czwartek, 6 stycznia 2011

Winter Woods Sonoma Scent Studio

 .
Ten zapach musiał w końcu pojawić się na moim blogu. Nie tylko ze względu na "woods" w tytule, ale także z okazji dziegciu w składzie. Do dziegciu ciągnie mnie bowiem, jak misia do miodu.

Sonoma Scent Studio to marka w Polsce niedostępna i mało znana. Strasznie żałuję, bo opisy ich zapachów kuszą mnie niesamowicie i na liście testowych zachcianek mam ich z 10. Trzeba będzie przedsięwziąć jakieś kroki... Ale dziś nie o zdobywaniu próbek będzie, tylko o zawartości próbki już zdobytej.


...A odpocznij sobie


Kompozycja jest, oczywiście, drzewna, dymna, słodka żywiczną, niejednoznaczną słodyczą labdanum i opoponaksu, jednak od pierwszych minut moją uwagę przykuła przede wszystkim ambra, której chropawa olfaktoryczna faktura podkreślona została perfekcyjnie odmierzonymi szczyptami kastoreum i mchu. Tłem dla tych intensywnych, lecz z bajecznym wyczuciem zrównoważonych akordów jest łagodna miękkość drzewnej bazy utkanej z gwajaku i sandałowca.

I to właśnie tło staje się po jakimś czasie istotą kompozycji. Łagodnie wyścielone dodatkiem ambry, futrzastego kastoreum i miękkiego piżma nuty drzewne trwają na skórze w absolutnym niemal bezruchu przez długie godziny. 
Miodowa słodycz gwajaku sukcesywnie przekształca się w niejednoznaczną "półsłodycz" żywic, nuty dymne zanikają pozwalając u samego schyłku życia Winter Woods na skórze ujawnić się tak wyczekiwanej przeze mnie woni brzozowej smoły, która w tym zestawieniu pachnie jednak zupełnie inaczej niż w bezkompromisowej i obrazoburczej Patchouli 24 Le Labo. Ten srebrzysty bardziej, niż smolisty aromat przypomina zapach wrzuconego do ognia mokrego drewna brzozy i tym samym kojarzy mi się raczej z Century firmy Odin. I nie rozczarowuje mnie to skojarzenie bynajmniej.


Po lekturze nut wyobraziłam sobie podróż przez ośnieżony las, krajobraz całkowicie monochromatyczny, malowany bielą i czernią. Wielkie, drewniane sanie, parskające konie, ciężkie futra otulające stopy i kolana, słodki smak mrozu na ustach i mijane z daleka pobielane chaty. Tymczasem w Winter Woods tak naprawdę zimowego lasu nie ma. Nie jest to opowieść o podróży przez ośnieżoną knieję, lecz owej podróży kres.

Oto dotarliśmy do celu. Na początku tej perfumeryjnej opowieści nasze policzki pamiętają jeszcze zdradzieckie pocałunki mrozu, wilgotne od topniejącego śniegu futra parują rozwieszone przy palenisku, zmarznięte drwa strzelają w ogniu, aromat grzanego wina miesza się z zapachem lasu.

Po kilku chwilach zapach rozleniwia się, jak rozgrzewające się ciało znękane chłodem. Wrażenie ciepła jest tak intensywne, że zdaje się dotykać skóry, mięśnie rozluźniają się, powieki przymykają... W takich momentach największą przyjemnością jest odczuwanie. I takie właśnie są Winter Woods. Przyjemnie, naturalistycznie pierwotne, bezpiecznie nieruchome.


Data powstania: 2008
Twórca: Laurie Erickson

Nuty zapachowe::
gwajak, cedr, sandałowiec, dziegieć (smoła brzozowa), jałowiec, mech dębowy, kastoreum, ambra, labdanum, wetiwer, piżmo



* Oba zdjęcia ze stron z tapetami na pulpit. 
Pierwsze: desktopwallpaperspace.com
Drugie: hd-desktop-wallpapers.blogspot.com

9 komentarzy:

  1. Sabbath, kusisz:) Ta smoła...

    OdpowiedzUsuń
  2. No fakt, że ma coś wspólnego z Patchouli 24 Le Labo. Oba wywołały u mnie identyczny efekt ... kichania :D I to przez cały dzień :D Widocznie na któryś ze składników zastosowany w obu tych kompozycjach jestem uczulona, czego bardzo bardzo żałuję, bo obie są naprawdę piękne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiecie, co? To jest naprawdę niezwykłe przeżycie, kiedy piszesz o smole w perfumach, a ludzie łapią, że kusisz. :)))
    Uwielbiam Was!

    Niefajne za to są uczulenia. Nie prowadziłam badań w związku z uczuleniami na dziegieć, ale to możliwe. Przecież to wali po nosie jak cynamon. A cynamon to hiperuczulacz.
    Przykro mi Dominko. Może minie...

    OdpowiedzUsuń
  4. A, w sumie podobne mamy odczucia :) Czasem potrzebne są takie bezpieczne otulacze, które nie powodują wybuchu adrenaliny, tylko uspokajają ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Całe szczęście to chyba nie dziegieć, bo Fumidus tak na mnie nie działa :D Podkreślam "całe szczęście" bo dziegieć w perfumach uwielbiam wprost :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jak już słyszę, że w składzie ambra, to zawsze tak jakoś dziwnie reaguję ;D
    oczywiście następny zapach tej marki do wypróbowania ;)
    lecz na pewno nie teraz :(((((

    OdpowiedzUsuń
  7. ...i jeszcze labdanum, opoponax,kastoreum,smoła brzozowa...mmmm
    coś czuję, że to może być mój namber łan :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Escri, jakież to niezwykłe że mamy podobne odczucia. Hihihi! Mnie się zapach podoba ale brzozowo chyba jednak wybiorę Odina...


    Dominko to dobrze, ze nie dziegieć i wciąż niedobrze, że uczula. Alergie to jakaś plaga oststnich lat. Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem aż tyle osób na nie nie cierpiało... A może tylko byliśmy gorzej przebadani i słabiej uświadomieni? Coć ja myślę, że to tylko połowicza odpowiedź, bo jednak ilość chemii w naszym otoczeniu wciąż się zwiększa. :(


    Jarku nie sądę =, by miał to być twój namber łan. Choć może Ci się spodobać. Ale jak na Namber łana chyba jest zbyt... Statyczny. Mało ekspansywny.
    Ale co ja tam wiem... Idę spać. :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...