sobota, 26 lutego 2011

Boxeuses Serge Lutens

.
Nazwanie perfum "Bokserkami" to, przyznajcie, nietypowy koncept. Oryginalny, ale też trochę ryzykowny, bo nazwa kojarzy się raczej mało pachnąco... I bokserki w znaczeniu "kobiety - pięściarze" mam tu na myśli. :)

 

Jako miłośniczka perfumeryjnych dziwolągów dałam się uwieść nazwie i oczekiwania miałam spore. Wyobraziłam sobie starą skórę, ostre nuty zwierzęce, ebonitową lukrecję, wędzoną, ciężką śliwkę... A wszystko to na morderczej, "odcukrzonej" lutensowskiej bazie. Zapach miał być twardy, trudny, turpistyczny. Tymczasem lutensowskie Bokserki to panie o atrakcyjnej aparycji i kobiecych kształtach. Takie bokserki po godzinach. :)


Siła kobiecości


piątek, 18 lutego 2011

Pure Pop Barcelona

.

Jeszcze chyba nie zdarzyło mi się, by flakoniki do testów tyle u mnie czekały na recenzję. Ba! Nie tylko recenzji, ale nawet pierwszego, szybkiego testu nie mogły się nowe propozycje Custo Barcelona doczekać.
A wszystkiemu winna jest estetyka opakowania.
To swoisty paradoks: deklarowałam bowiem wielokrotnie, ze szczerym przekonaniem dodatkowo, że opakowanie nie ma dla mnie wielkiego znaczenia. Tym razem jednak miało. Czegóż bowiem człowiek, który ewidentnie NIE utożsamia się z estetyką pop oczekiwać może po zawartości flakonu odzianego w dziwaczny, pstrokaty kubraczek z syntetycznej tkaniny?

 

Przyznaję, jest to jakaś koncepcja. Kolory, wzorki, szwy na wierzchu, suwak z firmowym logo... Wszystko to przekształca flakoniki Pure Custo w zabawne pakuneczki zwieńczone przypominającym uchwyt korkiem. Ktoś ewidentnie nad tym pomyślał. I myślę, że dobrze "zaadresowany" ten pomysł może się spodobać.
Tyle, że ja nie jestem właściwym adresatem.

Wystarczy jednak wstępów, dosyć o opakowaniach, zakończmy estetyczne "osadzanie" marki; przejdźmy do rzeczy.

czwartek, 17 lutego 2011

Songe pour Homme Majda Bekkali

.
Dziś druga część wpisu poświęconego interdyscyplinarnemu projektowi perfumiarki Majdy Bekkali i rzeźbiarki Claude Justamon.


Spacer za rękę


Męskie Marzenie Bekkali mniej jest dziwaczne, niż damska wersja. Zapach prowadzony jest bardziej konsekwentnie, klasycznie, bez karkołomnych ewolucji, które tak utrudniają odbiór Songe pour Femme.

Otwarcie jest jednocześnie ładne i dość ciekawe. Świeże, charakterystyczne nuty bergamoty i różowego pieprzu połączone zostały z urodziwym, miękkim akordem kwiatowym, w którym prym wiedzie orchidea dogrzana ledwie odrobiną jaśminu. Ale moje zmysły budzą się dopiero po chwili...
Bo oto nadchodzi oud.

środa, 16 lutego 2011

Songe pour Femme Majda Bekkali

.
Pojawienie się "olfaktorycznych rzeźb" Majdy Bekkali w ofercie Perfumerii Quality wywołało spore poruszenie na perfumeryjnych forach. Efektowne flakony, które udają, że wcale flakonami nie są wzbudziły zrozumiałe zainteresowanie. 
Przyznaję, że z premedytacją zachowałam powściągliwość w tym temacie. Nie chciałam bowiem na stronie z założenia poświęconej zapachom ekscytować się "na sucho" samymi flaszkami.


Dziś przyszła pora na to, by napisać kilka zdań o zapachach Majdy Bekkali. A raczej o szczególnej fuzji dwóch sztuk - pomysł zakłada bowiem połączenie sztuki perfumeryjnej i rzeźby w cyklu interdyscyplinarnych projektów, których pierwszym owocem są właśnie damskie i męskie Songe "zapakowane" w rzeźbę Claude Justamon.


Ogólnie mam wrażenie, że z tych dwóch pań bardziej interesującą artystką jest jednak Claude. Jej androgyniczne, zadumane postaci robią niezwykłe wrażenie i doprawdy, jeden kontakt wystarczy, by zapamiętać i rozpoznać ten niezwykły styl. Nawet jeśli umknie nam nazwisko.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Kadzidło - niebiański zapach. Relacja z warsztatów.

.
Kadzidło to termin oznaczający wszelkie substancje spalane dla uzyskania pięknego zapachu. Naturalnym kadzidłem bywa drewno, kawałki kory drzewnej, liście, owoce i nasiona, kwiaty i pąki kwiatów, korzenie i kłącza roślin, a także substancje odzwierzęce, takie jak grudki ambry, piżmo, cybet czy kastoreum. 
Przede wszystkim jednak są to żywice (albo substancje żywicę przypominające, tu odsyłam do czwartej części zestawienia "Drewno w perfumach") i tej właśnie, najbardziej fascynującej części kadzidlanego bogactwa poświęcone były warsztaty zapachowe, które odbyły się w Perfumerii Quality 9 i 10 lutego bieżącego roku. 


Jak podkreśliła prowadząca warsztaty Anna Liwska, zakres materiału wymusza pewne ograniczenia - nie bylibyśmy w stanie w ciągu jednego dnia omówić wszystkich typów kadzideł. Stąd konieczność dokonania wyboru.

środa, 9 lutego 2011

Tibet ur Bottom $ Smell Bent

.
Podążając kadzidlanym tropem, dziś poświęcę chwil kilka kolejnemu zapachowi Brenta Leonesio opartemu na aromatycznych żywicach.
Paradoksalnie, pasują mi do siebie te dwa zapachy: Incensed z 2009 roku i o rok młodszy Tibet ur Bottom $. Paradoksalnie, bo o ile wczoraj towarzyszyło mi kadzidło przytulone do ziemi i człowieka, o tyle dziś przyszło mi opowiedzieć o zapachu swobodnie unoszącym się w przestworzach, odrealnionym, oderwanym od rzeczywistości. Łączy je pewna statyczna łagodność, zaduma. Oba zapachy medytują...


Droga do nirwany


Otwarcie zaskoczyło mnie. Solidnie i wcale nie wiem, czy na plus.
Wersja w olejku jest ekspansywna, chłodna, eteryczna. Przypomina połączenie sosnowej żywicy z odrobiną mięty pieprzowej. W pierwszych sekundach wyczuwałam także pewną chemiczną nutę przypominającą Garage Comme des Garcons, ale na szczęście trwa ona na skórze ledwie moment.
Tibet ur Bottom w stężeniu EDT jest łagodniejsze, nieco słodsze, cieplejsze i bez chemicznej nuty. Tym razem plus dla EDT. Ale tylko w otwarciu.

wtorek, 8 lutego 2011

Incensed Smell Bent

.
Dziś zamierzam z premedytacją nadszarpnąć swój wizerunek kadzidlanego twardziela.

Czemu? Ano zmierzę się z kadzidlakiem, który na forach został zjechany nieomal jednogłośnie. Że słabeusz, że słodziak, pluszak, mięczak i ogólna porażka. I koronny zarzut: że nie pachnie kadzidłem, tylko mirrą.

Takoż ja się w sumie zgadzam, że pluszak, że bliskoskórny i miękki. Tylko czemu robić z tego zarzut?

Nie zgadzam się za to ze stwierdzeniem, że Incensed nie pachnie kadzidłem. Po pierwsze mirra to też kadzidło. Nie tylko kadzidło frankońskie mieści się w tym pojęciu. Po drugie zaś Incensed pachnie kadzidłem. Frankońskim też. 


Kadzidło dla mięczaków?


piątek, 4 lutego 2011

Jeux de Peau Serge Lutens

.
Wczoraj dotarła do mnie próbka nowego zapachu Serge Lutens Jeux de Peau od Lady Malwiny, której niniejszym jeszcze raz dziękuję. Towar świeżutki, nieomal przed premierą, tymczasem w Polsce znany już dość dobrze i bez problemu dostępny. Siedzę więc, pachnę i na sentymenty mi się zebrało.


Pamiętacie, jak trudno dostępne były kiedyś perfumy Serge Lutens w Polsce? Ile wysiłku kosztowało zdobycie próbki do testu? Jak bardzo pożądaliśmy tych prostych flakonów?

Przypominam sobie, że pierwsze flakony sprowadzałam z Belgii w ciemno, z biciem serca oczekując wspaniałych doznań. Pamiętam doskonale, jaką frustrację odczuwałam na myśl, że niemieckie Douglasy mają Lutki w regularnej ofercie, a u nas wpadły one w ekonomiczną przepaść, którą zawdzięczamy dziesięcioleciom realnego socjalizmu...
Żeby nie było tak różowo, pamiętam też swoje rozczarowanie, kiedy okazało się, że Douglasy w większych polskich miastach włączyły tę i inne firmy niszowe do swej oferty, a stolica województwa, w której mieszkam po raz kolejny okazała się perfumeryjną prowincją, na którą nie docierają marki niszowe.

Nie zmienia to jednak faktu, że poziom dostępności niszowych kosmetyków w skali kraju podwyższa się w tempie, które daje mi mnóstwo radości i satysfakcji. I tą radością chciałam się z Wami podzielić na dzień dobry. :)


Serge Lutens częstuje


Moje odczucia są od pierwszej chwili ambiwalentne. Nawet znając psio puchatą Louve nie spodziewałam się po Wielkim Serge'u zapachu tak... Dosłownego.
Jeux de Peau to sumiennie i dobrze odrobiona lekcja na temat maślanego tosta. Jest tu specyficzna, mączna nuta kojarząca mi się z Bois Farine l'Artisan Parfumeur, jest aromat spożywczych wypieków, który przypomina mi słodkie zapachy zapachowej biblioteki Demeter z Vanilla Ice Cream na czele, jest i smakowita woń ciepłego masła: tłusta kremowa i, jeszcze raz napiszę, tłusta.

Ładne to wszystko, miłe i user friendly, ale dla mnie nieco... Przyciężkie.
 

czwartek, 3 lutego 2011

Ormonde Man Ormonde Jayne

 .
Tydzień temu na forum perfumeryjnym na Wizażu zachwycałam się Orris Noir Ormonde Jayne i zapowiadałam recenzję. Jednak swoją przygodę z zapachami tej firmy chciałabym zacząć inaczej. Od pozycji, którą na listę testowych marzeń wpisałam już ponad dwa lata temu.

Część perfum z tej listy udało mi się już odhaczyć; między innymi Exclusivy Le Labo, legendarny Fuel Donny Karan, Incense Matthew Williamson... Znakomita większość wciąż jednak pozostaje w sferze marzeń. Przede wszystkim cuda Dawn Spencer Hurwitz: Prophecy, Cathedral, Festive, Celestial Smoke, Hinoki czy Cafe Noir, dalej Sonoma Scent Studio: Fireside Intense i Encens Tranquille, poza nimi butikowe Chanele, Bois Fonce Ava Luxe, Black Vetyver Cafe Jo Malone, Agallocha Mutchhela Man i Zibermann Golden Adler. Trzeba będzie przeprosić się z nieszczęsnym Perfumed Court...

Dziś przyszła pora jeden z nielicznych "odhaczonych" zapachów, który znalazł się na liście głównie przez wzgląd na oud w składzie. Michasiu, dziękuję raz jeszcze. :)


Morderca 
w zielonych rękawiczkach


wtorek, 1 lutego 2011

Passion Boisee Frapin

 .
Dziś podążę tropem rumu w zapachach Frapin.

Zanim pojawił się w 1697 mieliśmy już okazję zakosztować go w Passion Boisee - jednej z, mam wrażenie, niedocenianych kompozycji firmowanych nazwiskiem francuskich koniakarzy. Firma wierna swym trunkowo - używkowym korzeniom poczęstowała nas jeszcze ginem w L'Humaniste oraz kawą w 1270. No i tabaką w Terre de Sarment. :) 
Wyznaję, że wciąż czekam na nutę koniaku, która w dotychczas znanych mi perfumach bywała raczej dyskretna i mało znacząca: wspomnę tu chociażby Bois d'Ombrie Eau d’Italie, Note Vanillee Micallef czy Atelier d'Artiste Nez a Nez. Wszystkie piękne, ale żaden nie jest szczególnie koniakowy.

 
Ale o koniaku innym razem. Dziś stawiam na rum.

A jest to nuta w perfumach chętnie eksponowana. Najbardziej popularnym rumowym zapachem jest chyba ślicznota poskładana przez Olivię Giacobetti Idole de Lubin (Olivia użyła rumu jeszcze w Navegarze L’Artisan Parfumeur na przykład), ale znajdziemy rum także w dziełach Bertranda Duchaufoura (chociażby w Sequoi Comme des Garcons czy Havana Vanille l'Artisan Parfumeur), Geoffreya Nejmana (wspomniane już Note Vanillee Micallef), spółki Serge Lutens & Christopher Sheldrake (Chene), w klasykach takich jak Ysatis Dominique Ropiona czy w stworzonym przez Thierrego Wassera i Sylvaine Delacourte Dior Homme. I w wielu, wielu innych kompozycjach perfumeryjnych, co nie dziwi szzczególnie, bo zapach ciemnego rumu jest rzeczywiście bardzo charakterystyczny i może się podobać.


Kobieca strona gentlemana


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...