czwartek, 4 listopada 2010

Ciel d'Airain Huitième Art Parfum

.
Drugi z zapachów "owszem" jest znacznie bardziej "owszem", niż opisywany wczoraj Aube Pashmina. Prawdę mówiąc, naprawdę mi się podoba. Choć nowatorstwo tego rozwiązania jest dyskusyjne.


Na gruszę

Gościu, siądź pod mym liściem, 
a odpocznij sobie!*


Ciel d'Airain zapowiadane było jako zapach gruszy. Drzewa, nie drewna.
W wywiadzie udzielonym Michelyn Camen** sam twórca mówi o swoim dziele w ten sposób:
Zapach Ciel d'Airain to próba przedstawienia nowego (dla perfumiarstwa) drzewa - gruszy w sposób, w jaki l'Artisan czy Diptyque uczyniły to piętnaście lat temu z figowcem. Ekstrakty ze świeżych owoców połączone z izomaślanem fenoksyetylu*** (składnikiem chemicznym o jabłkowym aromacie) pozwalają z uderzającym realizmem ukazać drzewo gruszkowe: owoce, liście i drewno.
I powiem Wam, że trafił Guillaume dokładnie w cel, w który mierzył.

Pierwsze, o czym pomyślałam po aplikacji Ciel d'Airain na skórę to właśnie wszystkie te wspaniale naturalistyczne, dzikie figowce w rodzaju Premier Figuier L'artisan Parfumeur, Philosykos Diptyque, Ichnusa Profumum, Figuier Heeley, czy Fig L'Occitane stanowiące nieomal odrębny podrozdział perfumeryjnej "Księgi Rodzaju".
Pod tym względem jest figowiec drzewem wyjątkowo uprzywilejowanym. Perfumy osnute na figowych aromatach od lat mają swoich wiernych zwolenników, czemuż by więc nie pójść krok dalej i nie "namalować zapachem" innego drzewa? Na przykład gruszy?
A zaznaczyć powinnam, że było to przed przeczytaniem wywiadu z Ca Fleure Bon, do którego dotarłam dopiero szukając bardziej szczegółowego spisu nut do stopki pod recenzją.

***

Otwarcie Ciel d'Airain to gniecione gałązki gruszy. Świeże, soczyste liście, jasne, mokre drewno, twarde, zielone jeszcze owoce połączone w energetyczny, intrygująco nieperfumeryjny akord dający złudzenie zapachu zupełnie naturalnego. Jak gdyby Guillaume rzeczywiście podpatrywał naturę i malował jej olfaktoryczne piękno nie poprawiając obrazu, nie stosując filtrów, nie szukając metafor.


Z czasem zapach staje się głębszy i cieplejszy. Żywotna zieloność młodych gałązek zmienia się najpierw w dojrzały i wielowymiarowy akord drzewno - zielony, następnie zaś powoli, lecz konsekwentnie zmierza w stronę akordu drzewnego.
Ujawniająca się stopniowo baza Ciel d'Airain jest najbardziej niezwykłą warstwą tej drzewnej mozaiki. Niejednoznaczna, intrygująca goryczka roślinnego soku splata się tu z szorstką, przykurzoną nieco nutą drzewną w sposób genialny oddającą ideę drzewa, nie drewna: to zapach pnia pokrytego chropawą, suchą korą. Zapach, który uznałabym za kontrowersyjny i trudny, gdyby nie równoważyła go prosta, czysta uroda towarzyszących mu aromatów zielonych i dyskretnej, owocowej słodyczy.

***

Reasumując:  Ciel d'Airain to niespodzianka, i to wyjątkowo przyjemna, bo po poznaniu nijakich Bois de Gaiac et Poire Miller et Bertaux po perfumach z gruszką w tytule naprawdę nie oczekiwałam wiele. 


Guillaume nie kryguje się przed publicznością, nie śle nam uwodzicielskich uśmiechów, nie puszcza oka. Maluje obraz. Obraz, na którym grusza jest rzeczywiście gruszą, nie gruszkowym krzaczkiem i rzeczywiście stoi pod spiżowym niebem. Kompozycja jest cienista; nie błyszczy cytrusowym słońcem, nie kładzie się na skórze złotymi promieniami ambry, nie łasi wanilią.

Ciel d'Airain to propozycja niezwykła, nie wiem, czy nie ryzykowna. Jest prosta i ujmująco naturalna - tak, jak zapowiadał producent. Jest realistyczna i drzewna, nie "drewniana" - jak figowe etiudy sprzed piętnastu lat. Czy jednak okaże się sukcesem? Czy tym razem Guillaume nie przesadził z "surowością" nut?

Nie wiem. Ja mam nadzieję, że miłośnicy perfumeryjnych dziwaków docenią Spiżowe Niebiosa tak, jak docenili niełatwą urodę Philosykosa czy Ichnusy.


Data powstania: 2010
Twórca: Pierre Guillaume

Nuty zapachowe:
enigmatyczne (z założenia)


* Początek fraszki Jana Kochanowskiego "Na lipę"
** Dla: www.cafleurebon.com
*** W oryginale phenoxyethyl isobutyrate  - wedle mojej wiedzy polska nazwa powinna zabrzmieć właśnie tak. Ale nie dam sob*ie głowy uciąć, że nie powstała już jakaś inna, tę bowiem tłumaczyłam porównując wzory. 
*** *Pierwsza ilustracja: Pierre-Auguste Renoir: "Orchard at Louveciennes - the English Pear Tree"
**** *Druga ilustracja: Pierre-Auguste Renoir: "The Pear Tree"
******Trzecia ilustracja: Gustav Klimt: "Pear Tree"
******* Zdjęcie "Sprinkler irrigation in an pear orchard in California" z galerii fotograficznej Forum Natura Italiana 

7 komentarzy:

  1. piękny obraz Gustava Klimta "Birnbaum"z 1903 roku.
    jednak najcudowniejsze to portrety Adeli B.B.
    pozdrawiam
    j

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano są. Ale ja szukałam gruszek. :)
    Miło mi Cię widzieć. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. i znalazłaś;)
    nie dane mi było jeszcze poznać zapachów Huitieme

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, tak sobie czytam Twoje recenzje najnowszych tworów Guillaume'a i pod kopułą zaczyna mi kiełkować podejrzenie, że Ósma Sztuka jakoś nie wpasowała się z polską premierą w tutejsze aktualne warunki atmosferyczne. :) Ja wiem, że - z marketingowego punktu widzenia - w lutym, marcu czy kwietniu będzie już "po ptokach" i kolekcja straci urok nowości, ale może faktycznie lepiej byłoby trochę poczekać..? W końcu teraz wiele osób może zapoznać się z pachnidłami na zasadzie "obczaić, niuchnąć, zapomnieć" i nic nie zaiskrzy, bo aura nie sprzyja. Ale może się mylę...
    Tak mi przyszło do głowy. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jarku, bo to zupełna nowość jest. Docierają do Polski w tym samym czasie, co do krajów najbardziej "trendy". A czasem nawet wcześniej, bo pierwsza partia produkcji, na którą załapało się Quality została "wyzamawiana" na pniu i ci ze słabszym refleksem czekają na kolejną...


    Wiedźmo, może i nie wpasowała się z tymi akurat dwoma zapachami, ale reszta... Jest mniej letnia. A termin planował sam PG. :)
    Z resztą, we Włoszech zima jest łagodniejsza, a w Australii akurat wiosna. ;)
    Ja z kolei ciekawa jestem, czy odniesie sukces. Bo marka jak gdyby bardziej celowała w rynek, niż Parfumerie Generale.

    OdpowiedzUsuń
  6. No, ciekawe. Zobaczymy. :)
    A chodziło mi właśnie o to "załapywanie się", nie o fakt dopasowywania daty premiery do polskich warunków. I ciekawe, jak im pójdzie w Rosji, z tego samego tytułu, tyle że x3? ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Hihihi! No, ciekawe. Rosja to teraz spory rynek dla ekskluzywnych marek.
    A ja myślę, że Guillaume zaplanował HAP jako markę bardziej ekskluzywną, iż PG. Tyle, że marketingowo wyszło mu (moim zdaniem) w pompą, ale nijako, a zapachom i tak nie udało mu się ukręcić jaj, więc jest... Niszowo. :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...