piątek, 23 grudnia 2011

Puredistance M

.
Dostałam wiadomość. Zdarza mi się. :)

Dotyczyła perfum i zaczynała się tak:
Zamiast bawić się w ceregiele, pozwól iż od razu przejdę do meritum. Wiem - z lektury Twoich recenzji - że generalnie odrzuca Cię aura luksusu i ekskluzywności w perfumach, ale w tym przypadku, owa otoczka jawi mi się niczym nieistotny szczegół. Bowiem pachnidło o którym w tym miejscu piszę, po prostu zwaliło mnie z nóg.

Cóż mam rzec? Owszem, odczuwam jakąś podświadomą niechęć do zapachów li tylko ekskluzywnych. Nie lubię, kiedy zamiast konkretnego produktu próbuje mi się sprzedać styl życia, poczucie wyjątkowości. Nie potrzebuję i nie kupuję tego.

Zdaję sobie, oczywiście, sprawę, że taki antysnobizm też w pewien sposób wpływa na moje życiowe wybory - także perfumeryjne, ale część z Was zauważyła już (ku mojej przeogromnej radości), że nie zapieram się jak kozioł w kapuście i nie jestem głucha na argumenty.


Danielu, dziękuję.



Perfekcyjna niedoskonałość


Pierwszy wdech. To zawsze jest chwila ważna. Nie będzie drugiej szansy na zrobienie pierwszego wrażenia.

I tu pierwsze wrażenie jest wrażeniem. Zapach nie jest ładny. Nie jest ładny w normalny, łatwy sposób. Ten pierwszy przedakord, nie będący zwykle nawet kompletną wonią, lecz jedynie trzaśnięciem drzwi do nowego świata - tutaj ten pierwszy ton rzeczywiście skupia uwagę, wyostrza zmysły. Nie krzykiem - teatralnym szeptem.
Gorzka, trudna, apteczna kolendra, cierpka bergamotka, ślad cynamonu, ostre labdanum... nie wiem, co jeszcze. Trwa to ledwie parę sekund.

Zanim zdążymy rozpoznać nuty, zanim zdołamy zdziwić się i obruszyć - kompozycja zwija się jak akrobata w powietrzu i płynnie zmienia tor: nie szybuje w górę, w stronę ziołowo - przyprawowych przestrzeni, lecz pikuje w mrok.



Ciemność w perfumach zwykle jest ciepła, miękka, puszysta. Tu nie.

Pierwsza, wiodąca fala zapachu to fenomenalne złożenie paczuli, cynamonu i żywicy czystka. Paczula daje akordowi głębię, cynamon zmysłowość, ostre labdanum charakterystyczny pazur. Ale to tylko kanwa. Każdy kolejny oddech przynosi nowe doznania.

Prosty, jasny, suchy akord cytrusowy nie "pływa po wierzchu" kompozycji tak, jak to ma w zwyczaju - wpleciony w mrok jak cienka, złota nić w szlachetną tkaninę nie tworzy wzoru, nie skupia uwagi, lecz daje kompozycji dyskretny blask, fakturę, dodatkowy wymiar.
Krągły, faktycznie luksusowy akord kwiatowy także nie układa się w sposób, do jakiego przywykliśmy - nie tworzy odrębnego zespołu nut, nie układa się na posłaniu z bazy, nie splata się z pozostałymi akordami. Aksamitne, delikatne, niezwykle miękkie włókienka rozjaśnionej śmietankowym jaśminem róży zostały starannie wplecione w szorstkawy mrok tworzący podstawę tej misternej olfaktorycznej konstrukcji.

 

Akord skórzany jest najgłębiej w strukturę zapachu wplecioną częścią kompozycji. Harmonie zapachów tworzących bogate serce Puredistance M tak są fascynujące, że obecność nut skórzanych uświadamiam sobie dopiero, gdy stały się mocne i wyraziste. Jak gdybym skupiona na kontemplacji faktury tej metaforycznej tkaniny wygłaskała w niej dziurę i poczuła przez nią dotyk gładkiej, miękko wyprawionej skóry.
Z czasem skóra staje się coraz bardziej wyczuwalna, jednak paradoksalnie - nie przeszkadza mi to nadal cieszyć się udrapowanymi na niej nutami. Co więcej: kolejna faktura nie burzy harmonii kompozycji. Przeciwnie. Dopiero to zachwianie idealnej równowagi nut sprawiło, że moje serce zabiło żywiej.

Ta miękka, poddymiona, nieidealna skóra sprawiła, że wreszcie oprócz nut i akordów dostrzegłam... Perfumy.
Zafascynowana niezwykłością osiągniętych przez Roję Dove harmonii nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że badam kompozycję, analizuję i podziwiam jej strukturę, lecz mój podziw jest chłodny.

 

Powiadają ludzie, że kocha się nie za coś, lecz mimo czegoś. Okropne uproszczenie. Ale zaiste - trudno jest tulić posąg, nudno jest kochać ideał.
Puredistace M posągowej pozy uniknął. Drobne zachwianie równowagi dało mu to "coś", co sprawia, że zapach żyje.


Czy wiecie, że aby poruszać się jeszcze bardziej zmysłowo Marilyn Monroe nosiła buty ze skróconym jednym obcasem? Dzięki niewielkiemu zachwianiu równowagi jej biodra kusząco kołysały się przy każdym kroku.
Dove też skrócił obcas. Jestem pewna, że celowo.



Data powstania: 2010
Twórca: Roja Dove

Nuty głowy: bergamotka, lemonka
Nuty serca: róża, jaśmin
Nuty bazy: cynamon, paczula, mech, czystek, wetiwer (wetiweria pachnąca), wanilia, piżmo, nuty skórzane


  • Pierwsze zdjęcie ze strony Puredustance.
  • Pozostałe pochodzą z filmu "Pokuta" w reżyserii Joe Wrighta

10 komentarzy:

  1. To się zakochałam. Słodki mrok i seks to dla mnie mieszanka wybuchowa.
    Co do Marilyn - niedościgniony ideał (może z powodu tragicznego życia i wczesnej śmierci?). Zamiast ułamywania obcasów, polecam koturny - kroki stawia się tak, że biodra same "idą" w bok:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć !
    To ja dziękuję !
    Tą recenzją sprawiłaś mi bardzo piękny świąteczny suwenir. A M istotnie jest prawdziwym " Masterpiece ", chociaż na szczęście nie w znaczeniu, jakie zadowolałoby tę snobistyczną część publiczności olfaktorycznego teatru.
    Serdecznie pozdrawiam -
    Cookie

    OdpowiedzUsuń
  3. Puredistance stoja juz pewien czas na liscie do niuchania, no i do tego przez Ciebie wybrane ilustracje nastepnego filmu, ktory mnie bardzo oczarowal. I do tego ta zielona suknia....
    Czy nosilabys Puredistance M?
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  4. Barwy Wojenne, Puredistance M nie są słodkie. Są mroczne i chłodne. I ostre. I krągłe zarazem.
    A Marilyn... Poza podziwem odczuwam żal. Naprawdę żal mi tej bystrej kobiety i świetnej aktorki wciśniętej w schemat niezbyt rozgarniętej blond bogini seksu. była więcej, niż tym - pisałam o tym przy okazji Chanel No. 5. Jej sława stała się zarazem jej przekleństwem. Szkoda człowieka.





    Cookie, masz rację. Jest za trudny dla kogoś, kto szuka perfum ze snobizmu. Snob wybierze coś bardziej efektownego.
    Trochę szkoda, że swojego "Masterpisa" Puredistance nie potrafi sprzedać jakoś inaczej. Kompozycja jest na tyle droga, że zwykły wąchacz, jak ja, po nią z marszu nie sięgnie i na tyle trudna, że ktoś, kto poszukuje wyłącznie luksusu za nią nie zapłaci.
    Dlatego tak "uwinęłam się" z ta recką - pomyślałam, ze może stanie się ona dla kogoś czytającego odpowiednikiem Twojej wiadomości. :)
    Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuję. Gdybyś kiedyś poczuł, że znów przeoczyłam coś cennego - nie krępuj się szturchnąć mnie i napisać. :)))



    Michasiu, jak zawsze dotykasz dokładnie istoty problemu. Czy mogłabym nosić.... Nie wiem! Na etapie chłodnej fali ostrego labdanum inkrustowanej ładnymi cytrusami i ładnymi kwiatami nie czuję się w nim dobrze. Zapach jest jak Keira: za chudy, zbyt ostre ma rysy, kościste ramiona.
    Dopiero w ruchu, od momentu zburzenia równowagi przestaje to mieć znaczenie i nasza chuda dama staje się pięknością. Nietypową, ale jednak.
    Po sześciu - ośmiu wspólnie spędzonych godzinach nie wyobrażamy sobie, że mogłaby być inna. Nie wiem więc. Mogłabym chyba. Ale to nie jest "mój zapach".
    Pomyślałam właśnie, ze moje odpowiedź na Twój komentarz więcej chyba mówi o zapachu, niż cała szczegółowa recenzja... :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, a mój jest niestety. Niestety ze względu na cenę oczywiście. Ale dobra wiadomość jest taka, że na lucky są 100ml butelki Puredistance M za 590$ :D:D:D
    ehhh...

    OdpowiedzUsuń
  6. Intrygujące! Nie wiem czy zatraciłabym się w tym zapachu, jednak z pewnością jego doskonała-niedoskonałość to coś co bardzo zgrabnie z marketingowego punktu widzenia przyciąga uwagę :) Jest tam kilka nut, które mnie tradycyjnie uwodzą w perfumach, jednak tym co bardziej działa mi na wyobraźnie jest ta wpleciona między nie szorstkość.

    OdpowiedzUsuń
  7. Domi, 590$? Dwa tysiące z hakiem plus przesyłka i VAT? Bagatela! :/
    :p
    Cieszę się, że zapach nie do końca mój. I tak bym nie kupiła, a tak... przynajmniej mi nie żal. :)



    Katalino, ta szorstkość i przechył w stronę skóry są tym, co sprawia, ze Puredistance M nie jest po prostu kolejnym gładkim, ekskluzywnym pachnidłem. Nie wiem, czy marketingowo on jest dobrze "zaadresowany". Obawiam się, ze może być za trudny na tę cenę. Idealnie marketingowo przycięte są zapachy Amouage: wszystkie bogate, misterne, staranne. Niektóre ciekawe, ale nigdy nie "tracą równowagi", nie przekraczają granicy bezpieczeństwa. To chyba sprawia, że nie ciągnie mnie pisanie o nich. Podobnie jak Ty, cenię przemyślaną nierównowagę, urodę nieco odbiegającą od kanonu. I nie tylko perfumy mam tu na myśli, jak wiesz. :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. To ja obrazoburczo napiszę, że wizja perfumowego chłodu mnie nie uwiodła, za to suknię w moim ukochanym odcieniu zieleni pożeram wzrokiem.
    Pozdrawiam świątecznie z ostępów puszczy.

    Pola

    OdpowiedzUsuń
  9. Na mej liście do spróbowania już widnieje jakiś czas. Ale ta cena....
    Ładne to z tymi obcasami. Pojęcia nie miałem :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Polu, ależ gdzie tam obrazoburczo?! Oczywiście, ze rozumiem. sama nie wiem, czy chciałabym nosić ten zapach. Na chłodnym etapie raczej nie. Jest trudny i dziwny. I ja sama, bardziej niż uwiedziona jestem zafascynowana. A Marilyn wspomniałam wyłącznie ze względu na to zachwianie, nie na typ zmysłowości.
    Pozdrawiam wzajemnie. :)


    Fqjciorze, grunt to pomysł, czyż nie? :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...