sobota, 26 listopada 2011

King Secret Ramon Molvizar oraz zapowiedzi


Ramon Bejar ruszył do ofensywy. Na polski rynek wchodzą jednocześnie trzy serie perfum jego autorstwa. 

 

Pierwszą z nich jest złożona z trzech zapachów seria Secret. Tworzą ją damski Queen Secret, męski King Secret oraz kolejny owoc szalejącej mody na agar: Oud Secret.

Druga kolekcja koresponduje nieco z mającymi premierę w sierpniu tego roku opartymi na trzech odmianach kwarcu "eliksirami mineralnymi" Vibrational Perfumes. Zwie się Cuarzo Sinature Gems Collection i składa się z trzech kompozycji inspirowanych barwą i naturą trzech szlachetnych kamieni: rubinu, szmaragdu i szafiru. W każdym z flakonów z tej serii znajdują się dwa kamienie: jeden w stanie naturalnym, surowym, drugi oszlifowany. I analogicznie są to rubiny w Ruby, szmaragdy w Emerald i szafiry w Sapphire.

Trzecia ekskluzywna propozycja Ramona Bejara to duet zapachów 4 Elements i 5 Elements.

W ręku mam wszystkie powyższe cuda, na razie nie w formie oryginalnych próbek, lecz w formie małych odleweczek z testerów, muszę jednak przyznać polskiemu dystrybutorowi, firmie Szmaragd i Diament, że tak starannie, z troską o estetykę produktu i wygodę osoby testującej przygotowanych "zestawów testowych" nie spotkałam nigdy. Dotyczy to oczywiście także wysyłanych przez Szmaragd i Diament próbek firmowych, ale w przypadku odlewek robionych metodą "domową" oznaczone estetycznymi etykietkami, pojedynczo w zgrzewaną folię opakowane, opatrzone dodatkowymi firmowymi naklejkami atomizerki robią wrażenie. Zestaw starannie zapakowanych firmowych blotterków dołączany do każdej partii próbek tej firmy też ma znaczenie. Luksus? Prawdziwy luksus zaczyna się od staranności i szacunku dla klienta.


Dobra. Koniec wstępów, przechodzę ad rem.
To, która seria mnie skusi jako pierwsza było oczywiste od początku. Ta, w której znajdziemy cokolwiek z oud w tytule. O pułapkach na Sabbath już było. :) Dziś pierwszy z trzech sekretów, które zdradza nam Ramon Bejar swoimi zapachami.




Król życia


Pierwszy wdech, pierwsza nuta, pierwszy błyskawiczny "transfer danych" do mózgu... I ożywcza myśl: nie będzie banału.


Otwarcie jest najpierw wyłącznie cytrusowe: wytrawna, szlachetna bergamota ledwo muśnięta słodyczą pomarańczy. Akord pozbawiony wilgoci, kwasu, oczywistości. Już sam wystarczyłby, by otworzyć zapach w sposób nader przyzwoity, ale na przyzwoitym otwarciu się nie skończyło.

Pojawia się zieloność. Nuta godna pierwszej: pachnąca jak herbata z tataraku. Trunek zupełnie abstrakcyjny, nigdy o takim wynalazku nie słyszałam, ale tu rzeczywiście mamy połącząnie charakterystycznej świeżości calamusa z cywilizowaną, garbnikową nieco cierpkością zielonej herbaty. Nuta niszowa, intrygująca i... Nie wiem, czy ładna, ale mnie się podoba szalenie.

Gdzieś w tle pojawia się błysk cytryny. Zwyczajnej. A na tym tle zwyczajnej bardzo. Ale jest to błysk, gdzieś w dali, gdzieś poza opowieścią. Nie zwracam więc uwagi na imponderabilia, bo oto na linii olfaktorycznego horyzontu wstaje akord kwiatowy.

 

Tak. Jak słońce.

Pierwsze wrażenie jest... aksamitne. Na tle chłodnego, rześkiego otwarcia aromat kwiatów jest ciepły jak wyłaniająca się zza widnokręgu niejaskrawa jeszcze słoneczna tarcza. 
Krągły, idealnie spójny, złożony akord kwiatowy początkowo zdaje się matowy, ciepły, kobieco wręcz miękki, lecz po chwili nabiera blasku. Młode listki geranium, kardamon, szafran, laur, rozmaryn - paleta aromatów ożywiających ten etap, sprawiających, że serce zapachu zaczyna bić.

 

Kompozycja nie leży na skórze, nie cichnie. Jest żywa, jak gdyby nieustająco przepływał przez nią strumień łagodnej energii. Tworzące ją esencje zdają się złożone z rozedrganych drobin - niemal słyszy się delikatne dzwonienie uderzających o siebie molekuł.

Złote tony miodowe pojawiają się gdzieś między porankiem, a zmrokiem. Są tak subtelne, jasne i czyste, że przywykły do relatywnie ostrego zapachu tej substancji nos początkowo zupełnie nie utożsamia ich z miodem. Tu miód  przypomina raczej woń niewielkich, rosnących na polskich łąkach kwiatuszków o białych kielichach w kształcie dzwoneczków zwanych na Śląsku miodulkami właśnie ze względu na piękny, miodowy aromat.

Wsłuchana w mnogie tworzące zapach niuanse niemal przegapiam zachód słońca.
Tymczasem świat nabiera ciepłych barw, kwiaty zwijają do snu wiotkie płatki, jasne promyki opadają na łąkę bezszelestnie jak nitki babiego lata.


Lubię wieczory. To moja ulubiona pora dnia i metaforę tę utkałam nieprzypadkowo.

Pojawia się łagodna, drzewna baza. Bogaty, intensywny aromat czerwonego sandałowca złożył Bejar z zapachem starej, wygładzonej, wygrzanej skóry, osuszył dodatkiem dymnego kadzidła i spatynował paczulą tworząc już nie harmonię nut, lecz magiczne zaklęcie łagodnie przenoszące nas w czasie i przestrzeni.
Stary dom. Gabinet pełen książek i pamiątek z dalekich podróży. Masywne biurko przez lata zeschło się i nieco wypaczyło, pokrywająca głębokie fotele skóra przetarła się gdzieniegdzie i spękała, wielki drewniany globus przekrzywił się na jedną stronę przesuwając Australię na biegun... Okno jest otwarte, chłodne powietrze porusza kartkami leżącego na biurku dziennika.  

Znacie to miejsce? Może różnić się detalami, ale ten nostalgiczny, chwytający za serce topos każdy chyba z nas gdzieś w sobie nosi. Miejsce, z którego wyszliśmy i do którego wrócimy.


Jeśli istnieje jakaś królewska tajemnica, którą zdradza nam Bejar tą opowieścią, to z raczej nie będzie to sekret władzy, ani bogactwa. Kompozycja jest zbyt lekka, zbyt jasna na ciężar korony na skroni.

Mnie King Secret opowiada o tym, że wszyscy jednako ciekawi i zadziwieni zaczynamy życie; o tym, że dojrzewamy dając ciepło i blask; że aby odpocząć po pełnym wrażeń dniu, zadaniu, czy życiu - musimy mieć dokąd wrócić. Bez względu na to, jak daleko i jak wysoko zaszliśmy roztaczając nasze blaski.


A może wcale tak nie jest? Może nie o tym jest zapach Ramona Bejara? :)
Każdy z nas ma swoje historie. I jeśli perfumy stworzone przez obcą przecież osobę wywołują taki ciąg skojarzeń, to znaczy, że warto wąchać, warto doznawać, warto żyć.




Data powstania: 2011
Twórca: Ramon Bejar

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: bergamota, cytryna, pomarańcza, nuty zielone
Nuty serca: róża, jaśmin, konwalia, geranium, irys, kardamon, miód
Nuty bazy: paczula, sandałowiec, wetiwer, piżmo, ambra, skóra




  • Pierwsze zdjęcie reklamowe.
  • Autorem drugiego "Morning Tree" jest użytkownika Aremac, którego galerię na serwisie Flickr znajdziecie tu: KLIK 
  • Trzecie (jak widać) pochodzi z bazy zdjęć na serwisie 123rf. Tu link do zdjęcia: KLIK
  • Kolejne pochodzi z konkursu na www.popphoto.com
  • Autorem kolejnego jest James Jordan. Znalazłam je na jakimś blogu bez linka, ale udało mi się znaleźć galerię Jamesa Jordana na serwisie Flickr: KLIK
  • Ostatnie pochodzi z bloga Pisces' S2 World 

14 komentarzy:

  1. Pięknie napisałaś, aż czuję ciepłe promienie zachodzącego słońca na policzkach :)
    Każdy w sercu ma miejsce, do którego pragnie wrócić... Dzięki Twojemu opisowi jestem tam duchem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa tego zapachu, choć ciekawością dość pasywną... Myślę, że wolałabym opakować mojego mężczyznę w zapach nieco mniej świeżo-cytrusowy - przynajmniej poza okresem lata, bo na cytrusy mam ochotę w zasadzie tylko latem ;) Ale obraz, który namalowałaś słowami jak zwykle nastraja do snów na jawie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Te opisy perfum... Niby zwykłe rzeczy, a słowa, jakie dobierasz, sprawiają, że wydają się czymś naprawdę niezwykłym. Wspaniale (:

    OdpowiedzUsuń
  4. Imbro, dziękuję za komentarz w klimacie recenzji.
    Może i zapach nie jest rewolucyjny, a e jest w nim ciepło. W wielki potencjał interesujących, harmonijnie złożonych nut.


    Katalino, może nie wyszło mi tak, jak planowałam? Zapach jest lekki, ale nie jest świeżo - cytrusowy. Nawet na początku te cytrusy nie są typowo cytrusowe. On jest bardzo bogaty i złożony, ale z umiarem. Jest.... Subtelny.
    Chętnie powąchałabym go na mężczyźnie, ale takim.... Dobrze wychowanym. :)


    Noresay, dziękuję. Jeśli rzeczywiście udaje mi się sprawić, że zapachy postrzegasz niezwykłe to... Jest to dokładnie to, o czym marzę. One są niezwykłe. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli Twój nos zdradza zainteresowanie perfumami określanymi jako "zielone" i "rześkie" wiedz, że coś się dzieje. Jeżeli chce mu się cytryny, lekkich kwiatów, słońca [słońca!!], to wiedz, że już się Ramon Tobą interesuje. ;)
    Poważnie. Boję się samej siebie. Chyba zostanę rycerką ks. Natanka (że też kiedyś mogłam go nie kojarzyć!). :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale one nie są stricte cytrynowe, czy rześkie. Nawet cytrusy w otwarciu nie są typowe. Zapach jest lekki. Nie esencjonalny, nie gęsty. Może ja tę recenzję źle napisałam?
    Ogólnie zaś, jest piękny. O! :)
    Po tym, jak ostatnio "pojechałam" trzy Bejary, to nawet dla mnie niespodzianka. ;)


    A poza tym, Coś się dzieje. Ewidentnie! :)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. A co masz na myśli pisząc "mężczyzna dobrze wychowany" :D Subtelne cytrusy brzmią całkiem sympatycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę sobie sprawić na święta zestaw próbek RM:) Najbardziej czekam na Secret Oud (ze względu na słabość do oud'ów:)) Czytałem gdzieś recenzję, że jest to najlepszy z "sekretów". Spis składników King'a też jest całkiem interesujący. Do tej pory, dla mnie, najlepszym zpachem RM jes Black Cube

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna recenzja z pięknymi ilistracjami. Do tej pory z marka miałam do czynienia tylko gdzies poczytując, a w UK chyba nawet ich nigdzie nie ma, albo źle szukałam... Ale chyba warto poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że emocje oddałaś trafnie. :)
    A o emocje nam się rozchodzi, czyż nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kat, Nie wiem do końca. Zwykle dobrze wychowany oznacza: nie wykonujący gwałtownych ruchów, nie machający rękami, nie podnoszący głosu, zawsze akuratny. Nie wiem, czy do końca o to w dobrym wychowaniu chodzi, ale King Secret widziałabym raczej na osobie o prezencji zrównoważonej. Nie w typie "Scorpion King", tylko raczej "King George". :)



    Majkel, no to się zgadzamy. Ja również najbardziej z dotychczasowych lubię Black Cube. Piękne są! Pisałam nawet o nich recenzję lekko nawiedzoną. Jak to ja, kiedy mnie coś ruszy. :)
    Kolejne dwa Secrety obsmaruję lada dzień.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tsukichan, w Polsce jest ich sporo. Można kupić stacjonarnie w 11 miastach już (tu jest mapka i informacje: http://www.ramonmolvizar.pl/jak-gdzie-kupic.html) albo wysyłkowo, między innymi w Lu'lui. Tej serii jeszcze nie ma, ale wiem, że seria Cuarzo wejdzie 5 grudnia. Może więc i Secret? Jak się dowiem, dam znać.



    Wiedźmo, prawda. Emocje są znacząca częścią recenzji. Choć ja i o nutach się staram. Zauważyłam jednak dawno temu, że same nuty nie do końca pozwalają czytelnikowi wyobrazić sobie zapach.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ech, mam ten sam problem. Taki samiuteńki. ;)
    Co chyba znaczy, że ewentualne nieporozumienia na linii recenzentka-czytelnicy wliczone są w cenę? :) Tak sobie kombinuję.
    Ale chyba nie są one aż tak drastyczne. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...