środa, 30 marca 2011

Bulles d'Agathe - Bańki (mydlane) Agaty Maison Francis Kurkdjian

 .
Dziś postanowiłam poświęcić chwilę kolejnej skandalicznie przeze mnie zaniedbywanej firmie i będzie to tym razem Maison Francis Kurkdjian, której wejście na polski rynek zaanonsowałam entuzjastycznie we wrześniu ubiegłego roku.
Sympatię moją zaskarbił sobie Kurkdjian jeszcze zanim poznałam pierwszą kompozycję sygnowaną jego imieniem. Pisałam już o tym, ale wspomnę jeszcze raz: tłem muzycznym jego strony jest przepiękna, przejmująca "Pawana na śmierć infantki" Maurice'a Ravela w wersji klasycznej, na solowy fortepian, zagrana w sposób bardzo osobisty, indywidualny; podejrzewam, że przez samego Francisa... W związku z tym po raz kolejny polecam wizytę na stronie firmowej.


Przygodę z zapachami Francisa Kurkdjiana zacznę dość przewrotnie - wcale nie od perfum, tylko od produktu, który oczarował mnie jeszcze zanim zdołałam zapoznać się z nim osobiście. 


Pachnąca radość życia


piątek, 25 marca 2011

Smacznego - czyli Patchouli Luxe CdG, Thundra Profumum i Sushi Imperiale Bois 1920

.
Dziś ledwie olfaktoryczna przekąska. Trzy zapachy, które, programowo lub nie, kojarzą mi się kulinarnie.

 

To fascynujące, jak nierozerwalnie połączone są ze sobą te dwa zmysły. To, co odczuwamy jako smak potraw jest w znacznej mierze ich zapachem - podobno człowiek pozbawiony zmysłu węchu, nie jest w stanie odróżnić jabłka od cebuli. 
Z drugiej strony, pula pojęć używanych dla opisania tych dwóch doznań jest często wspólna. Określenia w rodzaju "słodki", "świeży", "korzenny" używane są do opisu zarówno smaków, jak i zapachów.

Powtarzają się także same składniki: owoce, zioła, przyprawy, szalenie popularna w perfumach wanilia - to wszystko aromaty wprost z kuchni wzięte. Analogicznie, dla aromatyzowania potraw używa się często z rozmysłem tworzonych kompozycji zapachowych - złożonych aromatów komponowanych przez fachowców, których trudno nazwać inaczej, niż nosami. Rzemieślniczymi, ale jednak.

Dziś przewrotnie trochę, połączę jedzenie z perfumami. Dlaczego przewrotnie? Bo tylko w jednym przypadku analogia jest zamierzona. W pozostałych, tak po prostu wyszło.

środa, 23 marca 2011

Chene Serge Lutens

.
Dziś bez wstępów i dziwnie. A co mi tam. :)


Wieczór pod rozłupanym dębem


Wyobraźcie sobie dąb: drzewo potężne, ale nie zmurszałe, o smukłym pniu, zwartym, twardym drewnie i potężnych konarach. Jest wiosna. Listki na gałęziach są jeszcze drobne, jasne, wilgotne.

Pewnego wiosennego poranka, podczas burzy piorun rozłupuje pień dębu na dwoje. Rzęsista ulewa natychmiast gasi płomienie, drzewo nie zostaje spopielone; żyje wciąż - okaleczone, zdziwaczałe.
Deszcz ustaje, ciepłe promienie słońca osuszają liście i pień, zgromadzona w zagłębieniach i szczelinach woda paruje i w końcu znika.

sobota, 19 marca 2011

Sienna Musk Sonoma Scent Studio

.
Dziś pora na ostatnią z aktualnie posiadanych przeze mnie próbek Sonoma Scent Studio. Z uściskami dla Michasi.

Wyznam, ze wstydem niejakim, że tym razem nie paliłam się do testów.
Obawiałam się, ze zmydli mi się ta kompozycja: że połączenie najbardziej mydlącego się perfumeryjnego składnika czyli piżma z mającym tendencje do wytrącania mydła imbirem i ryzykownymi w tym zestawieniu goździkami zaowocować może katastrofą na miarę mydlanego monstrum Villoresiego. 
Tym razem rozczarowanie było bardzo przyjemne. Laurie Erickson ma niesamowity dar wyciągania ze składników zwierzęcych tego, co w nich najpiękniejsze. Skóra pachnie u niej seksownie i niekonfekcyjnie, kastoreum nie przekształca się w brudnego bobra, piżmo nie wytrąca nawet śladu mydła.
Chapeau bas, Laurie!


Imbirowy promień


W Sienna Musk piżma jest sporo, ale nie zdominowało ono kompozycji dzięki dodatkowi innych, bardziej ekspansywnych składników.

czwartek, 17 marca 2011

Fireside Intense Sonoma Scent Studio

 .
Zdarza Wam się tak przejąć zawartością próbki, że aż zablokować testowanie? Miałam tak przy Exclusive'ach Le Labo, o czym pisałam w kontekście trufli i chleba z salcesonem, tym razem opór mam podwójny, bo i zapach upragniony od dawna, i dodatkowo mam zamówienie na smoka...

Pierwszy test - wczoraj. Ufff... Będzie smok. Dziś spróbuję go namalować.


Smok
I to bynajmniej nie ukryty


Od pierwszego akordu nie mam wątpliwości: to perfumy dla ekstremistów. Drewno, mnóstwo drewna, chemiczne wyziewy palonych żywic, ostry agar, smoła drzewna i ekspansywne nuty zwierzęce w bazie. Nawet nie musiałam wymyślać smoka. Sam się zjawił.

poniedziałek, 14 marca 2011

Incense Pure Sonoma Scent Studio

.
Ciężki jest los człeka wrażliwego na piękno... Jeszcze cięższy jest los człeka wrażliwego na piękno nietypowe.

Gdybymż potrafiła zachwycać się słitaśnymi kfiatuszkami z wielkoperfumeryjnych półek, gdybymż zdolna była zadowolić się flaszeczkami bling - bling z frymuśnym koreczkiem i pozytywką... Nie jestem zdolna.
Zawsze ubrda mi się coś, czego nie kupię ani z przeceny, ani na wyprzedaży, ani nawet w formie cudzego "niedoużytka" na Allegro. Po nieszczęsnych Roots Sarah Horowitz (których wciąż nie mam, ale plan się nie zmienił) pora przyszła na kolejną perfumeryjną miłość wymagającą skomplikowanej logistyki.

I powiem Wam, że dawno nie pisałam recenzji tak bardzo na kolanach... No, od czasów Incense Oud Kiliana, który dla odmiany dobija mnie ceną, nie niedostępnością. Mam przechlapane.


Przyczajony tygrys


Wyobraźcie sobie kadzidło.
Czyste i pierwotne jednocześnie. Ciężkie i niematerialne. Smoliste i świetliste. Gorzkie i pełne niezwykłej słodyczy. Piękne i... Tak niesamowicie sprzeczne z popularnym kanonem, że aż potworne. I mimo tej potworności - jednak piękne.

środa, 9 marca 2011

Tolu Ormonde Jayne

 .
W pierwotnym zamyśle perfumy te miały się załapać na kolejną edycję "Krótkich gadek", jednak pobieżny test sprawił, że z mocą huraganu wcisnęły się na listę recenzji pełnometrażowych. I to na pierwszą pozycję.

Dziś więc, dzięki nieocenionej Michasi, spędziłam upojne chwile otoczona chmurą aromatu balsamu tolu... I kiedy napisałam "upojne" i "chwile", nie poniosła mnie klawiatura, lecz starannie dobierałam słowa.


Orientalny patchwork

Otwarcie jest "łał!". Mocne, odurzające, upojne właśnie.

Charakterystyczny, kremowo - cynamonowy aromat balsamu tolu podbity, został starannie przemyślanymi nutami towarzyszącymi. Jałowiec i szałwia wzmacniają żywiczno - korzenną cześć zapachowego spektrum tego ciekawego składnika, kwiat pomarańczy i szczodrze dodany bób tonka podkreślają jego balsamiczną kremowość. 

wtorek, 8 marca 2011

Lipstick Rose Frederic Malle

 .
Wiecie, że dziś jest Dzień Kobiet?
Ja wiem.

Żadna w tym moja zasługa - systematycznie zapominam o wszelkich świętach, nie tylko tak błahych... Ogólnie uważam, że wszelkie rocznice warte są uwagi wyłącznie jako pretekst do imprezy, ale ilość życzeń, jakie dostaję z różnych, czasem dziwnych okazji (na przykład z okazji Dnia Kota) ewidentnie świadczy o tym, że jestem w mniejszości.

Dlatego wszystkim czytającym Paniom życzę spełnienia kobiecych pragnień, a Panom spełniania kobiecych pragnień. :)


Z okazji Dnia Kobiet skuszę się na recenzję zapachu bardzo kobiecego i w pewien sposób odświętnego jednocześnie. Chociaż... Tak szczerze pisząc, od dawna miałam chrapkę na ten wpis. "Od dawna" to znaczy konkretnie od poznania 1889 Moulin Rouge Histoires de Parfums, o których sam Gerald Ghislain mówi, że oddają zapach czerwonej pomadki do ust.

Otóż prawda jest taka, że od pierwszego testu wiedziałam, że zapach czerwonej pomadki to zupełnie inne perfumy. I dziś napiszę o nich właśnie.


Czy kobiecy zapach to to samo, 
co kobiece perfumy?


sobota, 5 marca 2011

Oxiana Profumum Roma

 .
Opis zapachu na stronie Profumum Roma jest właściwie poezją.

Podróż, poszukiwanie, droga.
Wschód spotykający się z Zachodem.
Opowieści poza czasem i przestrzenią.
Światy, które kojąc duszę
Niosą cudowne
Obrazy i wonie.

Co nam to mówi? Poza tym, że ktoś z właścicieli lub marketingowców ma skłonności do grafomanii (co widać także w pozostałych opisach tej marki)?


Przyznam się: mnie nic nie mówi.
Spotkanie Wschodu z Zachodem przywołuje jakieś niejasne skojarzenia, pozwala oczekiwać chłodnego orientu w stylu Bertranda Duchaufour, ale ogólnie informacje są bardziej enigmatyczne, niż zagadka Sfinksa. Ten właśnie mętny opis w zestawianiu ze skąpą listą nut sprawił, że Oxiana przez lata umykała mej uwadze. Szkoda.


Perfekcyjna niedoskonałość *


czwartek, 3 marca 2011

Szorty czyli krótkie gadki 3: Not a Perfume JHaG, Sexy Turtleneck Smell Bent i Omniscent Yosh

.
Kolejna odsłona krótkich gadek (nie mylić z gatkami), czyli short recenzji zapachów, o których z jakichś powodów chcę napisać, tylko nie starcza mi słów na pełnego posta. Dziś marudnie. Zdarza się. ;)


Not a Perfume
Juliette Has a Gun


Sama nie wiem, co myśleć o tym produkcie. To znaczy... Wiem, że myślę rzeczy nieprzychylne, ale nie potrafię zdecydować się, jak bardzo nieprzychylne.

wtorek, 1 marca 2011

Zapach lalek: Holygrace i Holygrapie - Undercover Comme des Garcons

.

Po zapachach inspirowanych kolekcją Undercover i lalkami tworzonymi przez japońskiego projektanta Juna Takahashiego niewiele spodziewałam się dobrego. Zarówno jego stylizacje, jak lalki bywają dziwaczne i mnie osobiście niepokoją bardziej, niż zachwycają. 
Właściwie, wcale mnie nie zachwycają. A Was?

Na uroki odzieżowej mody jestem odporna, trendy mi dyndają, presji bycia "na czasie" nie odczuwam. Próbki Holygrace i Holygrapie wegetują w pudełku od czasów absolutnej świeżości i gdyby nie to, że zalałam je herbatą przy okazji poszukiwania czegoś zupełnie innego, pewnie tkwiłyby tam do dziś.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...