sobota, 8 stycznia 2011

Seductive Boadicea the Victorious

.
Recenzje perfum Boadicea the Victorious nie pojawiły się dotychczas na moich pachnących śmieciach wcale nie dlatego, że produkty tej marki nie były dostępne w Polsce. To, jak zauważyliście, mnie nie powstrzymuje. 
Nie szarpałam się na próbki wyłącznie dlatego że, niestety, skład nie obiecywał ekstremalnych doznań zmysłowych. Po zapoznaniu się z ośmioma zapachami Zwycięskiej Budyki rzec mogę, że tym razem moje przewidywania okazały się słuszne. I wcale mnie to nie cieszy.
Nie napiszę, że jestem rozczarowana, tego wszak oczekiwałam: kompozycji urodziwych, eleganckich i bezpiecznych.


Firma szczyci się tym, że podczas wizyty w londyńskim Harrodsie pierwsza dama Ameryki Michelle Obama nabyła aż trzy flakony perfum tej firmy. Jak dla mnie to reklama wątpliwa, podobnie jak informacje że perfum BtV używają takie sławy jak Madonna, Kate Moss, Jennifer Lopez, Giselle Bündchen czy Björk. Ale ja dziwna jestem i jedyną chyba gwiazdą, której perfumeryjny wybór mógłby mnie zainteresować jest Nigel Kennedy - genialny skrzypek, niezwykła osobowość i estetyczny buntownik jednocześnie. I nie chodzi o to, że to najgenialniejszy w mojej opinii, czy nawet ulubiony muzyk na świecie. Mam bardziej ulubionych, ale akurat moich ulubieńców nie posądzam o szczególnie wyrafinowany gust perfumeryjny. No, może jeszcze wybór dokonany przez Niccolo Paganiniego byłby wart głębszej analizy. Gdyby Paganini żył współcześnie.
Tak - lubię skrzypce jako instrument i tak - wiem, że piszę nie na temat. Już się miarkuję. :)

W ramach zagajenia przed (mam nadzieję) nadchodzącymi recenzjami z serii Agarwood Collection dziś przedstawiam najbardziej interesującą ze znanych mi obecnie kompozycji Michaela Boadi.



Tajna broń uwodziciela


Pierwsze kilkadziesiąt sekund spotkania nie zapowiada relacji trudnej, czy szczególnie ekscytującej. Miły, dzięki dodatkowi petitgrain lekko gorzkawy aromat kwiatów rozmarynu zestawiony z jasnym, balsamicznym akordem żywicznym wydaje się ładny i... Niewiele ponad to.
Na szczęście kolejne, łagodnie włączające się go chóru nuty rychło zmieniają Seductive w zapach urodziwy w sposób niebanalny.

Po pierwsze, pojawia się charakterystyczny, przypominający trawiaste kłącza zapach Mate. Intensyfikuje to wrażenie dodatek paczulowego olejku i ekstraktu ze świeżych bulw irysa. Jednocześnie rozwija się, rozkwita akord kwiatowy: rozmaryn, może irys, delikatny zapach przypominający kwiat brzoskwini oraz łagodny (wymieniony w nutach) jaśmin który, pachnie miękko i aksamitnie jak hedion, czyli dihydrojaśminat metylowy nie zaś jak czysty olejek. Życia i blasku nadaje kompozycji balsamicznie - eteryczna mieszanka żywic. W jej skład, poza wymienioną przez producenta żywicą jodłową, wchodzi olibanum i elemi, być może także benzoes.
Wszystkie te różnorodne składniki połączone zostały w harmonijny, jednolity akord gładki jak atłas. Bez wyraźnej zapachowej faktury, bez "szwów". Piękny.


Ciepła, ambrowa baza pojawia się tu dyskretnie; wsuwając się pod nuty serca jak dłoń kochanka pod ubranie. Początkowo niezauważalna, rozgrzewa zapach, nadaje mu pewnej specyficznej cienistości, lekko szorstkiej pikanterii. Zupełnie nietypowo, w bazie powraca specyficzna, przyprawowa goryczka, która uchroniła przed banałem urokliwe otwarcie. Tym razem jednak nie jest to świetlisty aromat olejku z gorzkiej pomarańczy, lecz złocista, bogata woń kardamonu i szafranu.

U absolutnej podstawy tej misternej olfaktorycznej układanki odnajdziemy delikatnie przydymione nuty drzewne, które w połączeniu z ambrą i piżmem tworzą efekt przypominający mieszankę zwaną drewnem kaszmirowym.


Wybaczcie proszę tę drobiazgową wyliczankę nut. Chciałam, zanim poznacie Seductive osobiście, pokazać, jak niezwykle różnorodne ingrediencje udało się tu połączyć w zapach jednolity i gładki, niebanalny i jednocześnie po prostu śliczny. To naprawdę konstrukcja warta uwagi, choć nie wiem czy gdybym nie pisała recenzji nie zrezygnowałabym z całej tej analizy i nie poprzestała na kontentowaniu się urodą zapachu.

Skoro jednak nie poprzestałam, to napiszę jeszcze, że  po kilku godzinach, ogrzane, pozbawione już nietypowej kłąkowatości Mate Seductive przypomina mi Ambar Jesusa del Pozo. Tyle, że o ile Ambar jest jednak ukłonem w stronę perfumeryjnej kobiecości, o tyle propozycja Boadicea the Victorious jest prawdziwym, pełnoprawnym uniseksem. Ciekawa jestem jak pachnie na męskiej skórze...


Data powstania: 2008
Twórca: Michael Boadi

Nuty zapachowe (zebrane z kilku źródeł podających zupełnie różne informacje):
rozmaryn, żywice, balsam jodły, ambra, petitgrain, jaśmin, zielona Mate, paczula, skóra, piżmo, kłącze irysa


* Zdjęcie "Sea Under Mist" znalezione na: free-desktop-backgrounds.net
** Zdjęcie pod tytułem "Seductive Shadow" znalazłam na bardzo wielu blogach i stronach z posterami. Niestety nigdzie nie podano autora. Szkoda.

6 komentarzy:

  1. W najbliższym czasie przetestuję Explorera, bo tylko tę próbkę mam. Obym nie pożałowała (zbytnio?), że zamówiłam akurat tę, a nie inną. Ale zdecydowanie ślinię się na agarową kolekcję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy spodoba Ci się Explorer. Nie obstawiam tej opcji. A już na pewno grosza bym nie postawiła na to, że go kupisz.
    Nie wiem, czy pocieszy Cię jakoś fakt że do mnie z kolei Seductive jako jedyna z setu próbek BdV dotarła rozlana. Reszta pełna, a tu ledwo nic. Ja mam jakiegoś pecha... Poprzednio poczta mi zdemolowała iście królewski próbkowy dar z Ormonde Jayne między innymi. A jeszcze wcześniej było nieszczęsne Eau du Fier...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czaje sie przetestowanie Intense-choc mam nieco obaw,z nastepnym zamowieniem w ALZD (moja Mekka) dam sobie przyslac odlewke...Lubie miod e paszczy i w pefumach-ale ktos kiedys napisal,ze ten zapach jest tak przerazliwie miodowy,ze pachnie jak malzonka Misia Puchatka... ;))
    Ogolnie ciekawa seria-przypuszczam jednak,ze wiele z tych perfum to przerost formy nad trescia (Tak jest wszedzie-nawet u mojego ukochanego Montale),jednak na pewno maja dla kazdego kilka perelek...
    Z innej parafii-wiesz cos o Patricii Nicolai-Kiss me tender? Kusi mnie jak diabli...

    OdpowiedzUsuń
  4. Feline,
    Kiss me tender jest na mojej skorze zapachem slodkim lecz nie ulepem: heliotrop/migdaly, anyz i troche sianka. Mimo slodkosci zawiera na szczescie dostateczna ilosc swiezosci.
    A jezeli chodzi o o wybitnie miodowy zapach to polecam przetestowac (bardzo atrakcyjna cena...) Honey and The Moon linii Tokyo Milk.
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  5. Sabb - jesteś nieznośną uwodzicielką.
    Znowu mnie wodzisz na pokuszenie...
    Dzięki za subskrypcję obu moich miejsc.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Baby, "małżonka Misia Puchatka"? Hihi! Beczka z miodem? Pozostałby jej wierny do ostatniej kropli. :)))
    Kiss Me Tender nie znam. Wiesz, że ja szukam zawsze dziwolągów, a akurat Patricia jest w Polsce niedostępna, więc... NO nie zabijałam się jeszcze za nią.
    Z zapachów miodowych polecam przetestowanie Botrytis Ginestet. Podobno miodny w znaczeniach obu. :)))


    Michasiu, dziękuję w imieniu służby. ;)


    Werko, taka ze mnie paskudna małpa, że lubię wodzić i kusić. ;)
    A w "miejsca" zaglądam. Wszystkie Twoje. Nawet jeśli potem znikają. Postuluję więc - nie znikaj miejsc! :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...