachowych na świecie. Ja nie wiem, naprawdę, czy warto się fatygować... :]

O ile marchewka czy kokos w składzie są w stanie mnie zachęcić, to Nowojorski Wamp załapał się na test wyłącznie prawem serii. I dobrze, że tak się stało, bo choć to wciąż zapach zdecydowanie nie dla mnie, to jednak jest to kompozycja warta kilku chwil uwagi. 

Układ nut równie prosty i bezpretensjonalny, jak w poprzednich zapachach z serii We Love NY: I Love les Carottes i Love Coco. Historia w sumie prosta, tylko temat...Cięższy. Tuberozowego aromatu nawet dwie afrykańskie jaskółki nie uniosą. W przeciwieństwie do kokosa. ;)


Jakie czasy
takie wampy


Otwarcie zaskoczyło nawet mnie, choć przecież poprzednie rozdziały nowojorskich opowieści Olivii Giacobetti powinny przygotować mnie na to, że kompozycja nie będzie barokowa.
Tym razem mamy do czynienia z tuberozą lekką, cytrusową nieomal, świeżą. Nie ma w nutach cytrusów, jednak ja skłonna jestem twierdzić, że sama tuberoza takiego otwarcia nie da: ożywiona została nutką przypominającą połączenie cytrynowej gumy do żucia (wiecie, ile zajęło mi zidentyfikowanie tego zapachu?!) z listkami melisy. Bardzo przyjemny kontrapunkt dla statycznego, ociężałego, kwiatowego aromatu.

Niestety, ożywiające kompozycję promyki szybko gasną, ślad pogodnej słodyczy znika, tuberoza obejmuje władzę absolutną. Nie jest to jednak tuberoza ujaśminiona, ozłocona ambrą, obciążona metaforycznymi zwałami zbytkownych dodatków. Pozbawiona irytującego dworu brzmi prosto, względnie przystępnie, znośnie dla niechętnego kwiatowym killerom nosa.
Towarzyszy jej systematycznie zyskująca na wyrazistości nuta ciepłej, mlecznej wanilii i ślad czegoś w rodzaju bananowego budyniu.

I to właściwie koniec rozwoju tego zapachu. Trwa sobie Vamp a NY na skórze, po trzech godzinach zostawiając po sobie powidok raczej, niż porządną bazę. Nie zabija, ale też nie zachęca do kontynuowania związku - być może dlatego, że panna Tuberoza ewidentnie nie jest w moim typie.


Jeśli kompozycja rzeczywiście symbolizować ma nowojorskiego wampa, to najpierw mamy okazję ucieszyć się, kiedy zamiast wychudzonej, bladej i śmiertelnie poważnej piękności, na olfaktorycznej schadzce spotykamy pulchną, biuściastą i roześmianą blondynę w typie świnki Piggy (to jest bardzo fajny typ - zawsze lubiłam tę postać i nie miałam pojęcia, co taka sexy świnia widzi w rachitycznym, wymoczkowatym Kermicie). Potem okazuje się, że charakter też owa panna ma w typie Piggy, i to pod tym najgorszym względem: zero dystansu i luzu. Ostatecznie stwierdzamy, że zupełnie nie mamy o czym z nią rozmawiać, bo słuchanie odmienianego przez wszystkie przypadki zaimka "ja" nudzi się człowiekowi nader szybko, nawet jeśli panna posługuje się językiem przejrzystym i zrozumiałym.
A taką niestety opowieść serwuje nam nowojorska tuberoza: trzeba po prostu kochać tę panią, by znaleźć przyjemność w jej monotonnym towarzystwie.



Vamp a NY w specyficzny sposób wpasowuje się w konwencję serii: jest kompozycją prostą, skupioną wokół jednej nuty, eksploatującą tę nutę w sposób nietypowy, choć niekoniecznie rewolucyjny. I tak, jak I Love Les Carottes jest ukłonem w stronę miłośników marchewki, a Love Coco celuje w fanów kokosu, tak Vamp a NY będzie najprawdopodobniej przyjemny dla wielbicieli tuberozy.
Ja wyznam, że żadna z powyższych olfaktorycznych etiud nie podbiła mojego serca. Veni, vidi, recessii.


Data powstania: 2010
Twórca: Olivia Giacobetti

Nuty zapachowe:
tuberoza, wanilia, żywica

13 komentarzy:

  1. O, proszę - a to jeden z tych Honore, które koniecznie chcę poznać, choć maniaczką tuberozy nie jestem.. Nie wiesz może, czy w Q. będą mieli Szamańską Imprezę? ;) Bo ładnie o niej piszesz. Motywująco tak.
    A wamp z fotografii - miodzio! :) Aha; i mam nadzieję, że mnie budyniu poskąpi, bo przez lata nie lubiłam bananów. Do smaku się przekonałam, ale zapach produktów bananopochodnych nadal kojarzy się średnio smakowicie. :)
    Kolejne pachnidło do kajetu.

    OdpowiedzUsuń
  2. To dopiero dobitna analiza :) Chyba podziękuję za ten zapach i pozostawię go komuś innemu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedźmo, myślę, że będą mieli kompletną ofertę. Szamańska Impreza jest na razie moim faworytem wśród zapachów tej marki.
    A wamp... Uwielbiałam Muppet Show. Żałuję, że już nie leci. W sumie chętnie kupiłabym na płycie. Pamiętam odcinki z Ozzym, Markiem Hamillem (wszystkie koleżanki się w nim kochały), Alice'em Cooperem (na niego leciałam z kolei ja, bo mam zły gust ;)), czy Lisą Minelli. Heh...


    Katalino, ja też podziękowałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli pachnie tak, jak brzmi, to ja poproszę. :) Gdzieś pisałaś, że seria ma się pojawić lada moment; ciekawe, czy zdążą przed końcem miesiąca?

    Co do Muppetów: chyba pierwszy raz wychodzi między nami jakaś różnica pokoleniowa (Dżiss, ale to brzmi! ;) ); coś tam pamiętam, ale one "były głupie", bo ja za smarkata. ;) I chyba, mając wybór między Hamillem a Cooperem, też podpięłabym się pod Twoje koleżanki [choć to wybór dziwny]. Pamiętam za to Muppet Babies (taką kreskówkę, która znowuż była dla mnie zbyt dziecinna, ale oglądałam z siostrzyczką). Za to dziś chętnie bym się przekonała "ki czort".

    OdpowiedzUsuń
  5. Róznice nie są złe. Pokoleniowe... Pokoleniowe tez nie są złe, choć raczej nieistotne, z mojego punktu widzenia. O tym dlaczego, mogłabym opowiadać długo...
    Jeśli chodzi o moje poczucie humoru, to ja Monty Pythonowska jestem. Do cna.
    A Muppeciątka, bo tak to się chyba po polsku nazywało, suck. Tylko Zwierzak był fajny. :)
    Z kreskówek lubię "Laboratorium Dextera". Szczególnie odcinek, kiedy grają w RPG. :)))

    Jeszcze w kwestii Muppet Show - kultowe wykonanie "Born to be Wild", Ozzy Osbourne and Miss Piggy:
    http://www.youtube.com/watch?v=e4aWZZonr1A
    Przesłuchaj do końca. :)))))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie wysłuchałam. Jeszcze tylko wizja i byłabym ukontentowana. :) Przezacne.
    O co Ci chodzi z tymi Mapeciątkami? Przecież takie milusie i słodziusie były? ;P Jedna z moich koleżanek (a miałyśmy wtedy jakieś 13 lat) utożsamiała się ze Zwierzakiem. Całkiem dobrze sprawdzała się w tej roli. ;)
    Dexter jest okej. :) Zawsze miałam ochotę zabić jego siostrę (ale kto nie? ;) )

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajne miałaś koleżanki. :)))
    Deedee mnie wkurzała dopóki nie uświadomiłam sobie, ze to jest właśnie normalne dziecko.
    A duet... No, takie było Muppet Show. Z każdego zrobili wariata. Ozzy nieźle współpracował. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubie te Twoje opisy, bardzo... ostatnio w gazecie wyczytalam o nowych perfumach firmy Lóccitane ktore juz sa ale ktorych w sklepach oczywiscie jeszcze nie znalazlam... Neroli i Ceder... Czy wiesz cos na ten temat, jezeli tak to ciekawa jestem Twojej opini i czy warto szukac... :-)

    Pozdrawiam serdecznie. M

    OdpowiedzUsuń
  9. Mamsan, L"occitane ogólnie ma fajne kosmetyki. Także perfumy. Pachną naturalnie, człowiek wręcz czuje, że robione są z tego, co mają "w tytule". To przyjemne odczucie.
    Nie zaglądałam do nich ostatnio, może dlatego, że ja szczerze nie znoszę chodzić po sklepach i nawet przybytki perfumeryjne nie stanowią wyjątku, ale zajrzę w najbliższym czasie.
    Naroli ogólnie nie lubię - mieści mi się w kategorii obejmującej duszne kwiaty. Cedr L'Occitane jeden znam - jest mało cedrowy, lekki, lekko cytrusowy. Nie wiem, czy o ten, czy inny zapach Ci chodzi.
    Wiem, że moja odpowiedź jest niekonkretna, ale... Nie jestem w stanie napisać więcej. Mogę popytać w sklepie. Chcesz? I tak muszę jechać synkowi paputki nabyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie to i tak wystarczajaca odpowiedz, dziekuje Ci serdecznie... M

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...