piątek, 28 stycznia 2011

1697 Frapin

.
Frapin to firma skandalicznie wręcz zaniedbywana na moim blogu. Zdaję sobie z tego sprawę i przyznaję się. Do zaniedbywania i do zdawania sobie sprawy także.
Czas temu jakiś uzbierałam i naszykowałam sobie komplet próbek i odlewek Frapinów z zamiarem popełnienia cyklu recenzji, bo naprawdę uważam kompozycje sygnowane tym szacownym nazwiskiem za warte uwagi. Choć nie jest to rodzina o tradycjach perfumeryjnych...


Większości ludzi marka Frapin kojarzy się z alkoholami służącymi bynajmniej nie wyłącznie do wąchania. Frapinowie koniak destylują od dwudziestu pokoleń, z perfumiarstwem zaś związali się przed niespełna dekadą. Pierwsze perfumy tej firmy: wypuszczone na rynek w 2002 roku 1270 nazwę swą zawdzięczają legendarnej dacie założenia rodu Frapinów. Późniejsze kompozycje nosiły imiona bardziej klasyczne. Aż do teraz.

Na rok 2011 zapowiedziano premierę kolejnego zapachu "ochrzczonego" datą. 1697 to rok, w którym Ludwik XIV nadał rodowi Frapinów herb i szlachectwo. Jest co świętować, czyż nie?



Aromatyczny pył historii


czwartek, 27 stycznia 2011

Maria Amalia Morris

.
Wstęp będzie dziwaczny, dotyczy bowiem recenzji na blogu Fragrancebouquet, którą to recenzję poznałam na długo przed zapachem i która zwróciła moją uwagę głównie ze względu na niefrasobliwe podejście do historii, którego przykład daje nam autorka. Stawia ona tezę, że Maria Amalia domu perfumeryjnego Morris to perfumy poświęcone siostrze cesarzowej Sissi.

Nie będę się tu pastwić nad tekstem, który jest na swój sposób przyjemny i nastrojowy, pozwolę sobie tylko napisać, że ilustrujący go portret Marii Amalii, wbrew wiadomościom podanym przez Divinę, nijak nie może przedstawiać żądnej z sióstr Elżbiety Bawarskiej, bowiem widniejąca na nim dama urodziła się prawie sto lat przed nieszczęsną cesarzową. Arcyksiężna Maria Amalia z portretu była córką cesarzowej Marii Teresy. Moim zdaniem postacią bardziej znaczącą, niż wspomniana siostra Elżbiety Bawarskiej, która do tego wcale nie nazywała się Maria Amalia, tylko Maria Zofia Amalia...

 

A żeby jeszcze bardziej zagmatwać sprawę, napiszę, że moim zdaniem zapach nie jest dedykowany żadnej z powyższych pań, lecz (widocznej powyżej) słynnej z urody cesarzowej Marii Amalii Austriaczce, żonie Karola VII Bawarskiego. 
Któż bowiem wypuszczałby na rynek perfumy poświęcone postaci historycznej, której nikt nie kojarzy i jeszcze do tego zmieniając jej imię w nazwie?

Bez względu na to, która z dam owej kompozycji patronuje, Maria Amalia sukcesu nie odniosła. A szkoda!
Zapach jest bowiem uroczy i niechybnie z tych "podobających się". Nie trąci przy tym banałem, ani lukrowaną popkulturą.
.

piątek, 21 stycznia 2011

Black Amber Michele Bergman

.
Kolejna recenzja ambrowa. Naprawdę, trudno mi zliczyć, która to już...

Black Amber Michele Bergman to zapach, który nikogo chyba nie pozostawia obojętnym. Opinie w sieci są skrajne: recenzenci (nieliczni) albo wielbią szlachetną prostotę tej kompozycji, albo skarżą się na jej tanie prostactwo. A ja... Ja, jako człek niepochopny rzeknę, że i jedni, i drudzy mają rację.

Kompozycja jest bowiem prosta rzeczywiście: ambra, paczula, dziwna, drzewna, niesłodka wanilia... I już. Ta prostota ma pewien urok, choć nie wiem, czy wart takiej ceny.


Naturalizm? 
Chętnie. Tylko ile?


Najważniejszą, podstawową nutą jest tu, oczywiście, ambra. Ambra surowa, naturalistyczna, w pierwszych kwadransach niemalże przerysowana. Towarzyszy jej równie naturalistyczna i równie kontrowersyjna paczula: wilgotna i przytęchła. W sporym stężeniu to zestawienie naprawdę robi wrażenie.

Nasłuchałam się wiele o erotycznej mocy tego zapachu, nawyobrażałam jeszcze więcej... Tymczasem, jeśli mamy tu scenę erotyczną, to raczej nie ma w niej kobiet, co samo w sobie nie jest wadą i nawet może mieć niezły wpływ na "epickość" opowieści. 

środa, 19 stycznia 2011

Incense Oud Kilian

.
Moda na agar w perfumach trwa. Prawdę mówiąc, nie sposób już ekscytować się kolejnymi pomysłami na eksploatację tej nuty, bo właśnie dzieje się to, co nieuchronnie przynosi moda: dostosowanie do gustu masowego odbiorcy.
Mamy więc oudy na słodko, oudy na różowo, oudy puchate, oudy w kwiatki, oudy light... Czekam na oud w landrynkach.

Tym razem jednak skupię się na zapowiedzi, która mimo wszystko, obudziła we mnie nadzieję.


Kolekcja Arabian Nights by Kilian ma docelowo składać się z pięciu oudowych zapachów. Pure Oud i Rose Oud poznaliśmy w roku ubiegłym, na premierę w terminie nieokreślonym (choć prorokuję, ze nieodległym) czekają Amber Oud i Oud Musc. Perfumeryjny rok 2011 otwiera najciekawszy koncept tej serii: stworzony przez zdolną, młodą perfumiarkę Sidoine Lancesseur Incense Oud. Sidoine moje serce podbiła już wcześniej, tworząc Straight to Heaven i Cruel Intentions, proszę więc nie dziwić się mej ekscytacji.

Pomysł połączenia kadzidła (w założeniu frankońskiego) z agarem wydaje się tyleż stymulujący, co ryzykowny. Oba te składniki symbolizują sacrum, medytację, duchowość. Obu przypisywano nadnaturalne właściwości, oba uznawane były za metafizyczne soczewki skupiające wzrok boga. Są to jednak aromaty tak różne, jak bardzo różne są kultury, z których się wywodzą. Chłodna, przestrzenna woń olibanum różni się od ciężkiego, tłustego nieomal zapachu agaru tak samo, jak ascetyczne, zimne chrześcijaństwo różni się od pierwotnych, zmysłowych kultów ludów arabskich.


O miłości bogów


piątek, 14 stycznia 2011

Sezamie, otwórz się!

.
Dziś na SoS nieoficjalne Święto Ekshibicjonisty.
Prezentację swojej pachnącej spiżarni obiecywałam od dawna i oto wreszcie są zdjęcia.

 

Ostatnie osiemnaście miesięcy nie przyniosło wielkich zmian; nie nastąpiła żadna zapachowa rewolucja, nie zmieniło się moje podejście do kwestii "kolekcjonowania" flakonów z pachnąca zawartością. Wciąż nie uważam się za kolekcjonera.


Bycie miłośnikiem perfum przypomina bycie bibliofilem: każdy prawdziwy miłośnik książek tworzy własną bibliotekę; zgodną ze swoimi upodobaniami i na miarę swych możliwości. Fakt, że korzystamy z wypożyczalni czy uprzejmości znajomych i przyjaciół nie zmienia faktu, że są tomy, które pragniemy mieć na półce. Po to, by móc sięgnąć do nich w dowolnej chwili, by przeczytać raz jeszcze kiedy czas pozwoli...

Miłośnik sztuki pragnie obcować z nią na co dzień. Czy to literatura, malarstwo, muzyka czy chociażby sztuka kulinarna - kuszą nas doznania, które daje nam bezpośredni kontakt. I tak, jak nie wyobrażam sobie melomana, który nie ma w domu ani jednej płyty, miłośnika malarstwa, który nie posiada ani jednego albumu, czy reprodukcji, bibliofila, w którego domu nie "mieszka" ani jedna książka; tak nie wyobrażam sobie miłośnika perfum, którego nie kusi flakon ulubionego zapachu.

Bawcie się dobrze oglądając. :)




 

- Comme des Garcons Incense Jaisalmer x3

  

- Serge Lutens Chene


- Heeley Cedre & Santal


- Micallef Aoud (Man)
- Micallef Black Sea mini


- Donna Karan Black Cashmere balsam
- Donna Karan Wenge
- Yves Saint Laurent NU edp

 

- Annick Goutal Duel

 

- ekstrakt Mousse de Chene (mech dębowy) L'Aromarine
- ekstrakt Opopanax (opoponaks) L'Aromarine


- Kilian Incense Oud


- Pachnąca Szafa Cedrowy Płomień


- Cacharel Nemo
- Dsquared2 He Wood
- Dsquared2 She Wood Velvet Forest
- Etro Mahogany
- Geoffrey Beene Grey Flannel
- Jean Charles Brosseau Atlas Cedar
- L.T. Piver Parfum d'Adventure


- Annick Goutal Vanille Exquise
- Calvin Klein Obsession
- Givenchy Organza Indecence 
- Shiseido Feminite du Bois x2
- Shiseido Feminite du Bois balsam

 

- Demeter Bonfire
- Demeter Holy Smoke
- Demeter Black Pepper
- Demeter Black Russian
- Demeter Dirt
- Demeter Earl Grey Tea
- Demeter Fig Leaf
- Demeter Firefly
- Demeter Fireplace
- Demeter Fresh Ginger
- Demeter Incense
- Demeter Linden
- Demeter Mulled Cider
- Demeter New Zealand
- Demeter Tomato
- Demeter Rain x 2

 
 


Każde zdjęcie można powiększyć klikając na nim.
Mam nadzieję,  że Wam się podobają.

wtorek, 11 stycznia 2011

Rogate czary?

 .
Dzisiejsza notka będzie dziwaczna i raczej okołoperfumeryjna, czyli mówiąc wprost: nie na temat. Ale w klimat tego bloga wpasowuje się idealnie.
I tak, jak zauważyła Michasia: data 11.I.11. zachęca do czarowania...

Na wstępie uczynię zastrzeżenie: nie jestem wiccanką. Nie, żebym jakiekolwiek wyznanie uważała za wstydliwe czy wymagające tłumaczenia się, po prostu chcę zaznaczyć, że nie uprawiam tu, tajnej ni jawnej, religijnej agitacji.
Przyznaję się za to konsekwentnie do słabości do mitologii wszelakich, w tym celtyckiej. Rogaty Bóg, zwany Cernunnosem lub Hernem, jest jednym z moich mitologicznych ulubieńców i pojawiał się tu już parokrotnie w różnych wcielaniach. Tym razem wystąpi w roli bóstwa wiccańskiego czy inaczej neoceltyckiego.


Jedna z moich wtajemniczonych w wiccańskie obrzędy znajomych wspomniała ostatnio o kadzidle Cernunnosa - opartej na dawnych celtyckich obrzędach recepturze mającej pozytywnie wpływać na potencję, płodność i zdolności komunikacyjne, zapewniać niespożytą energię życiową i chronić przed złymi urokami.
Kadzidlane mieszanki określane tą nazwą można kupić w większości wiccańskich i magicznych sklepów. Jest to jedno z najpopularniejszych "czarodziejskich" kadzideł na świecie. Nic dziwnego: zapewnia wszak to, czego ludzie pragnęli od zawsze.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Kadzidło - niebiański zapach. Warsztaty

.
Perfumeria Quality Missala organizuje kolejne warsztaty zapachowe. Tym razem tematem będzie: kadzidło. A może raczej kadzidła, bo przecie niejedną substancję tym mianem nazywamy.

 

Termin warsztatów: 
9 i 10 lutego 2011
godzina 17:00

Miejsce: 
Perfumeria Quality Marriott

niedziela, 9 stycznia 2011

Noir de Reminiscence

.
Firma Reminiscence zdobyła u mnie spory kredyt zaufania, kiedy poznałam najważniejszy zapach w ich dorobku, rzekomo "uosabiającą ducha" firmy Patchouli. Wyjaśnienia dlaczego pominę, jeśli ktoś ma ochotę zerknąć - zapraszam.
Pokombinowałam trochę i skutkiem owej gimnastyki intelektualnej jest spoczywająca w mojej dłoni próbka Noir de Reminiscence. W końcu jeśli najważniejszym, flagowym zapachem firmy zostaje coś tak niekomercyjnego jak Patchouli, to młodszego (o 39 lat) brata z czernią w tytule żal nie poznać osobiście. Mnie się udało. 


Świat 
czasem zmierza w dobrym kierunku


Nie będę się tu czaić i robić podchodów; powiem wprost: od pierwszej chwili, pierwszego "wącha", pierwszego impulsu docierającego z receptorów węchowych do mózgu wiedziałam, że Reminiscence nie sprawi mi zawodu także tym razem.

Początek jest dziwaczny, kwaskowo - wytrawny, gorzkawo - przyprawowy, nieco żywiczny, nieco eteryczny (eukaliptus), z charakterystyczną perfumeryjną patyną, która niegdyś tak mnie zaintrygowała w Santal Noble Maitre Parfumeur et Gantier. To połączenie eukaliptusowej ostrości z paczulową, przytęchłą słodyczą spowodowało u mnie najpierw konsternację, a potem reakcję w stylu Marcinkiewicza: Yes, yes, yes! Nie będzie rozczarowania! Oto kolejne Wspomnienie z charakterem.

sobota, 8 stycznia 2011

Seductive Boadicea the Victorious

.
Recenzje perfum Boadicea the Victorious nie pojawiły się dotychczas na moich pachnących śmieciach wcale nie dlatego, że produkty tej marki nie były dostępne w Polsce. To, jak zauważyliście, mnie nie powstrzymuje. 
Nie szarpałam się na próbki wyłącznie dlatego że, niestety, skład nie obiecywał ekstremalnych doznań zmysłowych. Po zapoznaniu się z ośmioma zapachami Zwycięskiej Budyki rzec mogę, że tym razem moje przewidywania okazały się słuszne. I wcale mnie to nie cieszy.
Nie napiszę, że jestem rozczarowana, tego wszak oczekiwałam: kompozycji urodziwych, eleganckich i bezpiecznych.


Firma szczyci się tym, że podczas wizyty w londyńskim Harrodsie pierwsza dama Ameryki Michelle Obama nabyła aż trzy flakony perfum tej firmy. Jak dla mnie to reklama wątpliwa, podobnie jak informacje że perfum BtV używają takie sławy jak Madonna, Kate Moss, Jennifer Lopez, Giselle Bündchen czy Björk. Ale ja dziwna jestem i jedyną chyba gwiazdą, której perfumeryjny wybór mógłby mnie zainteresować jest Nigel Kennedy - genialny skrzypek, niezwykła osobowość i estetyczny buntownik jednocześnie. I nie chodzi o to, że to najgenialniejszy w mojej opinii, czy nawet ulubiony muzyk na świecie. Mam bardziej ulubionych, ale akurat moich ulubieńców nie posądzam o szczególnie wyrafinowany gust perfumeryjny. No, może jeszcze wybór dokonany przez Niccolo Paganiniego byłby wart głębszej analizy. Gdyby Paganini żył współcześnie.
Tak - lubię skrzypce jako instrument i tak - wiem, że piszę nie na temat. Już się miarkuję. :)

W ramach zagajenia przed (mam nadzieję) nadchodzącymi recenzjami z serii Agarwood Collection dziś przedstawiam najbardziej interesującą ze znanych mi obecnie kompozycji Michaela Boadi.


czwartek, 6 stycznia 2011

Winter Woods Sonoma Scent Studio

 .
Ten zapach musiał w końcu pojawić się na moim blogu. Nie tylko ze względu na "woods" w tytule, ale także z okazji dziegciu w składzie. Do dziegciu ciągnie mnie bowiem, jak misia do miodu.

Sonoma Scent Studio to marka w Polsce niedostępna i mało znana. Strasznie żałuję, bo opisy ich zapachów kuszą mnie niesamowicie i na liście testowych zachcianek mam ich z 10. Trzeba będzie przedsięwziąć jakieś kroki... Ale dziś nie o zdobywaniu próbek będzie, tylko o zawartości próbki już zdobytej.


...A odpocznij sobie


Kompozycja jest, oczywiście, drzewna, dymna, słodka żywiczną, niejednoznaczną słodyczą labdanum i opoponaksu, jednak od pierwszych minut moją uwagę przykuła przede wszystkim ambra, której chropawa olfaktoryczna faktura podkreślona została perfekcyjnie odmierzonymi szczyptami kastoreum i mchu. Tłem dla tych intensywnych, lecz z bajecznym wyczuciem zrównoważonych akordów jest łagodna miękkość drzewnej bazy utkanej z gwajaku i sandałowca.

środa, 5 stycznia 2011

Szejk Projektant poleca... Dla pań i panów: Opulent No.33 i Opulent No.77

 .
 

Marka Designer Shaik reklamowana jest jako marka, która "charakterem swych wyrobów odzwierciedla świat Wschodu - pełnego piękna, gorącego i tajemniczego - czerpiąc inspiracje zarówno ze swoich ziem, jak i od zachodnich specjalistów branży perfumiarskiej". Jeśli dobrze pojmuję wymowę tego specyficznie sformułowanego tekstu, chodzi o połączenie wschodniego przepychu z zachodnimi technikami wyrobu perfum. Ogólnie jednak chodzi o ekskluzywność i luksus.

W sumie udało się te obietnice spełnić. Flakony i oprawa rzeczywiście są bajeczne i przepyszne, a zapachy egzotycznie bogate i europejsko eleganckie jednocześnie. Rewolucji w perfumiarstwie nikt nie obiecywał i rewolucji nie ma. 

wtorek, 4 stycznia 2011

Zwycięskie oudy

.
Zapowiedzi nowych zapachów to u mnie na blogu rzadkość. Wyjątek robię zwykle dla agarów, albo wybitnie interesujących drewniaków. Tym razem będzie agarowo. 

 

O tym, że zapachy Boadicea the Victorious są już dostępne w Polsce w perfumeriach Quality zapewne większość z Was już wie. Perfumy tej marki popularność zdobywają głównie z powodu niesamowitych flakonów, które  sprawiają, że miłośnicy etnicznych, antycznych wzorów pałają żądzą posiadania takiego cuda jeszcze przed poznaniem zapachu w nim zamkniętego.

Dotychczas wizja zakupu własnej flaszki Boadicea the Victorious była dla mnie odległa, ostatnio jednak stała się nieco bardziej realna. Przyczyna tej zmiany zwie się:


Boadicea tha Victorious
Agarwood Collection


poniedziałek, 3 stycznia 2011

Podsumowania nie będzie :)

 .
W poprzednich latach strasznie się starałam, żeby moje noworoczne podsumowania były rzetelne i w miarę obiektywne. Usiłowałam też objąć nimi możliwie kompletną ofertę. Skutkowało to elaboratami, przez które przedzierali się tylko najtwardsi. Tym razem będzie inaczej.

Najpierw subiektywnie i (maksymalnie) krótko o tym, które premiery 2010 roku zrobiły na mnie największe wrażenie.

 


Zacznę od zachwytów. 
Cztery zapachy obudziły mój zachwyt i żądzę posiadania:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...