środa, 8 czerwca 2011

Bandit Robert Piguet

.
Zanim poznałam perfumy Roberta Pigueta, nazwa Bandit kojarzyła mi się wyłącznie z motocyklami Suzuki, które z powodów nie do końca dla mnie zrozumiałych zrobiły kolosalną karierę. Nie, żebym miała jakieś szczególne wstręty do japońskich Bandziorów, ale jeździłam zrywniejszymi maszynami, które można nabyć za podobnie przyzwoite pieniądze. 
Może jeśli ktoś pragnie przede wszystkim, by jego rumak był duży i masywny, to skusi się na Bandita, ja jednak jestem pragmatyczna i myślę, że jeśli decydujemy się na szosówkę albo ścigacz, to interesują nas głównie osiągi. Dla szpanu kupuje się raczej Harleya czy cruisera. Ale co ja tam wiem? Bandziora dosiadałam raz w życiu i dodatkowo była to chuda sześćsetka z 2000 roku...

Kończąc wstęp, który musi do czegoś prowadzić: Bandit kojarzy mi się motoryzacyjnie i nic na to nie poradzę. 
Dlatego, choć wszem i wobec trąbi się o tym, ze Bandita szczególnie upodobała dobie Marlena Dietrich, dla mnie twarzą zapachu jest Isadora Duncan - kobieta, w której życiu samochód odegrał wielką, tragiczną rolę najpierw zabierając jej dzieci, potem życie. Ale nie tę część historii opowiada nam Piguet swoim zapachem...



Kamasutra perfumiarstwa


Piguetowski Bandit to klasyk, nieomal ikona perfumiarstwa. Tyle, że słowo "ikona" nie do końca oddaje jego naturę.
O 23 lata młodszy od słynnej Piątki Chanel wydaje się być Bandit zapachem mniej nowoczesnym, za to zdecydowanie bardziej zmysłowym, naturalnym, a nawet naturalistycznym.

Akord otwierający tworzą szyprowe, mszyste, niespożywcze cytrusy wsparte mocą mieszanki świetnie zespolonych ze sobą nut kwiatowych oraz wyrazistego, zielonego galbanum. 
Wyraźnie, choć bez prostackiej przesady wyczuwalne aldehydy wydają mi się jednym z ciekawszych składników tej kompozycji. Użycie dość popularnego w perfumach Cytronelalu (czyli aldehydu z tych przyjemniejszych, o względnie długim łańcuchu węglowym) wydaje się oczywiste, jednak mój nos tropi również ślad czegoś, czego w perfumach raczej się unika, a mianowicie obecnego w dojrzałych owocach i kawie (sic!) aldehydu octowego.

O ile otwarcie wydaje mi się rozczarowująco przyzwoite i mało bandyckie, o tyle wcześnie ujawniające się "bazoserce" kompozycji nie pozostawia już żadnych wątpliwości, co do natury Bandita.


Isadora Duncan tańczyła, jak na standardy tamtych czasów, nieomal nago: w przejrzystej, swobodnej szacie przypominający greckie peplos lub chiton (nie, jak podaje Wikipedia tunikę - tuniki są krótkie), odrzucając ograniczenia narzucane przez taniec klasyczny, operując ruchem naśladującym i uwypuklającym naturalne, wynikające ze stanu emocjonalnego reakcje ludzkiego ciała, łamiąc obowiązujące na przełomie XIX i XX wieku zasady estetyczne i etyczne, wreszcie tworząc nowy rodzaj sztuki tanecznej będącej apoteozą wolności i indywidualizmu.

Podobnie naturalny i naturalistyczny staje się Bandit ogrzany na skórze. Dziwne, "nierozbieralne" dla mojego nosa serce tworzy wspomniany już akord kwiatowy: złożony bukiet doskonale splecionych ze sobą kwiatów, wśród których wyraźnie "osobny" jest jedynie korzeń irysa. Bukiet ten przybrano cytrusopodobnym, zgaszonym aromatem mchu dębowego, oraz czymś, co pachnie jak połączenie żywicznego galbanum i twardych, woskowych liści bergamoty. Być może z dodatkiem lauru...

Lecz to nie kwiaty stanowią o wyjątkowości tego zapachu. Najbardziej charakterystycznym elementem bandyckiego serca jest ujawniający się niespotykanie wcześnie, niepokojący, erotyczny, prowokujący... Cywet! 
Ta znienawidzona, trudna nuta brzmi tu tak, że człowiekowi ciepło się w lędźwiach robi. Jest go odrobina dosłownie, dzięki czemu zapach nie ścina się, nie fekalizuje. 


Moc akordowi zwierzęcemu daje skóra, której charakterystyczny, ciepły zapach został tu dodatkowo złagodzony, "postarzony" dodatkiem kokosa i łagodnych, słodkich nut żywicznych. Dodatki te nie wpływają na istotę zapachu - wciąż jest to akord zwierzęcy, cielesny, w fizjologiczny nieomal sposób erotyczny; ułatwiają one tylko jego... Akceptację. :)

W bazie pojawia się jeszcze ambra i paczula, mech dębowy po raz wtóry, ziemisty aromat sugerujący, ze paczula doprawiona została korzeniem wetiweru (a może to wciąż irys?) i wreszcie na samym dnie kompozycji ciepłe piżmo. Odnoszę jednak wrażenie, ze baza nie ma tu szczególnego znaczenia. 

O unkatowości kompozycji stanowi złożenie szypr - zwierzę, które ja odbieram jako metaforę zależności między  naturą, a kulturą.


I tak, jak zachwycający, skandalizujący, wywrotowy wręcz taniec Isadory Duncan stanowił burzliwy mariaż sztuki wysokiej z nieskrępowaną ekspresją naturalną dla ludzkiego ciała, tak Bandit stał się dla mnie symbolem harmonii między wychowaniem, a pożądaniem - swego rodzaju wyrafinowaną grą erotyczną przełożoną na język perfum.


Data powstania: 1944
Twórca: Germaine Cellier

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: aldehydy, pomarańcza, bylica, gardenia, galbanum, neroli, ylang - ylang, bergamota
Nuta serca: goździk (kwiat), korzeń irysa, jaśmin, róża
Nuta bazy: skóra, ambra, paczula, piżmo, kokos, cywet, mech dębowy, wetiwer, mirra


* Na wszystkich zdjęciach oczywiście Dora Angela Duncanon znana jako Isadora Duncan

17 komentarzy:

  1. Lubiłam kiedyś książkę o Isadorze Duncan, jej autobiografię Moje życie. Przypomniałam sobie o niej kilka dni temu, a Ty wspominasz o niej dziś. Co to była za kobieta:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co to była za kobieta, co to był za człowiek, co to był za artysta, co to była za osobowość! Zgadzam się. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Stary, dobry Bandit...Mam lekkiego bzika na punkcie staroci , ot taka ze mnie...retro-maniaczka ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowicie opisujesz zapachy. Czytanie Twoich notek to jak przenoszenie się do krainy czarów w tajemniczy i eteryczny świat. Wspaniałe uczucie. Aż mam ochotę poznać ten zapach;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dario, stary, ale jaki dobry... Mrrr... A zamiłowanie do staroci rozumiem jak najbardziej. W końcu rzeczy naprawdę dobre i piękne nie przestają być piękne z upływem czasu. :)


    SexChic, Dziękuję. Takie komentarze dodają skrzydeł. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  6. I pewnie nigdy nie będzie mi dane poniuchać... Chociaż nie wiem czy ta początkowa pomarańcza - jakkolwiek ukryta by nie była wśród aldehydów, nie uderzyłaby mojego nosa nielubianym cytrusowym plaśnięciem... I to byłby szybki koniec krótkiego początku tej znajomości...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma za co:) Twoje opisy są naprawdę piękne - porywają serce i umysł;) Chciałabym umieć tak pisać i rozpoznawać zapachy;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wojtek Inglot wygląda na miłego starszego pana :)
    czytałam że on codziennie bierze 30 tabletek, różnych suplementów, bo uważa że to mu da zdrowie. Przeraża mnie to, bo tak naprawdę tylko niszczy zdrowie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak mogą różnic się interpretacje jednego zapachu! Dla mnie Bandit to postapokaliptyczny krajobraz, piękny w swej grozie. A u Ciebie: erotyzm, socjalizacja, ciepło.. :)
    A już wniosku z szyprem, nutami zwierzęcymi, naturą i kulturą zwyczajnie zazdroszczę. :) Tak bez złości i nadmiaru ambicji; po prostu żałuję, że wymyślił go kto inny. ;) Nie wiem, czy jest całkiem zgodny z prawdą (co to "prawda" w tym przypadku?), ale na pewno wart tego, by nad nim podumać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piszę raz jeszcze, bo ostatnio w weryfikacji obrazkowej wyskoczył mi uroczy wyraz "vetiver". :)) Co prawda nie przebija to, znanego z Demotywatorów, "kill bieber" [a pod spodem komentarz: "zostałem wybrany" :D ], ale i tak jest ślicznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Siulko, on wcale nie jest tak trudny do poniuchania. Można go przetestować i w Warszawie, i w Krakowie. Także na Allegro zdarzają się próbki.
    Co do cytrusowego plaśnięcia, jest szansa, że się zdziwisz - to są bardzo nietypowe cytrusy. Wiesz, jak pachnie mech dębowy? Cytrusowo. I tu te cytrusy są w takim mszystym gatunku.


    SexChic, to kwestia wprawy. Uczysz się nut jak chodzenia - z czasem. :)


    Wiedźmo, Twoja zazdrość jest bardzo uprzejma i doceniam ją. :) Co do prawdy mojego skojarzenia: na mnie to prawda najszczersza: Bandit rozwala mnie iście bandycko. Jest kompletnie nie w moim stylu: nie lubię właściwie niczego, co w nim dominuje: ani cytrusów, ani szypru, ani kwiatów, ani nut zwierzęcych... A tu proszę! :)))
    Vetiver ładny. :) A tych historii z Bieberem po prostu nie rozumiem. Nie miałabym pojęcia, że ktoś taki istnieje, gdyby nie te wszystkie dowcipy, demoty i ogólne plucie. WTF??

    OdpowiedzUsuń
  12. ten post jest jak miód na moje serce
    chyba najbardziej cieszy mnie twój mały zwrot w kierunku zapchów vintage'owych :)
    oczekuję więcej :)
    Bandit zrobił na mnie kolosalne wrażenie
    tak jak większość vinageowych zapachów.
    to jedyny zapach Roberta,który mógłbym mieć :)
    ile razy bym się wwąchiwał ,to i tak nie wyczuwam tam wetiveru,mchu,a tym bardziej kokosa :(
    dla mnie to tylko:
    ambra,aldechydy,nuty skórzane,jakies kwiatki.
    dobra nie przynudzam.
    idę czytać jeszcze raz:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pamietam film o Izadorze z Vanessa Redgrave,
    opowiesc jej zycia sprawila na mnie (ok. 25 lat temu ?) ogromne wrazenie. Wybralas przepiekne zdjecia bardzo interesujacej kobiety, a bandyta to na mojej skorze ostre zapaszysko ;) Niuchalam chyba wszystkie Piguety lecz mimo podziwu niestety nie trafilam na cudo warte flaszki. Nawiazujac jeszcze do recenzji Aniola, zapach Visa Pigueta czesto jest porownywany do tego wlasnie najslynniejszego zapachu Thierry M.
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  14. Sabbath,

    Ja wiem, że nie w temacie ale dwa dni temu dostałem 5 ml odwlekę Jo Malone Black Vetyver Café i w płacz!!! Jeżeli tam jest jakaś kawa, to strasznie słabiutka. Znika po jakichś 30 min. Takie prawie amerykańskie popłuczyny. A dalej to już tylko, to co Dominika nazywa "kwiatki-sratki".
    Równie dobrze ten zapach mógłby być sprzedawany przez którąś z dwóch największych firm kosmetycznych sprzedaży bezpośredniej ( w cenie 29,90 w promocji) i mieć coś ze „star” albo „magic” w nazwie.

    Do cholery, czy nikt nie mógłby stworzyć porządnego zapachu kawy. Takiego killera jak poranne mocne Espresso, który pachniałby kawą mocne głębokie 100% arabiki od samego początku do samiusieńkiego końca. I z ogonem takim, że niejeden paw by się zawstydził.

    Już powoli tracę nadzieję, na kawę absolutną.

    Pozdrawiam,

    Marek

    OdpowiedzUsuń
  15. Mój kuzyn jeździ Banditem :P A ja może i mam zadatki na uleganie szpanowi, ale w kwestii motorów, moim nr 1 zawsze będzie Harley ;)

    Perfumiarskiego Bandita nie znam i choć próbowałam go sobie wyobrazić, przychodzi mi to z trudem, ale znając życie poszukam, powęszę i się zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jarku, bardzo się cieszę, że nie tylko na mnie Bandit robi wrażenie. Już zaczynałam czuć się dziwnie, bo ludzie zwykle uważają, ze to nic takiego, normalny sephorowiec. A ja tu proszę... Przeżywam. :)))
    Mchu takiego, jak go sobie wyobrażałam też nie czuję, ale od kiedy powąchałam ekstrakt wiem, że mech pachnie zupełnie inaczej, niż oczekiwałam. To była prawdziwa niespodzianka.
    I nie przynudzasz! No skąd!


    Michasiu, nie znam filmu, muszę poszukać, bo postać nietuzinkowa zaiste. Bandit ma charakterek, oj ma. A Visy nie znam. Warto?


    Marku, ja nie pisałam, że BVC Jo Malone to kawa moich marzeń. Pisałam jedynie, ze najlepsza z tych, jakie poznałam. Ogólnie jednak marzenia o kawie w perfumach mam podobne do twoich. Na razie niespełnione... :( Ale szukam.


    Katalino, a którym? Którym Banditem jeździ kuzyn.
    W kwestii preferencji motocyklowych - rozczaruję Cię pewnie, ale Harley mnie nijak nie kręci. Ciężkie to to, zwaliste, czuję sie na tym jak małpa na konewce i po dwóch godzinach nie czuję rąk. Za mało efekciarza we mnie na taką maszynę. Jeździłam na ścigaczach i jeśli miałabym wracać, to tylko do szybkiej, ostrej bestii... Tak maksymalnie ze 4 s do setki... Marzenia. :)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Zabij mnie a nie wiem którym Banditem... Kiedyś mi mówił, ale na śmierć zapomniałam, musiałabym go spytać jak następnym razem się spotkamy :) A co do innych modeli, to cóż, każdy ma inne preferencje, dlatego aż tak wiele rodzajów motorów stworzono :) Ja lubię to charakterystyczne mruczenie Harleya i jego - być może zwalistą - sylwetkę. Jakieś dwa lata temu była w Gdańsku wystawa starych modeli Harleya, poszłam, pooglądałam i czułam się jak dziecko w cukierni :). A że jestem w mniejszości, heh, przynajmniej nie jest nudno ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...