środa, 19 stycznia 2011

Incense Oud Kilian

.
Moda na agar w perfumach trwa. Prawdę mówiąc, nie sposób już ekscytować się kolejnymi pomysłami na eksploatację tej nuty, bo właśnie dzieje się to, co nieuchronnie przynosi moda: dostosowanie do gustu masowego odbiorcy.
Mamy więc oudy na słodko, oudy na różowo, oudy puchate, oudy w kwiatki, oudy light... Czekam na oud w landrynkach.

Tym razem jednak skupię się na zapowiedzi, która mimo wszystko, obudziła we mnie nadzieję.


Kolekcja Arabian Nights by Kilian ma docelowo składać się z pięciu oudowych zapachów. Pure Oud i Rose Oud poznaliśmy w roku ubiegłym, na premierę w terminie nieokreślonym (choć prorokuję, ze nieodległym) czekają Amber Oud i Oud Musc. Perfumeryjny rok 2011 otwiera najciekawszy koncept tej serii: stworzony przez zdolną, młodą perfumiarkę Sidoine Lancesseur Incense Oud. Sidoine moje serce podbiła już wcześniej, tworząc Straight to Heaven i Cruel Intentions, proszę więc nie dziwić się mej ekscytacji.

Pomysł połączenia kadzidła (w założeniu frankońskiego) z agarem wydaje się tyleż stymulujący, co ryzykowny. Oba te składniki symbolizują sacrum, medytację, duchowość. Obu przypisywano nadnaturalne właściwości, oba uznawane były za metafizyczne soczewki skupiające wzrok boga. Są to jednak aromaty tak różne, jak bardzo różne są kultury, z których się wywodzą. Chłodna, przestrzenna woń olibanum różni się od ciężkiego, tłustego nieomal zapachu agaru tak samo, jak ascetyczne, zimne chrześcijaństwo różni się od pierwotnych, zmysłowych kultów ludów arabskich.


O miłości bogów


Pamiętam, jak olśniła mnie prefumeryjna uroda Straight to Heaven. I tym razem Lancesseur udało się to wrażenie powtórzyć, choć przecież zadanie było znacznie trudniejsze ze względu na niezwykły dobór składników.

Incense Oud to prawdziwe ostatnie kuszenie Chrystusa. Chłodne, zadumane, spokojne frankońskie kadzidło w nieoczekiwanie harmonijny sposób splata się tu ze słodką, zmysłową wonią agaru. I uwierzcie mi, że tym razem w perfumeryjnym uniwersum zdarzyło się coś, na co w życiu raczej próżno liczyć: dwie przeciwności stworzyły szczęśliwy i trwały związek.

 

Pierwsze spotkanie Incense Oud ze skórą to aromat słodki i łagodny. Wyraźny, owocowy akcent przypominający zapach wilgotnych, pomarańczowych, liofilizowanych moreli podkreślają towarzyszące mu nuty żywiczne i miodowe. Zapach wydaje się nieomal spożywczy - lecz tylko przez chwilę krótką.
Nadchodzi kadzidło.

Zmianę zapowiada delikatne zachwianie balansu słodyczy: świeży benzoes i mokre, zielone labdanum zmieniają odbiór zapachu dokładnie tak, jak krople gorzkiej żywicy mącą smak słodkiego miodu. Coraz wyraźniejsza goryczka najpierw podkreślona zostaje bogatym, ciepłym aromatem kardamonu, potem niespodziewanie wystudzona kadzidłem frankońskim, którego chłodny, przestrzenny aromat zupełnie zmienia charakter kompozycji.

Znika morelowa słodycz, nuty żywiczne tchną zadumanym chłodem. Dyskretny akord przyprawowy, w którym mój nos doszukuje się, poza wymienionym już kardamonem, także lauru i jagód ziela angielskiego stanowi jedynie tło dla głównej nuty, którą na tym etapie staje się jasne, świetliste nieomal, olibanum.

 

I w tym właśnie momencie, kiedy zapach zdaje się szybować w niebo, bezcielesny i bezgrzeszny... Pojawia się oud.
Zmysłowa, bogata woń agarowego olejku wsącza się w kompozycję Lancesseur jak pokusa w rozmodloną duszę. Nadchodzi powoli, najpierw jako pojedynczy akcent, kropla ciepła, wspomnienie dotyku, plamka cienia. Niepokoi, skupia uwagę, wydaje się, że psuje harmonię... Potem łagodnie ogarnia całą olfaktoryczną przestrzeń i zupełnie zmienia odbiór zapachu.

Jeśli ma być Incense Oud spotkaniem dwóch kultur i dwóch temperamentów, jeśli jest metaforyczną konfrontacją ascezy i zmysłowości, to tym razem odbywa się ona bez walki.


Pamiętacie "Ostatnie kuszenie Chrystusa"? Film, w którym Scorsese mówi nam, że największą pokusą jest miłość? Jezusa, który nie chciał być bogiem?

Incense Oud jest spotkaniem samotnego Chrystusa ze zmysłową Al-Uzzą. Historią, w której on dostępuje łaski miłości, ona zaś zyskuje spokój. I nawet jeśli w bazie to cielesny, podbity piżmem i ambrą agar dominuje w tym dziwnym olfaktorycznym związku, to jednak jest to agar rozświetlony niezwykłą, kadzidlaną poświatą. 

Niechże więc będzie, że tym razem bogowie kochają się miłością piękną lecz bynajmniej nie "czystą".


Data powstania: 2010 (pewnie 2009, ale liczy się data premiery)
Twórca: Sidonie Lancesseur

Nuty zapachowe:
olibanum, oud



* Pierwsza ilustracja - reklamowa
** Druga z: www.freakingnews.com, z działu pod tytułem "Smoke Soul Pictures"
*** Trzecia z bloga: optical-illusions-pictures.blogspot.com
**** Czwarta to obraz Arthura Hackera pod tytułem: "The Temptation of Sir Percival"
***** I ostatnia wreszcie, najbardziej znana: Jacopo Robusti zwany Tintoretto: "Kuszenie Adama"

20 komentarzy:

  1. Oooo! Agar z kadzidłem to jest to na co czekałam, bo jakoś nie moge sie przekonac do często występujacego połączenia oud z różą. Troche niepokoi mnie co prawda ten jadalny, morelowy poczatek, ale myśle, że jakoś to przetrwam ;P
    Czy ten zapach jest już dostępny?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehhhh Sabbath...
    A już myślałem, że Bois d'Encens Armaniego jest odnalezionym przeze mnie Gralem...
    Powiedz czy ta opisana prze Ciebie początkowa słodkość jest akceptowalna, bo też trochę się obawiam "przesłodzenia" kompozycji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczarowany Pierniczku, jadalny, morelowo - miodowy początek to jest maks półtorej minuty. Da się znieść. No i w sumie jest ładny. Takie miłe złego początki. :)
    Niestety, wedle moich informacji IO jeszcze nie jest dostępny, ale lada moment powinien się pojawić. Na 100% będzie w Quality, więc można będzie testować do woli... A potem, obawiam się, oszczędzać... ;)


    Krzysztofie, Bois d"Em=ncens jest inne, ale rzeczywiście także stanowi mariaż kadzidła frankońskiego z dawnymi kultami. Przynajmniej w moim odczuciu. IO jest bardziej zmysłowy, bardziej orientalny. Koniecznie musisz poznać. Początkowa słodycz to ledwie chwila, szybko zmienia się w charakterystyczne, żywiczne połączenie słodyczy z goryczką. O ile, oczywiście, uważamy, że zapach żywicy jest słodki. Dla mnie jest, choć to słodycz nietypowa. Daj znać, jak poznasz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, ja już naprawdę nie wiem co mam pisać... Ilekroć czytam Twoje wpisy i to jak portretujesz kolejne zapachy mam ochotę po prostu napaść na wszystkie okoliczne perfumerie i szukać polecanych przez Ciebie zapachów... Kusisz na potęgę!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj prawda! Pokusiłaś Sabb maksymalnie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. I zwrocilas uwage na moj osobisty dylemat:
    czy ten moj caly narkotyzm zapachowy nie jest "grzesznym" zjawiskiem? Co jest czystoscia lub gdzie zaczynaja sie granice nieczystosci?
    Zdjecia kadzidlanej metamorfozy lub moze to real fantasy - wprost cudo!
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wyrażę się krótko: pożądam!!!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Katalino, Dominko, no co ja poradzę, że mnie się podoba? A jak podoba się, to się przyznaję. Może i Wam się spodoba? :)
    Kuszenie jest planowane. taka się czuję pjur iwl. ;)



    Miachasiu, to dylemat chyba nasz wspólny. Pytanie, czy nie przesadzam, czy nie świruję, czy nie powinnam raczej na drutach robić albo jakoś inaczej "pożytecznie" spędzać czasu?
    A w kwestii "grzeszności": czym w ogóle jest grzech? Jeśli jest przyjemnością, która nikomu nie szkodzi, to ja kicham takie grzechy. Nie dotyczy mnie to zmartwienie. jeśli zaś szkodzi komuś, to to jest zło, nie żaden grzech.
    Bardzo skrótowo to wyjaśniłam i kulawo, ale nie mam siły na więcej. Idę dziś spać z kurami. Ko ko ko. ;)



    Escri - wiedziałam. :D :p

    OdpowiedzUsuń
  9. Pytaniem jest czy szkodzi to mnie? Czy mi czegos w zamiane nie zabiera, ale to moze jest przyczyna dorastania w kraju, ktory jest przesycony kalwinizmem ;)
    Spij spokojnie z pisklakami, usciski.
    Osobiscie lubie sie przed snem zadurzuc w jakims zapachowym raju...
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  10. A to ciekawe, rzeczywiście.
    Wiesz... Myślę, że w życiu tak już jest, że każdy wybór coś nam zabiera. Wydaje się to smutne, ale przecież nie można mieć wszystkiego (banał, wiem, ale jaki prawdziwy), decydując się na jedno wyjście automatycznie rezygnujemy ze wszystkich alternatyw. Chodzi o to, żeby nie oglądać się w tył, nie żałować, nie stać w miejscu rozpamiętując straty. To nie tylko nas unieszczęśliwia, uniemożliwia cieszenie się dokonanym wyborem, ale też utrudnia dokonywanie kolejnych. A wyborów dokonujemy codziennie, wielokrotnie. Jeśli stracimy tę zdolność, stracimy możliwość korzystania z życia, "chwytania dnia". Zostaniemy w miejscu, a życie będzie nas mijało...
    Bardzo staram się nie żałować. I to stwierdzenie dotyczy nie tylko przyjemności. Jedną z rad mojej mamy, która odcisnęła na mnie największe pietno jest powiedzenie, żeby żyć tak, by nie wstydzić się oglądając się za siebie. Bardzo staram się żyć tak, żeby móc spojrzeć w twarz sobie sprzed dnia, roku, dziesięciolecia - bez wstydu.
    Przyznaję. Czasem żałuję. Nie tyle tego, co wybrałam, lecz raczej tego, czego zaniechałam. A ponieważ nie mogę z tym nic już zrobić, zachowuję to uczucie w pamięci, żeby następnym razem, kiedy przyjdzie mi wybierać, dokonać mądrzejszego wyboru.
    I jeszcze ostatnie zdanie: nie nie sadzę, żeby perfumy były złym wyborem - ta pasja daje mi więcej, niż zabiera. Naprawdę się nią cieszę. :)
    To były dwa zdania. :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. zanęconam ponownie :)
    jako zacięta nie-miłośniczka połączenia agar-róża, mix zimnego i przejrzystego kadzidła frankońskiego z gęstym oudem uważam za warty przetestowania
    sama nie wiem czemu się nie poddaję i nie chcę odpuścić tej żywicy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Selyo, testuj, testuj. Myślę, że Tobie podejdzie. Sama niejednokrotnie pisałam, że nęci mnie agar "bezróżany" i nawet kiedyś pisząc o zmaganiach agaru z różą wyznałam, że kiedy wygrywa róża, zawsze jestem rozczarowana. Tu róży nie ma. Jedyna delikatnie "kwiatopodobna" nuta przypomina mi hedion, ale to coś zupełnie innego, niż bogata, zawiesista różana konfitura, w której często taplany jest agar.
    O< ciekawa jestem Twojej opinii o tym dziwolągu. Bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam Twego bloga m.in. ze względu na te klimatyczne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Skuszona bezrózanym połączeniem agarowca (bo nie odpuszcze temu drzewu) i kadzidła, zrobiłam "rysercz" na fragrantice w nadziei że znajde podobna mieszanke ale ni ma nic. Myślałam że Montale coś takiego zamieszał ostatnio ale to Full Incense a nie Oud Incense - brzmi podobnie, nieprawdaż? ;P
    tak BTW czy ktoś (a szczególnie autorka tego zacnego bloga) zna może Aoud Cuir d’Arabie Montale? bo agarowiec, brzoza i tytoń brzmią ciekawie

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dobrze napisane Sabbath, to o wyborze :) Zgadzam się z tym :))
    Co do zapachu, trzeba przyznać, że intrygująco go zaanonsowałaś :D Aż chce się poznać te kuszące przeciwieństwa.

    Tymczasem tylko szepnę, że ja i Kioto, choć działamy na siebie mocno w fazie zauroczenia, nie możemy ze sobą przebywać dłużej niż godzinę... ;) Podchodów robiłam wiele...i wciąż to samo. Słodkie zauroczenie i nieznośna obecność...;) No cóż...bywa... ;).
    Tymczasem jestem szczęśliwa w związku z Le Boise i cieszę się tym niemożebnie. :D Syćko dzięki Tobie.:D

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaczarowany Pierniczku, nie wąchałam. Ale skuszona skórą zorganizowałam sobie próbkę Aoud Leather Montale. Nuty, w porównaniu z Twoją propozycja słabe, ale jednak...



    Left Side of the Moon - jest w Quality. Ja czekam z zakupem, aż pojawią się refille, bo flakon mnie zabije cenowo.
    A Kyoto... Mam podobnie. Nie potrafię nosić. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten zapach to największe zaskoczenie ostatnich tygodni.
    Jakim prawem żywica, która wypływa z uszkodzonej kory, w połączeniu z drewnem obumarłych drzew, porośniętym grzybem, pachnie tak ... łagodnie i miękko, tak słodko-gorzko, zupełnie nieagresywnie i niebezpiecznie kusząco?

    Aplikowałam ten zapach na skórę trzykrotnie, w różnych odstępach czasowych, żeby upewnić się, że nie zawodzą mnie zmysły, zawodzi - nie wiem, logika, wyobraźnia, język?
    Gdybym miała komuś streścić tę nutę, odparłabym, że Incense Oud opowiada o tajemnicy drzew. Ta walka ma miejsce jedynie w obrębie lasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, ze trudno ten zapach opowiedzieć słowami. I że jest niezwykły. I nieagresywny. I kuszący też. Tym razem odbiór mamy bardzo podobny.
      Będziesz rozważała kupno flakonu?

      Usuń
    2. Zastanowię się. To szaleństwo, zważywszy na cenę (£265 za 50ml!), ale jednocześnie piękny pomysł na prezent podarowany sobie samej - myślę, że poczekam na szczególną okazję. Chciałabym zakotwiczyć ten zapach w głowie w naprawdę wyjątkowy sposób. Na razie porozkoszuję się próbką.

      Usuń
    3. Oj, szaleństwo. Mam malutką flaszeczkę i nie wiem kiedy i czy w ogóle będzie mnie stać na więcej. Choć chciałabym mieć duuużo... :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...