sobota, 9 kwietnia 2011

Arso Profumum Roma

.
Profumum Roma to firma prawdziwie niszowa: najlepszej jakości składniki; niezwykłe, często dziwne i trudne zapachy oparte na niesamowitych pomysłach i wsparte nietypowymi, poetyckimi opisami, którym zarzucić można wiele, ale z pewnością nie brak oryginalności, czy emocji; jednakowe, skrajnie proste flakony będące jedynie oprawą dla "istoty dzieła", czyli zapachu... I pomysły. Inspiracje czerpane wprost z osobistych wspomnień i emocji twórców: najmłodszego pokolenia starej włoskiej familii Durante.

I oto, po raz kolejny, w wyniku tej niezwykłej, rodzinnej współpracy powstało coś niesamowitego.


La vita è buona 
- life is good


Pierwsza myśl: czemu jest tak chłodno?

Kompozycja o takim imieniu winna być gorąca i dymna. Tymczasem zapowiadane jako woń trzaskających w kominku sosnowych gałęzi Arso zaczyna się podróżą przez las.

 

Fenomenalnie sugestywny zapach sosny, ożywczy aromat jasnych listków i młodych gałązek, wyrazista goryczka świeżej, mokrej żywicy. 
Obraz namalował się sam. Oto las po deszczu. Niebo jest pogodne, obite ulewą listki lśnią w słońcu, połamane gwałtowną wichurą gałęzie broczą złocistą posoką... Przez ten właśnie las wędrujemy boso, ostrożnie stąpając po szorstkim kobiercu utkanym z mchu i sosnowych igieł.

Wędrówka nie trwa długo. Nie zdążymy przemarznąć, spacer skończy się, nim poczujemy znurzenie, a spadające na twarz letnie krople nie zdążą nas zniecierpliwić. Zbliżamy się do celu. Jeśli wyobrazicie sobie mały kościółek zmieniony w dom mieszkalny, albo starą chatę przemianowaną na  tymczasową kapliczkę to będzie mniej więcej to, co opowiada nam Arso.


Serce kompozycji to cudownie łagodne, aksamitne połączenie nut drzewnych (sosna, młody cedr, gwajak, sandałowiec, dąb, może brzoza), słodkich aromatów dymnych, dyskretnego zapachu delikatnej, miękkiej skóry i szlachetnej woni żywicznych kadzideł z przewagą olibanum. Zapach jest jednocześnie pierwotny i miękki, w charakterystyczny dla gwajaku sposób słodki i wyraźnie dymny, ciepły i przestrzenny...

Może i nie jest to szczególnie oryginalne złożenie nut - przecież to już było tyle razy. Przede wszystkim w lutensowskiej Fille en Aiguilles, ale podobną historię opowiadają też w Winter Woods Sonoma Scent Studio, a w Fireside Intense tej samej firmy, czy Burning Leaves I Hate Perfume charakterystyczny zapach powolnego spalania mieliśmy okazję podziwiać wcześniej. Tym razem jednak wszystko jest bardziej idealne, krągłe, szlachetne. Archetypiczne.

Zapach świeżego drewna jest oczywisty i jasny, nuty dymne otulające i łagodne jak nigdzie, kadzidło zaś tak wyraziste, słodkie i atłasowe, jak gdyby dane nam było obcowanie z kadzidlanym absolutem, czystą ideą kadzidła.


Jeśli po lekturze opisu wyda się Wam, że takie idealne złożenie idealnych nut może być nieco mdłe i nienoszalne - oto, co Wam odpowiem. 
Arso jest piękny. Piękny, ale i ładny także. Jeżeli poszukujecie mocnych wrażeń, woni mrocznych i obrazoburczych - rzeczywiście, nie tędy droga. Dziki gon nie przewali się przez tę knieję, na uroczyskach nie będą wyły wilkołaki, pożoga nie strawi samotnej chatki na polanie. Arso otula jak łagodna muzyka, ogrzewa jak najmiększy szal, uszczęśliwia jak spełniona miłość.

Mówi do nas: oggi la vita è buona - today life is good. 


Na koniec, żeby podkreślić kunszt twórców tych pięknych perfum, pozwolę sobie przytoczyć tłumaczenie opisu ze strony producenta:
Na zewnątrz spadł pierwszy śnieg, a chłodny wiatr pieści sosnowe gałęzie.
W górskiej chacie siedzimy sącząc czerwone wino, kołysani rytmem dobrego jazzu. Ty i ja, wtuleni w siebie na starej sofie, przy płonącym kominku; otuleni białym dymem szlachetnego kadzidła i aromatem sosnowej żywicy...
O tym, jak trafny jest ten opis, będziecie mogli wkrótce przekonać się sami, bo obie nowe kompozycje Profumum: Arso i Battito d'Ali pojawią się w Perfumerii Quality jeszcze w tym miesiącu. Radujmy się. :)


Data powstania: 2011
Twórcy: rodzina Durante

Nuty zapachowe:
skóra, kadzidło, żywica sosnowa, liście cedru 



* Reprodukcję fotografii pod tytułem "Looking Up To Sky Through A Pine Forest" (oraz wielu innych) nabyć można na stronie www.worldofstock.com
** Zdjęcie "The Pines" pobrane zostało ze strony: rainstar999.webs.com
*** Praca "Chatka w lesie" pochodzi z galerii użytkowniczki iwonajozwiak2 na serwicie galeria.interia.pl
**** Piękną prace pod tytułem "The Fog" znalazłam na blogu tutte-reflectionsonlifecom.blogspot.com
To prawdziwa skarbnica ładnych grafik, jednak bez informacji o tym, skąd pochodzą, niestety. Na zdjęciu widnieje znak Copyright Veronique T. Niestety nie udało mi się wyszukać autorki.
***** Zdjęcie płonącego drewna ze strony www.thedeepfryerdepotinfo.com

26 komentarzy:

  1. Ojojoj! Coś mnie w portfelu łamie...
    Piękny opis! Bardzo sugestywny! Jeśli zapach tak samo piękny, to czuję, że wpadłam jak śliwka w kompot ;) Nie mogę się już doczekać poznania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wpadłam... :( O ile przy Szpilkównie zastanawiałam się, czy pragnę kilku schadzek, czy związku, o tyle tu nie mam wątpliwości. Tu wszystkie nuty są idealne, nie gryzą mi się, nie brakuje mi kadzidła w otwarciu, ani szpilek w zamknięciu. Czemuż te Profumumy takie drogie?!

    OdpowiedzUsuń
  3. Też słyszę jęk portfela... Ładnie to tak bogu ducha winne przedmioty o bóle i łamania przyprawiać? Hm? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. mrrr... trzeba będzie przetestować jak już u nas będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewidentnie czas na "sciepe", chetnie sie dolacze po przetestowaniu Arso z Luckyscent. Sadzilam, ze to bedzie hit, a po Twojej recce to wiecej niz przypuszczenie. Ogromne dzieki - zamawiam probke.
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, ale nie rozumiem. Jeśli mówimy, że życie jest dobre, no to jest dobre zawsze a nie tylko dzisiaj. Dlatego 'dzisiaj jest dobre życie' jest sformułowaniem nie logicznym jak dla mnie. Sama to wymyśliłaś czy zgapiłaś z materiałów prasowych? :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Aileen, nie wstydzę się, wstydzę okropnie. Ale to jest silniejsze ode mnie. ;)


    Maju, do testów zachęcam. A dajek sama będziesz wiedziała. Ja tylko wiem, że jeśli będziesz się zastanawiała, to zwykle nie warto kupować...


    Michasiu, ok, będziem się zrzucać. Trzeba będzie tylko dokonać analizy finansowej przedtem. :)


    Łukaszu, po co ten sarkazm?
    Życie nie zawsze jest dobre i nie dla wszystkich jest dobre. Życie _bywa_ dobre i _bywa_ piękne.
    A cytat (bo to rzeczywiście cytat) jest dla wtajemniczonych i wiem, że co najmniej dwie osoby rozszyfrowały. :)
    "Remember today, little brother. Today life is good".
    I nie z materiałów prasowych. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tam od razu sarkazm. I z całym cytatem brzmi to lepiej, niż w odosobnieniu. :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Już po opisie i tej recenzji wiem, że wpadłam po uszy. :) Nie mogę się już doczekać obu zapachów.

    OdpowiedzUsuń
  10. Łukaszu, mnie tam się wo odosobnieniu podoba. A w zestawieniu z zapachem jeszcze bardziej.
    A nie... Czekaj... To zapach mi się podoba jeszcze bardziej. :)))



    Lady... Miło mi, że wpadłam w tak dobrym towarzystwie. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zajrzałam...
    Opis mnie powalił na kolana
    las po deszczu? Mon Dieu! Ciepło i łagodnie otulające nuty dymne? Kadzidło absolutne?

    Nie...to niemożliwe, żeby coś takiego powstało i...
    jest poza moim zasięgiem...
    Cena w quality dobiła mnie zupełnie :(

    Ale widzę, że były dwie rozbiórki, więc może będzie jeszcze trzecia...
    (pobiegła edytować wishlistę ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja będę kupowała kolejny flakon. Pewnie szybciej, niż sama przypuszczam. Mam przy tym zapachu syndrom chomika. Chciałabym więcej. Ale doskwiera mi też jakiś idiotyczny przymus oszczędzania i nie używam tak często, jak bym chciała.
    Przy okazji: nawet nie wiesz, jakie komplementy się za niego zbiera...

    OdpowiedzUsuń
  13. Zupełnie się nie dziwię syndromowi chomika przy takiej cenie. ;) :D I komplementom również skoro zapach na Tobie jest taki, jak opisujesz
    ....mmmmm....
    A tego flakonika nie chciałabyś czasem nieco odpłatnie rozebrać? :P Nie, żebym dużo chciała Ci wychłeptać, tak z 5-10 ml tylko...

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak będę rozbierała to dam znać. Choć pewnie niepdko to nastąpi, bo teraz kolejn na Shams Memo. A potem w końcu na Roots i Vikta, którym nie odpuszczę. W końcu je kiedyś kupię...

    OdpowiedzUsuń
  15. :D Dziękuję z góry! :) I spokojnie, nie spieszy się, również mam swoje priorytety. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jesli napiszę, że aktualnie moim priorytetem jest nowa lodówka, to wyjdę na przyziemną nudziarę? :)

    OdpowiedzUsuń
  17. :D Nie :D Lodówka brzmi dumnie i poważnie.
    U mnie skromniej.
    Moim priorytetem jest uszkodzony tłoczek w Pelikanie 140, naprawa u pewnego starszego Pana w Krakowie, około 100 zł - nadszarpnie mój skromny budżet. :) (nie powiem, już wyszukałam sobie nowy kolor atramentu - a mówiłam Ci już, że mam też małego bzika na punkcie piór wiecznych i kolorowych atramentów? ;) - i czaję się na niego [55 zł bez wysyłki], to priorytet drugi...)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mój Waterman ze snobistyczną, złotą stalówką, na którego po tym, jak obroniłam magisterkę zrzuciła się moja rodzina dziwując się, czemuż to chcę pióro a nie coś ładnego, na przykład z biżuterii tez uległ awarii. Nie jestem w stanie go naprawić sama, a serwis daleko i drogo. :(
    Tłumaczę sobie, ze i tak prawie już nie piszę odręcznie i że wcale go nie potrzebuję. troszkę działa...
    Jaki kolor ma ten wymarzony atrament?

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja również przekładałam naprawę Pelikana już prawie rok. Wygrałam go w konkursie na forum piór wiecznych (gdzie już się nie udzielam) jakoś 2 lata temu i ... nie minął rok jak uszkodziłam mu tłoczek. Teraz mam kolejny nowy atrament, tym razem zieleń morska Diamine (a chcę następny ;P) a że każde pióro napełniam innym i używam w zależności od nastroju, brakuje mi piórka akurat do morskiego, zwłaszcza, że pięknie go cieniuje - a tego efektu nie ma np. przy Faber Castor Ambition, do którego ostatecznie zdecydowałam się go załadować. Lubię na ogół stalówki- igły, ale F-ka Pelikana spokojnie mogłaby służyć za M-kę lub nawet grubość O przy 'japończykach'. ;) Japońskie pióra dopiero mają "F-ki :), nawet europejskie EF-ki się nie umywają. Ale mają swoją cenę, toteż od dawna już marzy mi się Sailor... :D Naprawa Pelikana około 80 zł, jak mi oszacował miły Pan z Krakowa, więc przekładałam, przekładałam aż w końcu się zdecydowałam (przez ten atrament nieużywany! :D). Jest kilka punktów napraw piór wiecznych, ktoś nawet w K-cach naprawia ale nieoficjalnie.

    Co do kolejnego zakupu, który "za mną chodzi" jest to Noodler's Gruene Cactus, a tu jest recenzja: http://www.fountainpennetwork.com/forum/index.php?/topic/11779-noodlers-gruene-cactus/

    A w ogóle jeśli chodzi o kolory atramentów Sabbath:
    http://www.thewritingdesk.co.uk/showproduct.php?brandlink=&cat=ink&subr= zajrzyj tu, a zrozumiesz :D Wiele z nich można dostać w Polsce. ;)

    Ja sporo piszę i notuję, adresuję koperty, czasem trzeba się gdzieś podpisać, więc moje piórka i atramenty nie cieszą tylko oczu tylko są w stałym użytku. :) To jest jeszcze jedna z moich małych radości, brać ulubione pióra do ręki i wybierać sobie kolor dnia... ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. Acha - wygląda to jak nieścisłość, naprawa pióra raz 100 zł - raz 80 zł, ale nieścisłością nie jest. Pan z Krakowa to wiekowy już jegomość i nie ma konta. Skontaktowałam się z nim telefonicznie i po opisie usterki oszacował naprawę na około 80 zł (to i tak taniej niż w innych punktach, a jego serwis ma najlepszą renomę w Polsce), jednak odbywa się to w taki sposób, że pióro wysyłasz mu wraz z pieniędzmi w kopercie, zawsze więcej, przesyłką rejestrowaną, on zaś naprawia i wysyła z powrotem wraz z resztą :) Cała operacja działa na zasadach uczciwości i zaufania. I to też mi się podoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Piękny, czysty, ostry, mroźny na początku ewoluuje w stronę przydymionej, ciepłej słodyczy.
    Pachnie żywicznie, świeżością lasu i jednocześnie dymnie, ale chociaż nazwa podpowiada podpalenie (spalenie?), głowa nie podsuwa obrazu płonącej świątyni tylko bardzo bezpieczny kadr - tlących się liści. I jeszcze gdzieś wyczuwalna jest, bardzo delikatnie, znoszona naturalna skóra, taka, o której mówi się, że z biegiem czasu szlachetnieje.
    Mam tylko 0,7 ml, żeby wdrukować go w pamięć, na szczęście doznania nie stanowią wypadkowej pojemności i są absolutnie nielimitowane.
    Kolekcjonuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff... Po Hunterze bałam się, że rozczaruję Cię po raz kolejny.
      Ja pachnąc Arso usłyszałam: you smell like a burning forest. Wyszeptane do ucha było bez wątpienia komplementem.

      Usuń
    2. Inspiracje nigdy nie rozczarowują!
      Pięknie skrojony komplement - uśmiechnęłam się po przeczytaniu.

      Wiesz, co wydaje mi się teraz naprawdę trudnym ćwiczeniem, nie tylko lingwistycznym? Zaaplikować na lewy nadgarstek Zagorsk, na prawy Arso i starać się zwerbalizować różnicę!

      Usuń
    3. Ok, po kilku minutach prawy nadgarstek zaczyna płonąć - Arso, a nuty na lewym subtelnieją.
      Ciekawe, jak Ty to odbierasz.

      Usuń
    4. Nigdy nie testowałam ich razem. I dziś chyba mi się nie uda, bo testowany w Super Pharmie Womanity z serii Taste of Fragrance daje czadu od 10 chyba godzin. Mam moc pioruńską, zmyć się nie daje, a ja planowałam testy naskórne Playów...
      Ale porównanie kiedyś uczynię, choć przyznaję, ze Arso używam nader ostrożnie. Drogi jest, a mnie się flaszka kończy...

      Usuń
  22. Jeden z moich ulubieńców. Piękny i niezwykle ciepły zapach. Jest taki "przyjacielski". Dodaje mi werwy i sił witalnych. Pomaga dostrzec lepszą stronę życia. Mam wielką ochotę go kupić ale nadszarpnęłoby to mój budżet. Arso RULES :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...