środa, 6 lipca 2011

Regal Boadicea the Victorious

.
Skoro już przy zapachach Boadicea the Victorious jestem pozwolę sobie zaanonsować najnowszy z zapachów marki. Nie dlatego, że nowość, bo sami wiecie, że nie daty, lecz nuty mnie uwodzą...

Tym razem naprawdę nie miałam wielkich oczekiwań. Bo jakichże doznań mogą mi dostarczyć perfumy z jaśminem, różą, fiołkiem, konwalią i owockami u szczytu listy składników?


Ciemność oswojona


Zapach wpełza na skórę jak inkub. Jest mroczny, ciężki i obcy. Ciemna, gęsta róża zaostrzona postarzającym, zaostrzającym kompozycję geranium bez śladu zieloności.
Jak pojedyncza, daleka świeca rozświetla zapach ślad złocistego szafranu, jednak nie na wiele się to zdaje, bo Regal pożera światło jak czarna dziura.

Dlaczego czarna? Bo daję wam słowo, esencja różana zachowuje się tu tak, jak gdyby została ścięta agarem. Czarnym, lśniącym, szlachetnym. Nie z tej ziemi.


Dzięki akcentowi agarowemu skondensowane, zawiesiste nuty kwiatowe mutują, przechodzą fascynującą, deformującą je ewolucję zmieniając się w bezwodne, bezsłoneczne kwiaty nocy, stwory na wpół pasożytnicze, zachłanne i grzeszne. Wyczuwalny pod różano - agarową powłoką fiołek jest niewątpliwie czarny, jaśmin zaś pachnie jak wyciosany z kamienia - słodki i zimny zarazem.

Pod błoniastymi skrzydłami kwiatowego demona kotłują się perfumeryjne metafory żądzy: świetnie współgrający z oleistością róży zawiesisty sandałowiec, stary cedr (który w połączeniu z paczulą może podbijać "efekt agaru") oraz to, co najważniejsze w tym złożeniu: nuty zwierzęce.
Zapach ambry pozyskany na 100% w sporej części z nasion ketmii piżmowej, troszkę ostrego, idealnie oczyszczonego z fekalnych skojarzeń cywetu (też pewnie nie naturalnego), ślad skórzastego labdanum i dopełniająca obrazu, pachnąca bardziej starym kamieniem niż ziemią paczula. 

 

Uważny czytelnik zauważy zapewne podobieństwo opisu do kilku innych różano - agarowych czy różano - drzewnych kompozycji wysławianych przeze mnie wcześniej. I będzie miał rację. Regal przypomina zarówno kompozycje w rodzaju Midnight Oud Juliette Has a Gun czy Dark Rose Czech&Speake, jak i różaną podróż w czasie zafundowaną nam przez Reginę Harris. I w tym kontekście nie powala oryginalnością.

To, co usprawiedliwia jego powstanie (poza pięknym falkonem z metalową tarczą zdobioną celtyckim wzorem) to nuta, o której jeszcze nie napisałam. Owoce.
Gdzieś na skraju zapachowej percepcji, poza spójną i zwartą strukturą zapachu majaczy słodycz. Zadziwiająco lekka, łagodna i przyjemna. Miękka i ciepła jak skórka brzoskwini...


I znów, jak w przypadku kremowej nuty w Complex - wydawałoby się, że pogodzenie tych różnorodnych akordów powinno skończyć się perfumeryjną katastrofą. Tymczasem Michael Boadi po raz kolejny dowiódł, że warto poszukiwać nowych dróg, nowych akordów, nowych pieśni.

Dzięki tej owocowej delikatności nasz perfumeryjny inkub, choć obcy i mroczny, okazuje się zadziwiająco... Miły? Przyjemny w kontakcie? Hmm...
Jego skóra, choć lśni jak ebonit, w dotyku jest ciepła i aksamitna, jego szpony nie ranią, kły nie kaleczą, a błoniaste skrzydła zamiast ze wściekłością bić powietrze otulają i osłaniają przed chłodem.

W miarę rozwoju zapachu owocowa słodycz staje się wyraźniejsza, zapach łagodnieje, metaforyczny, perfumeryjny stwór z zaświatów nabiera pozorów życia.
Na szczęście nie dochodzi do całkowitej przemiany i szeptanych słodkim głosem do uszka wyznań miłosnych. Tego bym nie zniosła! 


Data powstania: 2011
Twórca: Michael Boadi

Nuty zapachowe: 
owoce, nuty zielone, róża indyjska, rosyjskie geranium, marokański jaśmin, konwalia, zioła, absolut fiołka, szafran z Indii, indyjski sandałowiec, cedr z Atlasu, paczula paragwajska, ambra, nuty zwierzęce


* Autorem obrazu pod tytułem "Burning" użytego jako pierwsza ilustracja do tekstu jest, oczywiście, Boris Vallejo. Myślałam też o "Vampire's Kiss" ale kolorystyka mi nie zagrała...
** Zdjęcie kobiety z róża znalazłam wśród darmowych tapet na abstract.desktopnexus.com
*** Trzecie zdjęcie pochodzi z filmu Christophera Hutsona "Bled"
**** Z ostatnią, niesamowitą grafiką mam problem. Nosi ona tytuł "Dark Angels Passion Love" i występuje w sieci w gazylionie egzemplarzy. Niestety, jedynym miejscem, w którym jestem w stanie zidentyfikował osobę wrzucająca prace do sieci, jest galeria Debry Faulconer Baker na serwisie Phodobucket. Kłopot w tym, ze nie wydaje mi się, by była ona autorką wszystkich zamieszczanych tam prac...

19 komentarzy:

  1. Cudowny opis:) Zawsze jak czytam Twoje recenzje to mam ochotę lecieć do sklepu/na allegro i obkupić się zapachami jak szalona:)
    Ten zapach również wspaniale opisałaś i teraz bardzo chciałabym go wypróbować;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sabbath, po raz pierwszy czuję tak wyraźny konflikt.
    Widzę składniki - i myślę: "po stokroć NIE". Czytam opis - i wiem, że wypróbuję.
    Nie wierzę, że róża, jaśmin i konwalia mogą stworzyć zapach mroczny i pociągający. Geranium nie znoszę, odkąd pamiętam (a raczej wącham). Ale czytałam już wiele Twoich opisów i wierzę Twojej intuicji i nosowi.
    To właśnie takie przypadki czynią z Niszy fascynującą krainę. I tacy ludzie, jak Sabbath :)
    Podążając tym tropem kolejny zakup próbek z Missali będzie się składał wyłącznie z dzieł firmowanych logiem Bodyki. Sabbath, czy masz coś jeszcze tej Pani w zanadrzu?
    Po raz kolejny dziękuję za piękny opis i pozdrawiam serdecznie,
    Mysza

    OdpowiedzUsuń
  3. SexiChic, to chyba największy komplement dla kogoś, kto opisuje przyjemności zmysłowe. :) Podobnie pewnie cieszą się autorzy blogów kulinarnych, kiedy czytają, ze ktoś po samej lekturze przepisów zgłodniał. :) Dziękuję!


    Myszo, miałam podobnie. Kwiatki, owocki? Phi - pomyślałam i zabrałam się najpierw za Complex. Regal kapnęłam na nadgarstek przed wyjściem na zakupy, bez planów pisania recenzji nawet, bo naprawdę nie spodziewałam się, że będę miała coś dobrego do napisania o zapachu z taką listą nut.
    I tylko zastanawiam się, w jakim stopniu mój odbiór zapachów jest ostatnio "podbity" moim ogólnym nastrojem... ;)))
    Wracając zaś do Boudiki - mam próbki wszystkich ich dostępnych w Quality zapachów. Przyznaję, że korci mnie posiadanie takiego cudownego flakonu, dotychczas jednak nie znajdowałam zawartości na miarę swoich pokręconych potrzeb. Nadzieję dała mi seria agarowa, ale z kolei jej ceny mi ją odebrały. No i nie ma jej na razie w Polsce...
    Z poprzedniego setu próbek recenzowałam tylko jeden zapach, ale przyznaję, że mam plany, by wziąć się i za kolejne, bo perfumy Boadiego układają mi się na skórze tak obłędnie erotycznie, że chyba dam szansę także tym, które po testach bloterkowych odpadły.

    OdpowiedzUsuń
  4. dałaś teraz czadu :)
    testy obowiązkowe
    wprost mnie uwiódł ten opis róży z agarem:)
    no i te zdjęcia...
    cieszy mnie fakt, że dajesz zapachom drugą szansę,tak jak to było w przypadku topornych Montalaków :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś już Ci chyba pisałam, że zapach róż to jeden z moich ulubionych? ;) A to co napisałaś tutaj po prostu zawaliło mi dach na głowę. Nie masz nawet pojęcia jak bardzo bym chciała dorwać się do tego zapachu, zwłaszcza po tym nawiązaniu do pasożytów demonów i tym podobnych... Gdzie można się dorwać do tych perfum????

    OdpowiedzUsuń
  6. O raju!
    CO ja zrobiłam ignorując dotąd tę markę!?? ;P
    Chyba rzeczywiście gorzki zawód Wode zaciążył nad perfumowymi skojarzeniami z Budyką. A tu już dwie mocne wizje.
    Jak napiszesz, że będą następne, to Cię zjem! ;> Bez popijania.
    Jak to Baba Jaga...

    OdpowiedzUsuń
  7. Już napisałaś - w komentarzach... A ja, kurczę, nie jestem fanką ludziny. :)
    Przy okazji: u nas na wsi nie ma kanibali. Ostatniego zjedliśmy w zeszłym tygodniu. ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Po takiej recenzji , przy okazji innych zakupów, nie mogłam nie zamówić próbki, a teraz nie mogę się już jej doczekać, w ramach dawania szansy róży w perfumach :)
    P.Stettke

    OdpowiedzUsuń
  9. Jarku, ano... Troszku mnie poniósł zapach. :)
    Staram się nie zamykać w skorupce uprzedzeń i raz powziętych opinii. Nie tylko dlatego, że sama się zmieniam, ale też dlatego, ze nie sposób ocenić marki po kilku zapachach, projektanta po kilku projektach, człowieka po kilku wypowiedziach. Nigdy do końca. Prawda? :)


    Katalino, pamiętam. Pamiętam też, ze pisałam Ci wtedy, że dla mnie róża jest trudnym zapachem i że się jej ciągle uczę. No to uczę się nadal, jak widać. :) A demony i mhrrrok... Też mnie kręcą takie skojarzenia. ;) O czym także już wiesz. :)))


    Wiedźmo, haha! Ja jestem żylasta i ciężkostrawna, zjedz lepiej pomidorka. :)


    P.Stettke, ciekawa jestem, jak odbierzesz ten zapach. Daj znać po testach.


    Dekoracje wnętrz, dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak otwarcie, jak i róża podana w Regal, mnie zachwyciły. Zachwytu starczyło na pierwsze pół godziny. Później niestety wychodzi na mnie bardzo duże zwierzę. Kroczy ono powoli i nawet nie ocieka cywetem zbyt mocno, ale jest takie...hmm.. zakurzone. Trochę jak wypchany mamut w muzeum. Naprawdę duuuużo kurzu. Szkoda, bo początek to piękna obietnica i czuję,że całość jest wyjątkowo oryginalna. Albo właściwie dobrze, zważywszy na cenę flakonu :)
    P.Stettke

    OdpowiedzUsuń
  11. Sabbath, elektryzujący, erotyzujący opis :) Dzięki! Niebawem popędzę do Quality na testy.
    Widzę, że wybrałaś do zilustrowania zapachu jeden z moich ulubionych obrazów pana Vallejo :)

    OdpowiedzUsuń
  12. P.Stettke - duże zwierzę? Przepraszam, ale nie potrafię się nie śmiać! Choć rozczarowania współczuję, oczywiście.


    Aragonte, mam nadzieję, że Ciebie Regal nie rozczaruje...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zamiast inkuba - trup w sklepie z wykładzinami

    Nie wiem, czy wypada tak komentować archiwalne posty, zwłaszcza w sposób jak poniżej, ale że spotkała mnie niespodzianka – nie mogę się powstrzymać. Zwykle po opisach Sabbath doskonale wiem, czy zapach mi się spodoba, czy będzie „mój”, czy trochę, albo całkiem obcy. W przypadku Regala stawiałam ma bardzo „mój”, a recenzja uważam, że jest świetna (podjedynkowałam – ależ to świetna opcja!).

    Ale żeby w odbiorze zapachu nie sugerować się czyjąś recenzją, do testów przystąpiłam po wakacjach, ze świeżą głową, pamiętając tyle, że zapach miał być niesamowity. No i faktycznie, był. Ale „inaczej”.

    Otwarcie przeniosło mnie do mieszkania mojej ciotki z końca lat 70, gdzie zawsze panował dość dziwny zapach. Nie tyle nieprzyjemny, co bardzo charakterystyczny i zapadający w pamięć. Po latach trudno mi określić, czy był to zapach starych politurowanych mebli, czy równie starej wykładziny podłogowej. Po pół godzinie wąchania mieszkanie ciotki przeobraziło się w sklep z wykładzinami – taki również z końca lat 70, z dużą ilością wykładzin kiepskiej jakości podbitych warstwą gumy albo pękającego żółtego kleju, które w dużej mierze tworzyły „wykładzinowy aromat”. Część asortymentu sklepu stanowiło linoleum, również posiadające własny zapach. Momentami zapach skręcał w kierunku komisu ze starymi meblami (także lata 70’), pokrytymi politurą kiepskiej jakości, których tylne ścianki wykonane z dykty chętnie wychwytywały kurz, pajęczyny i inne zanieczyszczenia. W innych zaś momentach zmieniał się w zapach dawno nie otwieranej szafki z bardzo starymi butami.
    Po godzinie zrobiło się jeszcze gorzej, bo „socjalistycznych” nut dołączyła słabo wyczuwalna słodycz. Ale nie słodycz miękka i owocowa, jak brzoskwinia. Słodycz, która w dużym stężeniu byłaby nie do zniesienia i powodowała torsje. Obca i ciężka. Jedynym skojarzeniem do takiej słodyczy niestety stały się... zwłoki (choć nie mam pojęcia jaki jest zapach zwłok).
    Tak, jakby do sklepu z wykładzinami ktoś podrzucił zwłoki, wyciągnięte z mokrej ziemi.

    Ostatecznie jedynymi pasującymi mi do zapachu słowami z całego jakże ciekawego i bogatego opisu stworzonego Sabbath pozostały: „obcy” i „mroczny”.
    Z nut wymienionych przez Sabbath, o ów słodki „trupi” efekt podejrzewam różę, konwalie lub być może jaśmin, ale nie jestem tak biegła w rozpoznawaniu składników.
    Oj brrrrr, pewnie już nie wrócę do Regala...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ewo - Myszo, ależ to świetna recenzja! Niekoniecznie pozytywna, ale obrazowa i... Szalenie oryginalna. :)
    Za sklep z wykładzinami i politurę na meblach pewnie odpowiada agar do spółki z sandałowcem. Trup to mogą być kwiaty, ale pewne znaczenie mają chyba też nuty zwierzęce.
    Przyznam Ci się, że szalenie mi się podoba to, co napisałaś. Nawet z trupem. Lubię dziwaczne zapachy, lubię syntetyczne, "gumowe" nuty, lubię zapach politury - nawet kiepskiej. Ba! ja nawet zapach lakieru bezbarwnego lubię. :)
    Przykro mi, że Cię Regal rozczarował. Dobrze, że przynajmniej obcy i mroczny pasował. :)

    Za to określeniem "pojedynkowałam" mnie zaskoczyłaś. Przeczytałam, zatrzymałam się, cofnęłam się w tekście sprawdzić, co pominęłam... Potem przeczytałam raz jeszcze i dopiero dalszy ciąg zdania wyjaśnił mi ten pojedynek. Świetne określenie. :)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeszcze tylko dodam, że skład zielarski podczas wymiany wykładzin ja z kolei wyczułam w Like This ELd'O. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wracam właśnie do różnych starych zapachów, które dzięki Tobie Sab i Twojemu blogowi poznałam. Wzięłam dziś na warsztat Ragala. Uśmiałam się czytając swoje wcześniejsze komentarze, choć skojarzenie z zimnym trupem w szafie z politury zostało. Zapach piękny i ciekawy, choć nie mój. Natomiast jak to możliwe, że w nutach nie ma oudu??????????

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...