wtorek, 29 listopada 2011

Zapachy Roku 2011 według użytkowników serwisu Fragrantica


Fragrantica ujawniła wyniki głosowania swych użytkowników na najlepsze perfumy 2011 roku. Oto one:


Najlepsze Perfumy Roku 2011:


Dla kobiet:

  • Taj Sunset Escada
  • Daisy Eau So Fresh Marc Jacobs
  • Miss Dior Cherie Eau de Parfum Dior
  • Shalimar Parfum Initial Guerlain
  • Mon Jasmin Noir Bvlgari
  • Very Irresistible Givenchy L’Intense Givenchy
  • Prada Candy Prada


sobota, 26 listopada 2011

King Secret Ramon Molvizar oraz zapowiedzi


Ramon Bejar ruszył do ofensywy. Na polski rynek wchodzą jednocześnie trzy serie perfum jego autorstwa. 

 

Pierwszą z nich jest złożona z trzech zapachów seria Secret. Tworzą ją damski Queen Secret, męski King Secret oraz kolejny owoc szalejącej mody na agar: Oud Secret.

Druga kolekcja koresponduje nieco z mającymi premierę w sierpniu tego roku opartymi na trzech odmianach kwarcu "eliksirami mineralnymi" Vibrational Perfumes. Zwie się Cuarzo Sinature Gems Collection i składa się z trzech kompozycji inspirowanych barwą i naturą trzech szlachetnych kamieni: rubinu, szmaragdu i szafiru. W każdym z flakonów z tej serii znajdują się dwa kamienie: jeden w stanie naturalnym, surowym, drugi oszlifowany. I analogicznie są to rubiny w Ruby, szmaragdy w Emerald i szafiry w Sapphire.

Trzecia ekskluzywna propozycja Ramona Bejara to duet zapachów 4 Elements i 5 Elements.

W ręku mam wszystkie powyższe cuda, na razie nie w formie oryginalnych próbek, lecz w formie małych odleweczek z testerów, muszę jednak przyznać polskiemu dystrybutorowi, firmie Szmaragd i Diament, że tak starannie, z troską o estetykę produktu i wygodę osoby testującej przygotowanych "zestawów testowych" nie spotkałam nigdy. Dotyczy to oczywiście także wysyłanych przez Szmaragd i Diament próbek firmowych, ale w przypadku odlewek robionych metodą "domową" oznaczone estetycznymi etykietkami, pojedynczo w zgrzewaną folię opakowane, opatrzone dodatkowymi firmowymi naklejkami atomizerki robią wrażenie. Zestaw starannie zapakowanych firmowych blotterków dołączany do każdej partii próbek tej firmy też ma znaczenie. Luksus? Prawdziwy luksus zaczyna się od staranności i szacunku dla klienta.


Dobra. Koniec wstępów, przechodzę ad rem.
To, która seria mnie skusi jako pierwsza było oczywiste od początku. Ta, w której znajdziemy cokolwiek z oud w tytule. O pułapkach na Sabbath już było. :) Dziś pierwszy z trzech sekretów, które zdradza nam Ramon Bejar swoimi zapachami.




Król życia


Pierwszy wdech, pierwsza nuta, pierwszy błyskawiczny "transfer danych" do mózgu... I ożywcza myśl: nie będzie banału.

czwartek, 24 listopada 2011

Missala Qessence - recenzja wyczerpująca


Atomizer z tymi perfumami przeleżał u mnie wiele, wiele dni.

Najpierw otrzymałam niespodziewaną przesyłkę od Pani Missali zawierającą list i atomizer bez nazwy. Długo zabierałam się do testów, a kiedy wreszcie się zabrałam, poczyniłam notatki. Mogę je Wam udostępnić, jeśli chcecie, ale od razu przyznam się, że część nut pomyliłam.

 

Czas jakiś później pojawił się na blogu Missala tajemniczy konkurs. Nie wymagało szczególnej bystrości skojarzenie nut podanych na stronie z zawartością anonimowego atomizera. A potem dostałam maila, który wszystko wyjaśnił. Quality Missala ma własne, stworzone w Grasse perfumy!

Obiecałam jednak, że dochowam tajemnicy. I zgodnie z obietnicą, puszczam parę dopiero po premierze, która miała miejsce dziś o godzinie 18:00.

Ciastkarnia u Sabbath, czyli Subiektywny Ranking Przystojniaków


Po pierwsze: Petera Steele nie będzie!

Wiem, że wszyscy mnie o niego podejrzewają, ale nie będzie, bo mi się mieści w rankingu ładnych skorupek, a ja odczuwam silny imperatyw, żeby mi się ciastko z nadzieniem zgadzało. Muzyka, którą ten pan był nadziany nie jest "moja". Sorry.



Subiektywny Ranking Przystojniaków

Zaczęło się tak...

Zaglądam na bloga Kataliny. Żadna nowina, wiem. Na blogu owym, dni temu parę Kat wrzuciła posta rozrywkowego, którego nazwała Subiektywnym Rankingiem Przystojniaków. Jako, że kuszenie jest moją specjalnością, natychmiast zaczęłam namawiać Ją, do puszczenia tego pomysłu dalej w formie taga. A jako, że Kat pokusom ulega chętnie i z wdziękiem... Zostałam akuszerką nowej blogowej zarazy. Tym razem bardzo smakowitej.

Zapraszam Was więc do mojej ciastkarni na degustację sabbacinych ciach wszech czasów i wszech światów. Z podziałam na kategorie.
Sponsorem wypieków jest Katalina, która dostarczyła Sugar & Spice. ;)))


Edycja:
Z przyjemnością dodaję drugą nominację. Pamiętała o mnie Piękność Dnia, której odpowiedź na taga można zobaczyć tu: KLIK.
Jeden pan nam się powtarza. Hura!

środa, 23 listopada 2011

Tiger's Eye i Amethyst Vibrational Perfumes


Zgodnie z zapowiedzią, dziś dwa pozostałe zapachy Vibrational Perfmes. Po Różowym Kwarcu pora na Tygrysie Oko i Ametyst. 
Nie przeciągając: przeczytajcie sami i czujcie się ostrzeżeni. :]



Tiger's Eye



"Tygrysie oko wzmacnia energię osobistą, ugruntowuje, otwiera dostęp do kreatywności. Tygrysie oko pomaga ludziom zestresowanym i smutnym, przywraca naturalny przepływ energii i równowagę pomiędzy ciałem i psychiką."*

W tym kontekście opis zapachu wręcz zadziwia powściągliwością:

Tiger's Eye oferuje Ci ochronę w życiu pełnym wyzwań i dynamicznej codzienności naszych czasów. Przynosi wewnętrzną siłę i wolność. Uznawany jest za kamień przyciągający dobrą passę...



Kim jest Majda Bekkali...?

...W projekcie pod tytułem Majda Bekkali?



Już tłumaczę się z pytania. Głupiego tylko pozornie.

Otóż na Fragrantice pojawił się właśnie artykuł Sandry Raicevic Petrovic dotyczący perfum sygnowanych nazwiskiem Bekkali. W artykule wyraźnie i jednoznacznie napisano, że twórcą perfum Songe Pour Femme jest Dorothee Piot, zaś wersji Pour Homme współpracująca wcześniej między innymi z Givenchy i Diorem Marina Jung-Allegret.

Pytam więc pozornie głupio, jaką rolę pełni w tym projekcie sama Majda Bekkali, której imię nosi firma, i której śliczne zdjęcia towarzyszą promocji perfum, skoro ani nie stworzyła zapachów, ani nie zaprojektowała flakonów?
I odpowiadam sobie, że pewnie jest spiritus movens projektu, ikoną, wizytówką i żywą reklamą. Jak Tom Ford. Tylko Toma Forda kojarzę jako projektanta, a Majdy nie. 

A piszę o tym dlatego, że moje recenzje obu Songe bazowały na przekonaniu, że Bekkali jest młodą, zdolną perfumiarką. Okazuje się, że nie jest. A mnie się nie chce zmieniać tekstów... 

Dodam do nich na końcu linka do tej notki. Jestem sprytna. :)

wtorek, 22 listopada 2011

Rose Quartz Vibrational Perfumes


Moja mama robiła nalewkę z bursztynów. Oczywiście nalewka, jak to nalewka, bardziej niż z bursztynów, składała się ze spirytusu, ale nie jest to w tym przypadku kwestia najważniejsza. Istotne jest to, że nalewka owa miała rzekomo posiadać właściwości prozdrowotne.
Nie wiem, jak stosowali ją dorośli, na mnie jednak, jako nieletniej praktykowano tak zwane "nacierania" polegające na naniesieniu odrobiny płynu na skórę i energicznym wtarciu go do sucha. Nie byłam entuzjastką tej kuracji, jednak w porównaniu z innymi metodami leczenia praktykowanymi przez moją mamę ta była całkiem znośna. :]

Czemu o tym piszę?

Na litoterapię (leczenie kamieniami) powołują się materiały dotyczące Vibrational Perfumes - najnowszego projektu Ramona Bejara znanego nam już dzięki zapachom Ramon Molvizar.

Oczywiście świadoma jestem tego, ze bursztyn nie jest kamieniem, ale czyż skojarzenie nie jest oczywiste?




Urodziny Quality z niespodzianką

.
 

Perfumeria Quality Missala świętuje w tym roku dwudziestolecie swego istnienia. Z okazji okrągłej tej rocznicy Pani Stanisława Missala wraz z rodziną zaprasza klientów i sympatyków Quality na urodzinowe spotkania, które odbędą się 24 listopada w Perfumerii w Hotelu Marriott i 26 listopada w Blue City. 25 listopada natomiast świętować będzie się w perfumeriach Quality w Opolu, Wrocławiu, Poznaniu i Toruniu. Szczegóły znajdziecie na stronie perfumerii.

Lista atrakcji i niespodzianek długa, ale nie pisałabym o tym, gdyby nie to, że mam okazję zabawić się w donosiciela i zdradzić Wam, że zapowiadana "niespodzianka" to będzie naprawdę COŚ. Pachnącego. 

Niestety, mogę być tylko półdonosicielem (jak półprzewodnikiem) i nie napiszę, co konkretnie, ale do udania się na spotkanie zachęcam. 

A w czwartek puszczę parę. Z gwizdem. :)

poniedziałek, 21 listopada 2011

Black Jade Lubin


Istnieje coś takiego, jak zestaw pułapek na Sabbath. Perfumeryjnych rzecz oczywista. A przynajmniej o tych zamierzam dziś wspomnieć. Do innych się nie przyznam. :)

Wśród słów - sideł, w które łapie się trudny do oswojenia i niemożliwy do wytresowania futerkowiec Sabbathus Olfacerus wyróżnić możemy wszelkie odmiany o źródłosłowie "wood", "oud" i " incense". Świetnie też zanęcić można to ciekawe stworzonko wszelkimi barwami czerni. "Noiry" i "Blacki" są nieomal tak skuteczne, jak substancje drewnopochodne. Łapie się za każdym razem łatwo, jak myszka na serek.
Tym razem nasz płochliwy okaz wpadł w pułapkę piętrową: "black" w nazwie i "incense" w nutach. Trzask!

***

Oto w nasze ręce trafia kolejny zapach powiązany z postacią Marii Antoniny  - francuskiej królowej, która dla współczesnej popkultury stała się ikoną luksusu, materialnego rozpasania i dekadencji.

 

Oczywiście, dwór Ludwika XVI, męża niesławnej austriackiej księżniczki musiał mieć swojego własnego perfumiarza. Równie oczywiste jest, ze perfumiarz ów: Jean-Louis Fargeon po prostu musiał dla pięknej królowej stworzyć perfumy, które to perfumy, rzecz oczywista po raz trzeci, z założenia musiały być arcybogate, arcykosztowne i arcypiękne.

Oud Les Nombres d'Or Mona di Orio

Długo czekałam na zapach Mony di Orio, który otworzy tej pięknej pani drogę do mojego serca.

 

Testowałam (bardziej lub mniej pobieżnie) wszystkie chyba jej zapachy przed serią Les Nombres d'Or, jednak żaden z nich nie zaintrygował mnie na tyle, bym zdecydowała się poświęcić mu więcej czasu i recenzję. Wyznam z poczuciem wstydu, który towarzyszy perfumaniakowi "odpuszczającemu" kolejne zapachy, że chyba postawiłam już kreskę na perfumach Mony di Orio.

Nawet za drastycznie drogim i z pompą reklamowanym Oud się nie zabijałam. Osmantus i hesperydy w składzie oraz cena 1680 zł za flakon? Do zakupu próbki mógłby przekonać mnie tylko nos, któremu ufam. A Monie nie ufam nic a nic.

 


Pierwszy test nie wypadł pomyślnie. To, co powiedziałam Michasi podczas naszego spotkania, gdy skropiła mi skórę cennymi perfumami pięknej Mony nie nadaje się do publikacji. Najgorsze jednak jest to, że i teraz, testując na spokojnie, bez obciążenia w postaci przewąchanych wcześniej kilkudziesięciu zapachów, wciąż czuję ślad tamtego, nieprzyjemnego wrażenia. Są to, oględnie mówiąc, nuty odzwierzęce. A raczej pozwierzęce. :]


sobota, 19 listopada 2011

L'Edition Imperiale Courvoisier


Dziś zapraszam Was do poznania zapachu, który zupełnie nie jest nowością. Powiedzmy, że to recenzja "dla kurażu", jak mawiała moja babcia. Nie o recenzjach, rzecz jasna. :)


L'Edition Imperiale Courvoisier to zapach, który chodzi za mną od dawna. Od lat, rzec mogę nawet, bo poznałam go dzięki Nat podczas pierwszego naszego spotkania lata temu. Podczas ostatnich moich zakupów w Quality (wysyłkowych niestety) poza flaszką, nabyłam także próbkę perfumeryjnej manifestacji luksusu, za jaką uznawany jest ten zapach.

Lubię zapach koniaku. Bardziej, niż smak, uczciwie mówiąc.

 

Szerokie spektrum aromatów: od delikatnej, jaśniejszej lub ciemniejszej wanilii wanilii, przez słodkawą woń podsuszonych śliwek, ślad wytrawnych borówek, a nawet nuty przypominające świeży piernik nad kieliszkiem, po zapach trufli, ciemnego drewna czy prażone orzechy w czaszy kieliszka... Doprawdy, różne rzeczy da się wywąchać w koniaku. Niestety, moment, gdy płyn dotyka języka jest dla mnie zapachowo najmniej atrakcyjny. Za to pierwszy wydech po przełknięciu trunku koniecznie trzeba zrobić przez nos: wtedy cała ta paleta olfaktorycznych barw wygrzana już ciepłem naszego ciała przesuwa się po naszej śluzówce naciskając zmysły jak ciężki aksamit.


poniedziałek, 7 listopada 2011

Tell Me About Yourself


Trafił do mnie kolejny łańcuszek. Tym razem zwie się "Siedem przypadkowych faktów o mnie" i nietrudno wydedukować, jakie są wymagania.
Poprzednio ujawniałam wiadomości tajemnicze, tym razem zupełnie nietajemniczo trochę się pochwalę, a trochę pogrążę.  Sabbath, jakiej nie znacie i jakiej, być może, wcale nie chcieliście poznać. ;)


Najpierw jednak słowo o nominacji samej. 

Po raz kolejny pamiętała o mnie Katalina, niezwykle utalentowana Autorka bloga Sugar & Spice, o której pisałam kiedyś, że jest dla mnie największą radością blogosfery. :) 
Jak zawsze, zamiast suchej informacji o tym, kto przyznał nominację, słów kilka o Autorce i creme de la creme: zdjęcia dwóch makijaży Kataliny. Tym razem propozycje na Halloween: "Pęknięta Lalka" i Lydia Deetz z "Beetlejuice".




Pisałam w komentarzu pod którąś z prac na Sugar & Spice, że poza techniką wykonania, zachwyca mnie u Kat twórcze podejście do każdego makijażu: maluje swoje prace jak płótna, konsekwentnie realizując koncepcję, tworząc spójny obraz. Nie ulega manierze, nie ogranicza się do jednego stylu, nie kontentuje się raz wypracowaną metodą. Talent, zmysł obserwacji, pracowitość i dystans do siebie. Jeśli ta dziewczyna nie zrobi kariery, to świat będzie miał czego żałować.
Kat, dziękuję!


Ad rem:
Dziś objawię Wam garstkę swoich kompletnie nieprzydatnych umiejętności. I nie do końca jest to wpis samochwalczy. :)

Zacznę łagodnie. Pogrążę się troszkę później. :)

sobota, 5 listopada 2011

Wiadomości w sprawie Sonoma Scent Studio i nowe źródełko


Dostałam ostatnio od Laurie maila dotyczącego dostępności Jej zapachów w Polsce. Na życzenie Imbry i Poli, za zgodą Laurie podaję do wiadomości jego treść (bez imponderabiliów).


Nowe pudełka dla perfum Sonoma Scent Studio wreszcie są i wyglądają tak, jak powinny, można więc zamawiać na: sonomascentstudio.com

piątek, 4 listopada 2011

Royal Oud Creed

Dziś debiutuje u mnie kolejna świetnie znana firma, z którą jakoś nie do końca było mi po drodze. Creed. Marka o wielkiej renomie i długiej tradycji. 

 

Perfumiarze z rodu Creedów od XVII wieku tworzą i sprzedają swe zapachy miłośnikom pachnącej elegancji i luksusu. Na stronie marki znaleźć można informację, że umiejętności perfumiarskie Creedów w ciągu przeszło 250 lat istnienia marki służyły ponad 10 dworom królewskim oraz, że aktualnie wśród klienteli firmy znajdują się członkowie rodów królewskich, gwiazdy Hollywood, przywódcy polityczni, legendy biznesu, sportu i muzyki, a także koneserzy (wyrobieni odbiorcy), którzy cenią piękno i wysoką jakość zapachu. 

I ja, oczywiście, nie będę polemizowała. Tyle, że dla mnie to nie do końca zaleta. Ani wada, oczywiście.
Problemem, który skupia moją uwagę jest pewna redundantność kompozycji tej marki. Klasyczna elegancja posunięta do granic nijakości. Sama nie wiem, jaki mam stosunek do tego typu zapachów: w pewnych sytuacjach to szalenie praktyczne... Ja jednak jestem zwolenniczką personalizowania wizerunku. Dlatego perfumy tej marki nie skupiają mojej uwagi.


Nietrudno zgadnąć, czemu to właśnie Royal Oud stał się pierwszym zapachem Creed, który zamiast obojętnie ominąć wzięłam na tapetę. :)
Sam fakt, że perfumy na bazie drewna agarowego pojawiły się u Creedów w momencie, kiedy agarowy trend dawno już minął szczyt i powoli gaśnie doskonale pokazuje, jak działa firma. Creedowie nie gonią za modą - oni statecznie i niespiesznie kroczą szerokimi ścieżkami nie tylko przetartymi, ale wręcz wybrukowanymi przez innych.

Skład wystarczający, by obudzić wielkie nadzieje: oud, nuty drzewne i przyprawy. Pomyślałam, że tego nie da się schrzanić.

Teraz powinnam napisać, że jednak się dało i skrytykować zapach. Ale nie napiszę.

czwartek, 3 listopada 2011

Un Air d'Arabie Ambre Maison Dorin


Wierzę w bezinteresowną życzliwość.
W to, że ludzie sprawiają innym radość nie dla korzyści. Wierzę też w to, że są ludzie, którzy kochają swoją pracę i wykonują ją z pasją i radością.

Czemu to piszę?
Jakiś czas temu otrzymałam z perfumerii Lu'lua próbkę Un Air d'Arabie Oud Maison Dorin z informacją, że zapachy marki są raczej zbyt dziwne, by wprowadzić je do oferty, ale może mnie zainteresuje kompozycja z drewnem aloesowym w składzie. 
Zainteresowała, a jakże!
I oto czas temu jakiś dotarły do mnie próbki pozostałych zapachów marki. W tym Ambre, którego skład wywołuje u mnie nieomal odruch Pawłowa. ;)

Pani Magdaleno, dziękuję.
I mam cichą nadzieję, że może jednak Maison Dorin trafi kiedyś na polskie półki.


Vivere necesse est*


Otwarcie jest najciekawszą częścią kompozycji.

Najpierw w nozdrza uderza wyraźna, zdecydowanie orientalna, ciężka woń benzoesu i ambry. Namacalnie nieomal gęsta i tłusta. Ale to chwila ledwie, bo w ciągu sekund dosłownie, statyczne serce zapachu obudowane zostaje lekką konstrukcją złożoną z nut, czy może raczej nutek eterycznych.

Jasny akord złożony z cierpkiego nieco geranium i słodkiego zapachu iglastych żywic nie przykrywa ciemnego, "arabskiego" jądra zapachu, oplata go jedynie misterną arabeską światła.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...