piątek, 5 listopada 2010

Black Cube Ramon Molvizar



Zapachy Ramon Molvizar to dla mnie lekcja pokory i nauczka na przyszłość.
Przeglądając informacje o firmie i (co istotne) oglądając zdjęcia zbytkownych flakonów, myślałam głównie o tym, że to bardziej błyskotki, niż perfumy. Że jeśli we flakonie pływają opiłki złota, to nie ma opcji, żeby zawartość była w moim guście.

No i pokarało mnie. Pokarało mnie perfidnie, bo w jedynym zapachu tej firmy, który naprawdę chętnie widziałabym na swojej półce rzeczywiście złota nie ma. Jest platyna! I, oczywiście, są to najdroższe perfumy z kolekcji.

O który zapach chodzi doprawdy nietrudno zgadnąć.

Przyprawy, drewno i oczywiście agar. Black Cube. Czarne Pudełko Pandory...


Czarna magia 

 

Ostre, przyprawowe, gorzkie nieomal otwarcie nieco mnie speszyło. Nie zniechęciło, lecz zaskoczyło właśnie. Gałka muszkatołowa, kardamon, kolendra i chmura świeżego pieprzu. Akord intensywny, szorstki i nieco impertynencki. Interesujący, ale jako główny bohater olfaktorycznej opowieści dość trudny.

Na szczęście hegemonia przyprawowego tupeciarza nie trwa długo. Zapach zaczyna zmieniać się już w pierwszych minutach.

Przyprawowy pył powoli, bezszelestnie osypuje się, rozwiewa ukazując właściwe Black Cube - misterną konstrukcję utkaną z nut drzewnych, kadzidlanych i kwiatowych. I naprawdę jest tak, jak gdyby z szorstkiego piasku wyrastał lśniący, lity blok ze szlachetnego drewna.
Nasyconą barwę zawdzięcza dużej ilości szlachetnego, ciężkiego agaru, gładkość dodatkowi sandałowca, szlachetny blask pięknie połączonym nutom kwiatowym i kadzidlanym, zaś wrażenie ciepła obecności ambry i piżma.

 

Przeciwstawienie sobie tych dwóch mocnych, lecz zupełnie odmiennych akordów tworzy szalenie stymulujący kontrast. Surowość nut przyprawowych podkreśla przepych akordu drzewnego, który stanowi istotę, jądro kompozycji. I odwrotnie: w zestawieniu z bogactwem akordu serca nuty otwarcia wydają się jeszcze bardziej szorstkie, ostre, pierwotne.

Zestawianie wyraziste, efektowne, może nawet efekciarskie. Cóż z tego, skoro działa?


W miarę upływu czasu Black Cube wysładza się, wygładza, pięknieje. Główny akord zyskuje przewagę dając kompozycji głębię i ostateczny charakter. Wciąż obecne nuty przyprawowe wtapiają się w lity konstrukt głównego akordu zmieniając go jak wsączające się w skałę zaklęcie.

Jest jakaś magia w Czarnym Sześcianie. Zapach jest pełen mocy, zwarty, potężny, obezwładniająco mroczny. Jednocześnie pięknie przylega do skóry, współpracując człowiekiem w niego odzianym jak magiczna zbroja. To niesamowite, jak pięknie udało się Ramonowi Bejarowi połączyć pozornie sprzeczne wrażenia: uzyskać gładkość bez miękkości, ciepło bez przytulności, spokój bez łagodności.



Black Cube nie pozwala o sobie zapomnieć, nie wtapia się w skórę, jest do końca w pewien sposób obcy, a jednak nosi się go fenomenalnie.
Zapach dodaje mocy, ubiera, czyni człowieka w niego odzianego czymś więcej, niż bezbronnym stworzeniem pozbawionym kłów i pazurów. Proszę mnie źle nie zrozumieć: na tym etapie Black Cube jest przyjemne i nawet nieco słodkie, a jednak to wciąż magia - olfaktoryczne zaklęcie, mroczna pokusa.

Gdy wcześniej czytałam o tym, że można czuć się bardziej sexy, czy bardziej pewnym siebie nosząc konkretny zapach myślałam, że przecież to wszystko jest w nas, nie da się oprotezować osobowości za pomocą perfum. I to prawda, nie da się. Ale jednocześnie pachnąc Czarnym Sześcianem czuję, że moc, która jest we mnie odbija się w nim jak w magicznym zwierciadle... I lubię tę wizję.


Data powstania: 2010
Twórca: Ramon Bejar

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: kolendra, kardamon, gałka muszkatołowa, liście geranium, skórka mandarynki, kwiat lawendy, różowy pieprz
Nuty serca: kadzidło, drewno agarowe, australijski sandałowiec, szara i biała ambra, wetiwer, fiołek, magnolia
Nuty bazy: piżmo, olejek z gorzkich migdałów, cedr, sandałowiec



 

* Pierwsze zdjęcie ze strony Ramon Molvizar
** Drugie: wybuch super nowej SN 1994d w galaktyce NGC 4526. Zdjęcie na licencji NASA wykonane zostało teleskopem Hubble'a.
*** Trzecia ilustracja to oczywiście plakat muzeum H.R Gigera
**** Na ostatnim Viggo Mortensen jako Lucyfer w filmie "Th Propehcy" (polski tytuł "Armia Boga")

16 komentarzy:

  1. Krótko mówiąc: coś niecnie zacnego? To ja poproszę. ;) I zdjęcie z przestrzeni kosmicznej! Ty wiesz, jak mnie skusić... :) Oprócz tego: kto powiedział, że perfumy nie mogą być efekciarskie? Owszem, co za dużo, to niezdrowo, ale nie popadajmy w przerost formy nad treścią; jeśli są obliczone na robienie piorunującego wrażenia, to też dobrze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te chyba robią. Ale ostatecznie wypróbuję dziś na imprezie. :)
    Choć... Flakon za TAKĄ cenę?! Żeby to jeszcze 100 ml było... Z drugiej strony moc ma niesamowitą. Trzyma się dobę, nawet po kąpieli czuj na skórze delikatny zapach.

    OdpowiedzUsuń
  3. ech, czemuż to cudo ma taką zbójecką cenę :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Noooo, powiem Ci, że po takiej reklamie, to mam kolosalną ochotę zaciągnąć się tym cudem. Sam opis kompozycji zapachowej brzmi szalenie intrygująco i w pewnym sensie elitarnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm.... Zapach udomowionego Obcego?

    OdpowiedzUsuń
  6. Mariolu, ba! Czemuż...


    Katalino, elitarny to on jest r4zeczywiście. Kogo stać na takie cudo? Mnie chyba nie bardzo... Ale wczoraj wąchałam na znajomej i twierdziła, że czuje wyłącznie pieprz. No i pieprzny był na niej diabelnie. bardziej, niż na mnie.


    Jo, no nie. Giger to nie tylko Alieny. Zdjęcie wybrałam ze względu na ogólna niesamowitość i cyberorientalny, niepokojący urok.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sabb,to chyba najbardziej "niepokojący" zestaw zdjęć, na blogu! Dla mnie mistrzostwo! Nie mogę przestać patrzeć na tę recenzję:)

    A Viggo... W życiu bym nie poznała, że to on. Musiałam przeczytać dopiski.

    OdpowiedzUsuń
  8. opakowanie i flakon piękne! ale przyznaje, że nigdzie ich nie widziałam:o chociaż ja mam problem z oczami;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trafia na listę zapachów "do powąchania", ale tylko i wyłącznie z powodu... oud :)błyskotki mnie nie bawią, bez względu na formę. A cena jest... nad wyraz odpychająca.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja kompletnie poza tematem: zajrzałam właśnie na Fejsa i podpinam się pod zdanie Anny Liwskiej i Kasi Fabiszewskiej; dłuższe posty są fajniejsze, bo podane pod nos na tacy. Choć pewnie strona główna wolniej się przez nie ładuje (czego, dalibóg!, nie odnotowałam, otwierając po dziesięć okienek naraz - ale może nie miałam okazji? W każdym razie: masz trzeci głos "na nie". ;P
    Ale pewnie się przyzwyczaimy. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie się w ogóle te dalsze części posta nie chcą otwierać, więc mogę przeczytać tylko pół posta... ale zawołam kogoś, bo to pewnie wina mojego komputera. Po staremu było lepiej.
    Rozpłomykowana.

    OdpowiedzUsuń
  12. Madzik, to jest moja ulubiona rola Viggo. Epizod, ale... Wymiótł chłop. A film w ogóle niezły. :)


    Shopaholic Dream, można te zapachy kupić na przykład w perfumerii Lulua w Krakowie. Albo na stronie polskiego dystrybutora - po prawej u mnie w "przyjaciołach bloga".



    Wiedźmo, pisałam już na fejsie: takie rozmieszczenie postów ma tę dodatkową zaletę, że niesamowicie podbija licznik - każde rozwinięcie posta to jeden impuls - dodatkowe wejście na stronę. Kusi... Ale nie na tyle, żeby nie porozwijać ich na powrót. :)


    Rozpłomykowana, przykro mi. Rozwinę. Może dziś w nocy. Kij ze statystyką. Ma się Wam dobrze czytać.
    Dziękuję za info i pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Próbki można gdzieś dostać?

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  14. Na stronie Ramon Molvizar - po prawej w "przyjaciołach bloga" jest link. Niestety, cena.... Cena próbek jest straszna.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ała. Biorąc pod uwagę ceny zapachów nieodbiegająca aż tak bardzo od przykładowo cen Amouage to za próbki zdecydowanie przesadzili.
    Obwącham w naturze.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć !
      Recenzja na miarę zapachu. To zdumiewające jak udało Ci się ubrać w słowa wrażenia, które i mi także z całą mocą towarzyszą, kiedy kontempluję Black Cube. " Przyprawowy pył powoli, bezszelestnie osypuje się (...). I naprawdę jest tak, jak gdyby z szorstkiego piasku wyrastał lśniący, lity blok ze szlachetnego drewna. " Mistrzowski passus ! Dokładnie tak jest. Gratuluję !

      Serdecznie pozdrawiam -
      Cookie

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...