poniedziałek, 21 listopada 2011

Black Jade Lubin


Istnieje coś takiego, jak zestaw pułapek na Sabbath. Perfumeryjnych rzecz oczywista. A przynajmniej o tych zamierzam dziś wspomnieć. Do innych się nie przyznam. :)

Wśród słów - sideł, w które łapie się trudny do oswojenia i niemożliwy do wytresowania futerkowiec Sabbathus Olfacerus wyróżnić możemy wszelkie odmiany o źródłosłowie "wood", "oud" i " incense". Świetnie też zanęcić można to ciekawe stworzonko wszelkimi barwami czerni. "Noiry" i "Blacki" są nieomal tak skuteczne, jak substancje drewnopochodne. Łapie się za każdym razem łatwo, jak myszka na serek.
Tym razem nasz płochliwy okaz wpadł w pułapkę piętrową: "black" w nazwie i "incense" w nutach. Trzask!

***

Oto w nasze ręce trafia kolejny zapach powiązany z postacią Marii Antoniny  - francuskiej królowej, która dla współczesnej popkultury stała się ikoną luksusu, materialnego rozpasania i dekadencji.

 

Oczywiście, dwór Ludwika XVI, męża niesławnej austriackiej księżniczki musiał mieć swojego własnego perfumiarza. Równie oczywiste jest, ze perfumiarz ów: Jean-Louis Fargeon po prostu musiał dla pięknej królowej stworzyć perfumy, które to perfumy, rzecz oczywista po raz trzeci, z założenia musiały być arcybogate, arcykosztowne i arcypiękne.

Na tym jednak historia opowiedziana przez marketingowców Lubin się nie kończy. Otóż, wedle podanych w notce anonsującej najnowszą propozycję Domu Perfumeryjnego Lubin informacji, nadworny perfumiarz Ludwika XVI miał młodego i zdolnego ucznia, który urzeczony zapachem stworzonych dla Marii Austriaczki perfum poświęcił formule pięknego eliksiru uwagę "większą być może, niż powinien". 
Zdolny ów młodzieniec, nie przypadkiem zupełnie, nosił nazwisko Lubin i po Rewolucji Francuskiej stał się założycielem ekskluzywnego domu perfumeryjnego oferującego nowej paryskiej elicie eleganckie pachnidła, perfumowane wstążki i pudry oraz misternie, ręcznie zdobione maski balowe. Czy pachnące, nie wiem.

Formułę owych królewskich perfum Lubinowie przechowywali w sekrecie przez ponad dwa stulecia po to, by w 222 rocznicę zburzenia Bastylii: 14 lipca 2011 zaprezentować ją światu po raz kolejny.

 
Zapach zrekonstruowany został (wciąż wedle informacji prasowych Domu Perfumeryjnego Lubin) nie tylko w oparciu o zapiski Pierre'a Lubin, lecz, przede wszystkim, dzięki analizie zawartości ukrytego przezeń i ocalonego dla potomnych oryginalnego, wykonanego z czarnego nefrytu flakonu królewskich perfum.
Flakonowi owemu zawdzięcza nowa propozycja Lubin są nazwę: Black Jade.


Zapach, choć w składzie ma i różę, i jaśmin przez recenzentów na perfumeryjnych forach określany jest jako przyprawowy, balsamiczny i drzewny. I to jest trzeci element konstrukcyjny pułapki na  Sabbath.



Powrót do przeszłości

 

Najpierw czuję kardamon. Potem galbanum, zmiękczoną bobem tonka aksamitną różę, korzenne przyprawy. Równolegle, nieco oddzielnie, lecz w harmonii ze zwartym przyprawowo - różanym akordem brzmi herbaciana, wytrawna bergamotka. Taka, jaką lubię.

Kompozycja od pierwszych akordów jest statyczna i dość ciężka. Zwiedziona opowieściami o zamiłowaniu Marii Antoniny do piżma wyczuwam jego charakterystyczne, cielesne ciepło. 
Niezwykle wcześnie ujawniający się akord paczulowo - ambrowy w połączeniu z bazującym na stężonej, wyostrzejącej się z czasem róży akordem kwiatowym i orientalnym przepychem nut przyprawowych już w sercu zapachu osadza nas "w kontekście". Jest pysznie i bogato. Nie oznacza to, że zapach jest uciążliwy, jednak i tak obawiam się, że nie każdy mu sprosta.

Kwiatowo - korzenny, półwytrawny kokon nosi się jak barokową kreację: jej ciężar trudno zignorować, jednak nie dla swobody się ją przyodziewa, lecz dla efektu.


Pojawiające się dyskretnie, tuż przy skórze, pełzające nutki dymne potęgują wrażenie zamknięcia, otulenia, swoistej hermetyczności.

Luksus jest hermetyczny. Lat temu dwieście z hakiem był hermetyczny bardziej nawet, niż obecnie. I to oddzielanie od świata, skupienie na sobie, pewną staranną, nie do końca naturalną pozę czuje się tkwiąc w Black Jade jak w najpyszniejszej sukni, najbogatszej komnacie, najbardziej zbytkownym pałacu.
Nie jest to niewola - raczej dobrowolne ograniczenie. Przestrzeni i opcji do wyboru. Wszak król nie chadza piechotą. Królowa też nie - zamykamy więc szczelnie drzwi, zaciągamy perfumowane kotary, sycimy się rozkoszami zagęszczonymi do granic percepcyjnych możliwości zmysłów. I ani odrobinę dalej - ma wszak być przyjemnie.


Nietrudno zgadnąć, że tym razem Sabbathus Olfacerus nie chwyci przynęty, nie zje serka. Nie oznacza to jednak, że kompozycja jest zła. 
Jako obraz dekadenckiego zbytku i bogactwa, jako metafora perfumeryjnego baroku sprawdza się Black Jade doskonale. 
Tym razem historia u źródła (niechby tylko marketingowego) ma sens i dlatego za "adekwatność", o której pisałam dawno temu przy okazji opowiadania o perfumeryjnych obrazkach Demeter noty daję wysokie. A poza tym myślę, że na szczególne okazje otulenie się zapachem ciężkim jak plaudamentum może być kuszące. Dla salonowej lwicy. To jednak zupełnie inny zwierz.


Data powstania: 2011

Nuty zapachowe:
galbanum, bergamota, kardamon, róża, jaśmin, kadzidło, cynamon, indyjski sandałowiec, paczula, wanilia, bób tonka, ambra



* Pierwsze dwa ilustrujące tekst obrazy to oczywiście portrety samej Marii Antoniny Austriaczki. Autorem pierwszego jest Jean-Baptiste Gautier Dagody. Autorstwo drugiego także przypisuje się temu portreciście, jednak nie jest ono potwierdzone.
** Na wszystkich kolejnych niezapomniana (a może i trochę zapomniana, ale niesłusznie) Norma Shearer jako tytułowa Maria Antonina w filmie "Marie Antoinette" z 1938 roku.

11 komentarzy:

  1. Sab, ale dajesz, nie nadążąm czytać. Cudna recenzja i ciekawa historia. Nie wiem, czy przetestuję, ale jak widać każda myszka na swój serek co nie znaczy że każdy serek myszka zje.
    To Sab czasem bywa Myszą? :)
    Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy bywam Myszką? Częściej, niż myślisz! Poważnie. W naszym domowym języku na myszkach i myszach opiera wewnętrzny system zdrobnień. bardzo kreatywny, ale publicznie nie wywlokę. ;)
    Inna kwestia, że na serek też się łapię. Uwielbiam sery! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kobieto, popełnij jakąś powieść a kupię ją w przedsprzedaży!!! Opis nie z tej ziemi! A zapach, który się z niego wyłania - mimo pewnych Twoich "ale" chętnie, a nawet bardzo chętnie bym wypróbowała, są tam bowiem pewne nęcąco brzmiące nutki... A opis z myszką jest kompletnie rozbrajający :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam cię czytać! I przyłączam się do słów Kataliny:)

    OdpowiedzUsuń
  5. No wreszcie:)! Już nie mogłem się doczekać nowych recenzji, ale dłuuugie oczekiwanie się opłaciło. Jak nikt inny działasz na ludzką wyobraźnię:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sabbathus Olfacerus: bardzo lubie tego unikalnego zwierzaczka ;) A jak podejscie do La Fumee MH
    klawiatura nie lapie mi pytajnika itp...co jest grane
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  7. Hhahaa wstęp o myszce ubawił mnie setnie. A wiesz twój opis na tyle mnie zachęcił, że na pewno spróbuję. Jedna tylko rzecz nie daje mi spokoju, jak czytam o perfumiarstwie w czasach francuskich Ludwików. Nie mogę się oprzeć coby sobie nie wyobrażać ogólnego smrodu panującego na dworze francuskim. A potem smrodu + ciężkich woni perfum.

    OdpowiedzUsuń
  8. Katalino, Kobieto, chyba jestem za leniwa na dłuższe formy. :)
    Do testów nie zniechęcam, bo kompozycja jest dobra. I na swój sposób udana. No i last but not least: pewnie będzie w Quality, co znacznie ułatwi testowanie. :)



    Farizah, dziękuję. :)



    Majkel, nawet nie wiesz, jak miło jest przeczytać takie "wreszcie". :))) Dzięki.



    Michasiu, La Fumee nie znam jeszcze. W ogóle... Kolejna marka, którą traktuje po macoszemu. Heh... Nie da się o wszystkim. :(


    POlu, nad tym też się zastanawiałam nie raz. czy lepszy smród wprost, czy maskowany. I tak mi do głowy przyszło, ze chyba jednak maskowany. Smród wprost mieliśmy wówczas wszędzie indziej. Czytałaś "Pachnidło"? Arystokraci przynajmniej starali się go maskować... Jakoś.
    Uczciwie mówiąc, nie zazdroszczę arystokracji tamtych czasów. Brud był czynnikiem kulturowym, nie wynikał z indywidualnego niechlujstwa. Zaś etykieta i moda skazująca ich na wielowarstwowe toalety, ciężkie peruki, ołowiane pudry... Przecież to musiał być koszmar. Oswojony i drogi, ale koszmar. A! I jeszcze gorsety. Lubię czasem wpakować się w gorset, a le żeby na co dzień?
    Jest taki tekst Iron Maiden, gdzie Dickinson śpiewa:

    So understand
    Don't waste your time
    Always searching for those wasted years
    Face up...make your stand
    And realize you're living in the golden years

    To jeden z mądrzejszych tekstów, jakie słyszałam. Prosta mądrość, której ludzie nie chcą widzieć.

    Ale pojechałam z tym komentarzem. :))))

    OdpowiedzUsuń
  9. La Fumee to nowy zapach Miller Harris, wiec marke znasz :))))), niuchalam w pospiechu lecz moglby byc to zapach dla Sabbathy Olfacery ;) (no bo to jest kobita, a nie chlop....) wedlug opisu wood, incense, birch tar itd. http://www.millerharris.com/products/la-fumee
    przesylam buziakow moc z bardzo zamglonych terenow
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  10. Ha! Właśnie napisałam swoją recenzję i tradycyjnie robię przegląd słów innych Blogerów. I aż poczułam, że muszę się wypowiedzieć.
    Tej historii o uczniu nadwornego perfumiarza, niejakim Lubinie, który za pazuchą przechował i recepturę zapachu i flakon gotowej mieszanki, już się nie promuje. Dziś króluje doprawdy zwruszająca (to nie jest przejęzyczenie ;) ) opowieść o królowej, która przed egzekucją przekazuje swoje perfumy wiernej damie dworu i przyjaciółce. :o Dla mnie kolosalnie bełkotliwa, kompletnie niespójna i wręcz pocieszna.
    Jeśli krótko po premierze wygłaszano podobne wyznania to, owszem, marketingowa opowieść zaczyna mieć ręce i nogi. ;) Szkoda tylko, ze zrezygnowano z niej dla łzawej historyjki rodem z romansu.

    A wystarczyło zajrzeć na stronę Lubin... ;)) Ech!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ta druga opcja rzeczywiście sprawia, że pierwsza zaczyna wyglądać w miarę rozsądnie. Przez kontrast.
      Mam czasem wrażenie, ze marketingowcy uważają swoich klientów za idiotów. A co najgorsze, że często słusznie. :]

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...