piątek, 3 czerwca 2011

Okręty flagowe Muglera na wesoło (choć to czarny humor)

 .
Dziś odczarowuję rzeczywistość. Chcę zmienić nastrój.
Nie mogę obiecać, ze sprawa zajmująca mnie przez ostatnie dni nie wróci; szczególnie, że jutro będę z prawnikiem pisała oficjalną prośbę do pana M.B. o zaprzestanie działalności na moją szkodę. Obiecuję informować, jeśli coś się rozstrzygnie. Jednak nie dziś już... :)

***

Xiaoxiongmao zauważyła ostatnio, że mój blog robi się coraz bardziej niszowy. Przyznaję, taki był plan, choć faktycznie, kiedyś poszukiwałam inspiracji bliżej. A może tylko wśród zapachów bardziej znanych firm? Bo przecież perfumy Oliviera Durbano, Honore des Press, Kilian, Serge Lutens czy Heeley recenzowałam jeszcze zanim stały się dostępne w Polsce sprowadzając je spoza granic i przedstawiając jako ofertę mocno egzotyczną.


Do recenzowania zapachów popularnych mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony korcą, z drugiej zdaję sobie sprawę, że wśród setek sieciowych recenzji i opinii kolejna jest po prostu mało potrzebna. Wolę opisać zapach mniej znany. Może uda mi się kogoś zainteresować? Zachęcić albo ostrzec?

Zdarzają mi się, oczywiście, także romanse z ofertą selektywną. Wspomnę chociażby porównanie trzech wersji Smoczego Pocałunku, którego wcześniej nie udało mi się w sieci znaleźć, czy wpis poświęcony A*Menowi i limitowanym edycjom tego zapachu.

Tym razem pomysł jest inny. Chcę przedstawić dwa zapachy selektywne, które równie dobrze mogłyby być niszą. Oba budzą ogromne kontrowersje i reakcje, które czasem wprawiają mnie w osłupienie. I tym reakcjom poświęcę pierwszą część trzyczęściowego wpisu, bo recenzje Angela i Womanity to cała galeria niesamowitych skojarzeń i upiornych wizji... I dziś kilka z nich Wam zaprezentuję.


Thierry Mugler firmuje swoim nazwiskiem kompozycje wyjątkowe: mocne, odważne, z rodzaju "love it or hate it".

Kiedy w 1992 roku pojawił się Angel, świat oszalał. Fenomenalna kampania promocyjna, przepiękny design flakonu zaprojektowanego osobiście przez Muglera i zapach... Zapach, który natychmiast stał się symbolem nowoczesnego perfumiarstwa.
Drugie mocne uderzenie to rok 1996 i A*Men: zapach bazujący na tej samej zasadzie: akord niszowy i trudny spleciony ze słodyczą. Natychmiast podniosły się głosy, że "pedalski" i "jaki facet chciałby tak pachnieć". Pf! Nawet nie skomentuję.
Trzecie wielkie działo, za pomocą którego Mugler szturmuje rynek i kieszenie konsumentów to oczywiście Alien. Dziewięć lat czekaliśmy na tego jaśminowego killera i zdecydowanie nie były to zmarnowane lata. O mającym premierę rok wczesniej B*Men nie wspominam z rozmysłem - to chyba najmniej kultowy z Muglerowych "basic scents", choć przecież nazwiska stoją za nim dokładnie te same, co za A*Menem: Christine Nagel i Jacques Huclier.
Ostatni z wielkich Muglerów pojawił się na rynku w roku ubiegłym. Womanity, bo oczywiście ten zapach mam na myśli, doskonale wpisuje się w muglerowski szablon: trudne + łatwe, nisza + pop, wielka sztuka + krztyna kiczu.


 

Dziś dwa z nich: najstarszy i najnowszy. Klamra spinająca dotychczasowe perfumeryjne dokonania Thierry'ego M.
Najpierw, tak, jak zapowiadałam we wstępie, zaprezentuję Wam kilka opinii innych miłośniczek perfum na temat tych zapachów. Nie przeczę, że świadomie wybrałam cytaty z recenzji napisanych przez Panie, które oceniają kompozycje negatywnie i do tego czynią to efektownie. Dlaczego? Bo w kolejnych wpisach wyjaśnię czemu, mimo pozornej absurdalności, te dziwne skojarzenia mają zupełnie racjonalne przyczyny.


Wszystkie wyjątki pochodzą ze strony Wizaż.pl, z katalogu Kosmetyk Wszech Czasów.
Autorów recenzji w Katalogu identyfikują forumowe nicki i tak też zostali przeze mnie opisani. Pisownia oryginalna.

Have fun!

Angel


Kojarzy mi się ze starą kościelną dewotka, taki slodko trupi. 
GOSIAK8312

Duszny, słodki do bólu ulep, ale nie to jest najgorsze. Na mojej skórze wyłazi zimny trup... 
Małgosia791
Na wątku o największych zapachowych traumach Małgosia pisała:
Angel pachnie na mnie jak w prosektorium.

Natomiast,to co powstalo przypomina mi zapach starej,wilgotnej piwnicy,w ktorej sciany umazane sa czekolada-albo jak kto woli zapach rozkladajacego sie czlowieka posmarowanego czekolada!!!!!!!!!!! (...) MUGLER mowil-strzeszcie sie aniolow-i teraz wiem dlaczego to powiedzial. ANGEL?-jasne,teraz jest juz wszastko jasne! PS.polecam tym co lubia czekolade pod kazda postacia,albo tym co lubia wachac zapachy z kostnicy. 
ania 1980

Jestem w szoku. Tyle sie o nim nasluchalam, że jest cudowny... a pachnie jak moja babcia przed śmiercia! Lubowała się w "ruskich" perfumach za 2 zł z bazaru - i poważnie dla mnie tym właśnie pachnie słynny ANGEL: śmiercią i ruskim bazarem. 
Laetitia84

 

OHYDNY!!!! Słynna trupia nutka Muglera? Nutka?... toż to cała symfonia rodem z miejskiej kostnicy.
nameless

Skojarzenia co do tego zapachu mam nastepujące- kadzidło, fioletowa stuła, swięcona kreda i piach sypany na trumnę - słowem Angel. Koszmar jakiś , jak spowiedź pedofila w listopadzie w pustym kościele, gdzie tylko to kadzidło dookoła i gromnice w tle po zamordowanym w miłosnym szale dziecieciu, lat 10...
Hela_Bertz

Obrzydliwy, trupi zapach (tak pachnie w krakowskiej kostnicy), przez który zdarzyło mi się kiedyś zwymiotować na konferencji prasowej (a zdrowie w porządku, na szczęście - od tego czasu unikam dziennikarek Superexpresu). Poza tym, kiedyś kierowca linii 503 w Wwie na prośbę pasażerów wyprosił z autobusu panią, która wylałą na siebie chyba całą flaszkę tego śmierdziucha. Są granice, których przekroczyć nie wolno. Chętnie zabroniłabym ustawowo produkcji Angela, ale niestety ni jest produkowany w Polsce. 
Helena

O Boże! Nigdy tego nie zapomnę! Moje pierwsze spotkanie z tymi perfumami było dla mnie koszmarem! Dla mnie to jest zapach ŚMIERCI! (...) Anioł śmierci, kołatało mi się w głowie... Popłakałam się wtedy chyba, nie mogłam tego wytrzymać, to była po prostu męka.
Elve


Womanity


Nie pasuje mi, przypomina mi zapach gnijących roslin... taki już zapach rozkładu tkanek organicznych.
Pamiętam jak bedąc w perfumerii pewna pani stwierdziła na caly głos ,że to chyba jakiś zapach dla desperatek co nie lubią seksu z rana. 
Uzunia

Zaraz po spsikaniu nadgarstka otoczyła mnie woń...ziemi. Fuj ! Tym razem koleś naprawdę przesadził !!:P. O czym on w ogóle myślał tworząc ten zapach ?! 
fabiolkaa

Sen grabarza, albo kawior z wanilią - zatytułowała swoją recenzję cora

Trup w ciepłym occie i zepsutych orzechach - to z kolei tytuł recenzji gds

Womanity to zapach potu...potu kobiety po akcie seksualnym zakrapianym przynajmniej jedną butelką wina...to nie były romantyczne, ani grzeczne igraszki....to zapach ciała, a dokładnie jednej jego części... 
nogulka


Już chwilę po psiknięciu na nadgarstek poczułam mocny fetor-jakby oddech pijaka. Moje nozdża przeżarł alkohol, żeby jeszcze jakieś whisky, burbon, koniak- ale nie! To była najtańsza kurcze alpaga taka za 5 złotych połączona z jakimś zielskiem. 
Emma1983

Womanity tak na mój nos pachnie noszonymi kilka dni damskimi dessous, nieświeżo, rybnie (to pewnie ten kawior) z lekką kwaśno- słodką nutką zaschniętego moczu. 
Trzy_Ryby

Zapach to bagienny potwór w wyzywających szatkach Donatelli Versace. Spala fajkę jedna po drugiej, ociężałe od % powieki zdobią grube na pół centymetra paski sztucznych rzęs, wabi nieświeżością, wystudiowaną pozą damsko-męską, ostentacyjnością. 
piroksena

***


Mam nadzieję, ze Wam się podobało. Mnie bardzo. :)
W kolejnych wpisach będę starała się dowieść, że skojarzenia cytowanych Wizażanek nie są bez sensu. I to nie tylko dlatego, że każdy indywidualny, osobisty sposób odbioru sztuki ma sens.
Zapraszam na spotkanie z Aniołem i Kobiecizmem.


Tak naprawdę tego posta miałam gotowego przed aferą. Na razie jeszcze nie potrafię pisać. 


* Większość zdjęć reklamowa, dwa wyjątki to fotografia nr 5, która jest kadrem z "Opowieści z krypty" i fotografia nr 7 pochodząca z bloga Bronki: bronkacyka
*** Autorką kolażu zdjęć reklamowych wykorzystanego jako ilustracja nr 3 jest Seraphase, której bloga: seraphase.blogspot.com odkryłam przy okazji szukania ilustracji do posta

31 komentarzy:

  1. Łał. Tak przerażające, że człowiek aż żałuje, że sam nie miał okazji powąchać i sprawdzić :)
    Do tej pory czytałam jedynie recenzje Aliena; też od zachwytów po niesmak, ale nie aż tak drastyczne.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Powąchaj, powąchaj. Pokochasz, albo znienawidzisz. :) Ja Angela używałam długo, mam na koncie kilka zużytych flakoników, a i w Womanity czuję się komfortowo i smacznie. Ale ja jestem miłośnikiem dziwaków... Perfumeryjnych też. :)
    Witaj u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham Aliena i chodzę za nim od roku - w końcu uzbieram na flakon - nie ma siły w świecie, która mnie powstrzyma :D. Aktualnie jestem posiadaczką Womanity, którego bardzo lubię - mimo, że po połowie butelki to już nie jest ten sam zachwyt co na początku. Bo zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia - skomplikowany, niebanalny i te orzechy <3. W orzechach się zakochałam i w pojawiającej się później nucie świeżego, słonego wiatru nad morzem <3.

    OdpowiedzUsuń
  4. zapachów Muglera nigdy nie testowałam ale czaję się od dawna na wypróbowanie bo z opisów wizażanek i znajomych brzmią idealnie dla mnie :D Ja lubię dziwne zapachy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. mam prawie wszystkie możliwe wersje Aliena (7), choć nie uważam ich za dzieła wybitne. Po prostu cudnie układają się na mojej skórze. Womanity kocham pasjami, ale na sobie - na innych już nieco mniej, faktycznie różne smrodki wychodzą ;) Angela próbowałam, mam jakieś 2 wersje - kwiatową i likierową, klasyka bym na sobie nie zniosła - dlatego zazdroszczę paniom (i panom), którzy okiełznali trupiego anioła i czują się z nim dobrze. A*Man'y limitowanki to domena mojego męża - chyba najlepsza wersja to Pure Malt - czasem mu podkradam. Ostatni Pure Havanne dość kiepski.
    Ciekawam, jak się Sabbath ustosunkujesz do Aliena, za którym chyba nie przepadasz??
    pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy recenzji ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fenomen odbioru zapachów Muglera mnie zadziwia :D ciekawe ile w tym zwykłego marketingu czy jarania się nazwą :P
    Ja należę do tych, co Muglery lubią, w Angelu nie czuję żadnych trupów ani piwnic, tylko chłodną słodycz, w Alienie przestrzenny, metaliczny jaśmin, a Womanity to dla mnie słodko-cierpkie owocki.
    Maja102

    OdpowiedzUsuń
  7. Siulko, trzymam kciuki za flakon. ten, i każdy kolejny. Znam tę żądzę... ;)
    Ja w Womanity też się zakochałam od pierwszego niucha. pachniała nim moja kumpela, a ja prawie tuliłam się do niej, bo tak cudnie się układał. Ale flaszki nie mam, choć nosiłam z próbki i było mi nad podziw dobrze.


    Sabbatho, polecam więc testy. Muglery są w każdej sephorze czy Douglasie, można więc testować do woli. Ciekawa jestem, jak Ci Angel podejdzie... :)


    Martyno, az mnie zatkało. Czy Tę Twoją kolekcję można gdzieś zobaczyć?? Strasznie bym chciała.
    Pure Havane jeszcze przede mną, ale moją ulubioną limitowanką i tak pozostanie Pure Coffee - jestem kawoszem do szpiku kości.
    No i powiem Ci, ze recenzji Aliena nie planowałam. Myślałam o Angelu i Womanity. Aliena nawet nie mam próbki... Ale ogólnie szanuję. Killer, ale zabija z klasą. Tyle, że mnie z kwiatami tak bardzo nie po drodze... :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem w grupie , która trupków ani niczego podobnego nie czuje, też do pewnego momentu uzywałam Angela z wielką przyjemnością, Alien też jest JAKIŚ,ale flaszki nie miałam, Womanity trochę mniej-ten to dziwak dopiero:D I Thierry;pp

    OdpowiedzUsuń
  9. można ją zobaczyć u mnie w domu, w Poznaniu ;) część zbiorów mam też w UK - mieszkam jedną nogą tam.Chciałam kiedyś porobić zdjęcia i wrzucić na forum, ale wszystko trzymam w kartonikach ze względów praktycznych, więc zabawy z fotografowaniem byłoby na kilka godzin. Może się kiedyś pokuszę o sesję ;) Jeżeli kiedykolwiek naszłaby Cię ochota na testowanie Aliena (któregokolwiek, zwłaszcza likerowatego - mało kwiatów!!) to polecam się ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Maju, Skarbku, też z frakcji beztrupowej jestem. :)
    Używałam Angela długo i też z przyjemnością. W końcu wysoirbałam niejedną gwiazdkę - nie jestem masochistką przecież. :) Womanity mogłabym używać, ale za Aliena jednak podziękuję... Za cienka jestem na takie ekstrema. :D
    I Skarnku, wiem, co masz na myśli pisząc: I Thierry;pp
    :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Martyno, ja też trzymam w kartonikach i wyciągam. Raz w roku albo rzadziej. Czasem kończy się tak, jak ostatnio, że o czymś zapominam (tym razem do zdjęć nie zapozowały Bois Blond), ale czasem wietrzę ten skarbiec. chociażby po to, zeby zobaczyć, ile tego mam...
    Likierowego Aniołka znam i szalenie niedobrze mu na mnie, a mnie z nim. Jestem wielbicielką klasycznej wersji, ewentualnie liliowego ogródka. No i A*Menów, których używam bez skrupułów. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Angela uwielbiam, ale tylko gdy jest używany wstrzemięźliwie. Niestety gros Pań wylewa na siebie niewyobrażalne jego ilości i efekt jest taki jak opisałaś powyżej... Jeden jedyny raz byłem na skraju torsji po powąchaniu perfum - w CCC używali jakiejś angelopodobnej podróby do aromatyzowania sklepów. To na pewno nie przypadek bo w ciągu 3 tygodni poczułem to samo w 3 różnych sklepach w 3 różnych miastach. Niestety było to dla mnie zbyt wiele...

    OdpowiedzUsuń
  13. Przyznam szczerze, że Angel, mimo, iż powinnam mieć do niego słabość - jako Angel :) i jako smakosz czekolady - nie przypadł mi do gustu od pierwszego wejrzenia, ale mam próbkę... czasem używam :)Muszę mieć po prostu nastrój :) Ale z trupem bym go nie porównała :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Też jestem z frakcji nie-trupowej. Lubię wszystkie bodaj kompozycje od Muglera; jedne mniej, inne bardziej, jeszcze inne kocham (co dotyczy głównie Aniołka i jego licznych klonów), ale nieboszczyka nie wyczuwam.
    A i tak ciekawam, co napiszesz. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Sabbath,
    :* za Muglera.
    W Angelu nie ma żadnego trupa. Żadnego. Nawet najmniejszego. Tak mówią Ci, którzy w Eternity Calvina Kleina czują gabinet stomatologiczny (oczywiście żartuję).
    Ja też jestem kawoszem do szpiku kości. kawowego Muglera, także posiadam, a jakże 100 ml. Z dzisiejszym postem mam dwa małe marzenia: gdyby jeszcze ta pierwsza nuta kawowa trwała... tak z kilka godzin i gdyby moja drugą połowę udało się namówić na zmianę z Miss Dior Cherie na Anioła.

    OdpowiedzUsuń
  16. O ile Angela jestem w stanie znieść na cudzej skórze (bo na swojej niebardzo), o tyle Womanity jest dla mnie nie do zniesienia w sposób absolutny. Może nie mam aż tak drastycznych skojarzeń jak cytowane wizażanki (uśmiałam się ;)), ale... brrrrr :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzięki linkowi wróciłam do Twojej recenzji A*men - mój mąż używa i sobie chwali i ja też chwalę. Fajnie jest czytać o zapachu, który się kojarzy.
    Niemniej jednak Ciebie czytać lubię niezależnie czy zapach znam (rzadko) czy nie (zwykle) to czysta przyjemność. Pozdrawiam
    Monika z
    www.efektnimbu.blogspot.com
    www.bentopopolsku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Domurst, bo Angel to morderca w błękitnych rękawiczkach. :) W sensie killer perfumeryjny, nie że paskuda. Co do "zlewania się" Gerald Ghislauin, kiedy robiłam z nim wywiad powiedział, że kiedy pachnie, to tak, zeby nikrt tego nie przeoczył. Może te panie też tak lubią, tylko nie wiedzą, że przeoczenie Anioła jest mało prawdopodobne nawet jeśli użyje się go w śladowej ilości...
    A ten angelopodobny środek też wykryłam. Znam knajpę, gdzie zawsze pachnie nim w toalecie. :)



    Angel, ładnie powiedziane. :) Ja lubię, ale nie namawiam. Jesli chcesz pachnieć swoim imiennikiem, może spróbuj którejś wariacji? Któregoś ogródka, wersji lżejszej albo likierowej? Jest tego sporo.
    Ja uwielbiam angelowy krem do ciała. Miałam kiedyś i był rozkoszny. Ale cena... Brrr!



    Wiedźmo, ja Anioła wielbię w wersji klasycznej. Lubię jeszcze liliową, ale to, co na mojej wysładzającej zapachy skórze robi się z likierowego na przykład... Wolisz nie wiedzieć. :] Sama wolałabym nie wiedzieć!


    Oj, a kolejnej osoby nie rozpoznałam. Przepraszam.
    Co do gabinetu stomatologicznego - zdarzyło mi się wyczuć w perfumach. Choć akurat nie w Eternity. :)
    Do kawowego A*Mena mam dokładnie to samo zastrzeżenie: kawa za szybko się kończy. Kawa zawsze za szybko się kończy! Własnie niepostrzeżenie wypiłam kolejny kubek. Idę "naprawić". :)


    Fashion Juley - czyż nie? :)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Viollet, taki był cel. Uśmiech. Cieszę się, ze mi się udało.
    I nie chodzi o to, że śmieję się z tamtych recenzentak. Przecież sama pisałam o zużytych prezerwatywach, szopie pełnej robactwa czy nawet o wrażeniu obecności kupy w perfumach. Nasz mózg czasem robi z nas balona. :)


    Mnemonique, troszkę tych popularnych zapachów u mnie na przestrzeni lat było. :) Dziękuję, że wracasz do mnie. To wielka radość.

    OdpowiedzUsuń
  20. A propos kupy - Alien podobno w dużej ilość kupą właśnie podśmierduje - nie znam na szczęście z autopsji, ale z opowiadań koleżanki, która robiła kiedyś odlewki na wizażu :D.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie znam tych zapachow, ale z opisu wydaje sie, ze byly glownie stworzone do szokowania i robienia tym kasy.
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za udane zmagania prawne.

    OdpowiedzUsuń
  22. Zakrztusiłam się kawą... Womanity nie znam, ale teraz z pewnością musze poznać, zaś Angel znam, miałam kiedyś, tak z 6 lat temu i wspominam go jako bardzo słodki, bardzo charakterystyczny zapach, ale mimo to całkiem interesujący. Bynajmniej nie trupi o.O Ale polecę do jakiejś perfumerii, zaciągnę się raz a dobrze i poszukam tych trupów, może mnie oświeci :P Ale dziewczyny mają fantazję nie do podrobienia... trupy w czekoladzie... Tego nawet ja bym nie wymyśliła :P

    OdpowiedzUsuń
  23. Aniol (dla mnie zdecydowanie za slodki, to pewnie te mdly trupy?), Womanity moze i troche dziwaczny, ale mnie nie zauroczyl, a poczatek byl nawet niezly.
    Czasem warto przejsc sie do Sephory, Douglasa lub Ici Paris XL i niuchnac tego lub tamtego.
    Z tych nieniszowych naprawde bardzo lubie Sisleye (Eau de Soir, Soir de Lune i Eau de Campagne: niestety o tym ostatnim obilo mi sie o uszy, ze cos z nim spaskudzili..., a w planie byla nastepna flaszka na letni sezon), Dior Homme jest cudowny na moim lubym, Man Bulgari nawet niezly, He Wood i He wood Rocky M. fenomenalne na mojej skorze, a ostatnim zakupem w Sephorze (25% znizki) byl Voyage Hermes.
    Nie wiem czy w Polsce sa tez sklepy l'Occitane (to tez nisza?), ostatnio niuchalam Myrte i Labdanum i stweirdzilam, ze obydwa zapachy sa warte flaszki ;)(na szczescie nie tak przesadnie drogiej).
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  24. Uśmiałam się z rana, jak norka :)

    Osobiście Womanity mnie pokonały...:)

    OdpowiedzUsuń
  25. :DDDD W opisach Angela na KWC lubowałam się zaczytywać już dawno. Ale piąte foto mnie po prostu rozwaliło, buehehe - słitaśne :brzydal:

    O ile Anioła kocham intensywnie (najbardziej klasyka), to odlewka Womanity nie zagościła u mnie na długo. Zbyt zwyczajna dla mnie, trochę przesłodzona i troszkę trącająca ogórem kiszonym (ten sam problem mam np. z Ogródkiem Monsunowym). A figę wolę w mniej słodkim a bardziej związanym z naturą wydaniu.

    Czekam na kontynuację. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Wariacji na temat Angel mam nadzieję kiedyś popróbować, wersja likierowa jakoś tak, nie wiem czemu, intensywnie do mnie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Siulko, akurat w Alienie kupy nie znalazłam, ale to jest pachnący morderca, a podobno znaczna częśc perfumeryjnych składników w pewnym stężeniu śmierdzi.


    Zosiu, nie, nie sądzę. To są piękne, wielowymiarowe, niezwykłe kompozycje. Na pewno nie tworzono ich dla szokowania. Ale odbiór zapachów bywa bardzo różny, więc własciwie każda kompozycja na kims będzie źle pachniała. :)


    Katalino - kawą... :)
    Wyobraźnię to rzeczywiście dziewczyny mają. I niech mi ktoś powie, że zapachy nie tworzą obrazów i historii w ludzkich głowach. :)


    Michasiu, mdłe trupy? W sensie zemdlał i leży? :)
    Zgadzam się co do zapachów Sisley - te wymienione piękne są. A sklepy L'Occitanne są - nawet jeden jest w SCC. Możemy się przejść. :)


    Madzik, własnie po to to miało być. Żeby się ktoś uśmiechnął tu zaglądając, z nie tylko denerwował, bo ostatnio mało u mnie uśmiechu. Z czym nie czuję się dobrze. Wydaje się, że post o szczęściu był tak dawno temu...


    Lady Poison, w KWC zdarzają się prawdziwe perełki recenzyjne. :)
    Angela też lubię klasyka najbardziej, a Womanity... Ja poznałam je na kumpeli, na której pachniały po prostu orgazmicznie...


    Angel, wersja likierowa budziła moje wielkie nadzieje i sprawiła jeszcze większy zawód. Pisałam o niej w podsumowaniu roku nawet... Klasyk jest wystarczająco słodki, nie wymaga dosładzania. Przynajmniej jak na moją tolerancję na słodycze... Ale może na Tobie pokaże się z lepszej strony. Czego Ci życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chciałabym dołaczyć do chórów anielskich, bo anioł mnie zauroczył, a znajomość moja z aniołem rozpoczęła sie u żródła:)czyli we francji, gdzie po prawie godzinnym pobycie w sklepie, pani ekspedientka mnie z nim zapoznała, początkowa fascynacja po niedługim czasie (dzień po:)przerodziła się w rozczarowanie, jednak anioł zrobił swoje, oczarował, zaczarował i pozostanie ze mną na dłużej, bo opatrzność mnie strzegła (czytaj: anioły) i kupiłam gwiazdkę, którą mozna uzupełniać i właśnie poszukując w internecie, przystepnego w cenie wkładu, trafiłam tutaj i pozwoliłam sobie zostwić mój głos, tak więc uwielbiam być aniołem, a kilkudniowy brak anioła odczuwam wręcz boleśnie, ale rozumiem osoby, które nienawidzą, bo sama mam kilka zapachów, ulubionych onegdaj, do których obecnie pałam obrzydzeniem, pozdrawiam anielsko:)

      Usuń
  28. Obled ! czegoz to ludzie nie wymysla..:))) poplakalam sie ze smiechu...Cholera nie bylam w kostnicy...nigdy...Nie wachalam trupa ...a szkoda...
    Jednakze kiedys mialam (nie )przyjemnosc wysluchac na odludnym przytannku w nocy , jesienia ,opowiesci dwojki 20 latkow ...na temat " zapachu damkich organow "...Jezyk byl mega wulgarny, najczesciej padalo tam okreslenie " ryba" "sledz"....Myslalam , ze wybuchnie mi glowa...ze tak? o kobietach? Te recenzje sa w podobnym hardcorowym "tonie"....Hi hi ...i tak kocham perfumy...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ludzki język zawiera nie tylko ładne słowa, a ludzka głowa nie tylko miłe myśli. Ja cenię mocne porównania - świadczą one o tym, że zapach ludzi "ruszył".
      Osobiście najbardziej nie lubię perfum nijakich. Wolę takie, które mnie odrzucają, ale przynajmniej wywołują jakieś emocje, tworzą jakiś obraz w mózgu.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...