czwartek, 28 kwietnia 2011

Black Vetyver Café Jo Malone


Zacznę nietypowo. Wiecie, że kocham perfumy...

"Kocham" to wielkie słowo i używam go metaforycznie i w cudzysłowie. Nie uważam rzeczy za obiekty warte miłości, ale już doznania, emocje, światy kreowane przez nasz umysł pod ich wpływem... To wrażenia, które można do miłości porównać. Nie utożsamić.

A jednak, gdybym miała zrobić bilans ostatnich blogowych miesięcy, to największą i najważniejszą radością nie byłby żaden z poznanych zapachów (choć było wiele zachwytów ostatnio), lecz Osoba, którą dzięki naszej wspólnej pasji poznałam. Wiele, wiele mądrych słów, wiele emocji, imponująca szczerość i otwartość, niezwykła pogoda i życzliwość...
Michasiu, dziękuję. Za pachnące skarby, które mam przed sobą także, lecz nie tylko. :)


Dziś, dzięki Michasi właśnie, robię postęp w poszukiwaniach idealnej kawy w perfumach. Idealna kawa, przypominam, powinna być gorzka i gorąca. Żadne tam przedmuchane lawendą New Haarlem.


   
To, co dobre szybko się kończy


Pierwsze wrażenie: łaaał! Kawa!

Kawa palona, gorzka, ciemna, nieco wilgotna, ale pal licho wilgoć. To najbardziej kawowa kawa w perfumach, jaką spotkałam w życiu.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Kafeine L'Atelier Boheme

.
 

1,3,7-trimetyloksantyna, 1-metyloteobromina, cudowny alkaloid purynowy... Znany też jako teina, guaranina, mateina - jeśli występuje w herbacie, guaranie czy mate - ale tak naprawdę pociągająco i dekadencko smakuje tylko w kawie. Albowiem "kawa to czarna dziura, w której wrze wolnomyślicielstwo".

Dziś będzie o kofeinie w perfumach, nie w kawie i o kawie we flakonie, nie w filiżance.


Kofeina!


Najpierw lektura: kawa i kardamon jako pierwsze dwie pozycje na liście składników. Zero kwiatków, zero lawendy, cedr i sandałowiec w sercu zapachu... Czy kogoś dziwi moje podniecenie?
Nawet tego earl greya  (herbata i bergamota) jakoś przełknęłam, choć z własnych doświadczeń wiem, że zmieszanie kawy z herbatą nie daje zbyt smacznych efektów. Dopiero karmel w bazie mnie zaniepokoił, nie na tyle jednak, by minęła i ekscytacja.

Kofeina!
Kofeina daje życiu smak. Smak kawy, rzecz jasna, a to bardzo dobry smak jest. :)

Rhizomes L'Atelier Boheme

.
Kłącza obudziły we mnie nadzieję.

I wcale nie mam tu na myśli wiosny, nowego życia, ogólnego odrodzenia i innych przyrodniczo - metaforycznych konotacji, lecz prostą nadzieję, na to, że kłącza w nazwie i wetiwer w składzie wleją w perfumy Darchicourt nieco życia. Dotychczasowe bowiem recenzowane przeze mnie kompozycje tej pani, Immortelle i Fil de Soie, energią raczej nie tryskały. Wiodły swego rodzaju perfumeryjne życie pozagrobowe, generując wizje realnej lub wyimaginowanej, ale jednak przeszłości...

Do rzeczy. Rwijmy kłącza jak świeże wiśnie... Yyyy... Nic nie piłam. :p


Uwiędłe nadzieje


Już pierwsze nuty spowodowały, że moje nadzieje przeszły całkowitą metamorfozę. Nie dokonały żywota w jakiś szczególnie spektakularny sposób, po prostu zmianiły się w... Inne nadzieje. Ja się szybko adaptuję i raczej doceniam dary losu.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Fil de Soie L'Atelier Boheme

 .
Dziś drugi z serii zapachów założonej przez młodą perfumiarkę Crystelle Darchicourt firmy L'Atelier Boheme. Założycielka i nos tego mało u nas znanego atelier perfumeryjnego sama o swoich dziełach mówi, że są opowieściami powstającymi po to, by wyrażać uczucia, które trudno zawrzeć w słowach.

Interpretację tej deklaracji pozostawiam Wam, sama zaś opowiem o jedwabnej nici utkanej przez Crystelle.


Stary Królik mocno śpi...


Perfumy definiowane jako męskie, początek mają... Chłopięcy. Zadziorny, energetyczny, pogodny.

Najpierw pojawia się jasny, urokliwy akord ziołowy: poza wymienioną w nutach bazylią i aromatem kwiatowej, pozbawionej ostrej ekspansywności szałwii wyczuwam melisę, rozmaryn i ślad delikatnej, miękkiej lawendy.
Zapach jest śliczny, naturalnie, nienatrętnie słodkawy, w odbiorze przyjemny jak szklanka chłodnego, ziołowego naparu lekko dosłodzonego akacjowym miodem.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Immortelle L'Atelier Boheme

.
Miałam pewien problem z wyborem zapachu na dzisiaj. 24 kwietnia - teoretycznie  (i astronomicznie) dzień, jak wiele innych - równonoc wiosenna już minęła, Jare Gody z topieniem Marzanny, malowaniem jajek, śmigusem i dyngusem powinny być  już za nami, a jednak historia czasami dziwnie się pisze...
Oto obchodzimy to samo święto pod inną nazwą, w innym terminie i ku czci innego boga. A jednak to, co najważniejsze nie zmienia się od tysiącleci: nadal jest to czas radości, czas witania odradzającego się życia.

 

Z okazji tego pięknego święta, jakkolwiek je obchodzicie, życzę Wam powodzenia we wszystkim, co przedsięweźmiecie; żeby to, co zasiejecie, wzrastało i wydawało owoce; żeby Wasze plany zawsze zmierzały ku dobremu finałowi, Wasze dni były słoneczne, a perfumy nigdy się nie psuły.

***

W ramach (chyba) pierwszej recenzji z kolejnego mini - cyklu, wybrałam zapach o inspirującej nazwie...


Zapach sentymentalny


Nieśmiertelnik. Niezwykłe imię dla czegoś tak delikatnego i nietrwałego, jak kwiat i jednocześnie piękne imię dla perfum.

Kocanki (bo taka jest właściwa nazwa tych nietypowych kwiatków) zasługują jednak na swoją nazwę: niepozorne, niewielkie kwiatostany nieśmiertelników składają się z płatków nadspodziewanie twardych i odpornych, bardziej niż wiotkie zwykle płatki przypominających barwne łuski. Dzięki temu właśnie wysychając kocanka nie wiotczeje, nie marszczy się, nie traci kształtu, lecz trwa niezmienna przez wiele, wiele dni. Kojarzycie suche bukiety zdobiące domy naszych babć i cioć? Istnieje spora szansa na to, że zrobiono je właśnie z kwiatków kocanki, czyli nieśmiertelnika. 

czwartek, 21 kwietnia 2011

Vikt Slumberhouse


Bez gierek: gdybym napisała, że nie miałam wielkich oczekiwań i nie spodziewałam się niczego szczególnego, byłoby to łgarstwo i tyle. Od początku wiedziałam, że to musi, po prostu musi być zapach wyjątkowy. Skład jak marzenie: drewno, żywica i olejek z lauru. Czy coś tu może pójść nie tak?

Nie poszło "nie tak", ale też nie do końca drogą, którą malowała moja wyobraźnia.


Czarny charakter


Otwarcie jak zwykle - dziwne.
Po doświadczeniach z czterema zapachami Slumberhouse marzę o poznaniu kolejnych. Mają chłopaki pomysły i odwagę do ich realizacji.

Tym razem także, zamiast kompozycji linearnej, statycznej i po prostu głęboko drzewnej, którą zdają się zapowiadać nuty, otrzymujemy... Coś więcej.

Pierwszy akord jest ekspansywny, ostrzejszy, niż oczekiwałam. Eteryczny olejek ravensary początkowo skupia na sobie całą uwagę: jest dziwny i ta dziwność została tu wyeksponowana. Nie znam zapachu czystego składnika, nie wiem więc, jak bardzo czysty (pure) jest tu jego aromat, jednak gdybym miała opisać to pierwsze, mocne tchnienie Vikt określiłabym je jako połączenie zapachu liści i gałązek lauru, świeżej (nie w postaci żelek) lukrecji, cynamonowego olejku i fenkułu. Domniemywam, że to ravensara właśnie.

środa, 20 kwietnia 2011

Jeke Slumberhouse

 .
Testy perfum marki Slumberhouse zaczęłam sprytnie: od zapachu, który zapowiadał się najmniej obiecująco. Zamierzam konsekwentnie stopniować napięcie i zmierzać powoli w kierunku kompozycji, której nuty wyglądają najbardziej groźnie... Dla mojego portfela. Finał jeszcze nie dziś, a tymczasem... 
Tymczasem niech mnie wciórności, jeśli nie wkroczyłam właśnie w strefę zagrożenia.


Skądże ty tutaj, panie?


Ostre, apteczne otwarcie zdawało się zapowiadać zapach męski, cierpki, zupełnie nie w moim stylu. Jałowiec i tytoń - pomyślałam - to zestaw typowy dla "purhommów".
Wiedziałam już, że kompozycje Slumberhouse są ciekawe i niebanalne, przyszło mi więc do głowy, że to właśnie będzie słabsza pozycja w asortymencie firmy. Muszą takie być, czyż nie?


Oczywiście dałam już jasno do zrozumienia, że moje przewrotne knowania okazały się pomyłką. Wystarczyło kilkanaście, kilkadziesiąt sekund, bym zrezygnowała z kombinowania i zaczęła z rosnącą ekscytacją wwąchiwać się w skropione Jeke partie swojej skóry.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Dobre wieści z Quality

.
Mawia się, ze brak wiadomości to dobre wiadomości. Tym razem wiadomości są dobre także kiedy ich nie brak. :)


Po pierwsze z entuzjazmem donoszę, że na półki Quality trafiły dwa nowe zapachy Profumum Roma: Arso i Battito d'Ali.
Cena za oba taka sama, jak za wszystkie pozostałe zapachy Profumum: 760 zł/100ml.


Mam już także konkretne wiadomości dotyczące nowych zapachów Montale. 

Zarówno Dark Aoud, jak i Moon Aoud pojawią się na półkach Quality po 15 maja.
Dodatkową rewelacją jest fakt, że wraz z nimi do oferty wejdzie wyczekiwany Full Incense.


Są powody do mruczenia. :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Ore Slumberhouse

.
Kolejny zapach Slumberhouse, który wzięłam na warsztat i kolejna niespodzianka. Rozmiłowani w hip - hopie i graffiti panowie tworzący tę firmę rzeczywiście wnoszą do perfumeryjnego świata powiew świeżości. Tym razem dosłownie. :)


Minty Cocoa After Eight


Sam pomysł jest niesamowity. Połączenie ostrego, ziołowo - lekarstwianego chłodu z ciepłym aromatem kakao. To nie powinno się udać. Rozumiem negatywne opinie w sieci, rozumiem zdziwienie i niedowierzanie ich autorów, rozumiem, że Ore może się nie podobać. Mimo to jestem zafascynowana, nie zbulwersowana.

Dwie główne, wiodące nuty nijak do siebie nie pasują, a jednak tworzą nietypową harmonię, nie dysonans. Z bliska czuję szałwię, nieco eugenolu i kamfory, ziołowy pieprz, kakao, waniliowo - żywiczny balsam peru, wyraźną słodycz i gdzieś w tle coś między imbirem a geranium. I nie przeczę, że wrażenia są dziwne.

sobota, 16 kwietnia 2011

Raport wysyłkowy


Melduję, że wczoraj rano wszystkie paczki urodzinowe zostały nadane

Poszły także próbki: Organza Indecence dla Rzeki, M7 dla Krzyśka oraz powtórnie słodkości dla Viollet

W domu zostały mi tylko próbki Ramion Molvizar dla Idy, która zdecydowała się na odbiór osobisty.

Za informacje o dotarciu przesyłek będę wdzięczna.

Dziękuję za uwagę i przepraszam za post śmieciowy.

Grev Slumberhouse


Dziś na SoS nowa marka. I to nie lada jaka!

Slumberhouse jest marką butikową, podobnie jak Odin, o którym już pisałam. Twórcy firmy przyznają się do fascynacji kulturą miejską, uliczną. Wśród najważniejszych inspiracji wymieniają nową falę hip - hopu i dzieła twórców ulicznego graffiti. 
Sami siebie określają jako grupę młodych facetów maszerujących we własnym rytmie, całkowicie lekceważących inne marki, trendy i układy. Oficjalna dewiza firmy mówi, że "Slumberhouse reprezentuje jednoznaczne umiłowanie sztuki tworzenia perfum".
Tak szczerze... Nie czuję tego. :/ Ale Grev zawiera brzozę i to wystarczy, bym pragnęła go poznać.


Chłodny ekscentryk


czwartek, 14 kwietnia 2011

Moon Aoud Montale

.
Wiecie, co to jest "dowód miłości"?
To sytuacja, kiedy coś, co powinno być zmysłową przyjemnością dla nas samych robimy dlatego, że pragnie tego ktoś dla nas ważny...

No to ta recenzja jest moim dowodem miłości do Was. ;)

Pytaliście o Moon Aoud Montale - kolejną nowość zaprezentowaną na targach Esxence 2011 w Mediolanie. Owszem, znam, mogę opisać. Bez entuzjazmu, niestety.


Femme fatale i dowód miłości


Po fenomenalnym Dark Aoud spore nadzieje wiązałam z drugą premierą: księżycową interpretacją agaru w wersji Pierre'a Montale. Mój umysł snuł wizje agaru chłodnego, wysrebrzonego frankońskim kadzidłem; eleganckiego, powściągliwego, tchnącego spokojem.
Wiem, że to nie styl Montale, ale agar z kadzidłem frankońskim jest teraz trendy - myślałam, że twórca pójdzie w tę stronę.

A teraz bez suspensu i stopniowania napięcia: Moon Aoud to typowy Montalak i to wcale nie w tym pozytywnym znaczeniu.

wtorek, 12 kwietnia 2011

Dark Aoud Montale

.
Powiadają, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

A ja widzę, że nie tylko rzeka płynie. Zmieniam się i ja. Nie sposób z tą samą świeżością przeżywać w nieskończoność tych samych wzruszeń. Nie da się oszaleć dwa razy w ten sam sposób. 

Czemu o tym piszę? Bo oto przeżywam kolejne perfumeryjne déjà vu. I odczuwam podobny zawód, jak w momencie docierania do kresu książki pochłoniętej z wypiekami na twarzy w jedną noc: czuję żal, że już nigdy nie przeczytam jej po raz pierwszy. 


Dziesiąta część domeny Okeanosa 
głębokiej nocy oddana *


Dark Aoud Montale jest piękny i potężny.
Od pierwszych sekund napiera na zmysły huraganem przypraw, otumania chmurą gorzkiego kadzidła i wreszcie zwala się na człowieka ciężkimi, ciemnymi nutami drzewnymi. A ja zachowuję spokój. Byłam tu już.

Specjalna oferta Le Labo

.
Oto reakcja Le Labo na tragedię w Japonii:



Podpis głosi:
Gaiac 10, nasz Tokio Exclusive wyjątkowo do 15 maja 2011 dostępny będzie w naszych butikach w Los Angeles, Nowym Yorku i Londynie, a także w naszych sklepach internetowych. Wszystkie zyski ze sprzedaży przekazane zostaną Japońskiemu Czerwonemu Krzyżowi jako wsparcie działań związanych ze skutkami trzęsienia ziemi.

Cena ekskluzywnego zapachu dostępnego dotychczas wyłącznie w Tokio to 220 Euro za 50 ml i 340 Eeuro za 100 ml - czyli taka, jak w sprzedaży regularnej w butiku.
Namiary na internetowe sklepy Le Labo na stronie producenta w zakładce E-STORES.


Wiem, że to nie tablica ogłoszeń, ale zdobycie tego zapachu jest naprawdę trudne. Jeśli ktoś czuje się mocny w kieszeni, to może warto zastanowić się, czy czekać do najbliższej wizyty w Tokio...

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Prezenty, prezenty... Rozdane. :)

.
Zgodnie z zapowiedzią na Facebooku, dziś ogłoszenie zwycięzców mojej urodzinowej Sabbawy. :)

Dziękuję wszystkim biorącym udział: za przepiękne, ciepłe życzenia - te poważne i te żartobliwe. Dziękuję za każde miłe słowo.
Pisanie bloga to wielka radość. Z powodu tematu, który mnie pasjonuje oczywiście najpierw, ale to Wy dajecie mi zastrzyk pozytywnej energii, która potrzebna jest do tego, żeby wśród codziennych obowiązków znaleźć czas i ochotę na pisanie. Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim za to, że jesteście. Za wszystkie komentarze, także te krytyczne czy polemiczne, za porywające dyskusje pod postami, za cenne rady, za to, że poświęcacie swój czas na perfumeryjne podróże ze mną. Dziękuję!


A teraz już zapraszam do zapoznania się z listą zwycięzców.

sobota, 9 kwietnia 2011

Arso Profumum Roma

.
Profumum Roma to firma prawdziwie niszowa: najlepszej jakości składniki; niezwykłe, często dziwne i trudne zapachy oparte na niesamowitych pomysłach i wsparte nietypowymi, poetyckimi opisami, którym zarzucić można wiele, ale z pewnością nie brak oryginalności, czy emocji; jednakowe, skrajnie proste flakony będące jedynie oprawą dla "istoty dzieła", czyli zapachu... I pomysły. Inspiracje czerpane wprost z osobistych wspomnień i emocji twórców: najmłodszego pokolenia starej włoskiej familii Durante.

I oto, po raz kolejny, w wyniku tej niezwykłej, rodzinnej współpracy powstało coś niesamowitego.


La vita è buona 
- life is good


Pierwsza myśl: czemu jest tak chłodno?

Kompozycja o takim imieniu winna być gorąca i dymna. Tymczasem zapowiadane jako woń trzaskających w kominku sosnowych gałęzi Arso zaczyna się podróżą przez las.

Esxence The Scent of Excellence - krótkie podumowanie targów

.
Nowości z niszowych targów w Mediolanie ciąg dalszy.



Zakończone w czwartek targi Esxence The Scent of Excellence stały się, jak zwykle, okazją do wielu premier i zapowiedzi.

Poza, wspomnianymi już, zapachami FroFumum Roma: Arso i Battito d'Ali, które na półkach Perfumerii Quality pojawią się jeszcze w kwietniu, nowe zapachy: Dark Aoud i Moon Aoud zaprezentował Pierre Montale (recenzje obu jak tylko się wyrobię). 

piątek, 8 kwietnia 2011

Battito d'Ali Profumum Roma

.
Czy słyszeliście kiedyś łopot anielskich skrzydeł? Czy ktokolwiek słyszał?

Nie obawiajcie się - nie będę snuła rozważań angelologicznych; szczególnie, że teraz dane nam będzie przeżyć to mistyczne doświadczenie... Węchem.


Czym pachną anioły?


Pierwszy moment... Szukam bieli. Podświadomie wyglądam nut jasnych, chłodnych, ulotnych: pudru ryżowego, kokosa, białego cukru. Jakże prosty jest człowiek!

Tymczasem anioł namalowany zapachem Profumum nie jest aniołem spowitym w powłóczystą biel, upozowanym i dalekim. Ciepły, łagodny aromat najdelikatniejszego, suchego, nieczekoladowego kakao rozświetlony został promieniem świeżych pąków kwiatu pomarańczy. Od pierwszej chwili czuję, że oto anioł w locie: skąpana w słońcu łagodność na tle błękitnego nieba. 

czwartek, 7 kwietnia 2011

Noir de Noir Tom Ford

...po serii recenzji, w których siliłam się na umiar i delikatność.


Wybór padł na zapach będący w założeniu mrokiem mrocznym - czarną czernią. Trochę miałam schizodalne oczekiwania, bo Tom Ford nie raz już wystrychnął mnie na dudka swoimi buńczucznymi obietnicami i niegrzecznym image'em, ale po raz kolejny przyjdzie mi powtórzyć, że nadzieja umiera ostatnia.

Niechaj więc nastanie mrok.



Mroku pragnę, mhrrroku...


Pierwszy akord fordowskiej czerni wcale nie jest czarny. Jeśli jednak odrzucimy oczekiwania związane z nazwą kompozycji, okaże się, że wcale nie jest tak źle.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Prezenty, prezenty!

 .
Kochani, mam dziś urodziny. W związku z tym przygotowałam dla Was upominki. Już dawno wpadłam na to, że dawanie prezentów jest przyjemniejsze nawet, niż ich dostawanie. Choć oczywiście i tę drugą opcję lubię. :)

Czytajcie do końca - zabawa ma dwie odsłony. W obu do zdobycia nagrody.


poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Dzionek i Nocka - Ananda i Black Ananda M. Micallef

.
Tak właśnie, jak w tytule: nie dzień i noc, lecz uroczy dzionek i ciepła nocka z życia młodej kobiety. I nie ma w tym określeniu sarkazmu. Chyba...


Klasyczna Ananda nie doczekała się dotychczas recenzji w tym szczególnym miejscu. I powody są chyba oczywiste. Oto jednak firma Parfums M. Micallef wypuściła na rynek Anandę z czernią w tytule. A to już uznać można za poważny przyczynek do poświęcenia słów kilku urodzie obu pięknych pań. :)

Dziś przedstawiam Wam dwie pachnące krewniaczki: Ananda i Black Ananda zmieszane utalentowaną ręką Geoffreya Nejmana.


Dzionek



Ananda od pierwszych nut jest miękka i otulająca. Wyczuwalna w otwarciu dojrzała, mięsista śliwka pozbawiona została dosłowności i złożona z ciepłym aromatem kwiatów tworzy akord krągły i łagodny jak archetypiczna, doskonała kobiecość. Elegancki i urokliwy.

piątek, 1 kwietnia 2011

Organza Indecence Givenchy

.
Dawno, dawno temu, w czasach, kiedy wierzyłam w słowo pisane i potęgę autorytetów...

Trochę przesadziłam. Jeszcze raz:

W czasach kiedy zaczynałam swoją perfumeryjną przygodę, czyli w sumie niezbyt dawno temu, czytałam fora perfumeryjne i z pasją chłonęłam pojawiające się na nich informacje oraz opinie bardziej ode mnie doświadczonych miłośników perfum. Moje szczególne zainteresowanie wzbudził zapach wyjątkowo często pojawiający się w treści postów. Pisano, że mocny, odurzający, drapieżny, seksowny jak żaden inny, że stawia zmysły na baczność, że jego urokowi oprzeć się nie sposób. Fascynujące było to, że perfumy te nie zbierały żadnych, ale to żadnych negatywnych recenzji. Masowy zachwyt. To, w połączeniu z informacją, że są to pierwsze perfumy, w których nie ma ani jednej nuty kwiatowej sprawiło, że zapragnęłam ich namiętnie i gwałtownie.
Nie powstrzymał mnie fakt, że zapach jest od dawna wycofany - za jakieś absurdalne pieniądze nabyłam w ciemno miniaturę (nabyłabym i flakon, ale akurat nikt nie sprzedawał) i wreszcie mogłam przystąpić do testów.


Największe perfumeryjne rozczarowanie 
w życiu


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...