środa, 16 lutego 2011

Songe pour Femme Majda Bekkali

.
Pojawienie się "olfaktorycznych rzeźb" Majdy Bekkali w ofercie Perfumerii Quality wywołało spore poruszenie na perfumeryjnych forach. Efektowne flakony, które udają, że wcale flakonami nie są wzbudziły zrozumiałe zainteresowanie. 
Przyznaję, że z premedytacją zachowałam powściągliwość w tym temacie. Nie chciałam bowiem na stronie z założenia poświęconej zapachom ekscytować się "na sucho" samymi flaszkami.


Dziś przyszła pora na to, by napisać kilka zdań o zapachach Majdy Bekkali. A raczej o szczególnej fuzji dwóch sztuk - pomysł zakłada bowiem połączenie sztuki perfumeryjnej i rzeźby w cyklu interdyscyplinarnych projektów, których pierwszym owocem są właśnie damskie i męskie Songe "zapakowane" w rzeźbę Claude Justamon.


Ogólnie mam wrażenie, że z tych dwóch pań bardziej interesującą artystką jest jednak Claude. Jej androgyniczne, zadumane postaci robią niezwykłe wrażenie i doprawdy, jeden kontakt wystarczy, by zapamiętać i rozpoznać ten niezwykły styl. Nawet jeśli umknie nam nazwisko.


Olfaktoryczna rzeźba, 
czy dłubanie w nosie?


Damska wersja Songe to w gruncie rzeczy jaśminowiec. Żałuję nieco intrygującego, cierpko - zielonego akordu otwierającego, który po kilku minutach tonie w kwiatach.

Serce jest ekspansywne, w swojej kategorii nawet dość ładne, ale zdecydowanie nie olśniewa oryginalnością. Połączenie zawiesistych aromatów jaśminu, kwiatu pomarańczy i ylang - ylang to taki perfumeryjny evergreen powtarzający się w setkach kompozycji. Dla przykładu wymienić można chociażby Organzę i Ysatis Givenhy, Coco Chanel, Blonde Versace, Anais Anais Cacharel czy Mademe de Rochas. A uwierzcie mi - wybrałam tylko te najbardziej popularne...

W tym przypadku Bekkali ułożyła ten klasyczny akord na dobrym otwarciu, które rychło zupełnie pod tą zapachową pierzyną ginie zostawiając po sobie wrażenie rozczarowania. Coś, co zapowiadało się intrygująco ewoluowało w oklepany i pozbawiony finezji trójgłos nut zbitych w świadomości każdego nieomal perfumoholika w ciąg skojarzeń oczywistych jak Lech, Czech i Rus.

  
Baza pojawia się późno i wyznam, że pierwsze chwile, kiedy ten niejednoznaczny, skórzasty akord zaczyna przedzierać się przez stworzoną z jaśminu, kwiatu pomarańczy i ylang - ylang kwiatową zaporę są najlepszym momentem tej opowieści. Songe wreszcie zyskuje charakter, jakiś indywidualny rys, sexy pazur, który zmienia płaski, kwiatowy zapach w prawdziwą kompozycję.

Niestety, tym razem chyba kapnęło się twórczyni nieco zbyt obficie tych wszystkich dobrości. Nuty drzewne i cierpkie kadzidło ok; podbite zielonym papirusem przyprawy też w porządku, surowe, szorstkie labdanum bardzo fajne... Ale zaproszenie na tę łączkę stada mokrych piżmaków mnie osobiście wydaje się pewną przesadą.

 

Piżmo, wilgotna skóra i sporo kastoreum sprawiają, że po paru godzinach Songe pour Femme z marzenia o szklarni pełnej aromatycznych kwiatów zmienia się w marzenie o własnej farmie hodowlanej. Dużo, dużo aromatów zwierzęcych na przypoconych kwiatach...
I nie, nie jest to, wbrew pozorom, akord jakoś szczególnie odpychający. Po prostu kompletnie nijak nie koresponduje ze szkolnym, poprawnym sercem kompozycji.


Nie do końca rozumiem, o co chodzi w tej opowieści. Dla kogo stworzono te perfumy? Po co? Dla kasy tylko li i wyłącznie?
Klasyczne, niekontrowersyjne, trwałe serce kompozycji sugeruje target w postaci pań ceniących luksus, ale perfumami nie pasjonującymi się szczególnie. To idealny strzał w perfumeryjnego inżyniera Mamonia, który najbardziej lubi to, co już zna.
Dziwna, zwierzęca baza zdaje się dla odmiany celować w koneserów perfum trudnych i raczej wymagających odwagi.

Albo ja nie łapię koncepcji tego performance'u, albo pani Bekkali trochę straciła kontrolę nad swoim dziełem.

Perfumy to nie rzeźba. Nie można zamknąć oczu, dać odpocząć zmysłom, zrezygnować ze "zwiedzania". Pisałam już, że używając perfum zawieramy z ich twórcą umowę; dajemy mu kredyt zaufania i obiecujemy, że "nie opuszczę cię aż do bazy". Świat wykreowany w Songe miałam ochotę opuścić kilkukrotnie...


Data powstania: 2010
Twórca: Majda Bekkali

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: petit grain (olejek z gorzkiej pomarańczy), neroli, liście czarnej jagody, żywica elemi, kminek
Nuty serca: kwiat pomarańczy, jaśmin, ylang-ylang
Nuty bazy: kastoreum, biały cedr, piżmo, nuty drzewne, kadzidło, skóra, labdanum, papirus


* Na pierwszym zdjęciu Majda Bekkali we własnej osobie
** Na drugim Claude Justamon z jedną ze swych rzeźb
*** Na pozostałych rzeźby Claude Justamon. Nie do końca korespondują z zapachem, ale zasługują na miejsce na tym blogu znacznie bardziej, niż utwory Bekkali. Dlatego zamierzam konsekwentnie zilustrować nimi także kolejną recenzję. :) 


Edycja:


Twórcą zapachu okazała się Dorothee Piot. Tłumaczę się tu: KLIK
Ale recenzji edytować mi się nie chce...

12 komentarzy:

  1. Perfumy plus możliwość obcowania ze "sztuką". Taki target istnieje :) I to jest w porządku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysł ciekawy, ale ja pewnie nie skusiłabym się nawet żeby sięgnąć po taką butelkę. Wydaje mi się, że sięgamy by sprawdzić zapach jeśli podoba nam się opakowanie, jakoś tak u mnie jest. Te są dla mnie bardziej dziwne niż piękne, no ale to moja opinia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oba zapachy przeciętne do bólu i nijakie, męski ciut lepszy od damskiego. Flakon pomysłowy ale na zdjęciach wygląda o wiele lepiej niż na żywo. Generalnie, zawiodłam się.
    D'ou

    OdpowiedzUsuń
  4. Piotrze, pewnie, że istnieje taki target. Dziwi mnie raczej target dla zapachu, który jest niekonsekwentny i na mnie robi wrażenie przypadkowego efektu. Nie łapię "typu pachniciela". Rozumiesz?


    Kokosowa Panno, dla mnie jednak liczą się nuty, choć opakowanie potrafi mnie mocno zniechęcić. To jest ciekawe. Przemyślane. Moim zdaniem piękne. Chciałabym, żeby zawartość była tak samo udana. Nie jest...


    Nat, no niestety, oba zapachy nieudane, choć drugi lepszy. A nie zawiodłam się tylko dlatego, że od razu podeszłam do tej koncepcji z dystansem. Jakoś tak...

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem, staram się :)))
    Zależy, co kogo porusza. Niektóre osoby mogą "kupować" otoczkę (flakon, rzeźby), sam zapach stawiając niejako na drugim miejscu. Ty odwrotnie.
    A jak już wszystko jest takie artystyczne, to musi się znaleźć i element trudny, owe nuty zwierzęce. Bo przecież sztuka musi być trochę trudna i dziwna. Czyż nie ;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. A to już zakrawa na ćwiczenia z pokrętnej argumentacji. ;)))
    W ten sposób obronić można nawet duet Dody i Nergala. Tylko po co? Ja i tak nie będę słuchać. Posłuchają Ci, co lepiej widzą, niż słyszą. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, zaraz tam pokrętnej :)
    Parafrazując: Kupią Ci, którzy wzrok mają lepszy, niż nos :)))
    Starałem się zrozumieć, nie bronić ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. No dobra. To ja napiszę, że staram się sprowokować dyskusję, a nie atakować. :)
    A ludzie zwykle znacznie lepiej widzą, niż słyszą czy czują zapachy. Jednym z licznych dowodów potwierdzających tę tezę są teledyski na Vivie i... Popularność niektórych miernych zapachów w ślicznych flakonikach. ;)
    I jeszcze: fakt, że babki znacznie więcej kasy wydają na akcesoria do makijażu, niż na książki...

    OdpowiedzUsuń
  9. Fakt...
    Ale popatrz http://wiadomosci.wp.pl/kat,1345,title,Ile-czytamy-Przygnebiajace-wyniki-badan,wid,13140491,wiadomosc.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem świadoma tych wyników, ale jakoś mnie nie dołują. Z powodów dwóch.
    Po pierwsze (trochę asekurancko i fatalistycznie) czytacze zawsze byli swego rodzaju elitą, ewenementem. Przez wieki większośc ludzi nie potrafiła czytać, a mniejszość czytająca wykorzystywała tę umiejętność by modlić się i pracować... Czyli tak, jak Ci nieczytający.
    Po drugie, jakoś tak mi w życiu dobrze, że dosyć mam wokół siebie ludzi, których umysły są żywe i fascynujące. Jestem szczęśliwym człowiekiem. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przedziwne. To perfumy... które nie pachną. Po naniesieniu na skórę nie czuję NIC. Po wciśnięciu nosa w skórę czuję słaby, wytrawny, czy wręcz surowy, dość elegancki zapach. Bardziej zwierzęcy, niż inny, ale delikatnie dosłodzony, tylko tyle, aby złagodzić ostrą zwierzęcość. Naprawdę elegancki i ładny. Ale gdy tylko nos oddali się na 5 cm nie ma NIC. Przewdziwne.
    Czytałam tę recenzję wcześniej kilka razy i byłam pewna, że mi się spodoba. I spodobałby się. Gdyby pachniał. Przedziwne.
    Sab, a gdzie Ty w ogóle jesteś? Niektórzy tu tęsknią...

    OdpowiedzUsuń
  12. Myszo, jestem. Tyle, że trochę dziwne to moje bycie ostatnio.
    Dziwne to, że Songe nie czujesz. To zadziwiające, bo z takim zarzutem jeszcze się nie spotkałam. Pozostaje mi po raz kolejny zadumać się nad tym, jak duży wpływ ma nasza skóra na zapachy...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...