wtorek, 5 lipca 2011

Complex Boadicea the Victorious

.
Boadicea the Victorious to kolejna nieco zaniedbywana przeze mnie marka. Nie miałabym szczególnych wyrzutów sumienia, gdyby nie nazwa.

 

Ze swą sympatią dla Budyki - bohaterskiej królowej unicestwionego przez rzymską machinę wojenną ludu Icenów zdradziłam się już ponad dwa lata temu przy okazji recenzji namieszanego przez sławnego (i niesławnego zarazem) Gezę Schoena Wode.
Recenzje zapachów Michaela Boadi nie pojawiają się tu nie dlatego, że moje uwielbienie dla Budyki osłabło, lecz paradoksalnie są mojego emocjonalnego stosunku do tej postaci rezultatem. Ekskluzywne, eleganckie, sprawnie poskładane zapachy Boadiego wydają mi się.... Zbyt mało barbarzyńskie dla Królowej Zemsty.
Tym razem także szczególnie dziko nie będzie, a jednak mój dzisiejszy bohater wart był każdego dnia oczekiwania. 


Sen o potędze

 

Complex urzekł mnie od pierwszego wdechu. Jeszcze ze spirytusowym powiewem, jeszcze ostro wbijający się w mózg - zahipnotyzował mnie złożonością pierwszego akordu.

Ziołowy, ostry szczyt zapachowej konstrukcji skontrastowany został z pojawiającą się niespotykanie "wysoko" gęstą, kremową, narkotyczną nutą drzewną. I powiem od razu: tyle wystarczyłoby, by mnie urzec.

Tymczasem Michael Boadi poszedł krok dalej. Niesamowitą tę harmonię utkał na czymś w rodzaju stałej, niezmiennej, obecnej od początku do końca trwania Complex na skórze bazy złożonej z aromatu żywicznych kadzideł i nut zwierzęcych. Jak gdyby w cieniu tej niezwykłej, olfaktorycznej budowli spał otumaniony dymem ofiarnych kadzideł mitologiczny stwór: groźny i mądry.

 

Te trzy główne akordy, tak różne i tak pięknie harmonijne zarazem tworzą Complex - zapach rzeczywiście złożony i rzeczywiście kompletny.

Z czasem przestaję postrzegać je osobno - łączą się w konstrukcję dziwną, niepokojącą i... Cudownie przyjemną. Wybaczcie, nie potrafię się powstrzymać, emocje same pchają mi się na klawiaturę, bo zapach jest naprawdę niesamowity. Przynajmniej przez pierwsze dwie, trzy godziny.

 

Próbując usystematyzować swoje doznania zdecydowałam się skorzystać z terminologii już Wam znanej.
Przypomina więc Complex kwaśne, rześkie Atlas Cedar pogłębione sennym, opiumowym mrokiem Black Afgano, zmatowione jak drobniutkim papierem ściernym nutą zezwierzęconego kadzidła. Kadzidła, które poskładane z ciężkim, skórzastym labdanum i odrobiną pieprzu daje zapachowi nietypową, głęboką wibrację wyczuwalną gdzieś poza świadomością jak brzmiące z daleka bębny.

I proszę, nie oczekujcie kolejnego French Lovera, który z formalnego punktu widzenia bazuje na tym samym patencie: połączeniu zieloności z kadzidłem. Tu zieloność jest ostra i bezpośrednia jak w Papyrus de Ciane Parfumerie Generale i uparta jak koza z Victrix Profumum, zaś stłumione, przyczajona kadzidło przypomina raczej dymne tło Chergui mistrza Sheldrake'a czy Idole boskiej Olivii. A między nimi, jak Lete płynie opiumowy sandałowiec...

Wiem, naprawdę wiem, że wszystko to razem brzmi jak zapowiedź niezłej kakofonii doznań, ale daję Wam słowo, że jest w tym szaleństwie metoda!

 

Gdy poszczególne akordy połączą się w jedno, zmieszają tworząc spójny nurt zapachu kompozycja przestaje olśniewać, ale wciąż jest efektowna i urodziwa.
Jest jak przygotowanie do całopalnej ofiary na zlanej deszczem łące... Na szczęście do ofiary nie dochodzi. Dym odurza także kapłanów i kapłanki, którzy zasypiają wtuleni w ofiarne zwierzęta, bezsilni i łagodni. Ich sen jest długi i spokojny, mokra mgła pokrywa uśpione postaci srebrem, a słońce trwa na nieboskłonie nieruchomo nie sunąc ku zachodowi. Magia. :)


Data powstania: 2009
Twórca: Michael Boadi

Nuty zapachowe: bazylia, szałwia, fiołek, skóra, kadzidło, cywet, piżmo

* Pierwsza grafika: "Boadicea the Warrior Queen" John Opie
** Na drugiej flakon Complex
*** Trzecia i czwarta grafika przedstawiają wyobrażenia celtyckich druidów zbierających i przyrządzających jemiołę. Niestety, o obrzędach Icenów niewiele wiadomo, bo plemię to zostało nieomal całkowicie wyrżnięte przez Rzymian. Autorem pierwszej pracy jest Eugene Damlbans i pochodzi ona ze strony www.allposters.com, drugą zaś znalazłam na www.woodenstonemusic.com
**** Ostatnie zdjęcie wykonała mathes, której galerię na serwisie garnek.pl znajdziecie TUTAJ.

10 komentarzy:

  1. Z przyjemnością czytałam, ponieważ jestem równie oczarowana,choć spodziewałam się kolejnego cywetowo- skórzanego śmierdziucha (jak Al Oudh Artisana i MKK Lutensa)dającego głównie, hmm... fizjologiczny efekt.A tu zamiast fekalnych krzykliwych nut leciutkie tylko poszczekiwanie bardzo ładnego zwierzęcia.
    To właśnie najbardziej zachwyca w świecie woni, że często nie sprawdza się proste wnioskowania na podstawie deklarowanych nut.
    P. Stettke

    OdpowiedzUsuń
  2. Sabbath, Twoje opisy są nieziemskie... a przy tym bardzo dobrze oddają naturę danego zapachu. I tak, jak dzięki Twoim opisom odkryłam Back Tourmaline (najbardziej niesamowity ze znanych mi zapachów, a który po wypróbowaniu stał się bardzo "mój") i Black Afgano, tak po przeczytaniu dzisiejszego opisu na pewno wypróbuję Complex.
    Dziękuję i pozdrawiam,
    Mysza

    OdpowiedzUsuń
  3. P.Stettke, też nie miałam wielkich oczekiwań. Choć śmierdziuchów Boadi raczej nie robi. On mnie rozczarowywał zwykle w drugą stronę - akuratnością kompozycji. Swoją drogą, coś się dzieje z moim nosem ewidentnie. Najpierw udało mi się oswoić róże, potem nuty zwierzęce... Też tak masz? Że uczysz się nut? Jak to było u Ciebie z tym cywetem i skórą? Bo ja przyznaję, ze kiedyś nie ogarniałam i nie pojmowałam urody, a teraz... Teraz pojmuję. Czy to nowe zapachy, czy coś nam się z nosami dzieje?


    Ewo, Myszo, dziękuję! Bardzo, bardzo się cieszę, ze mi się udaje. Staram się właśnie "oddawać naturę". Tak, jak napisałaś. dziękuję raz jeszcze.
    Przy okazji - Twoja opinia sprawiła, ze siadłam i "sklepałam" kolejny zapach Boadiego. Mam nadzieję, że Ci się spodoba kolejna recenzja, bo naprawdę takie opinie dodają mi skrzydeł. :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku, nic się chyba nam z nosami nie dzieje (w tym miejscu łapię się gorączkowo za mój;)), ale rzeczywiście kiedyś byłam jak konik z kadzidlanymi klapkami na oczach. Tylko kadzidło,a kwiaty do piachu i na cmentarz! Potem powoli zaczęłam lubić niektóre ambry,następnie stopniowo rozsmakowałam się w nutach skórzanych, głównie dzięki Cuir Ottoman,ale i Dzonghka zrobiła swoje, a róży uczę się bardzo powoli. Zazdroszczę Ci, że udało Ci się oswoić i docenić różę, bo występuje w tylu wspaniałych kompozycjach, a mnie jest jakoś z nią na razie nie po drodze... Jestem dopiero w trakcie pertraktacji pojednawczych:) To wszystko to jednak niewątpliwie rozwój wrażliwości węchowej, hurra!
    P.Stettke

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwazam, ze napewno sie cos dzieje z nosem: przynajmniej moim... Dziwne i najpierw moze nawet czasem obrzydliwe nuty chwytaja mnie obecnie za gardlo ;) Mysle, ze moj nos sie rozwija i jest w stanie wylapywac finezje nut, ktorych wczesniej nie wylapywal ;)
    Usciski z bosko pachnacych terenow
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam tego zapachu i nie mam pojęcia czy by mi się spodobał, jednak flakon jest wspaniały! Te misterne plecionki przywodzą mi na myśl... nordyckie mity. A Ty jak zawsze potrafisz odmalować słowami tak wspaniały obraz, że człowiek czytając ma ochotę zatopić się w nim bez reszty.

    OdpowiedzUsuń
  7. P.Stettke, oj tak! Te kadzidlane klapki na oczach to o mnie! To kadzidła mnie zepsuły i długo, długo działałam jak detektor kadzideł: jest kadzidło - dobrze, nie ma kadzidła - niedobrze. ;)
    Z ambrą było mi trudno - początkowo nie lubiłam tej nuty, potem zaczęła mnie fascynować i pociągać, choć nadal mnie uwierała. Skórę oswajałam przez zamsz w Daim Blond, ale złamały moją niechęć do nut zwierzęcych dopiero zapachy Laurie Erickson. Do róż dojrzewam... Jeszcze oporniej, niż do ambry. Ale coraz częściej łapię się na tym, że podziwiam różę w perfumach. Z resztą... Wstyd napisać, ale jaśmin także zaczyna się przebijać przez moje (drewniane tym razem) klapki. Nie lubię jasminu jaśniutkiego i słodkiego. Ale to ostre, cywetowe wykończenie, które jaśmin łapie w górnych rejestrach jest fascynujące.
    Czuję się zaniepokojona swoją "mientkością" w tej kwestii, ale zrobię dobrą minę i podejmę Twoje "Hura!". :)))


    Michasiu, dziękuję i ściskam wzajemnie. Testuję odlewki od Ciebie i jedna już mnie trafiła strzałą Amora. Szukam flaszki chyba... Łolaboga!


    Katalino, flakony to oni mają po prostu genialne. Te tarcze - żywcem z rycin przedstawiających celtyckich wojowników wzięte. Marzy mi się flakonik... Najbardziej zapewne któryś z agarowej kolekcji... Która droga jest jak nieszczęście. Heh...

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny Twój opis, który bardzo mi się spodobał. Masz talent do pisania:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie noszenie tego zapachu przypomina noszenie zbroi,ciężkiej,metalowej,męczącej,nie dającej wytchnienia...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...