sobota, 25 grudnia 2010

Wywiad z założycielami Parfums M. Micallef cz.3

 .
Dziś świątecznie: ostatnia część wywiadu z Martine Micallef i Geoffreyem Nejmanem. 
Poprzednie części znajdziecie tu: część pierwsza, część druga.

Już dziś obiecuję, że to nie ostatni wywiad na łamach (na ekranach?) Sabbath of Senses. Miłej lektury. :)



Sabbath of Senses – Wypada mi zapytać o ulubione składniki w perfumach. Czy będzie to oud, czy mylę się?
Geoffrey Nejman – Nie mylisz się. Oud jest składnikiem ważnym. Może najważniejszym. Ze względu na pochodzenie, na niezwykły aromat, na niezliczoną liczbę kombinacji zapachowych, w jakich może być użyty. Agarowa Saga to wizytówka Parfums M. Micallef. Uważam, ze to niesamowity składnik.
SoS – A dla ciebie, Martine?
Marine Micallef – Muszę się zgodzić z Geoffreyem. Moja rodzina pochodzi z Malty, nazwisko Micallef jest rdzennie maltańskie. Na tej wyspie mieszają się wpływy tureckie, arabskie, włoskie i brytyjskie. Jesteśmy kulturowymi mieszańcami. Mamy otwarte umysły i łatwo oswajamy nowe doznania. Czasem zachwycają mnie pewne składniki, nuty, perfumeryjne klimaty i potem, po dłuższym czasie zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że to nie jest przypadek. Miłość do perfum orientalnych też pewnie ma źródło w przeszłości, wiąże się jakoś z moim pochodzeniem i wychowaniem.




SoS – Chciałabym jeszcze poruszyć temat perfum sygnowanych G. Nejman. Dlaczego zdecydowaliście się na promowanie nowej marki, skoro Parfums M. Micallef tak dobrze prosperuje?
GN – Miałem nadzieję, że o to zapytasz. Naprawdę szczerze miałem nadzieję. Moja żona jest cudowną kobietą i pewnego dnia powiedziała: „Dlaczego nie zrobisz czegoś dla siebie? Osiągnęliśmy sukces jako Micallef, teraz pora na ciebie”. I tak powstała marka G. Nejman. I to jest prawdziwe wyzwanie, bo teraz rywalizujemy ze sobą.
MM – O tak, jesteśmy rywalami! (śmiech)
GN – To było wyjaśnienie humorystyczne. A na poważnie, tworzenie drugiej marki było od początku bardzo ciekawe. Uznaliśmy, że skoro to moje nazwisko stoi za tymi perfumami, to skupimy się na mężczyźnie i jego potrzebach. Dlatego nie będzie damskich zapachów G. Nejman. No, chyba że w mojej głowie dokona się jakaś rewolucja. Pomysł podstawowy polegał na tym, by wypuścić jednocześnie trzy zapachy, których mężczyzna będzie mógł używać w swym codziennym życiu. Mamy więc Le Professionnel, którego może użyć do pracy, Le Sportif – zapach świeży i pełen energii, w sam raz do uprawiania sportów oraz zapach, który ma ułatwić mężczyźnie umówienie się z piękną kobietą i spędzenia miłego wieczoru – Le Seducteur.
MM – Geoffrey oczywiście pachnie tym ostatnim. (śmiech)
GN – Bez skojarzeń. (śmiech).
Emir został stworzony na wyraźne życzenie jednego z naszych środkowowschodnich dystrybutorów. Miał być bardzo męski, agresywny, bogaty, ekspansywny. Zainwestowałem sporo czasu i pieniędzy w stworzenie Emira, jednak nie spodziewałem się tego, że spodoba się on w Europie. Tymczasem kiedy prezentowaliśmy go na targach w Dusseldorfie wszyscy nasi dystrybutorzy z Francji, Niemiec, ogólnie Europy domagali się dostaw na ich rynki. Pomyślałem: „Czemu nie? Business is business.” (śmiech) I nagle okazało się, że to niesamowity sukces. Także w Polsce.
MM – Świat się zmienia. Także zapachowy.
GN – Tak. Okazuje się, że oud i nuty orientalne stają się coraz bardziej popularne w Europie.
MM – A najciekawsze jest to, że dzieje się tak także na Wschodzie. W Hongkongu, Singapurze czy Japonii, krajach gdzie jeszcze kilka lat temu sprzedawały się wyłącznie zapachy lekkie, kwiatowe, delikatnie owocowe, bardzo Zen, popularne stają się zapachy ciężkie, orientalne, z nutą agaru czy słodyczy. Zaczynamy teraz wchodzić na azjatycki rynek i okazuje się, że najprawdopodobniej także tam sukcesem okażą się formuły ciężkie i zawiesiste.

 

SoS – A jakich perfum używacie wy osobiście? Czy są to zapachy stworzone przez Geoffreya, innych perfumiarzy, jakieś specjalne?
GN – Myślę, że jestem największym klientem Parfums M. Micallef. Ale istnieje zapach, którego nie stworzyłem, a który jest ważną częścią mojego życia i jest to Eau Sauvage, piękny klasyk, który był moim ideałem przez wiele lat.
Od kiedy sam zajmuję się perfumami zdarza mi się tworzyć kompozycje specjalnie i wyłącznie dla Martine. Martine kocha róże. Przez wiele lat nosiła Nahemę Guerlain...
MM – Niestety już nie produkowaną.
GN – To naprawdę piękna róża. Teraz tworzę dla Martine, a czasem też dla siebie, mieszanki, których skład zależy głównie od naszego nastroju.
MM – Geoffrey komponuje wiele zapachów przeznaczonych tylko dla mnie. Stąd wzięły się na przykład Mon Parfum. Kiedy nosiłam ten zapach wszyscy chcieli wiedzieć, cóż to za zapach noszę, a ja odpowiadałam „To moje perfumy (mon parfum).” Zdecydowaliśmy się włączyć ten zapach do oferty Micallef bo naprawdę mnóstwo kobiet pragnęło go posiadać. Ostatnią moją zapachową miłością jest Jewel, który właśnie mam na sobie. Zapach piękny, bardzo couture.
GN – To prawie unisex.
SoS – Zapachy zmieniają się na męskiej skórze.
GN – Tak, ten staje się bardziej pikantny.
SoS – Przy jednym z moich pytań powiedziałeś „Miałem nadzieję, że o to zapytasz”. Czy mieliście jeszcze jakieś nadzieje? Są jakieś pytania, na które chcielibyście odpowiedzieć, a ja ich nie zadałam?
GN – (śmiech) To mój ulubiony typ poczucia humoru.
MM – Cóż tu mówić? Mamy udane życie, jesteśmy szczęśliwi. Naprawdę jestem zadowolona ze swojego życia. Ale tobie opowiem jeszcze o mojej pracy. Nie jestem ekspertem komputerowym. Dużo maluję, sporo projektuję, ale robię to tradycyjnie, własnymi rękami. Kiedy tworzę projekt flakonu wykonuję go najpierw w glinie, potem zawożę go do fabryki szkła i na jego podstawie wykonuje się projekt, który potem powielamy, albo udoskonalamy. Nasze flakony nie są zunifikowane; każdy flakon musi pasować do koncepcji zapachu. A zapach do flakonu. Chcę, żeby ludzie o tym wiedzieli.

 

SoS – Dziękuję Martine, dobrze, że o tym opowiedziałaś.
Na zakończenie naszej rozmowy pozwolę sobie zadać pytanie interesujące dla mnie osobiście. Co sądzicie o blogach perfumeryjnych, o ludziach, którzy poświęcają się temu hobby?
MM – Och, ogromnie mi się to podoba! Te kobiety, które są prawdziwymi koneserami...
GN – I mężczyźni.
MM – I mężczyźni też, oczywiście, ale jakoś lepsze doświadczenia mam z paniami, które piszą do mnie czasem jak do osoby bliskiej i znajomej, podsyłają linki do recenzji, czasem okazuje się, że mają zdjęcia flakonów naszych perfum na komórkach i mówią, że to część ich życia.
GN – To naprawdę ciekawe zjawisko. Czytuję opinie o moich perfumach na blogach, czasem przychylne, czasem krytyczne, ale cenię je wszystkie. Bo to przecież bardzo osobista sprawa, jak odbierasz perfumy. Ten sam zapach bywa uwielbiany przez jednych i nienawidzony przez innych. To dobrze. Każdy ma prawo do własnej opinii i własnych emocji, a jeśli chce poświęcić swój czas na pisanie o tych emocjach, to znaczy, że to, co zrobiłem wywarło jakieś wrażenie.
MM – I to właśnie nam się podoba. Nie robimy zapachów nijakich, bezpiecznych. Robimy perfumy, które kocha się, albo których się nienawidzi.
GN – Nasze zapachy mają swój charakter, osobowość, zmuszają do zajęcia stanowiska: miłość czy nienawiść. I to dobrze. To jest właśnie różnica między niszą, a produktem masowym, który spodoba się wszystkim, bo jest modny, kolorowy, poprawny. Zapachy wypuszczane przez wielkich producentów w ciągu roku są wszystkie takie same. Jako człowiek, który siedzi w tym temacie i zdaje sobie sprawę z tego, jakich składników używa się do ich produkcji mogę to powiedzieć: to jest moda. Wszystkie te modne zapachy tworzone są z tych samych składników. Za rok przyjdzie moda na perfumy owocowe i wtedy wszystkie wielkie firmy wypuszczą zapachy z nutą owoców. Kiedy  pół roku później modny będzie orient, każda z tych firm wprowadzi do swej oferty nowe perfumy z nutą orientalną.
MM – Perfumeryjne blogi to dla firm niszowych najlepsza reklama. Blogerzy znają się nawzajem, kontaktują się ze sobą i z innymi miłośnikami perfum i często zapach zdobywa popularność właśnie dzięki takim kontaktom i niezobowiązującym rozmowom. A najbardziej niezwykłe jest to, że  często są to ludzie, którzy potrafią opowiedzieć o tym, co czują nosząc dany zapach. Potrafią znaleźć słowa i skojarzenia, które nam nigdy nie przyszłyby do głowy, opisać naprawdę głębokie emocje, przyznając się do uczuć, których normalnie nie odkrywamy przed ludźmi. I dotyczy to także mężczyzn, którzy na co dzień muszą trzymać fason i przywdziewać maskę macho. W internecie można napisać rzeczy, których nigdy by się nie powiedziało i nie pokazało. I to jest fascynujące.
Początkowo nie rozumiałam tego zjawiska. Nie pojmowałam tego, że młodzi ludzie żyją w sieci, nawiązują znajomości, tworzą realne więzi. My należymy do starszego pokolenia, nie przywykliśmy do kontaktów przez szklany ekran. Teraz zaczynam to rozumieć. Ta forma komunikacji nie utrudnia kontaktów, lecz paradoksalnie je ułatwia, bo możesz pozwolić sobie na szczerość bez strachu i wstydu. Dlatego cenię bloggerów, nie tylko perfumeryjnych.
SoS – Dziękuję Wam bardzo za rozmowę. Jestem zaszczycona, że mogłam ją przeprowadzić.
GN – Cała przyjemność po naszej stronie i naprawdę, to my jesteśmy zaszczyceni.
MM – Dziękujemy bardzo i pozdrawiamy serdecznie czytelników bloga Sabbath of Senses.



* Autorem pierwszych trzech zdjęć jest Michał Missala
** Autorką ostatniego ponownie Eenax

7 komentarzy:

  1. Sabbath - gratuluję szczerze świetnego wywiadu, który czytałem z zapartym tchem. Twórczość tego duetu znam bardzo wybiórczo, ale mój apetyt wzrósł, szczególnie na markę G. Nejman, dedykowaną było nie było meżczyźnom. Pozdrawiam i czekam na wywiady z kolejnymi twórcami!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fqjcior, wiesz, że o Tobie właśnie myślałam testując Emira? Że piękny, ale żal mi, bo nie dla mnie. Nawet przyznaję, rozważałam zaproponowanie Ci próbki, ale w mojej została ledwie kropla, która nawet na porządny test nie starczy. Mogę Ci podesłać tę resztówkę plus na przykład Sartorial Penhaligon's, który piękny jest niesamowicie i też męski w dobrym znaczeniu tego słowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło mi, że Twe myśli poszybowały w moją stronę przy okazji testów Emira :-) Z ogromną przyjemnością przyjmę te próbki, tym bardziej, że Sartorial także bardzo mnie intryguje...

    OdpowiedzUsuń
  4. Odezwij się do mnie na maila, proszę. Ja mam furę dobrej woli, ale trzeba mnie lekko poszturchiwać, bo moja dobra wola owocuje zwykle nadmiarem zobowiązań. ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlaczego przy każdej wizycie w Quality masz na sobie czerwony szalik? Poważnie pytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. :)))
    Bo zwykle noszę się na czarno. Kiedy jestem bardzo zmęczona i niewyspana staram się mieć przy twarzy coś czerwonego: szal, apaszkę, duże, czerwone kolczyki. Żeby wykroić czas na wyjazd do Warszawy zwykle całą poprzedzającą go noc pracuję.
    Druga kwestia: Po prostu było chłodno, zamierzałam zdjąć lub przynajmniej rozplątać, ale zapomniałam. A wszystkie moje szale, z wyjątkiem jednego (czarnego) są czerwone. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy wywiad :) Mam nadzieję, że będzie okazja na przeprowadzenie kolejnych wywiadów z kolejnymi nosami, czego szczerze Ci życzę :) (i sobie, jako czytelnikowi ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...