czwartek, 27 grudnia 2012

Flakon Black Cube wygrywa...


Bez zbędnych zagajeń.


Zwycięzcą losowania flakonu Black Cube marki Ramon Molvizar ufundowanego dla Was przez dystrybutora, firmę Szmaragd i Diament jest...


poniedziałek, 24 grudnia 2012

MIły wpis nie tylko z okazji Świąt


Święta to czas dobrych emocji, miłych gestów, ciepłych słów. Oczywiście, na dobre emocje, miłe gesty i ciepłe słowa każdy czas jest dobry, ale czyż nie zdarza nam się czasem o tym zapominać? Tak zupełnie wyjątkowo i sporadycznie? :)

Rok temu przy okazji życzeń świątecznych zainicjowałam nową, świecką tradycję na SoS: świętowanie zaległych tagów, wyróżnień i przyjacielskich dowodów uznania od współtworzących blogosferę kreatywnych dusz. I dziś, korzystając z pretekstu w postaci Świąt i tych miłych, honorowych wyróżnień, złożę Wa m po raz kolejny życzenia z zagajeniem. 


Przywędrowały do mnie ostatnio trzy przechodnie komplementy.
Pierwszy, szczególnie dla mnie nobilitujący:


Piękny, prawda?

Te ważne, dobre słowa ofiarowały mi trzy niezwykłe kobiety, blogerki, osobowości. 



niedziela, 23 grudnia 2012

Ostatnia szansa na Black Cube


Świat się nie skończył. Sabbath of Senses też nie, choć zostawiłam Was z fenomenalnym rozdaniem i milczę...

Milczę z powodu, który najłatwiej byłoby mi nazwać lenistwem, ale to nie do końca oddaje sens tych cichych dni. Istotą tego milczenia jest bowiem eksperyment. Badanie rzeczywistości. Test samej siebie. Obserwacja uczestnicząca własnego życia...

Sprawdzam, jak się żyje bez bloga.


Piszę o perfumach od lat już. Z czasem moje pisanie staje się coraz poważniejsze i coraz bardziej absorbujące. Pasja pochłania kolejne godziny mojego czasu i życia. Godziny, które kiedyś spędzałam inaczej.

W pewnym momencie tego grudnia, po powrocie z fantastycznej wyprawy w inny świat - pełen zgiełku, fantastycznych ludzi, dźwięku uderzających o siebie szklanic i głośnych rozmów uznałam, że nie jestem w stanie żyć w stanie ciągłej koncentracji. Dom, praca, prowadzenie pewnej OPP, blog - wszystko to jest dla mnie wielką radością, ale  też obciążeniem. Psychicznym i fizycznym. Aby podołać obowiązkom coraz bardziej rezygnuję z wypoczynku i niezobowiązujących przyjemności. I kiedy po powrocie po raz kolejny zasiadłam do klawiatury doszłam do wniosku, że nie mogę ciągle czegoś pisać - potrzebuję też czasu na CZYTANIE. Nie mogę wciąż testować nowych zapachów, bo zapominam jak to jest ich po prostu używać. Nie chcę wciąż odmawiać sobie przyjemności - chcę czasem zjeść cholerne krewetki z czosnkiem albo wykąpać się w pianie... I to właśnie przez te wszystkie dni robiłam. Czytałam, używałam obłędnie pachnących peelingów do ciała i balsamów, paliłam straszne ilości aromatycznych żywic w kadzielnicy, piłam grzane piwo z cynamonem i imbirem, używałam perfum, które znam i lubię oraz spałam. Spałam do woli.

środa, 12 grudnia 2012

+MA Blood Concept


Krew zawsze budziła spore emocje. Bogactwo skojarzeń, osobistych doświadczeń i kulturowy kontekst sprawiają, że seria Blood Concept właściwie skazana jest na marketingowy sukces. Właściwie bez względu na zapach. A jednak, recenzując podstawowe kompozycje serii: A, B, AB i 0 z satysfakcją podkreślałam, że są to PERFUMY, nie tylko pachnący happening. Mogą się podobać albo nie, ale tego, że są przemyślanymi kompozycjami odmówić im  nie sposób. Ich bezkompromisowość pasuje do koncepcji, koncepcja pasuje do zapachów - całość robi świetne wrażenie.


Nic dziwnego, że kolejna propozycja duetu Castelli - Zuddas (o którym szerzej pisałam przy okazji wpisu o perfumeryjnych ekstremach) znalazła się na liście moich must niuchów. +MA czytane jako PlasMA to zapach... Plazmy oczywiście. Plazmy rozumianej nie jako zjonizowana materia o stanie skupienia przypominającym gaz, ani jako mieszanina kwarków i gluonów, lecz plazmy w znaczeniu osocza krwi. Osocze składa się głównie z wody, ma delikatne, słomkowe zabarwienie i budzi zdecydowanie mniejsze emocje, niż czerwona krew. Ale zapach i tak kusił.


+MA składa się wyłącznie z syntetycznych składników, jej zapach określany jest jako niewinny, czysty i bezpieczny. I podobno kojarzyć ma się z czystą bielą i czystym praniem...

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdanie roku! Flakon Black Cube Ramon Molvizar


Dziś na SoS prawdziwe święto. Mam dla Was flakon, o którym naprawdę można marzyć. Zapach wielki. Prawdziwe dzieło sztuki perfumeryjnej: Black Cube Ramon Molvizar.

 

Już ogłaszając ankietę wiedziałam, że Czarny Sześcian musi zwyciężyć w głosowaniu na wymarzona nagrodę i dlatego poprosiłam jej fundatora, pana Marcina Malika z firmy Szmaragd i Diament - wyłącznego polskiego dystrybutora perfum Ramon Molvizar o wcześniejsze przesłanie flakonu w celu wykonania dokumentacji fotograficznej. 

Piękny flakon sygnowany numerem 3527 od pewnego czasu już u mnie czeka... Niestety, w wyniku awarii optyki w moim aparacie zdjęć na razie wykonać nie mogę. Ale postaram się nadrobić to przed zakończeniem zabawy.

środa, 5 grudnia 2012

Wyszukiwarka my love - listopad 2012


Od razu przyznaję się, że w listopadzie nie tropiłam tak uważnie, jak w październiku. Czasu miałam mało i wcale nie mogę obiecać, że w grudniu się poprawię. Ale coś tam wyłowiłam. Miłej zabawy. 



Na pierwsze pytanie na moim blogu odpowiedzi dotychczas nie było, ale służę:


 

Pierwsza metoda, przydatna przy zbieraniu bursztynów na plaży jest banalnie prosta i błyskawiczna: bursztyn podniesiony z piasku lub wyłowiony będzie wydawał się ciepły. Kamień o kolorze bursztynu będzie zimny.
Druga metoda wykorzystuje właściwości fizyczne bursztynu, a konkretnie jego właściwości elektrostatyczne. Przygotuj drobne kawałki papieru (wystarczą zwyczajnie podarte kawałki biletu), potrzyj bursztyn o ubranie, najlepiej o sweter z dodatkiem wełny, ale zadziała i inny elektryzujący się materiał. Naelektryzowany bursztyn będzie przyciągał kawałeczki papieru.
Trzecia metoda polega na wrzuceniu bursztynu do mocno osolonej wody. Bursztyn będzie pływał, kamień czy plastik utoną.
I ostatnia metoda, najbliższa profilowi tego bloga, jednak mogąca uszkodzić bursztynową biżuterię polega na ogrzaniu bursztynu i sprawdzeniu, czy wydziela charakterystyczną, żywiczną woń. W tym przypadku należy jednak wziąć poprawkę na to, że wyglądający podobnie kopal po ogrzaniu też będzie pachniał żywicą, i to mocniej. Za to plastik na pewno nie będzie.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Saffron Rose Grossmith


O marce Grossmith czytałam już jakiś czas temu, kiedy wchodzili na rynek ze wskrzeszonymi klasykami z końca XIX wieku. Wizerunek firmy jest bardzo klasyczny; otwarte nawiązania do tradycji i ukłony w stronę brytyjskiej rodziny królewskiej (wskrzeszony z okazji zaręczyn księcia Williama z Catherine Middleton Betrothal czy skomponowany dla świętującej sześćdziesięciolecie panowania Elżbiety II Diamond Jubilee Bouquet) zapowiadają zapachy eleganckie, dobre jakościowo i... klasyczne właśnie. Doceniam klasykę, ale rzadko budzi ona we mnie wielkie emocje.

Tymczasem z wielkim zaskoczeniem stwierdzam, że to jeden z zapachów Grossmith - Saffron Rose okazał się najciekawszą z testowanych podczas ostatniej wizyty w Quality kompozycji. I dziś spróbuję Wam opowiedzieć, dlaczego. Zaznaczę jednak, że jest to opowieść o Saffron Rose na mojej skórze. I jest to zastrzeżenie o tyle ważne, że Szafranowa Róża Grossmith spełnia życzenia - miłośnikom agaru ukazuje czarną twarz drzewnego bóstwa, do miłośników róży uśmiecha się karminowymi ustami, miłośników szafranu obsypuje matowym zlotem... Wiem, wąchałam. :)


Chowaniec Bogini


Przymierzając się do testu oczekiwałam kolejnego Safran Troublant: doprawionej szafranem róży. Pięknej, lecz dalekiej od perfumeryjnego ekstremizmu. Tymczasem Saffron Rose daleki jest od złocistej róży l'Artisan Parfumeur jak noc od dnia...

niedziela, 2 grudnia 2012

Akkad Lubin


Złapałam wirusa. Komputerowego.
Pozbawiona możliwości pisania w swojej norze przeniosłam się na drugi komputer, zwany u nas w domu "dużym" i używany głównie do grania i na tymże komputerze głównie grałam. Stąd przerwa. Ale już wracam do rzeczy. Dziś ostatni z "mitologicznych" zapachów Lubin: Akkad. Anonsowałam go z przytupem i dziś tupania ciąg dalszy. Akkad był tym właśnie zapachem z serii, na który czekałam najbardziej i od pierwszego wdechu wiedziałam, że warto było.




Ambrowe spełnienie


Pierwsze nuty olśniewają jak wschód słońca na pustyni, gdzie krągła jak pomarańcza tarcza słoneczna wyskakuje zza horyzontu naga, bezwstydna i ciepła. Doprawdy, trudno dziwić się temu, że starożytni Akkadyjczycy i Babilończycy oddali wschód słońca i miłość fizyczną pod opiekę tej samej bogini.

czwartek, 29 listopada 2012

Galaad Lubin



Pisząc rozbudowane, pełne mitologicznych nawiązań zapowiedzi nowych zapachów Lubin myślałam, że dam w ten sposób upust swojemu zamiłowaniu do snucia opowieści, a kiedy przyjdzie do testów, zostanie mi już tylko zapach. Ale życie nie jest takie proste. Czasem opowieści przychodzą nieproszone...



Pieśń o Gil-Galaadzie

Gil-galad był Elfów królem
pieśni smutne lud o nim składa
Ostatnim był bowiem, który władał
Krainą wolną od Morza po Góry


Galaad zaczyna się słonecznym porankiem gdzieś na zboczach Mglistych Gór, blisko Lothlórien, gdzie magia jest silna i nigdy nie padł cień. Powietrze jest ciepłe i przejrzyste, przełęcze pokryte są słodko pachnącymi kwiatami, potężne mellyrn gubią liście zaścielając ziemię złotem.

Korrigan Lubin


Lubicie whisky?

Mnie wydawało się niegdyś, że nie lubię. Jak większość z nas, poznawanie tego trunku zaczynałam od Johnny Walkera. Próby spożycia czerwonego Jasia Wędrowniczka do dziś są na mnie przeżyciem na pograniczu traumy i opis moich wrażeń raczej nie mieści się w ramach tego bloga. Czarny okazał się wcale nie lepszy, znany jako Pure Malt Zielony także rozczarował, dopiero smak Niebieskiego nie budził we mnie gwałtownego wstrętu. Ale wciąż nie zachwycał. Uznałam więc, że nie lubię whisky. I trzymałam się tego przekonania przez wiele lat.

 

A później poznałam pewnego Irlandczyka: emerytowanego pilota RAFu, który walczył z hitlerowcami w czasie drugiej wojny światowej, po "wylataniu" swojego zarządzał obozem jenieckim i po przekroczeniu osiemdziesiątki wciąż jadał pstrągi z głowami i ogonami, bo "u nas w wojsku tak się jadło". Ken nauczył mnie celebrować whiskey. Whiskey właśnie, nie whisky, bo jako Irlandczyk zwał swą uisge beatha - wodę życia bardziej śpiewnie, niż robią to Szkoci.

Za każdym razem, kiedy odwiedzał Polskę, przywoził ze sobą przelewane do plastikowych butelek (żeby nie płacić nadbagażu za szkło) single malty z niewielkich, rodzinnych zwykle destylarni i dzielił się z nimi z przyjaciółmi tak, jak dzielimy się dobrą nowiną: hojnie i z radością.

środa, 28 listopada 2012

Laureaci lstopadowych rozdań


Oto są. Wreszcie, z niewielkim opóźnieniem - przyznaję, że dopadła mnie jesień.
Trzy godziny snu na dobę nie wystarczają o tej porze roku i mój rytm przetykanej przyjemnościami pracy uległ pewnemu zachwianiu. Szczególnie, że wpadłam w ciąg książkowy. Nie jestem w stanie tylko pisać. Muszę czytać! 
O jesiennym (i ogólnie wszelkim) zmęczeniu najlepiej zapominam karmiąc mózg smakowitą lekturą. Najpierw więc odsypiałam, potem zaś spiesznie i pożądliwie przełknęłam kilka książek z dziedzin różnych. Aktualnie siedzę przed komputerem i marzę o tym, by wsadzić nos w kolejną... 

Ale blog swoje prawa ma i wpis poniższy jest próbą powrotu do regularnego wyciskania ze swojego umysłu kolejnych opowieści.


Bez dalszych wstępów ogłaszam laureatów.
Wybieranych losowo, bez osobistych preferencji. Dla spokoju sumienia w przypadku dostępności więcej, niż jednego zestawu, zwyciężają osoby u szczytu losowo sporządzonej listy.

piątek, 23 listopada 2012

Warszawa da się lubić - wieści


Miło mi obwieścić, że mój pobyt w Warszawie zakończył się szczęśliwie i przyniósł mi wiele radości. Częścią dobrych nowin mogę podzielić się z Wami już dziś.

 

Po pierwsze, dzięki uprzejmości Gospodarzy Domu Perfumeryjnego Quality, w którym w środę swą światową premierę miały zapachy Black Label marki Grossmith udało mi się przeprowadzić wywiad z jej właścicielami Amandą i Simonem Brooke.
Wywiad ukaże się na łamach Sabbath of Senses z pewnym opóźnieniem wynikającym nie tylko z konieczności dokonania normalnego zapisu i tłumaczenia tekstu, ale też ze względu na to, że promujący nową serię właściciele marki Grossmith będą mogli autoryzować tekst dopiero po powrocie z podróży.

środa, 21 listopada 2012

Do zobaczenia w Warszawie?


Moi drodzy, zamilknę na kilka dni... Lecz bynajmniej nie dlatego, że czuję się znudzona czy znużona pisaniem dla Was.
Zostałam zaproszona na otwarcie pierwszego polskiego Domu Perfumeryjnego i zaprawdę powiadam Wam, nie wyobrażam sobie, bym mogła odmówić sobie przyjemności uczestniczenia w tym wydarzeniu.

Pani Stanisława Missala od lat już nosiła się z zamiarem stworzenia miejsca, które będzie czymś więcej, niż perfumerią. Czymś więcej nawet, niż prowadzoną z wielką pasją perfumerią.W tym roku się udało.

Dom Perfumeryjny na Bemowie otwiera swoje podwoje dla wszystkich miłośników perfum już dziś o 17:00.

wtorek, 20 listopada 2012

Paris Rouge Delle Grazie



Mam dziś dla Was ciekawostkę.

Poznajecie tego pana?

 

Nie?
To może w tej wersji?


Właśnie tak! Terrorysta Fritz z "Die Hard" (znanego też pod tytułem "Szklana pułapka") ma własne perfumy. Nawet całą markę perfumeryjną!

Recenzje gościnne: Monika o Heilitrope Oliviera Durbano


Dziś przedstawię Wam blogerkę, miłośniczkę perfum i niezwykle miłą osobę: Tovę1 czyli Monikę - twórczynię bezpretensjonalnego i chwytającego za serce Bloga Moniszona.

Monika pojawiła się u mnie względnie niedawno, ale już pierwsze jej komentarze sprawiły, że poczułam się, jak gdybym spotkała kogoś bliskiego. Bo Monika tworzy wokół siebie atmosferę ciepła. I dlatego na Bloga Moniszona warto zaglądać nawet jeśli (jak ja) nie malujemy paznokci i używamy dwóch kolorów cieni do powiek. Bo to jest po prostu miłe miejsce.


Moniko, dziękuję za recenzję, dziękuję za to, że mnie odwiedzasz, dziękuję za to, ze mogę do Ciebie zaglądać kiedy mam ochotę na spotkanie z kimś miłym.



sobota, 17 listopada 2012

Eugénie de Montijo część druga: Violette Imperiale Historiae


Zapraszam na drugi odcinek opowieści o nieszczęsnej arystokratce o hiszpańsko - szkockich korzeniach Eugenii Marii Ignacii Augustinie Palafox de Guzmán Portocarrero y Kirkpatrick de Closeburn, która do historii przeszła jako Eugenia de Montijo - ostatnia cesarzowa Francuzów.
Pisałam wczoraj sporo o urodzie Eugenii. Dzisiejszy wpis będzie nawiązaniem do tematu, albowiem rzecz wcale nie jest taka oczywista, jak mogłoby się wydawać.

 

Nawet za swoich czasów Eugenia określana była jako pulchna. Z obrazów spogląda na nas krągłe liczko Amorka - o ciężkich powiekach istoty biernej, obojętnej na dziejące się wokół wydarzenia. 

Przeglądając materiały dotyczące cesarzowej odnoszę dziwne wrażenie, że de Montijo piękna jest wyłącznie na płótnach specjalizującego się w portretach członków królewskich rodów Franza Xavera Winterhaltera - czyli na prawie wszystkich portretach, na jakich została uwieczniona, niewielu bowiem innych malarzy dostąpiło zaszczytu malowania pyzatej cesarzowej.

Recenzje gościnne: Farizah o Oudh Al Methali Rasasi


Moim dzisiejszym gościem jest Farizah - urocza gospodyni bloga pod bardzo atrakcyjnym tytułem: Kobieta z filiżanką kawy.


Farizah wygrała próbki z perfumerii Yasmeen, a do recenzji wybrała zapach, który i mnie urzekł. Co mnie bardzo cieszy, bo mam wrażenie, że przez nośne skojarzenia w recenzji Rashy trochę odwróciłam Waszą uwagę od tej pięknej, łagodnej kompozycji.


Rasasi Oudh Al Methali... 

czyli namiętność przetykana dymem

Przyszedł czas abym i ja wtrąciła swoje trzy grosze do recenzji zapachów, które otrzymałam dzięki Sabbath w rozdaniu. Przyznam że w dużej części z wyborem zapachów trafiłam jednak jeden… no ale nie o nim dzisiaj.

Dziś spróbuję popełnić recenzję zapachu, który przypadł mi do gustu najbardziej? No właśnie nie wiem bo Oudh Al Methali darzę miłością identyczną co Ruh Al Teeb tylko wymieram go w inne dni. Dni melancholijne, nostalgiczne, mgliste…

piątek, 16 listopada 2012

Eugénie de Montijo część pierwsza: 1826 Histoires de Parfums


Blogową bohaterką tego tygodnia będzie Eugenia Maria Ignacia Augustina Palafox de Guzmán Portocarrero y Kirkpatrick de Closeburn, dziewiąta hrabina Teba, markiza Moya. I ostatnia cesarzowa Francji. Postać, której poświęcono wiele książek, wiele filmów i wiele perfum... 

Pierwszym, co ciśnie się na klawiaturę w tym kontekście jest pytanie o to, cóż tak fascynującego znajdują artyści w tej nie pochodzącej z królewskiego rodu, nie wykazującej szczególnych talentów politycznych i niewiele znaczącej monarchini. Czemu opowiada o niej tyle romantycznych filmów i czemu dedykowano jej tyle eleganckich zapachów? O książki nie pytam, bo sam upadek cesarstwa jest tematem wystarczająco interesującym.


Odpowiedź staje się oczywista, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że większość ludzi traktuje kobiety jak osobny gatunek. 

Dla poetów, malarzy, perfumiarzy czy twórców filmów fakt, że Eugenia de Montijo była politykiem ma znaczenie drugorzędne. Liczy się to, że była kobietą i jako kobieta spełnia wszystkie warunki po temu, by stać się ikoną: była piękna, męża stawiała ponad siebie (król jest ważniejszy, niż krew) i była tak inspirująco nieszczęśliwa...

Wywiad z Marcinem Malikiem - właścicielem firmy Szmaragd i Diament



Zapraszam Was do lektury kolejnego wywiadu na łamach Sabbath of Senses. Nietypowego, bo tym moim rozmówcą nie jest kreator perfum, lecz człowiek, który z powodzeniem promuje na polskim rynku dzieła jednego, zdolnego kompozytora: Ramona Bejara.

Naszym gościem jest pan Marcin Malik - założyciel firmy Szmaragd i Diament dystrybuującej perfumy marek Ramon Molvizar, Cuarzo Signature i Vibrational Perfumes. Od dawna intrygowała mnie tajemnica sukcesu na polskim rynku perfum tak ekskluzywnych i egzotycznych. Dzięki uprzejmości pana Marcina znam już odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. A dziś poznacie je i Wy.


Sabbath of Senses: Witam na łamach Sabbath of Senses. Panie Marcinie, stworzył Pan i prowadzi firmę zajmującą się dystrybucją niszowych i zarazem ekskluzywnych perfum. Jak to się dzieje, że człowiek podejmuje decyzję związania swego życia z perfumami?

Marcin Malik: Dzień dobry Pani Klaudio.
Sam zadaję sobie to pytanie. Uważam, że większość perfum to małe dzieła sztuki. Faktem jest, że zajmuję się jednymi z najbardziej ekskluzywnych zapachów na świecie. Luksus naszych perfum podkreśla cała oprawa. Złoto, platyna, kamienie szlachetne. Gwarantuję jednak że główną zaletą jest kompozycja zapachów tworzona przez specjalistę. To jak silnik Ferrari którego nie umieszcza
się przecież w karoserii samochodu kompaktowego. Marki Ramona Bejara obecne są w najbardziej luksusowych miejscach na świecie od Las Vegas przez Paryż po Abu Dhabi. Odsyłam do naszych stron www lub facebook gdzie publikowane są
bardziej szczegółowe informacje.
Zaczynałem od pracy przy zapachach selektywnych. Moje zainteresowanie perfumami rozpoczęło się w wieku 12-13 lat od Jade Zoom, wycofanego już z produkcji zapachu, który zakupiłem w budce zbitej z desek na jednym z Wałbrzyskich targowisk. Gdzie poszedłem z drewnianej budki, że znalazłem się w przepięknych wnętrzach np. perfumerii Lu'lua na krakowskim Kazimierzu? Prosto. (śmiech)

czwartek, 15 listopada 2012

Recenzje Gościnne: Smoczyca o zapachach z perfumerii Lu'lua


Czytelniczką, recenzentką i blogerką, którą przedstawiam Wam dziś jest jest Smoczyca.


Smoczycę mam przyjemność znać osobiście i wyznam Wam, że jest to jedna z najbardziej ujmujących osobowości, jakie miałam okazję spotkać w całym swoim dość już długim życiu.

"Niuch" - vol.1

Głupi tytuł, nie?


Ale lepszy jakoś nie bardzo chciał przyjść mi do głowy. Cała historia tego posta jest dość krótka - znajoma prowadzi przepięknego, bogatego bloga o perfumach (zresztą, szczerze polecam: Sabbath of Senses, warto poczytać). Wzięłam udział w jednym z licznych rozdań i uśmiechnęło się do mnie szczęście - wygrałam próbki pięciu perfum od perfumerii Lu'lua. Mogłam wybierać sama, więc zdecydowałam się na:

1. Lanvin Arpège
2. Comme des Garcons SERIA 3: INCENSE - AVIGNON
3. Comme des Garcons SERIA 5: SHERBET CINNAMON EDT 30 ML
4. Serge Lutens FLEURS D'ORANGER
5. D. S. & DURGA MY INDIAN CHILDHOOD EDP 30

Niestety (albo i stety, jak się później okazało), perfumeria nie mogła zrobić mi pełnej próbki ostatniego zapachu i zaoferowano mi inny jako uzupełnienie. Wybrałam Burning Barbershop, spod tej samej egidy.


Recenzje gościnne: Korna o Zagorsku Comme des Garcons


Dziś pierwszy (i drugi też będzie) z dwóch gościnnych wpisów recenzenckich, które ukazały się na blogach i na których skopiowanie otrzymałam zgodę Autorek.

Obie panie wygrały zestawy próbek z perfumerii Lu'lua będące największym chyba hitem moich rozdań. Nie dziwię się wcale - możliwość dokonania wyboru próbek z bogatej, coraz bogatszej i coraz bardziej fantastycznej oferty krakowskiej perfumerii i dla mnie byłaby gratką nie lada.



Przedstawiam Wam Kornę, dotychczas autorkę bloga Sklepy Cynamonowe, a od niedawna także bloga o perfumach Flakonik Perfum. Na Flakoniku gościnna recenzja Zagorska jest na razie samotna i jedyna, ale mam nadzieję, że na niej się nie skończy i w polskiej blogosferze pojawi się kolejny interesujący blog o perfumach. Trzymam kciuki!



Zagorsk


Wcale nie łatwo było mi zdecydować się na napisanie recenzji tylko jednego zapachu. Ciężko też było wybrać, który będzie pierwszy. Recenzje kolejnych zapachów też się pojawią, w najbliższym czasie. Zagorsk, to zapach trójwymiarowy (albo nawet i więcej, w zależności kto, go „czyta”).Postaram się przedstawić trzy historie, które nasunęły mi się podczas poznawania go. Zagorsk zabiera w podróż od XVII do XIX wieku włącznie. Przedstawione za chwilę trzy sceny dzieją się prawie jednocześnie i ewoluują w miarę rozwijania się zapachu. Zaczynamy.


wtorek, 13 listopada 2012

Korrigan, Galaad i Akkad Lubin - zapowiedzi z opowieścią


Podczas  Pitti Fragranze 2011 we Florencji marka Lubin Parfums przedstawiła światu nową, wzmocnioną wersję kultowego już Idole de Lubin. Stworzone przez Olivię Giacobetti edp zadedykowano kobietom - podróżniczkom odkrywającym nowe, egzotyczne lądy: Alexandrrze David-Neel, Mary Kingsley, Amelii Earhart, Charmian Kitteredge i Karen Blixen. Nie spodziewałam się wówczas, że nowy Idole otwiera serię egzotycznych kompozycji firmowanych marką renomowanego domu perfumeryjnego. Tymczasem okazuje się, że jest Idole pierwszą z siedmiu egzotycznych kompozycji inspirowanych historią i mitologią starożytnych krain. 

W tym roku, podczas Pitti Fragranze 2012 światło dzienne ujrzały trzy z pozostałych sześciu zapachów tej niezwykłej serii: Korrigan, Akkad i Galaad.



Korrigan


Pierwszy z zapachów nosi imię, które mnie osobiście kojarzy się raczej swawolnie, niż egzotycznie. Korrigan to w mitologii celtyckiej stworzenie magiczne przypominające bardzo brzydką wróżkę czy elfa. Wróżkę rozumianą tradycyjnie - jako mała istotka o ograniczonych zdolnościach magicznych i często wrednym charakterku. To coś w rodzaju irlandzkiego leprechauna, tylko mniejszy i nieco mniej złośliwy.

Istnieją, co prawda, źródła, które opisują korrigany jako wodne duchy przypominające syreny - uwodzące i zabijające ludzkich mężczyzn i kradnące niemowlęta, ale mam wrażenie, że interpretacja ta była mniej nośna kulturowo, bo zetknęłam się z nią tylko raz, szukając w sieci informacji o komiksie "Korrigans", w którym, nota bene, Korriganowie także bardziej przypominają wiedźmowate leperchauny, niż piękne syreny.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Listopadowe próbki


Zapraszam Was do sięgnięcia po kolejne zestawy próbek przygotowane dla Was przez zaprzyjaźnione z nami perfumerie. Każde takie wydarzenie jest dla mnie radością. 


Tym razem w puli pojawiła się nowa firma oferująca nie tylko ekskluzywne perfumy niszowe, ale także zapachy selektywne: Mati Trading.

Zasady zabawy są proste: my rozdajemy, Wy zostajecie obdarowani i macie przyjemność z testów. :)

Aby uczestniczyć w zabawie wystarczy być publicznym obserwatorem Sabbath of Senses, zgłosić się pod tym postem i wybrać zestaw, w którego losowaniu chcecie wziąć udział

Dodatkowe szanse w losowaniu nagród zdobyć można przez:
- opublikowanie informacji o konkursie na blogu prowadzonym przez Uczestnika konkursu (+1)
- dodanie Sabbath of Senses do blogrolla (+1)
- udostępnienie informacji o konkursie na Facebooku (+1)
Proszę, poinformujcie w komentarzu, które dodatkowe akcje podjęliście. 

Termin rozstrzygnięcia:
Po moim powrocie z Warszawy (gdzie będę na otwarciu Domu Perfumeryjnego Quality Missala): 23 listopada.


niedziela, 11 listopada 2012

Juniper Sling Penhaligon's


W piątek rankiem dotarł do mnie jeden z zapachów, na które naprawdę czekałam. Juniper Sling - zapach z jałowcem w tytule.

Jałowiec to jeden z moich ulubionych aromatów. Sam, czysty jałowiec bez dodatków to nieomal gotowa zapachowa kompozycja. Wielowymiarowy, bogaty, złożony aromat: żywiczny, eteryczny, drzewny drzewnością szlachetnego iglaka; pikantny i delikatnie owocowy zarazem; z dyskretną nutką wytrawnej goryczki i równie dyskretnym muśnięciem słodyczy. Idealne połączenie lekkości i woni przyprawowych... Jałowiec to dla konesera zapachów cud natury.

Dlatego niecierpliwie wyglądam dotarcia do Polski drzewnego Juniper D.S. & Durga. I dlatego z radością testuję Juniper Sling.


Miss Juniper, mów do mnie jeszcze


Otwarcie zadziwia. Urodą, głębią, miękkością. Większość zapachów wita nas nutami jasnymi, ostrymi, będącymi ledwie zapowiedzią kolejnych etapów rozwoju. Juniper Sling od pierwszych chwil na skórze jest... Kompletny. Pełny, złożony aromat z jałowcowym szczytem, przyprawowym, ciepłym środkiem spektrum i słodkim, drzewnym tłem. Nie tego oczekiwałam, nie na to miałam nadzieję, ale i tak jestem zachwycona.

sobota, 10 listopada 2012

sabbathofsenses.pl


Wersja skrócona:

Nie jestem właścicielką domeny sabbathofsenses.pl. Jakiś czas temu wykupił ją Marcin Budzyk i przekierował na swojego bloga. Kiedy rzecz się wydała, ogłosił u siebie, że odda domenę, ale oczywiście nie zrobił tego. 
I dlatego właśnie Sabbath of Senses stoi na domenie z rozszerzeniem com. Proszę, nie pytajcie więcej o to.

piątek, 9 listopada 2012

À Rebours Friendly Fur Fragrances


Nie jestem w stanie uciec ostatnio od trudnych tematów. Sabbath of Senses jest blogiem prezentującym perfumy w kontekście kulturowym - niesie to ze sobą pewne konsekwencje. Nie tylko przyjemne w postaci nawiązań do literatury, mitologii, malarstwa czy muzyki, ale też kontekst społeczny budzący niejednokrotnie wątpliwości i niepokój.

Do wstępu poniższego przygotowywałam się długo, poszukując informacji w sieci i zasięgając opinii znajomych i przyjaciół, którzy sprawami ekologii zajmują się czynnie. Niestety, nie znalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Przyjaciel z Greenpeace firmy Friendly Fur Fragrances nie kojarzył, ale odczucia miał negatywne (i obiecał poczynić starania w celu uzyskania informacji u źródeł, czyli wśród kanadyjskich działaczy Greenpeace), podobnie jak nagabnięta przeze mnie Pralka - autorka ekologicznego bloga Publiczna Pralnia. I ja. Dlatego kolejny raz bez udzielania odpowiedzi postawię kilka pytań. A potem opowiem Wam o bardzo dobrych perfumach zapakowanych w lisi ogon.


Friendly Fur Fragrances to firma specjalizująca się w dostarczaniu etycznie pozyskiwanych lisich skór dla przemysłu odzieżowego. Główną dewizą firmy jest życie w zgodzie z naturą rozumiane jako alternatywa dla produkcji materiałów syntetycznych. Wedle informacji na stronie, marka promuje zrównoważoną gospodarkę zasobami naturalnymi i deklaruje sprzeciw wobec masowej konsumpcji.
Zwierzęta, których skóry wykorzystuje Friendly Fur nie są zwierzętami hodowlanymi - oficjalne hasło na stronie głosi, że "żadne zwierzę nie umarło dla Friendly Fur" gdyż futra pochodzą z licencjonowanych odłowów. Materiały Friendly Fur podkreślają także finansowy wkład przemysłu futrzarskiego w ochronę naturalnego środowiska występowania zwierząt futerkowych.

Santal Blush Tom Ford


Zapachy Toma Forda to nie jest żadna perfumeryjna nisza. To perfumy butikowe: mają być ekskluzywne, nie rewolucyjne.

Pełne erotycznych podtekstów, ocierające się o wulgarność albo wręcz wulgarne kampanie reklamowe sprzedają produkt zadziwiająco w tym kontekście zachowawczy. Tom Ford i Lady Gaga w jednym stoją domu: starannie zaplanowana promocja, świetnie sprzedany skandal; szokujący marketing promujacy produkt, w którym dobrze czuł się będzie przeciętny Kowalski: nie mający odwagi by szokować, ale lubiący wyobrażać sobie, że ma. Różnica między Gagą a Fordem bierze się głównie z ceny: na Fame pozwolić sobie mogą nawet Kowalscy niespecjalnie majętni, a sztucznie zawyżane ceny produktów z prywatnej linii Toma Forda celują w klienta luksusowego. Ale za to Ford nie śpiewa...

 

Stwierdzenie powyższe nie jest przytykiem ani do Forda, ani do Gagi. Oboje są beneficjantami popkultury i cywilizacji celebrującej wyraziste osobowości, póki nie używają one swej wyrazistości by zmuszać ludzi do myślenia albo zmiany. Jest próbą wyjaśnienia, dlaczego z punktu widzenia poszukiwacza perfumeryjnych perełek wśród  zapachów firmowanych nazwiskiem Toma Forda najbardziej interesujące okazały się transparentne, subtelne kompozycje w jasnych flakonach. Ano właśnie dlatego, że ta doprowadzona do perfekcji transparentność i jasność zapachu nie stoi w sprzeczności z elegancją i "noszalnością". Cztery recenzowane przeze mnie w ubiegłym roku w ramach serii "American Psycho" zapachy z White Musk Collection uważam za majstersztyki w swojej kategorii.


czwartek, 8 listopada 2012

Recenzje gościnne: Jarek o Dhan Al Oudh Al Nokhba Rasasi


Zapraszam na kolejną gościnną recenzję. Tym razem Jarek opowiada o niezwykłym, orientalnym olejku Rasasi udostępnionym do testów przez zaprzyjaźnioną z blogiem perfumerię Yasmeen.

Jarku, dziękuję Ci bardzo za recenzję i wybór zdjęcia.
Wszystkim życzę miłej lektury. 


Kilka dni zajęło mi wybranie zapachu który jest dla mnie najciekawszy i zarazem najprzyjemniejszy.
Spośród dwóch zapachów stricte damskich, oraz trzech zaliczanych do kategorii unisex, wybrałem perfumy Rasasi Dhan Al Oudh Al Nokhba. Z początku próbowałem ocenić go, stworzyć opis po prostu z głowy. Nie udało mi się jednak, więc przy którejś próbie z kolei zajrzałem w skład tychże perfum i od razu w mojej głowie się rozjaśniło. :)

środa, 7 listopada 2012

Flakony rozdane!


Zapraszam do zapoznania się z wynikami ostatnich rozdań. Oba flakony znalazły już właścicieli, a ja przed obwieszczeniem kim są szczęśliwcy, tradycyjnie już zapowiem kolejne atrakcje.


Po pierwsze do kolejnego, hurtowego rozdania próbek dołączy w tym miesiącu kolejna firma: będzie jeszcze więcej pachnących zestawów.

Po drugie na Mikołajki szykuję coś arcyspecjalnego. :)

Po trzecie wreszcie, wkrótce na SoS wrócą wywiady. Tym razem nie tylko z kreatorami perfum, lecz także z osobami zajmującymi się perfumami w inny sposób.


A teraz wyniki...

wtorek, 6 listopada 2012

Recenzje gościnne: Katalina o Rasha Rasasi


Tym razem bez wstępów. Katalinę wspominałam tu nie raz i zapewne nie raz jeszcze to zrobię. Jest utalentowana, piękna, skromna i na dodatek naprawdę niespotykanie miła. Statystycznie rzecz biorąc, nie powinna istnieć. :)
 
Dziś zapraszam, Was do lektury gościnnej recenzji perfum Rasha - jednego z zapachów z wygranego przez Kat w ubiegłym miesiącu zestawu próbek z perfumerii Yasmeen. 

Pamiętajcie, że listopadowe losowanie wciąż przed nami. ;) 


Katalina o Rasha Rasasi

 
Ciężko było się powstrzymać przed natychmiastowym odbezpieczeniem przesyłki z próbkami! I pewnie dlatego nawet nie próbowałam się powstrzymywać... Przypuściłam zmasowany atak na fiolki, chłonąc ich bogate aromaty, a kiedy nasyciłam już pierwszy głód sięgnęłam śmiało po tę, która w okamgnieniu mnie zawojowała: Rashę.



piątek, 2 listopada 2012

Wyszukiwarka mon amour


Od pewnego czasu na stronie Sabbath of Senses na Facebooku pojawiają się wpisy z cyklu "źródła ruchu sieciowego". Nie zamierzam zmieniać tego zwyczaju, ponieważ jednak nie wszystko wrzucam i nie zawsze w godzinach, w których czytacie,  postanowiłam raz w miesiącu robić przegląd najciekawszych haseł z wyszukiwarki i wyniki publikować na blogu.


Oto najoryginalniejsze hasła, za pomocą których odnajdywaliście Sabbath of Senses przez Google:

Na początek hasło, którym anonsowałam wpis na Facebooku:


Mam pewne obawy, że za to skojarzenie odpowiedzialna jest malarka Justyna Neyman, która odkrycie tej właśnie substancji w kompozycji Rasasi obwieściła swego czasu na wizażowych Perfumach. :)

LM Parfums w perfumerii Lu'lua


W ofercie perfumerii Lu'lua właśnie pojawiły się zapachy Laurenta Mazzone znane jako LM Parfums. 

 
Do wyboru mamy wody perfumowane Ambre Muscadin, Noir Gabardine, O des Soupirs, Patchouli Boheme w cenie 520 zł za 100 ml i ekstrakt Black Oud za 920 zł.

Jeśli wody perfumowane okażą się choć w części tak genialne, jak ekstrakt Czarnego Oud - będzie to dla mnie nowina na miarę D.S & Durga.

Jakie macie oczekiwania? A może znacie już?


czwartek, 1 listopada 2012

Rume Slumberhouse


Być może stracę część fanów z powodu tego, co powiem! Jestem wielkim miłośnikiem substancji halucynogennych i psychodelicznych i uważam, ze wiele z nich można używać by tworzyć na innym poziomie świadomości, niż bez nich. Jeśli chodzi o ten zapach, tworzyłem go głównie pod wpływem. I jestem bardzo zadowolony z rezultatu; to jeden z moich ulubionych zapachów. Wiele było dziwnych nocy i dziwacznych momentów; to naprawdę było wyjątkowe: tworzyć będąc całkowicie poza sobą samym. Szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać powtórzenia tego.

Jak Wam się podoba taki pogląd? Słowa te wypowiedział Josh Lobb - twórca zapachów Slumberhouse udzielając wywiadu Ronowi Slomowiczowi z Notable Scents i dotyczą one naszego dzisiejszego bohatera: Rume Slumberhouse. 




Orzechowe wspomnienie


Pierwszy wdech zadziałał jak dzwonek budzika. Ciemny, matowy zapach o fakturze drewna, który mój umysł natychmiast sklasyfikował jako mirrę i coś, co znam, i to znam doskonale...

środa, 31 października 2012

Ostatnie godziny konkursu o flakon perfum Rasasi


Pozwolę sobie przypomnieć o trwającym jeszcze tylko do północy konkursie, w którym zdobyć można flakon perfum Rasha marki Rasasi ufundowany przez perfumerię Yasmeen


Jeśli macie ochotę na te piękne perfumy - wystarczy podać przepis na swoją ulubioną orientalną potrawę pod tym postem: KLIK.

Zapraszam, jest o co walczyć.



 

Przy okazji przypominam także o trwającym na Facebooku do wtorku 6 listopada rozdaniu flakonu Rose Quartz Vibrational Perfumes. Wystarczy polubić stronę Sabbath of Senses, udostępnić zdjęcie i zgłosić w komentarzu, że macie chrapkę na różane cudo Ramona Bejara. 

Powodzenia. :)

Cafe Rose Tom Ford


Czerń i czerwień to takie piękne, klasyczne połączenie kolorów. Także w perfumach. Tyle, że zestawienie czerwonej róży z czarnym agarem nawet największym oudomaniakom zaczyna powoli wychodzić bokiem. Chyłkiem, bo trochę wstyd się przyznać, ale jednak.

Dlatego dziś mam dla Was złożenie czerwonej róży z inną czernią. Prawie tak atrakcyjną jak agar. A może nawet bardziej?



Jej wysokość róża
i bardzo mała czarna (kawka)



Wchodząca w skład kolekcji Jardin Noir kompozycja kawy i róży od pierwszych chwil nie pozostawia wątpliwości, że główną bohaterka będzie tu róża. Pojawiająca się w otwarciu ciepła, niezepsuta słodyczą kawa ukazuje nam się dokładnie na tyle wyraźnie, by człowiek zdążył ją wyczuć, uchwycić i polubić. I pożałować, kiedy zbyt szybko odchodzi...

Akord różany brzmi od pierwszych do ostatnich taktów tej olfaktorycznej melodii. I to jak brzmi!
To jeden z lepiej wygranych motywów różanych, jaki spotkałam w perfumach. Róża pełna, dźwięczna, wielotonowa, lecz zarazem monotematyczna. Różana.

Żywa i naturalna, lecz olśniewająco elegancka. Jak gdyby kreator zapachu ustawił ją w nienagannej, arcyperfekcyjnej pozie i malował... Z kunsztem i uwielbieniem.


wtorek, 30 października 2012

Odpowiedź Bartranda Duchaufoura na pytania związane ze stworzeniem perfum dla Gulnary Karimowej



W związku z moim artykułem na temat perfum skomponowanych przez Bertrandfa Duchaufoura dla córki uzbeckiego dyktatora Isloma Karimowa Gunlary czuję się w obowiązku przekazać Wam odpowiedź Bertranda, której udzielił założycielce i szefowej Ca Fleure Bon Michelyn Camen na pytania dotyczące perfum i związanej z ich promocją podróży do Uzbekistanu, które zadała mu via e-mail. 


Poniżej tłumaczenie pełnej treści maila Duchaufoura, który zamieszczony został na Ca Fleure Bon we wpisie sprzed czterech dni. 

Bardzo dziękuję Stephendedalus za podesłanie linka. Przeoczyłam go.

poniedziałek, 29 października 2012

Zapachy dla umarłych i nieumarłych, czyli perfumy na Halloween


Halloween to święto w Polsce relatywnie nowe. I jest to święto typowo komercyjne rozumiane jako "okazja do świętowania" czyli zrobienia imprezy. Oczywiście, jak wszystko co nowe, także ten importowany z krajów anglosaskich zwyczaj ma swoich przeciwników. Odnoszę jednak wrażenie, że zabawa w horrorowym klimacie w sposób nieunikniony wchłonięta zostaje przez coraz bardziej homogeniczną popkulturę.


Będące ludyczną mutacją święta ku czci zmarłych (All Hallows' E'en) Halloween zestawiane bywa często z drugim, względnie nowym holidejem w polskim kalendarzu: Walentynkami.

Przyznam, że o ile z sentymentem wspominam czasy, kiedy wielbiciele pamiętali o tym, że walentynkowe dowody miłości powinny być anonimowe: kartki zostawiane w skrzynce lub podrzucane do tornistra, czerwone jabłka czekające na ławce po przerwie; o ile nie zapomnę nigdy przywiązanej wielką kokardą do zewnętrznej kraty balkonu (nie mieszkam na parterze) płyty Iron Maiden... O tyle uroczystości Dnia Zadusznego nigdy nie należały do moich ulubionych. Najpierw przez wiele godzin pucowałyśmy z mamą rodzinny grobowiec tak wielki, że poprzecinany był chodnikami, żeby dało się wszędzie dotrzeć. Potem, bez względu na pogodę mama zakładała długie futro i futrzany kołpak, a tata pelisę z futrzanym kołnierzem i biały szalik; mnie zaś, również bez względu na pogodę pakowano w zimową kurtkę i wiązano obciachową kokardę we włosach. Tak uzbrojeni szliśmy na cmentarz pokazać rodzinie i znajomym wszystkie nowe pierścienie matki i wzbudzić zazdrość rodowym sygnetem ojca. Najgorsza jednak była nuda. Nie wolno mi było się odzywać, nie wolno było zdzielić w łeb kuzyna, który ciągnął mnie za warkocz, nie wolno było, ku mojej wielkiej rozpaczy, bawić się zniczami i lepić kulek z wosku. A kiedy wreszcie zaczynało się robić ciemno i nad cmentarzem pojawiała się łuna w kolorze dyni - szliśmy do cioci, u której nadal nie wolno było się odzywać, ani zdzielić kuzyna, ale za to można było lepić pod stołem kulki z ciasta. 

Ogólna konkluzja niechaj będzie taka, że nie tęsknię za tamtym sposobem świętowania, a samo Halloween traktuję jak okazję do szalonej, niekoniecznie szczególnie mądrej zabawy. I bez względu na to, czy u źródeł tej zabawy leży próba przywołania pamięci bliskich i dalekich zmarłych, czy wręcz przeciwnie: chęć zamanifestowania miłości do życia i pogardy dla śmierci - kto chce się bawić, niechaj się bawi. Jeśli kto nie chce - jego prawo nie bawić się.


niedziela, 28 października 2012

Rosam Edition Rare Histoires de Parfums


Sabbathowej powieści w odcinkach ciąg dalszy. Po "Historii salwy armatniej" i "Powitaniu Królowej Morloków" nadszedł czas na to, by zakończyć tryptyk Edition Rare Histoires de Parfums. Kłopotem nie lada jest dla mnie fakt, że wielki finał opowieści zapowiada się... niezbyt efektownie. Cóż bowiem może nam opowiedzieć kolejna róża z agarem? 



I żyli długo i szczęśliwie


Pierwsze sceny opowieści ukazują nam Królową na tronie: smukły kwiat w strojnej sukni czerwonych płatków i ciężkiej koronie złocistego szafranu. 

Przez chwilę zdaje się, że pewnej zadziornej lekkości dodadzą temu monumentalnemu obrazowi cytrusowe promyki kładące się lekko na królewskich ramionach, jednak położenie słońca zmienia się po kilku ledwie minutach... A może ktoś zaciągnął zasłony?

sobota, 27 października 2012

Flakon Rose Quartz Vibrational Perfumes dla Was


Tym razem przygotowaliśmy z panem Marcinem Malikiem z firmy Szmaragd i Diament niespodziankę dla, zaniedbywanych dotychczas, fanów Sabbath of Senses na Facebooku.


Aby wziąć udział w losowaniu flakonu Rose Quartz Vibrational Perfumes wystarczy:

1. Być fanem Sabbath of Senses na Facebooku
2. Zgłosić się wpisując komentarz pod zdjęciem
3. Udostępnić zdjęcie Rose Quartz Vibrational Perfumes

I już. :)

Na zgłoszenia czekam do wtorku 6 listopada.

Zapraszam.


Sabbath dla Szarmant.pl



Pozwalam sobie na drobną reklamę. 


Na blogu Szarmant.pl ukazał się krótki artykuł mojego autorstwa, w którym piszę o męskich perfumach i elegancji.

Zainteresowanych lekturą zapraszam: Zapach mężczyzny.

piątek, 26 października 2012

Petroleum Edition Rare Histoires de Parfums


Dziś drugi odcinek opowieści rozpoczętej wczoraj historią armatniego wystrzału. Król ze świeżo poślubioną małżonką opuścili już pokład okrętu flagowego i oto wierni poddani mają okazję ujrzeć swą władczynię. Może i jest ona "bladoskóra i smukła jak irys" lecz jednak zupełnie nie taka, jakiej oczekiwano. Ale... Sami posłuchajcie.



Królowa Morloków


Pierwsze nuty Petroleum dziwią bardziej, niż zachwycają. "Mineralna" wedle opisu producenta kompozycja wcale mineralnie się nie zaczyna. Zaczyna się organicznie. Konkretnie zaś aromatem poddawanych wieloletniemu działaniu bakterii, pierwiastków promieniotwórczych, temperatury i wysokiego ciśnienia organicznych szczątków. Wedle teorii Bronisława Radziszewskiego (i niezależnie kilku innych liczących się naukowców) w ten bowiem sposób powstaje ropa naftowa, która - podkreślam - minerałem nie jest.

Zadziwiające jest także to, jak konsekwentnie ewoluuje kompozycja Ghislaina: od zapachu ciężkiego, brudnego, zawierającego trudne nuty organiczne w kierunku woni przestrzennej, chemicznie czystej. Jak gdyby poszczególne etapy rozwoju perfum rzeczywiście odtwarzały procesy chemiczne przeobrażające martwe organizmy w lotne węglowodory i bituminy o aromatach dalekich od... Truchła, z którego powstały.

Wielka mała zmiana


Czy wchodząc na Sabbath of Senses zdarza Wam się spoglądać na pasek adresowy?

Jeśli spojrzycie teraz, oto co na nim zobaczycie: sabbathofsenses.com


Tak, zrobiłam to. 

Jakiś czas temu postanowiłam, że kiedy liczba wejść zacznie oscylować wokół 50 000 miesięcznie, kupię domenę. Oto nadszedł ten moment. Kupiłam. :)

czwartek, 25 października 2012

Ambrarem Edition Rare Histoires de Parfums


Zapowiadałam jesienny worek z ambrami i nie zamierzam się z tej obietnicy wycofywać. Tym razem jednak, do ambrowego wora wpadła mi ambra w towarzystwie. Ale za to jaka ambra! I w jakim towarzystwie!


Edition Rare Histoires de Parfums to perfumeryjne mocne uderzenie. Trzykrotne. Zwierzęce Ambrarem, mineralne Petroleum i roślinne Rosam mają jedną, zasadniczą wspólną cechę. Jest w nich moc. Maksymalnie skoncentrowane, bezpardonowe kompozycje wykrzykują swoje opowieści wprost w twarz odbiorcy. I wyznam Wam, że Ja - Sabbath jestem odbiorcą, który takie pokazy mocy docenia.

Pierwotnie wpis obejmować miał wszystkie trzy kompozycje serii, ale ostatecznie został podzielony. Nie tylko ze względu na objętość tekstów, ale też na to, że po pierwszym teście Ambrarem wcale nie mam ochoty przestać go nosić. Obiecuję więc kolejne zapachy Edition Rare, ale nie dziś... nie dziś.



Salut!



Pierwsze tchnienie Ambrarem jest jak wystrzał z czarnoprochowego działa. Chmura pachnącego jak palony proch pieprzu, nasączone żywicą, kopcące pakuły, wyprażone żelastwo. Woń bardziej przypominająca zdziczałą, żyjącą własnym, mechanicznym życiem technologię, niż jakiekolwiek występujące w naturze zapachy.

środa, 24 października 2012

Ambre Antique Ava Luxe


Do zakupów na stronie firmowej Ava Luxe dojrzewam już parę lat. I od paru lat jestem na etapie "trochę odkopię się z zaległych recenzji i zamówię górę próbek". Tyle, że odkopywanie idzie mi opornie. Opisane w tym (wyjątkowo obfitującym w recenzje) miesiącu 17 zapachów to ledwie ułamek tego, co w tym samym czasie przyszło. O zaległościach nie wspominam...

A jednak kilka próbek Axa Luxe w łapki mi wpadło. Ta konkretnie dzięki Agnieszce zwanej Agnyską. Na perfumeryjnym zlocie zauważyłam Ambre Antique dopiero kiedy już naprawdę każdy odkryty (lub łatwo odkrywalny) fragment mojego ciała czymś pachniał. Zostałam więc z cenną fiolką w ręku, nieruchoma jak żona Lota i minę musiałam mieć bardzo nieszczęśliwą... I wówczas usłyszałam to, o czym każdy maniak w tej sytuacji marzy:
- Chcesz? Weź sobie.
Usiłowałam jakoś poszyć sytuację proponując Agnieszce, że może kiedy już przetestuje, to na następnym zlocie odda mi resztkę próbki, albo jakoś tak...
- Już testowałam. No weź - usłyszałam. I wzięłam. :)

Agnieszko, wiem, że czytasz. Jeszcze raz dziękuję. :)


Zapachy Axa Luxe występują w trzech koncentracjach: jako ekstrakty, olejki (o mocy bliskiej ekstraktu) i także bardzo intensywne spirytusowe edp. Tak się składa, że Incense Noir mam zarówno olejek, jak i edp i przyznać muszę, że pachną bardzo konsekwentnie. Tym razem testuję edp, ale zakładam, że różnica także będzie nieznaczna. głównie wynikająca ze sposobu sublimacji olejków, niż z różnicy składu.

Tyle formalnych wstępów. Do rzeczy.



Zagraj to jeszcze raz, Ava...


wtorek, 23 października 2012

Xerjoff Shooting Stars: Esquel


Serię Shooting Stars marki Xerjoff przedstawiałam obszernie we wpisie (bo tę zbudowaną na dygresji opowieść trudno nazwać recenzją perfum) poświęconym meteorytowi z Uden i ochrzczonej jego imieniem kompozycji. I można by przypuszczać, że dałam już upust swojej namiętności do spadających gwiazd, ale jednak nie do końca... Albowiem jest meteoryt, o którym chcę Wam opowiedzieć. A raczej, który bardzo pragnę Wam pokazać.

Esquel: jeden z najpiękniejszych (o ile nie w ogóle najpiękniejszy) meteorytów, jakie widziały ludzkie oczy.


Esquel jest meteorytem żelazno - kamiennym należącym do grupy pallasytów, której nazwa pochodzi od nazwiska Petera Simona von Pallas: żyjącego na przełomie XVII i XIX wieku niemieckiego naturalisty i jednego z ojców meteorytyki. Von Pallas zaproszony został do Rosji przez samą carycę Katarzynę II Wielką, za której przyzwoleniem podjął trudną i niebezpieczną wyprawę, podczas której badał, między innymi syberyjskie i uralskie meteoryty (o których pisałam w poprzednim odcinku meteorytowej opowieści). 

poniedziałek, 22 października 2012

Thierry Mugler Gout du Parfum (Taste of Fragrance) Angel, Alien, Womanity i A*Men


Rok już minął od czasu, kiedy z anonsowałam pojawienie się na rynku smakowitych wersji klasycznych zapachów Thierry'ego Muglera: Angel, Alien, Womanity i A*Men Gout du Parfum czy też w języku Albionu: Taste of Fragrance.

 

Na szczęście, informacja podana w komentarzu pod tamtym wpisem przez pewnego... człowieka okazała się nieprawdziwa. Zwane pieszczotliwie ToFkami Muglery pojawiły się w Polsce wszystkie: częściowo w sieci SuperPharm, reszta w sklepach internetowych i (oczywiście) na Allegro. I ja, moi Mili, rozważam zakupy...

Zanim jednak popełnię wszystkie planowane szaleństwa (a potem skoczę do rzeki z pękiem flaszek u szyi ;)), przedstawię Wam wszystkie cztery ToFki.


niedziela, 21 października 2012

Moje stanowisko w sprawie pisania listów do Duchaufoura


Dostałam na maila i na PW na Wizażu mnóstwo pytań o to, dlaczego nie napiszę listu do Bertranda Duchaufoura w sprawie perfum dla Gulnary Karimowej. Odpowiadam, jak mogę, ale nie dam rady wszystkim. Już mi się dwa razy skrzynka na Wizażu zapchała. 

Ponieważ podjęłam ten temat publicznie, publicznie też odpowiem. Przepraszając jednocześnie wszystkich pytających za tę nieosobistą formę.


Dlaczego nie zapytam Bertranda Duchufoura o powody, dla których zdecydował się skomponować perfumy dla Gulnary Karimowej?

sobota, 20 października 2012

Bushra Rasasi


Ponieważ trwa rozdanie wybranego przez Was flakonika perfum Rasasi, nie od rzeczy będzie opowiedzieć o kolejnym zapachu marki, którego nie wybraliście. A wybraliście świetnie. Chodzi za mną flakon Rashy. Tylko nie mogę brać udziału w konkursie na własnym blogu. Ale Wy wciąż możecie! :)

***

Bushra to Radosna Nowina. Lub inaczej: Dobry Omen. Zaiste, nuty wydają się zwiastować wiele godzin szczęśliwości, ale czyż można wierzyć perfumom kwalifikowanym jednoznacznie jako damskie? :)


Radosna nowina jest taka, że Bushra jest prawdziwie orientalna, bogata, trwała i wcale nie paniusiowata. 

Zła nowina jest taka, że... Hmm... Niech pomyślę...

Nie ma złej nowiny! :)

O ile gotowi jesteśmy zaakceptować perfumy prawdziwie orientalne ze wszystkimi tego określenia konsekwencjami.


piątek, 19 października 2012

Perfumy Bertranda Duchaufoura dla "egzotycznej uzbeckiej piękności"


UWAGA!
Artykuł zawiera treści drastyczne.
  

***



W ubiegłym tygodniu odbyła się uroczysta premiera perfum skomponowanych przez Bertranda Duchaufoura dla pewnej pięknej, młodej kobiety. Perfumy nazywają się "Mysterieuse" i osnute są wokół aromatów marokańskiej róży, zmysłowego jaśminu oraz ylang - ylang. Nie zawierają figlarnych aluzji do tortur i aromatów gotowanych żywcem więźniów. Choć być może powinny...


czwartek, 18 października 2012

Flakon perfum Rasasi od perfumerii Yasmeen dla Was


Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Rozdanie rusza, a Wy dokonaliście wyboru.


Nagrodą w konkursie
jest flakon skoncentrowanego olejku 
Rasha Rasasi


Flakon ufundowany został przez perfumerię orientalną Yasmeen.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...