czwartek, 5 maja 2011

Akaba Antonio Visconti

.
O mądrej satrapini

Akaba reklamowana jest jako zapach hipnotyczny i feromonowy. Może to i prawda. Nie znam się na hipnozie, a do feromonów w perfumach mam stosunek (delikatnie mówiąc) sceptyczny.

Ja najpierw czuję miód. Gorzki, nieczyszczony, drapiący w gardle. Towarzyszy mu charakterystyczny zapach suszonych borowików. Nie jest to bynajmniej woń odpychająca, ale w świetle opisu... Zaskakuje.

I przyznam się, że tu prawie już postawiłam krzyżyk na Akabie, prawie zamknęłam dokument tekstowy, prawie poszłam spać. Prawie!
Bo jednak tkwi we mnie przekonanie, ze rezygnacja to forma porażki. Przecież, cokolwiek by o tym otwarciu nie mówić, zapach nie okazał się nijaki, banalny, miałki. Głupio tak dzielnie podkulić ogon i zwiać.

Zaprawdę powiadam Wam, błogosławieni wytrwali, albowiem oni Akabą cieszyć się będą.

Czytając nuty uwagę zwróciłam głównie na bylicę, na stronie Mati Trading zatytułowaną dumnie Armoise, co jest po prostu francuską nazwą i niewiele mi mówiło.
Google szybko wypluły piołun i moja wyobraźnia zareagowała natychmiast kreując wizje szalonych poetów odkrywających sztuczne raje, absyntowych wróżek i ogólnej dekadencji. Niestety, nie bardzo miałam tę swoją nadpobudliwą wyobraźnię czym nakarmić, bo czułam głównie zapach ziółek ewidentnie kuchennych, które najpierw wydawały się mieć coś wspólnego z lubczykiem, a rychło okazały się pachnieć estragonem. WTF?

 

Pointa tego wywodu jest taka, że bylica to także estragon właśnie. Konkretnie bylica draganek znana także jako bylica głupich. I mój nos mówi mi, ze tę właśnie roślinę, zwaną szumnie Artemisia dracunculus znajdujemy w "hipnotycznej i feromonowej" Akabie. :)

Poza wyraźnym i przyjemnym aromatem estragonu w sercu kompozycji znajdziemy nieco olejku z paczulki wonnej, skórzastą lukrecję, podwędzany tytoń, także brzmiące nieco wędzarniczo nuty drzewne i ślad wanilii.

Przyznaję, nie musiałam długo kombinować, cóż też mi ten zestaw nut przypomina. Mechant Loup l'Artisan Parfumeur! Tym razem, bez "programującej" umysł nazwy nie przypomina mi szczeniaczka w warzywnym ogródku, lecz (znów programowo) zielarkę, która powraca z ogrodu z naręczem ziół i korzeni.

 

Pomieszczenie jest przestronne, czyste i zacienione. Nieco zadymione także. Na wbitych w ściany hakach suszą się pęki aromatycznych roślin, w alabastrowych miseczkach i glinianych amforkach stoją sproszkowane magiczne ingrediencje i cenne olejki.

Dlaczego właśnie zielarkę wybrałam na bohaterkę swego "obrazka"?
Zainspirowała mnie nosząca estragonowe imię żona i zarazem siostra Mauzolosa, jedna z nielicznych kobiet helleńskiego świata, które samodzielnie rządziły krajem. Zanim piękna i mądra Artemizja stała się władczynią - wdową pijącą co dnia prochy swego ukochanego brata i małżonka zmieszane z winem, przez wiele lat budowała swoją pozycję i autorytet na dworze słynąc nie tylko z talentów politycznych i literackich, ale też imponującej wiedzy medycznej.

 

Tak więc nie Jordania, lecz Karia. I nie Salomon, lecz mądra niewiasta została dla mnie patronką Akaby. 
A powodem wcale nie jest władza, którą sprawowała, ani nawet wspaniałe Mauzoleum, które wybudowała, lecz jej niezwykły pragmatyzm. Potrafiła podejmować rozważne, sprytne decyzje polityczne, skutecznie wspierać ekspansję kultury helleńskiej na perskich ziemiach, znaleźć czas na zgłębianie wiedzy i pielęgnować uczucia w długim i trudnym związku. Jestem pewna, że potrafiła także doprawić potrawę estragonem, jeśli zaszła konieczność.

Inną, niestety, wspólną cechą Akaby i Artemizji jest to, że obie odchodzą cicho i smutno. Tak, jak Artemizja po śmierci swego małżonka więdła z tęsknoty i żalu, tak Akaba po otwarciu swego aromatycznego serca, zamiast pogłębiać się i nabierać gęstości, blednie, gaśnie, spuszcza głowę. 

Po czterech godzinach zostaje po niej piękne wspomnienie: ciepły, drzewny, odrobinę popielisty aromat z nutą piżma i ładnym akcentem lukrecjowym, który trwa na skórze wiele, wiele godzin; nie cieszy jednak tak, jak mógłby, bo jest bardziej cieniem zapachu, niż zapachem.
Szkoda, bo jest potencjał w tej opowieści.


Data powstania: 2005
Twórca: Antonio Visconti

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: bylica (Artemisia), cytryna, paczula
Nuty serca: drewno cedrowe, drewno sandałowe z Mysore, drewno agarowe
Nuty bazowe: absolut tytoniowy, wanilia, korzeń lukrecji, piżmo z Tonkin


* Zdjęcie estragonu pochodzi ze strony: www.orlandosidee.de
** Autorem obrazu "Artemizja przygotowująca napój z prochów swego męża Mauzolosa" jest Francesco Furini

5 komentarzy:

  1. Kolejny zapach Antonio Visconti którego nie warto kupować. Można odłożyć na Vikt'a i Roots'a :) Darek

    OdpowiedzUsuń
  2. Akabę mam. Kiedyś ciapnęłam nią nadgarstek i nie zaiskrzyło, więc próbka sobie czeka w ciszy i ciemnościach. :) Ale skoro pięknieje z czasem, to może powinnam dać jej drugą szansę? W końcu nuty są nie byle jakie, a zapach żyje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałam poinformować, że przyznałam Ci Sunshine Award. Pewnie brałaś już udział w tej zabawie, ale nie szkodzi. Uwielbiam Cię czytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz - miałam awarię sieci. :(

    Ale Darku, Wiedźmo, myślę, że Oboje macie rację. Poznać warto, no ciekawa jest, ale kupować... Ja bym nie kupiła. A gdybym dostała za darmo - nie nosiłabym.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam próbkę i szczerze mówiąc bardzo żałuję, że juz sie kończy, bo zapach wyjątkowo przypadł mi do gustu. Bardzo podoba mi się to jak uklada się na mojej skórze: miodowo, ale bardzo gorzko. Czuję tytoń i wanilię. Taka słodko-brudna kompozycja bardzo mi odpowiada.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...