sobota, 7 stycznia 2012

Cinnabar Estee Lauder


Do zrecenzowania Cinnabaru Estee Lauder zachęcało mnie już sporo osób. Ostatnio, przy okazji mojej notki o Chanel No.5, wspomniała o tym Aileen. I wtedy pomyślałam sobie, że skoro pokrewnej perfumeryjnie duszy Cinnabar przypomniał się przy takiej okazji, to muszę go w końcu poznać.
I oto skutki tej znajomości. :)




Wiele godzin pąsowych róż


Jeżeli chcielibyście kiedyś wyobrazić sobie retro zołzę, to proszę bardzo, oto zapach, który wspomoże Was w tworzeniu tej wizji.


Pamiętacie książkę "Godzina pąsowej róży"? Albo film o tym samym tytule?

Bynajmniej, nie zamierzam przywoływać postaci średnio bystrej głównej bohaterki, lecz graną w filmie przez fenomenalną Lucynę Winnicką dystyngowaną, uwodzicielską, silną i świadomą własnych pragnień i celów cioteczną prababkę nieszczęsnej Anki - Eleonorę.


Już pierwsze tony tej niezwykłej olfaktorycznej opowieści uświadamiają nam, że oto przyjdzie nam podróżować w czasie. Potężny, statyczny zlepiony z upojnego jaśminu i oleistej róży akord kwiatowy ma konsystencję masła. Jednak dodatek waniliny i cynamonu przewrotnie odbiera mu maślaną gładkość, sprawia, że zapach trze po skórze jak haftowany złotem aksamit: ciężko i efektownie.

Po chwili, zadziwiająco późno i zadziwiająco słabo wybrzmiewa nabita goździkami pomarańcza: suchawa już, bardziej skórzasta, niż owocowa, słodko - kwiatowa, eteryczna i ostra.

I to jest rozdział pierwszy, w którym piękna, dystyngowana pracioteczka zmysłowym altem informuje nas, że właśnie zamierza wykorzystać nasze życie dla własnych celów. I mówiąc to ani na chwilę nie wypada z roli prawdziwej damy.


W drugim rozdziale przenosimy się na rzęsiście oświetlone światłem świec salony. Piękne, pełne brzmienie podprawionego szorstkim, zmysłowym cynamonem akordu kwiatowego łagodzi owocowa słodycz mięsistej brzoskwini (która mnie brzmi bardziej jak lekko podwędzona śliwka).

Jest karnawał, a my jesteśmy na balu: wciśnięte w gorsety panie i usztywnieni frakami panowie z godnością wirują w tańcu dyskretnie przekraczając wyznaczone przez etykietę granice flirtu. Na twarze tancerzy wypełzają rumieńce, płomyki setek świec drgają w przesyconym zapachem wyperfumowanych ciał powietrzu. Jest ciepło.

Czający się w kątach sali, unikający tłumu tancerzy kadzidło z paczulą dodają sercu zapachu naturalizmu, który przypomina nam, że w tamtych czasach uważano, że miejsce świeżego powietrza jest za oknem.


Najpiękniejsza, najbardziej zmysłowa jest baza. To ona stanowi najważniejszą, choć nie najciekawszą część kompozycji. I to ona przypomina nam, że główną bohaterką tej opowieści jest zmysłowa i bezkompromisowa Eleonora.

Nuty kwiatowe, przyprawowe i ślad słodyczy splatają się w jeden orientalnie pyszny akord, zmysłowy jak dojrzała uroda inteligentnej, pewnej siebie kobiety. Nietypowy, dymny i chłodny zarazem akord kadzidlany każe jej wysoko trzymać głowę i spoglądać na świat z pełnym wyższości dystansem. Zaś cielesna, miękka i mroczna ambrowa podstawa zapachowej piramidy uświadamia nam, że bardzo intensywnie działa na nasze zmysły ta pani - ze swą dojrzała urodą, z owej urody bezczelną świadomością i wyniosłą pozą.


Jest Cinnabar fantastycznym mariażem przepychu orientu i europejskiego dystansu. Zapach jest bogaty, nasycony barwą jak arabski kobierzec. Nie ma w nim jednak typowej dla perfumeryjnego orientu miękkości, atmosfery zmysłowej sytości, senności. Kobieta pachnąca Cinnabar jest wyniosła, niezależna, pewna siebie. W sposób charakterystyczny dla Europejek, nie mieszkanek Bliskiego czy Dalekiego Wschodu.

I oczywiście świadoma jestem, że w wieku XIX także znakomita większość Europejek tej charakterystyce nie odpowiadała. Stąd wybór bohaterki - postaci nie będącej w żadnym razie uosobieniem dziewiętnastowiecznej matrony. Pięknej i zmysłowej, lecz zarazem egotycznej i zachłannej. Nie emancypantki, lecz właśnie kobiety zadowolonej ze swojego status quo, niezainteresowanej zmianą świata, lecz zatrzymaniem go. I czyniącej to z wielkim urokiem i niezwykłą skutecznością.

Myślę, że w realnym świecie nie znosiłabym baby. Ale w perfumach... W perfumach uwielbiam tę retro zołzę. Choć na schadzkę się nie wybiorę. Bo ja jestem z innej frakcji, ja upajam się tym, jak pięknie świat pędzi do przodu. :)



Data powstania: 1978

W kwestii nut zastosuję metodę Skarbka, której recenzję Cinnabaru polecam Wam serdecznie jako odtrutkę na moje zachwyty.   

Nuty zapachowe według informacji ze strony  Estee Lauder:
jaśmin, kwiat pomarańczy, mandarynka, goździk, cynamon, róża, olibanum, sandałowiec, paczula

Nuty zapachowe według informacji z  Basenotes:
aldehydy, bergamotka, brzoskwinia, przyprawy, cynamon, goździk, irys, ylang ylang, jaśmin, paczula, ambra, wanilia, wetiwer

Nuty zapachowe według informacji z katalogu Kosmetyk Wszech Czasów:
Nuty zapachowe:
Nuta głowy: pomarańcza, mandarynka, goździk
Nuta serca: róża, jaśmin, cynamon
Nuta bazy: paczula, kadzidło, drzewo sandałowe, wanilia.

  • Wszystkie ilustrujące tekst zdjęcia pochodzą z filmu Haliny Bielińskiej "Godzina pąsowej róży". Część (jak widać) z zasobów fototeki Filmoteki Narodowej.

21 komentarzy:

  1. Tak się zastanawiam, bo zapach wydaje się dość ciężki i gęsty. Ale z drugiej strony w zasadzie 99% nut, o których wspomniałaś to typowo "moje" nuty, tak więc jestem mocno zaintrygowana. A że zołzą bywam częściej niż rzadziej, to i zapach takowy mnie nęci ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio wróciłam myślami do "Godziny pąsowej róży", tak strasznie dawno czytałam tą książkę. Zołza jak się patrzy, muszę podsunąć mojej Przyjaciółce, coś czuję, że może Jej się spodobać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. hihi jestem ciekawa jak się ma Cinnabar do Youth Dew. YD pięknie się na mnie układa choć też moc ma zabójczą. Super, ostatnio dawkuję sobie w małych ilościach zapachy czasu przeszłego. Trzeba oswoić nos żeby to nosić ale jest to ciekawa odmiana.

    Pola

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż zamruczałam z ukontentowania, czytając pierwszy akapit!
    Filmu nie znam, przy okazji nadrobię, bo chyba warto - lubię przenosiny w czasie ;)

    Polu, jeśli mogę się wtrącić (bo pytanie nie było do mnie i odpowiem niezupełnie na temat): Nie znam Youth Dew, ale Youth Dew Amber Nude (znasz?) z pewnością jest krewniakiem Cynobru, tylko że cichszym, miększym, cieplejszym. Spróbuj Cinnabaru koniecznie, skoro lubisz zapachy czasu przeszłego. Byle na początku nie przesadzić z ilością ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. wyobrażam sobie Ciebie tworzącą tego posta, że siedzisz z zamkniętymi oczami a zapach prowadzi Twoje palce po klawiaturze. No piszesz bajecznie i plastycznie.

    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  6. wybaczcie mi! pierwsza myśl zapach jakiś taki babciowy ;) siedzę i myślę, na pracy nie mogę się skupić, czytam recenzję po raz któryś i jakoś nic mądrego nie potrafię wymyślić :)) zapach mnie nie pociąga ;) mimo, że recenzja jest pięknie napisana :)) ale cóż piękne jest to, że jesteśmy różni :D jakoś ostatnio ciągoty zapachowe mam w inną stronę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A może pokusisz się o recenzję damskiego Obsession CK?:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, znowu dałaś! Piękne i cięte. Ty wcale nie jesteś chora!
    Jeśli pozwolisz (a nawet jeśli nie pozwolisz) to sprzedam dalej tekst o powietrzu za oknem - ubawiłam się setnie.
    Wydaje mi się, że jak wąchałam cinnabar kupując zdaje się dwa sensuous'y to mi się nie spodobał. Może do niego wrócę przy okazji.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. aileen dzięki za podpowiedź :) YD Amber Nude powinnam mieć w tym tygodniu. pierwowzór zaaplikowałam ostatnio globalnie i nie umarłam z uduszenia :P moc ma powalającą trzeba przyznać 2 psiki i efekt na calutki długi dzień. Teraz czuj,ę że warto powęszyć za Cinnabarem. Nie jest to mój typ nr jeden z perfumowego świata zapachów ale intryguje dostatecznie :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Kat, jest ciężki, jest gęsty i ostry zarazem, jest przy tym kobiecy i nieco wredny. A zołzą to ja nie wiem, kiedy bywasz, bo ja nie zauważyłam nigdy. :)




    strī-lingo, Godzina pąsowej róży to jedna z bardzo nielicznych "dziewczęcych" lektur, które mi się naprawdę podobały. Film też, ale ja jednak wolę książki zwykle. Z nielicznymi wyjątkami. :)




    Polu, ja podobnie jak Aileen znam tylko wersję Amber Nude i powiem Ci, ze jest jakieś podobieństwo między tymi zapachami. Amber Nude chyba bardziej mnie "drapało" w gardle, bardziej wydawało się cielesne i dosłowne. Ale testowałam dawno, mogę się mylić.
    W kwestii drugiego twojego komentarza, Cinnabar także mam moc niesamowitą. Trwałość genialna. projekcja świetna, choć bez ostentacji (jak Black Afgano na przykład).



    Aileen, nie wiem czemu zawdzięczam Twoje mruczenie ;) ale napiszę przy okazji, ze ja za każdym razem kiedy Cię tu spotykam jestem ukontentowana szalenie.
    Dziękuję za inspirację, proszę o kolejne.




    Moniko, aż tak ładnie to chyba nie jest. Ale masz rację: są zapachy, które prowadzą palce po klawiaturze, malują w głowie obrazy i opowiadają historię. Ten był łatwy. Skojarzenie przyszło samo.
    Za życzliwą ocenę dziękuję ślicznie. :*




    Reniu, ale co tu wybaczać u licha? Jest babciowy. Ale to babcia, której czas się nie ima, ani pod względem estetycznym, ani charakterologicznym. Ona po prostu uważa, że "za moich czasów było lepiej". Jak to babcie. ;)
    Bo, wedle mojej własnej teorii, to jeden z ważnych wyznaczników starzenia się. Babcienia. czy też dziadzienia, mówiąc brzydko. Moment, kiedy zaczynasz uważać, że "twoje czasy" się skończyły. I żeby nie było: moje czasy są teraz. I będą, póki nie wydam ostatniego tchnienia. :)



    Madzik, przyznaję się: kusi. Podobnie jak damskie Opium. I Theorema.
    Czy to oznacza, że się starzeję?
    Proszę, zaprzecz! :))))))

    Żartuję!




    Myszo, jak nie jestem chora? Właśnie jestem! leżę w łóżku! Przez 23 godziny na dobę. Czytam, piję herbatkę i kaszlę. Mam już dośc tego kaszlu. Ale kataru nie mam.
    A tekst o powietrzu to jeden z bon motów mojego przyjaciela, o którym pisałam przy okazji L'Homme de Coeur Divine.
    Mawiał on swego czasu (zanim przegruzowałam mu podejście do życia), że świeże powietrze powinno pozostawać tam, gdzie jego miejsce. Za oknem.
    Uwielbiam jego bon moty. Zna ich mnóstwo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaprzeczam! Ty zawsze będziesz młoda duchem!!! I będziesz tym zarażać:) Koniec. Kropka :-*


    A na wyżej wspomniane recenzje będę czekać:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bo blogosfera jest moim miejscem wyciszenia ;) Tutaj niemal nigdy nie puszczają mi nerwy. A jak jest w realnym życiu to wszyscy wiemy - różne sytuacje i rozmaici ludzie czasami wyzwalają w nas najgorsze instynkty ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzisiaj mam jaśniejszy umysł ;) mój komentarz wyglądał jakbym się czepiała babciawości, przynajmniej ja to dzisiaj tak odebrałam... ale nie miałam nic złego na myśli :) mnie ogromnie cieszy, że starsze panie używają perfum niezależnie czego używają :)) może być tak, że użyjemy perfum, które dla innych będą "babciowe" czy to już znaczy, że się zestarzałyśmy?! Raczej nie bo każdy inaczej odbiera zapachy, grunt być otwartym na zmiany i nie zatrzymywać się na "moich czasach". Życzę sobie i Wam abyśmy mimo biegu czasu były zawsze młode duchem :D


    Katalina jak ja Cię rozumiem :przytul:

    OdpowiedzUsuń
  14. Madzik, prawdziwa zaraza ze mnie. Wiem, wiem... :)
    A za klasykę powoli będę się brała. Jeszcze Poison nęci. jakąś listę se sporządzę, czy co...?



    Katalino, ano wiemy. Ja mam tę fatalną cechę, że _naprawdę_ z równowagi wyprowadzają mnie najłatwiej osoby, które są mi najbliższe. A przecież to wobec nich powinniśmy zachowywać spokój...

    OdpowiedzUsuń
  15. Reniu, dlatego właśnie określenia "babciowy" w perfumach nie uważam za negatywne. Babciowe zapachy zwykle wydają mi się ciekawsze, niż hiper modne pop landrynki. I wcale nie uważam, że to dlatego, że już zdziadziałam. Jestem tylko niekompatybilna z popkulturą. I słowo daję: cieszy mnie to niezmiernie.
    A tej młodości ducha i świeżości intelektualnej i duchowej życzę i sobie, i Tobie, i wszystkim ludziom. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Babciowy zapach to Pani Walewska:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cinnabar! :) Jeden z moich najwcześniejszych zachwytów perfumiarskich. I Twoja wizja, silna i zapadająca w pamięć (sama miałam podobne wrażenia). Razem daje to efekt podwójnie mocny.
    Czyli: na Twoje słowa nie potrzeba odtrutki! :) (jakkolwiek słowom Skarbka nie sposób niczego zarzucić, przecież :) ).

    OdpowiedzUsuń
  18. Tiniaczku, ja przyznaj, że kiedy moja mama miała Panią Walewską nie miałam takich skojarzeń. Ale czy ja w ogóle kiedykolwiek uważnie ją wąchałam? Nie wiem, doprawdy. szkoda.



    Wiedźmo, zadziwiasz mnie. Poważnie. Cinnabar jako jedne z pierwszych zachwytów. Masz charrrrakter babo, Ups, przepraszam. Wiedźmo! ;)))

    OdpowiedzUsuń
  19. U Dziadków jest gdzieś flakonik, jeszcze taki oldschoolowy:D Ale zapachu już nie uświadczysz. Szkoda, bo by mi Babcię przypominał...

    OdpowiedzUsuń
  20. Jest na Allegro setka w świetnej cenie, jakbyś chciała powspominać na dłuższy dystans. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...