czwartek, 30 czerwca 2011

Full Incense Montale

.
Moja przygoda z perfumami Pierre'a Montale nie zaczęła się dobrze. Testy pierwszych kompozycji, z których tylko część obsmarowałam na blogu, wypadały źle lub tragicznie. Nawet Black Aoud, którego sama nazwa wystarczała, by podnieść mi ciśnienie okazał się niezbyt black i bynajmniej nie Aoud. Nieco nadziei wzbudziła Niebieska Ambra i Czerwony Wetiwer - obie kompozycje noszą nazwy pomysłowe, przez swą kolorystyczną niesztampowość działające na wyobraźnię i nie robią mi krzywdy. Niestety, na kolana nie rzuciła mnie żadna z nich.
Przełomem okazała się tegoroczna premiera: Dark Aoud, którego zapragnęłam namiętnie i gwałtownie. Najbardziej jednak wyczekiwanym przeze mnie zapachem Pierre'a Montale był mój dzisiejszy bohater. Czyż z taką listą nut mógł rozczarować? Wszak to kadzidła uczyniły ze mnie perfumeryjnego maniaka.


Kadzidło brzydszego boga


Wyznam od razu - obawiałam się plagiatu. Kopii Avignon, Cardinala czy Bois d'Encens. Tego ostatniego najmniej, bo nie sposób odtworzyć klimatu pogańskiego kadzidła mamiącego zmysły w drzewno - kadzidlanej kompozycji Michela Almairac bez chmury czarnego pieprzu, a obecności pieprzu nie sygnalizował żaden z sieciowych recenzentów. Wyglądałam więc testów niecierpliwie i z niepokojem w pamięci mając piękny, lecz wtórny Dark Aoud. I najgorsze jest to, ze po kolejnym teście nadal nie wiem, co myśleć.

Zapach jest kadzidlany, bez wątpienia. Ma moc.
Siecze metalicznym ostrzem olibanum, otumania nutami żywicznymi, wali po łbie mocną, trwałą bazą... I jest wtórny, wtórny, wtórny.

Montale postanowił tym razem podpiąć się pod sukces kościelnych kadzideł przyrządzając je po swojemu: brak finezji nadrabiając mocą, brak oryginalności poziomem koncentracji esencji zapachowych.

wtorek, 28 czerwca 2011

Bois Marocain Tom Ford

.
Dwa tygodnie temu, przy okazji notki o prywatnej linii zapachów Toma Forda dostępnej w Katowicach (i w Warszawie), pisałam, że recenzji nie będzie, bo Douglas nie robi próbek. I co? I recenzje będą!

W komentarzach wpisał się Pan, który zaproponował mi zrobienie (w rzeczonym Douglasie) próbek interesujących mnie zapachów. Nie zdradzając Jego tożsamości napiszę, że spotkaliśmy się i spędziliśmy sporo czasu klęcząc przed półkami z zapachami Forda i sporządzając prawie 40 sampli. A potem poszliśmy na kawę... I nagle zamknęli Silesię. Trzy godziny minęły jak z bicza strzelił. Było mi bardzo miło. 
Jeśli to czytasz - dziękuję!

Dziś zapach, który podczas pobieżnych testów z Idą wydał mi się najbardziej kuszący...


Podążaj za Białym Królikiem

 

Pierwsze wrażenie jest fenomenalne. 
Pieprz: piękne połączenie ostrości mielonego pieprzu czarnego z bogactwem delikatnego, złożonego aromatu pieprzu różowego. Zza pieprzowej chmurki wygląda... Nie, nie słonko, nie cytrusy, nie promyczki żadne. Paczula! Wyrazista, jeśli nie typowo niszowa, to na pewno "niszowawa", ciemna lecz urodziwa. Oczywiście w sposób, w jaki urodziwy bywa zapach tej nietypowej rośliny.

Po chwili niedługiej zapach zaczyna się komplikować, zyskiwać kolejne wymiary. 

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Jak mieszkają moje kosmetyki?


Po pierwsze i najważniejsze: przepraszam Was Wszystkich za długie milczenie. Dziękuję za sympatyczne i pełne troski wiadomości, SMSy, nawet telefony. 

Żyję, mam się nieźle, tylko czasu mam ostatnio tak mało, że zaczynam bić własne rekordy w niespaniu. Kawa (także z koniakiem :)), guarana w tabletkach, napoje energetyzujące w ilościach nieomal hurtowych (choć wstrętne w smaku) nie wystarczają. Wspomagam się przeciągiem (jest zaskakująco skuteczny - w chłodzie nie zasypiam, w cieple nawet najbardziej nafaszerowana energetykami jednak tak), czytaniem w ruchu (tłukę się po domu z tabem przed nosem i zgrozą na twarzy) i zimnymi prysznicami.

Ze wstydem przyznaję, że mój system: obowiązki, a potem nagroda w postaci pisania recenzji ostatnio nie zadziałał. Byłam tak padnięta, że nie potrafiłam skupić wzroku i dostawałam mdłości jak przy noszeniu niedopasowanych okularów. Zamiast pisać recenzje padałam do łóżka tak, jak stałam (jak ledwo siedziałam), po godzinie wstawałam i pracowałam dalej. 
Gdyby ktoś chciał wiedzieć, jak obrzydliwie bogata będę po tym gorącym okresie odpowiem - wszystko co powyżej robię w entuzjastycznym czynie społecznym, w ramach wspierania pewnej Organizacji Pożytku Publicznego. 

Aby jednak nie znikać Wam z oczu na zbyt długo, zdecydowałam się dać znak życia. Niechaj będzie to odpowiedź na taga, którym uraczyły mnie trzy zaprzyjaźnione bloggerki: MajtkiRambo, Katalina (o których już pisałam przy okazji Taga Słonecznego) oraz Burn It Up, o której jeszcze nie pisałam, choć to pokrewna dusza z Wizażowych Perfum.

Moje kosmetyki mieszkają tak:



piątek, 17 czerwca 2011

Vintage Rose Sonoma Scent Studio

.
Dziś post będący przewrotną kontynuacją mini cyklu recenzji zapachów vintage i jednocześnie wciąż eksploatujący wątek pod tytułem Sonoma Scent Studio.

Czemu kontynuację uznałam za przewrotną?
Bo zapach, o którym dziś opowiem naprawdę "wintażowy" nie jest. Powstał ledwie trzy lata temu. A jednak w nazwie ma "vintage" i to dało mi pretekst do napisania powyższego zagajenia. :)


Stuletnia Róża

 

Pierwszy oddech Wintage'owej Róży to... Róża. Jest to jednak róża dziwna, lekko kwaskowa, doprawiona dojrzałą, ciemną śliwką. Esencjonalny, statyczny różany aromat połączony z żywotnością świeżego owocu byłby banalny, gdyby trwał dłużej, niż chwilę potrzebną na to, by unieść brwi w zadziwieniu.

środa, 15 czerwca 2011

Porcja entuzjazmu na dziś: nowości Oliviera Durbano i wieści z Quality

.
Znów to robię. Nakręcam się na coś, czego nawet jeszcze nie wąchałam.

Wieści są następujące:


Po pierwsze, wiadomo już, jak będzie nazywał się nowy, zamykający serię Pierres Poèmes zapach Oliviera Durbano. 

Wywiad z Laurie Erickson - Część 2 (Laurie Erickson Interview - Part 2)

.
Dziś mam przyjemność zaprezentować Wam drugą (i ostatnią zarazem) część wywiadu z twórczynią Sonoma Scent Studio. Mam nadzieję, że przeczytacie z przyjemnością. 


Today I have the pleasure to present the second (and the last) part of the interview with the creator of Sonoma Scent Studio. I hope you enjoy reading.


Wersja polska:


Sabbath of Senses: Dlaczego przez tak długi czas niemożliwa do zamówienia była Ambre Noir? I co stało się z Encens Tranquille? Czemu nie ma go już w ofercie?

Laurie Erickson: Encens Tranquille jest niedostępne, bo nie mogę zdobyć ani tego labdanum, ani tego mchu dębowego, które wchodziły w skład oryginalnej formuły. Skoro już musiałam zreformułować zapach, dokonałam nieco większych zmian i stworzyłam Incense Pure jako zapach, który zajął miejsce tamtego. Ambre Noir było niedostępne dlatego, że wyczerpał mi się zapas i po prostu nie miałam czasu zrobić go więcej. Zawsze zajmuję się tyloma rzeczami naraz!

wtorek, 14 czerwca 2011

Wywiad z Laurie Erickson - Część 1 (Laurie Erickson Interview - Part 1)


Na życzenie Laurie wywiad opublikowany zostaje nie tylko w polskim tłumaczeniu, ale też w oryginalnej, angielskiej wersji.

On Laurie's request the interview is published not only in the Polish translation, but also in the original English version.
You can find the English version right under the translated text. Sorry for the inconvenience - the blog is usually written in Polish. 


Na wstępie wyjaśnienie – nie ma powitań ani luźnych anegdot w tekście tym razem, bo wywiad przeprowadzany był via e-mail, nie osobiście. Z Laurie korespondowałam wcześniej przez jakiś czas, dlatego mogłam po prostu przejść do rzeczy nie tłumacząc, kim jestem i czym jest blog Sabbath of Senses.

Bezpośrednim impulsem do nawiązania kontaktu z Twórczynią Sonoma Scent Studio było dla mnie odnalezienie linków do moich recenzji na Jej blogu: Perfume inProgress. Cóż mogę powiedzieć? Jestem zaszczycona. 


At the beginning an explanation – there is no welcome note and there are not many informal anecdotes in the text this time, because the interview was done via e-mail. I have been corresponding with Laurie for some time, so I could just pass to the matter without explaining who am I and what Sabbath of Senses is about.

The direct impulse that induced me to contact the Creator of Sonoma Scent Studio perfumes was finding links to my reviews on her blog: Perfume in Progress. What can I say? I am honored. 

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Bale, Fordy i bogowie, czyli wieści po raz kolejny

.

Próbki Bal a Versailles

Dla osób zainteresowanych poznaniem zapachu Bal a Versailles Jean Desprez mam wieści bardzo pomyślne.

 

Zgodnie z wiadomością mailową przekazaną mi przez Michasię, można teraz na stronie Jean Desprez zamawiać próbki tego zapachu w cenie 5$ za sztukę. Cena zawiera koszt przesyłki do dowolnego kraju, w tym do Polski.

Wyniki loterii SSS

.
Witam wszystkich uczestników zabawy, w której nagrodą jest zestaw próbek Sonoma Scent Studio przegotowanych przez Laurie Erickson i skromnie wzbogacony przeze mnie o próbkę Ambre Noir.


Dla przypomnienia: zestaw, poza wspomnianą już Ambre Noir, obejmuje:
Fireside Intense
Winter Woods
Sienna Musc
Rose Musc
Vintage Rose
Voile de Violette
Champagne de Bois
Tabac Aurea
Incense Pure
i najnowszy zapach kolekcji:
To Dream
Szczegóły i zasady znajdziecie w TYM poście. Dziś pora na ogłoszenie wyników.

sobota, 11 czerwca 2011

Bal a Versailles Jean Desprez

.
Czy wiecie, jakie były ulubione perfumy Michaela Jacksona?
Pewnie nie wiecie. Ja także nie wiedziałam, dopóki nie zaczęłam przymierzać się do recenzji Bal a Versailles Jean Desprez.

 

Na stronie Jean Desprez, w sekcji poświęconej temu zapachowi znaleźć możemy wiele cytatów z wypowiedzi Karen Faye: wieloletniej makijażystki i przyjaciółki Króla Popu. Wynika z nich nie tylko, że Michael nie zważał na to, czy perfumy są damskie, czy męskie (jako i ja nie zważam), lecz także to, że poza przeznaczoną dla kobiet kompozycją Jean Desprez chętnie używał i innych perfum klasyfikowanych jako damskie. Na przykład Black Orchid Toma Forda.


 Taniec zmysłów


Jest ciepła, nieomal duszna noc. W rzęsiście oświetlonej sali wirują odurzeni muzyką, atmosferą i wzajemną bliskością ludzie. Tańczy się walca. Dłonie panów spoczywają na wiotkich kibiciach pań, spocone pod skorupą formalnych strojów ciała rozgrzewa nie tylko temperatura. Złaknione powietrza tancerki odchylają w tył ufryzowane główki odsłaniając nagie szyje i ramiona. W powietrzu unosi się zapach perfum, pudrów, więdnących w wazonach kwiatów, szampana i ludzkich ciał.

piątek, 10 czerwca 2011

Dobre wieści dla Katowiczan

.
Dziś post śmieciowy, ale nie mogę się powstrzymać.
Przyszła pora na dobre wieści dla Ślązaków, a konkretnie mieszkańców okolic Katowic.


Dotychczas śląskie Douglasy traktowane były przez centralę po macoszemu. Niedostępne były u nas perfumy Serge Lutens, Annayake, Comptoir Sud Pacifique, The Different Company czy seria Armani Prive, a zapachy Juliette Has a Gun pojawiły się i rychło zniknęły. Bardzo chciałabym teraz napisać, że to się zmieni, ale niestety, aż takich rewelacji nie mam.


Coś jednak drgnęło. Jakiś czas temu pojawiła się w Douglasie w Silesia City Center seria ogólnodostępnych zapachów Toma Forda. Ucieszyłam się, obwąchałam, uznałam za miłą nowinę, nie na tyle jednak ważną, by śmiecić nią na blogu. 

Wczoraj wszakże zauważyłam coś, o czym napisać wypada.

środa, 8 czerwca 2011

Bandit Robert Piguet

.
Zanim poznałam perfumy Roberta Pigueta, nazwa Bandit kojarzyła mi się wyłącznie z motocyklami Suzuki, które z powodów nie do końca dla mnie zrozumiałych zrobiły kolosalną karierę. Nie, żebym miała jakieś szczególne wstręty do japońskich Bandziorów, ale jeździłam zrywniejszymi maszynami, które można nabyć za podobnie przyzwoite pieniądze. 
Może jeśli ktoś pragnie przede wszystkim, by jego rumak był duży i masywny, to skusi się na Bandita, ja jednak jestem pragmatyczna i myślę, że jeśli decydujemy się na szosówkę albo ścigacz, to interesują nas głównie osiągi. Dla szpanu kupuje się raczej Harleya czy cruisera. Ale co ja tam wiem? Bandziora dosiadałam raz w życiu i dodatkowo była to chuda sześćsetka z 2000 roku...

Kończąc wstęp, który musi do czegoś prowadzić: Bandit kojarzy mi się motoryzacyjnie i nic na to nie poradzę. 
Dlatego, choć wszem i wobec trąbi się o tym, ze Bandita szczególnie upodobała dobie Marlena Dietrich, dla mnie twarzą zapachu jest Isadora Duncan - kobieta, w której życiu samochód odegrał wielką, tragiczną rolę najpierw zabierając jej dzieci, potem życie. Ale nie tę część historii opowiada nam Piguet swoim zapachem...



Kamasutra perfumiarstwa


Piguetowski Bandit to klasyk, nieomal ikona perfumiarstwa. Tyle, że słowo "ikona" nie do końca oddaje jego naturę.
O 23 lata młodszy od słynnej Piątki Chanel wydaje się być Bandit zapachem mniej nowoczesnym, za to zdecydowanie bardziej zmysłowym, naturalnym, a nawet naturalistycznym.

wtorek, 7 czerwca 2011

To Dream Sonoma Scent Studio

.
Dziś recenzja najnowszego zapachu Sonoma Scent Studio, o którym sama Laurie Erickson pisze, ze jest rozmarzony i wyrafinowany jednocześnie. To Dream... Śnić, marzyć, roić sobie... 

Nazwa aż prosi się o szaleńcze wizje, tymczasem pierwszym moim wrażeniem było raczej zaskoczenie, niż ekscytacja. A wizje ostatecznie miałam szalone nie w sposób, którego oczekiwałam.


Jakby się dobrze spało,
Gdyby tyle kolorowych myśli przez głowę nie wiało.*


Kwiaty.
Tylu kwiatów nie przewidziałam. Tymczasem pierwszy akord, który zwrócił moją uwagę to połączenie aromatów róży i heliotropu zestawionych w duet dziwny; esencjonalny i świetlisty jednocześnie.

Po chwili mój nos zaczął węszyć podstęp. To niemożliwe, żeby czyste esencje kwiatowe utworzyły tak jasny, ekspansywny zapach. Bowiem doznanie nowej kompozycji SSS przypomina wejście w ostry snop światła: ciało spina się, choć przecież nie może wyczuć naporu rozpędzonych fotonów. 
I tak, jak w ostrym, statycznym świetle czujemy się jednocześnie bezpieczni i osaczeni, odczuwamy ciepło i chłód zarazem, tak wchodząc w świat olfaktorycznego snu Laurie Ericson trafiamy w kalejdoskop doznań.
I określenie kalejdoskop nie jest tu przypadkowe.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Rozdanie marzeń, ekskluzywny wywiad i inne rewelacje

.
Kolejny raz będę czynić wyznania. Oby nie weszło mi to w nawyk... ;)

Treść wyznania jest następująca:
Tak naprawdę tego posta miałam opublikować pierwszego czerwca, w Dzień Dziecka. Czemu tego nie zrobiłam? Bo w zamęcie tamtych dni po pierwsze nie miałam do tego głowy, po drugie nie miałam ochoty na zabawę, po trzecie wreszcie, nie chciałam, by ktoś pomyślał, że chcę "kupić" Waszą przychylność.


Do rzeczy, Panie i Panowie, a rzecz jest wielka.


Wiecie, jak ogromny jest mój podziw dla dzieł Laurie Erickson? Oczywiście, że wiecie, moje recenzje zapachów Sonoma Scent Studio - autorskiego projektu tej zdolnej perfumiarki, którą nazwałam "matką tytanów" ocierają się... Jeśli nie o kicz, to na pewno o egzaltację. Na szczęście jest to egzaltacja zdrowa i bardzo przyjemna.

I właśnie w związku z tymi zapachami mam dla Was kilka fenomenalnych niespodzianek.

niedziela, 5 czerwca 2011

Womanity Thierry Mugler

.
Pamiętacie recenzję Kadoty? Tę z wiewiórkami?

Testując figowe perfumy Michaela Storera nie potrafiłam się oprzeć przekonaniu, że z czymś mi się kojarzą. Wiem, że nie muszę już pisać z czym. :)

Womanity to zapach inny, łatwiejszy, lżejszy i ładniejszy, mniej piżmowy, bardziej zielony, owocowy. A jednak te wiewiórki ze słodkimi owocami w łapkach... Znów tu są. Tym razem jednak siedzą wśród zielonych gałązek i zajadają się figami aż im się uszka trzęsą.


Czy wiewiórki lub landrynki?
 

Pierwsze wrażenie - łatwizna! Przynajmniej dla wielbicieli fig w perfumach.
Przyjemny, wielowymiarowy zapach figowca. Wyraźnie czujemy zielone, świeże liście, ślad jasnego, młodego drewienka i oczywiście dojrzałe, słodkie, soczyste owoce.

sobota, 4 czerwca 2011

Twister Gate ciąg dalszy...

.
Kochani,
raz jeszcze, z przykrością wracam do sprawy Marcina - Twistera.

Wszystkie obrazki to zrzuty ekranu - można je powiększyć klikając i odczytać treść.

piątek, 3 czerwca 2011

Angel Thierry Mugler

.
Na wstępie napiszę coś ważnego:

Szanuję i cenię wszystkich ludzi, którzy piszą o perfumach. Nie tylko tych, oczywiście, ale o tym chciałabym dziś powiedzieć. Szanuję ich opinię także wtedy, jeśli mój osobisty odbiór zapachu jest inny, a podziwiam jeśli robią to z emocją i kreują sugestywną, plastyczną wizję, jak cytowane przeze mnie wczoraj recenzentki.

Ten wpis nie jest próbą polemiki z Nimi, bo polemika na za zasadzie: "nie podoba mi się - a właśnie, że się podoba, bo Cresp wielkim perfumiarzem jest" nie ma sensu. Z przyjemnością i z uśmiechem czytam każdą opinię i mam nadzieję, że i moje będą czytane w ten sposób. Nie mam monopolu na "rację" w kwestii zapachów, moje odczucia są tak samo subiektywne, jak Wasze. I jak wszystkie inne.
Miłej lektury. :)


Każdemu Anioł według potrzeb


Angel zaczyna się od wybatożenia człeka moczonymi w miodzie paczulowymi gałęziami.

Wali się na nosiciela ciężką, gęstą falą aromatów, wydawałoby się, kompletnie do siebie nie pasujących: piwnicznej, mocno niszowej paczuli oraz syntetycznej, stężonej słodyczy kandyzowanych owoców.
Po chwili zauważamy, że tak naprawdę to nie paczula i miód "robią" efekt otwarcia, lecz dopiero złożenie ich z niezwykłym, ozonowym zapachem helionalu przypominającym nieco suszone siano, a nieco gaz pieprzowy. I to dający kompozycji aurę błękitu helional właśnie jest najciekawszym składnikiem tej piorunującej mieszanki.

Okręty flagowe Muglera na wesoło (choć to czarny humor)

 .
Dziś odczarowuję rzeczywistość. Chcę zmienić nastrój.
Nie mogę obiecać, ze sprawa zajmująca mnie przez ostatnie dni nie wróci; szczególnie, że jutro będę z prawnikiem pisała oficjalną prośbę do pana M.B. o zaprzestanie działalności na moją szkodę. Obiecuję informować, jeśli coś się rozstrzygnie. Jednak nie dziś już... :)

***

Xiaoxiongmao zauważyła ostatnio, że mój blog robi się coraz bardziej niszowy. Przyznaję, taki był plan, choć faktycznie, kiedyś poszukiwałam inspiracji bliżej. A może tylko wśród zapachów bardziej znanych firm? Bo przecież perfumy Oliviera Durbano, Honore des Press, Kilian, Serge Lutens czy Heeley recenzowałam jeszcze zanim stały się dostępne w Polsce sprowadzając je spoza granic i przedstawiając jako ofertę mocno egzotyczną.


Do recenzowania zapachów popularnych mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony korcą, z drugiej zdaję sobie sprawę, że wśród setek sieciowych recenzji i opinii kolejna jest po prostu mało potrzebna. Wolę opisać zapach mniej znany. Może uda mi się kogoś zainteresować? Zachęcić albo ostrzec?

Zdarzają mi się, oczywiście, także romanse z ofertą selektywną. Wspomnę chociażby porównanie trzech wersji Smoczego Pocałunku, którego wcześniej nie udało mi się w sieci znaleźć, czy wpis poświęcony A*Menowi i limitowanym edycjom tego zapachu.

Tym razem pomysł jest inny. Chcę przedstawić dwa zapachy selektywne, które równie dobrze mogłyby być niszą. Oba budzą ogromne kontrowersje i reakcje, które czasem wprawiają mnie w osłupienie. I tym reakcjom poświęcę pierwszą część trzyczęściowego wpisu, bo recenzje Angela i Womanity to cała galeria niesamowitych skojarzeń i upiornych wizji... I dziś kilka z nich Wam zaprezentuję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...